Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

bazienka

Zamieszcza historie od: 20 sierpnia 2011 - 17:54
Ostatnio: 22 września 2019 - 21:39
Gadu-gadu: 5477672
O sobie:

bazia, kotka (łac. amentum, ang. catkin) – odmiana kłosa lub grona, typ kwiatostanu, w którym pojedyncze kwiaty osadzone są na osi pędu bez szypułek lub z krótkimi szypułkami. Kotki mają przeważnie wiotką, zwieszająca się oś główną

  • Historii na głównej: 82 z 137
  • Punktów za historie: 24363
  • Komentarzy: 8468
  • Punktów za komentarze: 9139
 

#73568

(PW) ·
| Do ulubionych
Czytam sobie #73021.

Przypomniało mi się, jak to w okolicach majówki, będąc zaproszona na urodziny kumpla, po drodze wstąpiłam do E.Leclerca w Gdańsku na Przymorzu.

Przechadzałam się po sklepie, sprawdzałam m.in. cenę interesującego mnie produktu porównując z ceną z Rossmana, przy okazji wypróbowałam sobie rozświetlacz używając testera, wyszłam wolnym wyjściem a tam - ochroniarz.
Dialog mniej więcej taki:
J- O co chodzi?
O- Pójdzie pani ze mną.
J- Pójdę, jeśli mi pan powie, o co chodzi. Ogólnie to możemy od razu wezwać policję, będzie szybciej.

W tym czasie dziarskim krokiem zmierza ku mnie jeszcze trójka ochroniarzy płci różnej i przez czworo jestem "eskortowana" do POK z pietyzmem co najmniej takim, jakbym pół asortymentu w majtkach wyniosła. Wszystko na oczach klientów.
Tam przedstawiają mi szefa ochrony. Facet patrzy groźnym wzrokiem.
J- Czy dowiem się wreszcie, o co chodzi?
O- W naszym sklepie nie ma testerów!
J- ??
O- No w naszym sklepie nie ma testerów!
J (loading, loading)- Super, tylko czemu na produkcie było napisane TESTER?
O- Niemożliwe!
J- A jednak.
O- Wyślę moich ludzi, sprawdzą.
J- Ok, poczekam.

Po ok. minucie wpadło mi do głowy, iż testery mogą "tajemniczo zniknąć" z półki do tego czasu, podobnie jak wywieszka promocyjna we wspomnianej historii.
J- Wie pan co, ja tam pójdę i sama panu pokażę, będzie szybciej.
(w trakcie marszu)
O- No to pani lepiej niech mnie zaprowadzi, ja nie wiem, gdzie to leżało.
J- No to gratuluję panu profesjonalizmu w wykonywaniu obowiązków oraz znajomości sklepu...

Dotarłam akurat w momencie, kiedy pani ochroniarz po nadaniu przez radyjko pytania "i co ja mam z tym zrobić?" zamierzała się paznokciem na naklejkę TESTER.

Więc wzięłam owe produkty ( jakieś pudry, bronzery, rozświetlacz) i pokazując kolejno panu szefowi:
J- Proszę, oto TESTER, którego użyłam, to tester, to tester i to również tester. A podobno testerów nie ma?
Pan szef stał z głupią miną.
Wszystko to na oczach klientów, a nadmienię, że 6 lat mieszkałam na tym osiedlu...

J- Jakie proponują państwo zadośćuczynienie za powstałe zamieszanie oraz moje straty moralne?
O ( prychając)- Skargę może sobie pani napisać.

No nie omieszkałam.

market ochrona

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 476 (500)

#72830

(PW) ·
| Do ulubionych
Kolejna próba naciągania czy oszustwa.

Wczoraj dostałam sms o treści "Prosimy o kontakt telefoniczny w sprawie 700840000381". Numer telefonu 22 576 60 65". Z nru 504 459 651.

Na numer kupiony jakiś tydzień temu, zwykły starter na kartę, którego nie podawałam w żadnych dokumentach.
Więc sprawę olałam.

Dziś sms z nru 504 448 947: "Informujemy, że do dnia dzisiejszego sprawa nie została zamknięta. Informacje pod nr 22 576 69 74"

Posprawdzałam te numery w googlach i np.
"515 999 140 wciąż wysyłają smsy typu:
"Sprawdź kwotę na swoim rachunku. Prosimy o kontakt pod numerem telefonu 22 576 69 52".
Wcześniej wysyłali inne smsy, za pierwszym razem reagowałam, dowiedziałam się, że ktoś podał mój numer telefonu w umowie, zapytałam w jakiej umowie, na co pani odpowiedziała, że numer telefonu został znaleziony. Na moje pytanie gdzie został znaleziony - w umowie..."

Więc uważajcie - ja mam pewność, że to oszustwo, wyłudzenie, bo nr jest nowy, natomiast jeśli ktoś ma podany swój telefon jako kontakt w bankach czy innych umowach, może się nabrać. I zapłacić, bo pewnie dalej podawany jest numer konta do wpłaty plus straszenie, że będziecie mieli komornika czy coś...
Nie wysyłałam nic ani nie dzwoniłam, ale nie zagwarantuję też, że telefon nie "zjada" środków z konta.
Zwłaszcza, że za każdym razem wysyłają te smsy z innego numeru i podany jest inny nr kontaktowy.

Uważajcie.

smsy nękanie telefon oszustwo wyłudzenie

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 151 (195)

#72302

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia z wczoraj.

Pojechałam odwiedzić przyjaciółkę. Kasia cierpi na rdzeniowy zanik mięśni, jeździ na wózku elektrycznym. Po terapii spotkałyśmy się na mieście i razem pojechałyśmy do niej.
Gdy wysiadłyśmy na jej przystanku, wózek padł. Rozładował się. Trochę pogadałyśmy, odstał ciut i zaczęłam ją pchać. Pod górę. Ja maleństwo 163 wzrostu, z dyskopatią, ok. 200 kilo do pchania. Pchałam po 5 metrów, bo tyle mniej więcej naciągał wózek podczas postoju, a bez działającego wózka nie działał i joystick od kierowania.

Wokoło było paru ludzi, pan poproszony o pomoc wymówił się brakiem czasu. Inni ludzie potrafili iść tak, by przed nami przejść na drugą stronę ulicy i wrócić na naszą stronę po ominięciu nas.
Trasa 5-minutowa zajęła nam dobre pół godziny.

Kasia powiedziała mi potem, co działo się tydzień temu. Otóż wózek rozładował się w podobnym miejscu, koło przystanku. Było zimno, zacinał deszcz, wiatr. Na tyle silny, że zsunął jej na twarz czapkę, a jako że Kasi już ręce nie działają, nie mogła jej sobie nawet poprawić. I tak stałą w tym deszczu, z czapką na jednym oku, 2 godziny.
Reakcje ludzi podobne, ale wszystkich przebiła kobieta z mieszkania naprzeciwko miejsca, gdzie Kasia stała. Baba gapiła się na nią 1,5 godziny. I kolejne ponad pół godziny zza firanki.
Ot, taki folklor lokalny - osoba na wózku moknie 2 godziny w deszczu z czapką na jednym oku. Może lubi.

Strach zemdleć czy nogę złamać na mieście.
Zgroza.

niepelnosprawnosc znieczulica

Skomentuj (46) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 364 (410)

#71617

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia dzisiejsza, ale musiałam ochłonąć.
Jadę sobie do domu, trasa okrężna, po drodze wsiadają dwie... dziewczyny? Dziewczynki? Wiek max. późnogimnazjalny. Jedna z nich prowadzi wózek z niemowlęciem.

Wózek postawiła na miejscu dla wózków, tyle że dość daleko od siedzeń i niczym nie zabezpieczony, nie miał nawet hamulców, bo w miarę jazdy autobusu przesuwał się nieco w przód i w tył.
Zwróciłam uwagę, że to niebezpieczne, ale odpowiedziała mi krótkie i treściwe "spier*alaj".

Jedziemy, czytam sobie książkę.
Dziewczyny gadają o kosmetykach, szkole itp., po chwili wyjmują kosmetyczki i pełny make-up traktując szybę jak lustro. Podkład, puder, konturowanko, cienie i inne...
Widziałam już panią starszą robiącą sobie pełny manicure w SKM, więc wróciłam do książki.
Nagle szarpnięcie, kierowca gwałtownie zahamował.
Krzyk dziecka wniebogłosy, krew - upadając, zaczepiło o barierkę.
Wstałam, chcąc udzielić pomocy.

A co zrobiła matka roku (wtedy okazało się, że to matka, nie siostra). Nie rzucając pędzla stwierdziła:
- K*rwa, teraz i policję będę miała na głowie przez tego j*banego bachora, mogłam go wyskrobać jak jeszcze się dało!

matka autobus wypadek

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 189 (259)

#71505

(PW) ·
| Do ulubionych
Wczoraj załapałam mindfuck.

Jechałam SKM z Gdańska Głównego do Rumii, zadzwoniłam do przyjaciółki, że za chwilę mam SKM, by wiedziała, kiedy po mnie wyjść. Rozmowa zaczęła się na peronie, przerwało coś, nie wiem, czy z jej czy z mojej strony.
Nadjechał pociąg, weszłam, zadzwoniłam ponownie, chcąc poprosić ją o kupno wstążki w pasmanterii. Rozmawiałam krótko i cicho, bo mnie samą wkur...zają osoby nadużywające siły strun głosowych (czyli po prostu drące ryja) w miejscach publicznych.

Nagle mój telefon stracił zasięg. Ok, zdarza mu się to, nic nowego, poczekam. Powiodłam wzrokiem po tłumie, zauważyłam siedzącego po przekątnej ode mnie mężczyznę trzymającego w rękach czarne pudełko z trzema antenkami, na chwilę zawiesiłam na nim wzrok. Facet zrobił na mnie "wytrzeszcz", mniej więcej taki, jak dziecko pokazujące język...
O.o tak wyglądała moja mina, ale ok, niektórzy nie lubią, jak się na nich patrzy. Kolejna próba dodzwonienia się, kilka sygnałów, przyjaciółka nie odebrała. Ok zadzwonię za 5-10 minut, idzie z dziećmi, pewnie zabrakło jej rąk by odebrać.
Facet mnie trąca.

(F)- Nie zadzwonisz.
(B)- ?
(F)- No nie zadzwonisz!

Zorientowałam się, że to dziwne pudełko jest jakimś zakłócaczem fal, ok, wyciągnęłam książkę, planując wysłać smsa jeśli oszołom będzie uprzejmy jechać aż do Rumii ku mojej udręce.

(B)- Nie jesteśmy na "ty".
(F)- Nie pyskuj, gówniaro!
(B)- Dzięki za komplement, mam 30 lat.
(F)- I nie zadzwonisz.
(B)- Urodziłam się w czasach, kiedy nie było komórek ani internetów, nie umrę.
I sobie czytam książkę.
Facet wychodząc szturchnął mnie w ramię.
Zadzwoniłam, załatwiłam sprawę, dojechałam.

Tylko zastanawiam się, co to miało być?
Przegapiłam jakąś akcję polowania na ludzi rozmawiających przez telefon w miejscach publicznych, czy to czysta, niczym nie wyjaśniona złośliwość ludzka? Facet pęta się po środkach transportu i rozłącza ludziom rozmowy?

skm telefon rozmowa

Skomentuj (37) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 246 (308)

#71513

(PW) ·
| Do ulubionych
Przeczytałam http://piekielni.pl/71118 i przypomniało mi się...

W ciąży nie jestem, ale mam dyskopatię i czasem naruszam niestety kręgosłup (np. otulając się kocem, brawo ja). Efektem jest zazwyczaj rwa kulszowa, dobrze, jeśli w jednej nodze, i spore trudności w poruszaniu się.

I wracam sobie od lekarza po takim urazie, siadam w autobusie, na samym tyle, gdzie są 3 siedzenia, 2 za szybką i 1 z widokiem na cały korytarz pojazdu, ja.
Wsiada starsza kobieta. Stoi. I zaczyna fukać. Potem zaczyna lament - że jaka to młodzież niewychowana, siedzi, a starsi ludzie muszą stać. Generalnie zlewam takie jęczenie, bo nie wzmacniam postawy roszczeniowej ludzi, którym słowo "proszę" nie może przejść przez gardło.

W końcu baba zaczyna mnie szturchać. Spoglądam na nią, a ta:
(B)- No wstawaj, gówniaro!
(J)- Po pierwsze, nie jestem gówniarą, mam prawie 30 lat, po drugie na "ty" nie jesteśmy. Po trzecie, słowo "proszę" nie boli. Po czwarte mam uraz kręgosłupa i stanie w pojeździe jest dla mnie niebezpieczne, a po piąte poprosi pani tę panią (wskazałam), by wzięła na kolana zmęczone reklamówki, to będzie miała pani miejsce.
Tu włączyła się baba od siatek.
(B2)- A gdzie ja je położę?
(J)- Na kolanach albo podłodze.
(B2)- Ale będzie mi niewygodnie! A na podłodze się pobrudzą!
(J)- Miejsce jest dla ludzi, nie dla siatek. Chyba że wykupiła pani dla nich osobny bilet.

Tu nastąpiła standardowa litania wyzywania od niewychowanych gówien. Założyłam słuchawki na uszy, wyciągnęłam czytnik i czytam sobie książkę. Baby wrzeszczą.
Przystanek, pasażer spod okna chce wysiąść, więc wstaję. Właściwie próbuję. Podźwigam się na słupku i uchwycie, wstaję z trudem, moja twarz pewnie eksponowała emocje związane z bólem. Chwila zamieszania przy wyjściu przepuszczanej osoby, ktoś wsiadł na wolne miejsca, a B1 pakuje się na moje z triumfalnym uśmiechem.
Jestem wredna, normalnie siadłabym jej na kolana, ale nie będę się z rozwalonym kręgosłupem szarpać z kobietą. Podeszłam do B2.

(J)- Albo pani zabiera siatki, albo ja to zaraz zrobię.
Baba w krzyk, ja zgodnie z ostrzeżeniem wzięłam jej reklamówki i postawiłam na kolanach, sama zajmując miejsce z niejakim trudem.
Babę zapowietrzyło.

Kierowca nie klaskał.
Ja dojechałam do mojego przystanku i wygramoliłam się.
B1 krzyczała za mną "już nie udawaj, smarkulo!".

autobus starzy ludzie ustępowanie miejsc

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 477 (507)
zarchiwizowany
Muszę się wygadać, bo jeszcze mnie trzęsie.
Wracałam autobusem ( mieszkańcy Gdańska skojarzą, nr 178 na Olszynkę). Przy przystanku Dworkowa stoi znak skrętu do zatoczki autobusowej ( znak taki postawiony na jezdni, biało-czerwone strzałki, gdyż zatoczka wydzielona jest kawałkiem chodnika z powierzchni jezdni). Zatrzymujemy się, ale drzwi się nie otwierają. Wtf? Dokładnie przed autobusem stoi osobówka kierowana przez starszego pana. Szerokość drogi w tym miejscu nie pozwala na wyminięcie się pojazdów. Stoi. I Stoi. Po kilku minutach pytam uprzejmie kierowcę, czy mógłby otworzyć drzwi.
Wysiadłam, podchodzę do auta i uprzejmie sugeruję:
[J]- Czy mógłby pan przejechać ten kawałek po chodniku lub cofnąć się kawałeczek?
[S]- Nie będę po chodnikach jeździć!
[J]- W tym miejscu droga jest za wąska byście się wyminęli, będzie pan stał tak godzinę?
[S]- Będę! Niech autobus się wycofa!
[J]- Ale dla pana ten manewr jest łatwiejszy niż dla tak dużego pojazdu...
[S]- G*wno mnie to obchodzi! Jak debil nie umi jeździć, to niech stoi!
Zaczęła tworzyć się kolejka samochodów za autobusem.
[J]- Proszę pana, powoduje pan korek na drodze, autobus już nie ma gdzie się cofnąć, bo stoi za nim sznur samochodów...
[S]- G*wno mnie to obchodzi! Mógł wcześniej wycofać!
Stwierdziłam, że z debilem kłócić się nie będę, poszłam w stronę domu. Po jakichś 5 minutach staruch przejechał koło mnie- ufff problem rozwiązany. Przejechał obok, cofnął, przejechał mi 10 cm od stopy, znowu cofnął i rusza tyłem na mnie! Stwierdziłam uskakiwać nie będę, nie ma gdzie, skoncentrowałam się na zapamiętaniu numeru rejestracyjnego- jeśli mi się coś stanie, zgłoszę na policję umyślne uszkodzenie ciała.
Staruch dopchnął mnie samochodem tak, że plecami dotykałam czyjegoś ogrodzenia, otworzył szybkę i zaczął mnie wyzywać.
Poczekałam aż skończy i odjedzie i poszłam w swoja stronę.

kierowcy

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -8 (30)
zarchiwizowany
Spotkałam się dziś na Długiej ( Gdańsk) z bratem i naszym wspólnym kolegą. Kolega jest zawodowym muzykiem, często grywa po pubach, daje mini koncerty.
Dziś siedział na ławce, grał sobie na gitarze i śpiewał, brat zaś, jako fotograf-amator, pstrykał mu zdjęcia.
Meritum- Ayoub jest Marokańczykiem, ma ciemniejszy kolor skóry.
Stojący nieopodal promotor restauracji krzyczał do stojących blisko niego ludzi, że " takich to tylko na bezludną wyspę i rozpiertolić!"
Ayoub mieszka w Warszawie, po polsku sporo rozumie.
Weszłam zatem do owej restauracji/pubu, poprosiłam o rozmowę z managerem, wyłuszczyłam problem. Mężczyzna odpowiedział mi, że pan nie jest pracownikiem restauracji tylko osobą z zewnątrz. Zasugerowałam, że może przyda się baczniejsza selekcja takich osób, bo jednak knajpkę reprezentuje, a jego zachowanie nie działa bynajmniej na korzyść lokalu. Mężczyzna wzruszył ramionami.

Pogratulować PR...

rasizm promotorzy PR

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -9 (35)

#71176

(PW) ·
| Do ulubionych
Odnośnie "prześladowania" w szkole.

Kiedyś, dawno, dawno temu, jeszcze w podstawówce, chodziłam do klasy z Karolinką. Karolinka była w szkole "ustawiona" - mama uczyła nas ZPT, potem w zastępstwie WF-u, babcia była władczynią szatni i korytarzy - czyli woźną.

Karolinka w sumie dobrze się uczyła zazwyczaj, ale problemy z rozumieniem treści miała.
Kiedyś pisaliśmy sprawdzian, nawet nie pamiętam z czego. Była to może 6, może 7 klasa podstawówki. I Karolinka co chwila mnie szturchała. Pomogłam raz, pomogłam drugi, piąty. Po ostrzeżeniu nauczycielki, że jeszcze raz, a zabierze mi kartkę, zajęłam się jednak sobą, nie reagując na coraz bardziej nachalne szturchanie.
W końcu wkurzona powiedziałam głośno coś w stylu "Dziecko głupie, trzeba się było nauczyć, nie zaczepiaj mnie więcej".

Dnia następnego wychowawczyni na dużej przerwie wezwała mnie do klasy, gdzie czekała już mama Karolinki. I przez 20 minut obrażała mnie, wyzywała, każdą moją próbę wytłumaczenia sytuacji zbywając stwierdzeniem "jesteś bezczelna, zamknij się, gówniaro!".
Przy wychowawczyni.

Teraz po pierwszym wyzwisku poprosiłabym o możliwość przyjścia z mamą, by konwersacja odbywała się na równym poziomie, ale wtedy, mając 13-14 lat, zwyczajnie mnie wmurowało.

Efekt był łatwy do przewidzenia - z przedmiotów, których uczyła nas mama Karolinki, miałam oczywiście gorsze oceny (twierdziła, że wcześniejsze dobre stawiała mi "z litości"), zaś babcia K. za każdym razem, jak mnie zobaczyła, czy to w szatni, czy na korytarzu, nie omieszkała przypomnieć, że "Karolinka to najlepsze dziecko na świecie, a ja jestem gównem".

Gratuluję też jednej z nauczycielek, która mnie na szczęście nie uczyła. Jako że przeprowadziłam się z miasta na wieś, na pierwszej przerwie zostałam uraczona tekstem "Nie wyobrażaj sobie, że jak jesteś >>panienką z miasta<<, to jesteś lepsza niż inne dzieci!", miałam wtedy lat 10.

Jako że powiedziała to oczywiście przy większości mojej klasy, dzieciaki podchwyciły chęć udowodnienia mi, że nie jestem panienką z miasta. I fakt bycia najlepszą uczennicą w klasie (oprócz WF-u), chętnie dzielącą się wiedzą czy pracami domowymi, raczej mi nie pomógł.

Niemal "zamieszkałam" w bibliotece, wypożyczając 15-20 książek miesięcznie, bo co robić po szkole bez internetu i z 3 kanałami w tv...
Jakiekolwiek życie towarzyskie zaczęłam mieć ok. 2 klasy LO.

Drogim paniom "pedagog" serdecznie "dziękuję".
"Szkoła życia" wyszła pierwszorzędnie.

nauczyciele szkoła prześladowanie

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 282 (316)

#70871

(PW) ·
| Do ulubionych
W weekend mieliśmy z bratem gości. Spaliśmy wszyscy całą szóstką w jednym pokoju.
Poranek, obudził mnie dźwięk ciamkania.
Nie czekając wstałam i wyszłam...

Dlaczego o tym piszę?

Parę lat temu zdarzyło się podobnie - mieszkając z byłym narzeczonym mieliśmy "dom otwarty" i gości dość często.
Wtedy akurat byłego nie było, więc w ramach integracji również spałam w jednym dużym pokoju z gośćmi. Osób było sporo, ze mną 8, więc materac koło materaca czy karimaty.
Obudził mnie dźwięk ciamkania. Myślę sobie może ktoś mlaska przez sen. A że we mnie dźwięk ten wywołuje odruch wymiotny, zatkałam uszy palcami i próbujemy zasnąć dalej.

Niestety nie udało się, bo ciamkanie przeszło w jęki.
Tak, dwójka z moich gości postanowiła sobie radośnie pouprawiać seks.

I nie wiem, kto był bardziej piekielny, oni czy ja zapalając światło i proponując im odkrycie śpiworków, skoro się nie wstydzą intymności okazywanej publicznie...

bezczelność goście

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 336 (372)