Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

bidulowiec

Zamieszcza historie od: 20 lutego 2019 - 23:01
Ostatnio: 28 lutego 2019 - 23:02
  • Historii na głównej: 3 z 3
  • Punktów za historie: 358
  • Komentarzy: 13
  • Punktów za komentarze: 87
 

#84181

(PW) ·
| Do ulubionych
W komentarzu pod poprzednią historią ktoś spytał, czy i co potrzeba dzieciakom w domu dziecka (dalej dd), bo zamiast kwiatów od gości weselnych chce dać coś właśnie do dd.

Stanowczo odradzam (noo, chyba że pozwolą dać dzieciakom do rąk własnych, w co wątpię). Czemu, spytacie?

Przez kilkanaście lat w dd nie dostałem nic z darów.

Długopisy, piórniki, zeszyty, itp. z darów szły do magazynu placówki (przynajmniej oficjalnie), skąd mogliśmy dostać, co nam było potrzebne po wypisaniu przez wychowawcę prowadzącego wniosku i zaakceptowaniu go przez panią wicedyrektor. Tyle że dd ma środki własne na wyprawki szkolne.

A co ze spożywką z darów, no, w każdym razie my ich nie dostawaliśmy, raz ukradłem z pomieszczeń pracowniczych sękacz (ciasto z dużą ilością jajek), innym razem puszkę słodzonego mleka skondensowanego (mając słodycze tylko w święta, "jadłem" ją cały dzień).

Mieliśmy taką wychowawczynię, przezywaliśmy ją ciocia hi-fi, oficjalnie jeden z najlepszych pracowników, bardzo dobrze zorganizowana, występy, teatrzyki, wycieczki.

Kolega pracujący w sekretariacie widział, jak po pracy wyleciała jak strzała z dwiema reklamówkami ubrań z darów...

dom dziecka

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 116 (136)

#84176

(PW) ·
| Do ulubionych
Kieszonkowe w domu dziecka (dalej dd)...

Większość z Was w dzieciństwie raczej pozytywnie wspomina na co sobie zbierali, co kupili, czy po prostu wydali na słodycze swoje kieszonkowe.

Jednak w dd co miesiąc "to była walka" by wydać te kilkanaście złotych na cokolwiek, a najlepiej właśnie na słodycze; i zjeść je jak najszybciej, a najlepiej jeszcze w drodze ze sklepu by nie zdołali ich zabrać(pieniędzy/słodyczy).

W praktyce starsi mieli caaaały miesiąc, by wymyślić jak sprawić, byś "był im winny kasę" abyś w dniu wypłat kieszonkowego po prostu im oddał(mogli też po prostu zabrać, ale istniało ryzyko, że wszystko wydasz-patrz wyżej).

Przykład:
Przychodzi to twojego pokoju starszy wychowanek i mówi, że zostawia w twoim łóżku na przechowanie radio-magnetofon (zaprotestuj-bęcki). Jakiś czas później przychodzi z kolegami, którzy w chwili twojej nieuwagi zabierają ów samograj po czym później już sam wraca aby go odebrać z przechowania.

Jak to nie ma, oddajesz kasę za niego, z kieszonkowego.

Niekiedy kieszonkowe im nie starczyło więc bywało, że z bratem chodziliśmy zbierać puszki/butelki po piwie, czy złom by spłacić "dług". Wiedzieliśmy ile dokładnie puszek trzeba, by uzbierać kilogram, oraz w którym sklepie przyjmują butelki bez paragonu/nie na wymianę.

Do dziś pamiętam, jak z bratem jakimś cudem kupiliśmy za jedne kieszonkowe bazarową podróbkę Pegasusa, wywieźliśmy do ojca aby jej nam nie ukradli i 2-3 razy w roku po 2 tygodnie(w ferie, wakacje czy święta) naparzaliśmy w Mario/Contre.

dom dziecka

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 92 (106)

#84133

(PW) ·
| Do ulubionych
Nie owijając w bawełnę, jestem byłym wychowankiem domu dziecka (dalej dd) celowo z małej litery.
Większość z Was nie wie (nie chce wiedzieć?) co się tam dzieje.

Często ma stereotypowy obraz o umieszczonych tam dzieciach
(np. że większość to sieroty - a w 95% mają rodzica/rodziców, a powodem że są w dd to alkoholizm w rodzinie), albo że dzieci w dd siedzą w oknach i tylko czekają na adopcję, a większość z nas doskonale wiedziała o nikłej szansie na adopcję, która malała wraz z wiekiem (starsze dzieci rzadziej znajdują nowe rodziny), i liczebnością rodzeństwa (z reguły starano się ich nie rozdzielać)

Opiszę Wam: Mój pierwszy dzień w dd (piszcie w komentarzach czy i co chcecie wiedzieć).
Przywieźli mnie do nowego miejsca, zaprowadzili do pokoju gdzie był już brat(umieszczony w dd parę miesięcy wcześniej).
Nie do końca ogarniałem co się właściwie dzieje, pełno obcych dzieci (poza bratem), zero wyjaśnień czy wsparcia (na etacie z trzech psychologów - bezużyteczni - zero realnej pomocy, tak samo jak z psychologami w szkołach).

Jak już zostaliśmy sami w pokoju, brat zaczął chować po pokoju, w dziwnych miejscach (np. w pustej doniczce na "cenniejsze rzeczy" (głównie słodycze). Pytam go:
- Co ty robisz?
- Zobaczysz, zaraz przyjdą starsi wychowankowie i zabiorą ci wszystko co masz.

Niedługo po tym przyszli, moje słodycze znaleźli szybko (słabo schowałem - w pościeli w łóżku).
Próbowałem ich powstrzymać, ale jako że silniejsi szybko mnie spacyfikowali.
Co robisz gdy dzieje Ci się krzywda?
Ano idziesz do wychowawcy zgłosić, że cie okradli, mówisz kto i masz nadzieję, że odzyska twoją własność, a złodziei ukarze.

Ehh... ta dziecięca naiwność, dd to inny świat (o czym się szybko przekonałem) tu rządzi prawo dżungli(silniejszego), serio tak mówiliśmy!
Wobec tych starszych nie wyciągnięto żadnych konsekwencji, przynajmniej nie skutecznie. Słodyczy nie odzyskałem.
Za to co działo się potem... no cóż z kapusiem nie ma ma miękkiej gry - pół grupy (byliśmy podzieleni na kilkunastu osobowe grupy jednej płci) dorwało mnie w korytarzu i urządzili "przekopkę", czyli przewracają cię, i kopią gdzie popadnie.

To była pierwsza i najważniejsza lekcja, taka uświadamiająca - cokolwiek się dzieje(pobicie, kradzież) wychowawca ci nie pomoże, możesz liczyć tylko na siebie.

Dom Dziecka

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 150 (178)

1