Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

bleeee

Zamieszcza historie od: 29 sierpnia 2012 - 15:42
Ostatnio: 16 stycznia 2019 - 12:59
  • Historii na głównej: 16 z 19
  • Punktów za historie: 10565
  • Komentarzy: 259
  • Punktów za komentarze: 500
 
poczekalnia

#83914

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Checie coś naprawdę piekielnego?

Przed chwilą zmarł Prezydent Gdańska w wyniku ran zadanych przez człowieka chorego psychicznie. Walczył całą noc i pół dnia.

Co jest piekielnego poza oczywistością?
To, że polscy politycy próbują na tym 'zyskać' poparcie. Obie strony. Prezydent Polski zaproponował spotkanie ze wszystkimi ugrupowaniami, żeby wspólnie zorganizować marsz przeciwko nienawiści w życiu publicznym. Partie opozycyjne się 'WAHAJĄ' czy uczestniczyć w takim spotkaniu. Niektórzy politycy opozycji (i nie tylko) wręcz sugerują, że pośrednio winny jest obecny rząd. Nawet szef WOŚP mówił, że od 'trzech' lat mamy spektakl nienawiści i podziału, pośrednio zrzucając winę na rząd.
Niektórzy politycy rządu (vide słynna profesor prawa, która nie wygląda na swoje ponad 60 lat), mówi, że to wina szefa WOŚP.

CHOLERA JASNA! Ciszej nad tą trumną! Jest to tragedia całego narodu, cały świat patrzy, a nasi, pożal się Boże, politycy już próbują rozgrywać ją do swoich potrzeb. Człowiek wielokrotnie skazany, chory psychicznie morduje człowieka na scenie, a my się będziemy sprzeczać czyja to wina? To wyłączna wina tego człowieka, nie opozycji, nie rządu, nie pana Jerzego...

Skomentuj (53) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 38 (178)

#83891

(PW) ·
| Do ulubionych
Postaram się krótko opisać bardzo świeżą (i nie ukończoną jeszcze) epopeję pod tytułem 'Polak po przerwanym doktoracie w Polsce, rezydent w UK, pracujący w niemieckiej firmie próbuje się dostać na Uniwersytet w wieku 30 lat'.

Jakiś czas temu postanowiłem, że skoro pracuję w niemieckiej firmie, wypadałoby podszkolić się z niemieckiego. Coś tam mówię, dogaduję się, ale byłoby miło, gdyby szło to łatwiej.

Październik.
Wyszukałem na stronie Coverntry University studia pierwszego stopnia z języka niemieckiego. Całkiem niedrogo, jak na warunki UK, i co dla mnie istotne, 11 godzin zajęć w tygodniu, głównie popołudniowe, a część porannych można było przenieść na zupełny wieczór (dołącza się wtedy do grupy 'kursu językowego, po ukończeniu którego nie uzyskuje się stopnia naukowego - KJPKNUSSN ;) ).
Cud, miód i orzeszki.

Rejestruję się, ale w związku z tym, że mój dyplom z Polski nie jest przetłumaczony, muszę się stawić na rozmowę z koordynatorem studiów. Więc jadę (mieszkam ładny kawałek drogi od Coventry).

Po weryfikacji dokumentów pani stwierdza, że nie dostanę stypendium ani pożyczki studenckiej ani też miejsca w akademiku, bo mam już stopień naukowy (nasza magisterka, czyli dla nich Master Degree). No i mi to gra, bo o żadne z tych trzech się nie zamierzałem ubiegać. Ale nie jest tak łatwo.

Kierunek jest dofinansowywany przez rząd. I jest dostępny dla studentów bez stopnia naukowego, czego na stronie nie napisali. Zapytałem, ile kosztuje kurs bez dofinansowania, na co uzyskałem odpowiedź, że mniej więcej 15% więcej, ale i tak się nie dostanę, bo kurs jest kierowany do osób w wieku do 29 lat.
Ale próbuję walczyć, wyciągając oręż najcięższy jaki może być w tym kraju: DYSKRYMINACJA. AGEIZM i w dodatku MASTERDEGEEIZM! Pani kordynator (powiedzmy Nowak, chociaż nazwisko inne, ale równie popularne) nic nie może. COMPUTER SAYS NO.

Już miałem się poddać, ale wpadł mi do głowy pomysł. Skoro i tak część zajęć miałbym z grupą 'KJPKNUSSN', to się zapiszę na ten kurs. Trudno, nie muszę mieć ładnego dyplomu Coventry University na ścianie, poza tym zaoszczędzę dobrych kilka tysięcy funtów.

Ale pani nie była przekonana. Zaproponowała mi inną alternatywę. Kurs języka MANDARYŃSKIEGO. Bo mają miejsca i nie jest limitowany wiekowo. Ewentualnie ARABSKIEGO.

Historia trwa, bo co prawda zapisałem się na 'KJPKNUSSN', ale złożyłem odwołanie od decyzji pani o pięknym, polskim nazwisku i z pięknym, wschodnim akcentem (to 'ZEN' zamiast 'then' - uwielbiam).
Minął miesiąc (kursy i tak zaczynają się w lutym, więc miałem jeszcze mnóstwo czasu na 'zabawę') i otrzymałem odpowiedź.

Zostałem serdecznie przeproszony za podanie nieprawdziwych informacji o tym, że kurs posiada ograniczenia wiekowe. Ale jednak posiada ograniczenia związane z dofinansowaniem dla 'pierwszorazowych studentów'. Więc od nowa: nowe odwołanie - przecież ja nie chcę dofinansowania, ja po prostu chcę się języka nauczyć!

Odpowiedź przyszła na początku grudnia...
'Dziękujemy za zainteresowanie naszą uczelnią, jednakże w związku z dofinansowaniem, na wybranym kierunku obowiązują ograniczenia wiekowe - nie przyjmujemy studentów w wieku powyżej 29 lat'.

Baśń toczy się dalej. Robię kopię pierwszego listu, w 2-ch zdaniach odpisuję, że mogliby się zdecydować, skoro nie chcą mnie na tych studiach, to chociaż niech mi dadzą konkretną odpowiedź dlaczego.

Właśnie otrzymałem odpowiedź: 'Szanowny Panie, dziękujemy za pańskie odwołanie, jednakże pragniemy poinformować, że termin przyjęć na wybrany przez pana kierunek upłynął 07.01.2019.
Pragniemy przypomnieć, że nadal trwa rekrutacja na język MANDARYŃSKI oraz ARABSKI'.

Odpisywać po raz kolejny? Czy może wziąć MANDARYŃSKI, który z pewnością przyda mi się w paneuropejskiej firmie...

Uniwersystet Język Nauka Wielka Brytania UK

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 136 (148)

#83796

(PW) ·
| Do ulubionych
Dzień dodawania historii.

Koniec listopada i początek grudnia spędzałem w centrali mojej firmy w Niemczech. Nie pierwszy raz.
Firma wynajęła hotel, dała auto (elektryczne - mega frajda ;) ). Ale nie dała na wyżywienie. Zawsze jak jeździłem do Niemiec, była tam moja szefowa, spaliśmy w jednym hotelu i to ona była moim sponsorem i tzw. 'hostem', więc płaciła za wszystko, nawet za alkohol ;)

Tym razem szefowa była w Holandii i uznała, że znam już biuro, ludzi, miasteczko na tyle dobrze, że nie muszę mieć 'hosta'.

Dzwonię do oddziału Wielka Brytania i pytam naszej 'dyrektor sekretariatu' - bo taki sobie nadała tytuł (jest jedynym pracownikiem sekretariatu), czy dostanę delegacyjne pieniądze, czy mam sam płacić i zbierać rachunki, itp.
Odpowiedziała, że mi się nic nie należy, bo takie przepisy w UK, że się nie należy. Że dobra wola firmy, nasza daje hotel i samochód, ale wyżywienie we własnym zakresie 'bo jak jesteś na miejscu, to też wydajesz na jedzenie'.

No i tak sobie wydałem 300 euro.

Po powrocie dzwoni moja szefowa z Holandii (dział IT jest trochę porozrzucany po świecie i mimo, że należę do działu mojej szefowej, ona mieszka w Holandii i ma umowę z centralą w Niemczech, ja wolałem podpisać kontrakt z oddziałem UK - kwestie podatkowe), pytając jak mi się wyjazd udał. Zgodnie z prawdą powiedziałem, że jestem zachwycony szkoleniami, tym, że mogłem się spotkać z ludźmi i powspominać początki naszego oddziału (które były ekstremalnie trudne), no cud miód i orzeszki, ale teraz muszę oszczędzać, bo przecież wydałem 300 euro...

Pogadaliśmy 15 minut i się pożegnaliśmy, a po pół godzinie kolejny telefon - dzwoni nasz CEO. Prawie na baczność odbieram (ostatnio jak dzwonił to powiedział, że docenia moją pracę, ale jak się nie wezmę w garść to mnie zwolni :D )

CEO: Herr Bleeee, na co pan wydał u nas tyle pieniędzy?
Bleeee: Jedzenie głównie. Kebab, dwa razy meksykańska restauracja, etc.
CEO: No, ale ma pan rachunki? Przecież panu się zwrot należy! W domu sobie może pan ugotować, a jak pan w hotelu nocuje, to jest pan zmuszony jeść w restauracji.
B: Eeeee, no nie mam rachunków, a przynajmniej nie wszystkie, bo DS (dyrektor sekretariatu) powiedziała, że mi się nie należy zwrot.
CEO: Jak to? Pan zapisze na kartce mniej więcej gdzie i za ile pan zjadł, jak było kartą płacone to może pan dołączyć wydruk z karty... I pan da tej kobiecie...

2 dni później zanoszę moje menu z orientacyjnymi cenami.

DS: Po co mi to? Ja ci bez rachunków nie zapłacę za to!
B: CEO powiedział...
DS: CEO jest szefem w centrali, tutaj ja jestem dyrektorem!
B: No ok, przedzwonię do niego. Poza tym mnie okłamałaś mówiąc, że nie należy mi się nic.
DS: JA NIC TAKIEGO NIE MÓWIŁAM.

Po kolejnych 4 dniach dostałem przelew, prosto z niemieckiego konta, nie 'naszego' brytyjskiego. Na trochę więcej niż to, co wypisałem na kartce.

Co ciekawe, rozmawiałem z innymi managerami u nas w oddziale, którzy też na początku byli na szkoleniu w Niemczech. DS też im powiedziała, że nic się im nie należy.

Ja rozumiem, gdyby firma bankrutowała, albo DS płaciła ze swoich własnych pieniędzy. Ale ona to robi po prostu złośliwie, chyba po to, żeby pokazać swoją 'władzę'.
Czekam teraz tylko na jej potknięcie, bo będę każde notował. Każdy wyjazd po kanapkę służbowym autem. Każdą puszkę coca-coli zero, za którą zapłaci służbową kartą będę zgłaszał... Ach, bo zapomniałem dodać: DS robi u nas zakupy (kawa, herbata, ciasteczka). I jak jedzie do marketu, to zawsze kupuje sobie colę zero ze służbowej karty - za fatygę. Jak się bawić to się bawić ;)

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 154 (168)
zarchiwizowany

#83816

(PW) ·
| było | Do ulubionych
A teraz słowo do Piekielnych administratorów 'Piekielnych'.

Historia dodana 21.12 - 102 (110) - czyli większość ocen 'mocne' (zdecydowana większość) - w poczekalni.

Historia dodana 28.11 - 53 (139) - na głównej.

Historia dodana 19.12 - 98 (104) - gdzie? W poczekalni.


Pozdrawiam 'Ciule', jak mówił Benedykt XVI do witających go Lecha i Jarosława Kaczyńskich :)

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -6 (34)

#83795

(PW) ·
| Do ulubionych
Okres przedświąteczny - pewnie mnóstwo historii będzie podobnych do mojej.

Zamawiałem paczkę (ubrania dla siebie, nie prezenty ;) ). Ponieważ jestem większość dnia w pracy i chciałem ułatwić pracę kurierowi - zaznaczyłem, że dostawa ma być do punktu odbioru (duży sklep z elektroniką przy trasie dom-praca).
Paczka miała być w środę po 12.00 do odbioru. A teraz piekielności:

1) Środa, godzina 8.30 (więc ja już w pracy). Telefon:
'MATE*, już jestem ale nikt drzwi nie otwiera u sąsiada zostawię'
Troszkę zdziwiony mówię, że przecież zamawiałem do sklepu X.
'Sorry, MATE, zostawię u sąsiada'.
Bleeee: Nie zostawisz u obcych ludzi paczki za 250 funtów! Zawieziesz ją do X...
Kurier: Sorry mate, już tam byłem, nie pojadę drugi raz.
B: Nie obchodzi mnie ile razy będziesz tam jeździł, paczkę odbieram w X i tyle...
K: Pierd..l się, mate.
B: Ty też, jak paczka nie będzie o 12.01 w X, to piszę na ciebie skargę, a rozmowę nagrywam. I jeszcze raz usłyszę 'mate' to napiszę skargę choćby paczka była na czas.
K: Ok, mate.

Nie powiem, szlag mnie trafiał, ale o 14 dostałem maila, że paczka do obioru w sklepie X. Happy days?

2) 19.00. Jestem w sklepie X.
Starsza Pani Sprzedawca (SPS): Ale jak duża ta paczka?
B: A bo ja wiem? Trochę ubrań ze sklepu Y, nie wiem... taka [gimnastykuję się, żeby pokazać].
SPS: Bo był kurier z paczkami, ale nie było żadnej miękkiej paczki. Ale dwa razy był, ale miękkiej paczki to nie widziałam.
B: A może pani po prostu sprawdzić po imieniu? Po numerze?
SPS: No tak, ale nie było miękkiej paczki...
B: Ile macie tych paczek? Milion?? W czasie jak tu dyskutujemy, już by pani sprawdziła.
SPS: No, ale ubrania, to miękka paczka będzie
(i tak przez dobre 10 minut...). W końcu proszę o kierownika. Przyszedł Chłopiec (Ch) max 20 lat. Zapytał czy mam kod paczki z maila, zeskanował go i po 10 sekundach przyniósł moją paczkę.

W kartoniku.

I tak sobie myślę - gdyby nie to, że się uparłem, to pisałbym skargę na biednego kuriera, który specjalnie dla mnie wracał się parę kilometrów do sklepu X. W dodatku mojej paczki bym nie dostał. Bo paczka nie była miękka.


*Mate - w UK to jest taki 'ziomek', nie cierpię jak ktoś się tak do mnie zwraca.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 111 (121)

#83688

(PW) ·
| Do ulubionych
Daaawno nic nie dodawałem. :)
Trochę się w życiu pozmieniało i pomieszało, ale kilka (niebawem będzie 4) lat temu wylądowałem (bez języka) w kraju 'rządzonym' od ponad 66 lat przez Elżbietę II. Zapytacie dlaczego? Przeczytajcie historię o piekielnym szefie.


W Polsce pracowałem w dużej firmie zajmującej się...nieważne czym :D Jako piewszy asystent Pana Wiceprezesa, właściciela spółki. Asystentów było 3-4 (poza mną i Panem 'Staśkiem' - imię zmienione) zmieniali się oni dość często, bo PW był...specyficzny i bardzo wymagający. Od innych. Jako pierwszy asystent żyłem Jego życiem, Jego spotkaniami, Jego pracą (którą najczęściej sam musiałem wykonać). Płacił bardzo dobrze, ja lubiłem wyzwania, więc było dobrze. Przez grubo ponad 3 lata.

Akt. 1.
Wtorek. 8.20 Biuro Bleeee.
PW (radośnie): Panie Bleee, projekt dla klienta XXX (kolejna gigantyczna Polska firma z branży, powiedzmy, drzewnej) gotowy do druku? Chciałbym się zapoznać zanim pojedziemy na spokanie.
Bleeee: Jaki projekt? Jakie spotkanie?
PW: Jutro jedziemy, na pewno Panu mówiłem. W każdym razie o 15 mamy jutro spokanie w Warszawie. Tam wielkiego projektu nie trzeba, góra 60-70 stron.
B(MYSLI):K... 60-70 tekstu, w oparciu o obowiązujące przepisy, dla klienta z branży o której nic nie wiem. Na jutro...
B: Nie ma szans. Nic nie wiem...
PW: Da Pan radę.
B(Debil): spróbuję.

Spędziłem 19 godzin przygotowując projekt, kolejne 7 szlifując go i sprawdzając czy to, co obiecam będzie zgodne z polskimi przepisami.
Zdążyłem. 76 stron, czcionka 12. Nie byłem w stanie drukować, więc wysłałem projekt do PW mailem i pojechałem wziąć prysznic przed wyjazdem na spotkanie.

Akt 2.
Środa, 15.00. Biuro klienta.
PW: Serdecznie dziękujemy za szansę przedstawienia naszej oferty dla Państwa firmy, szczegóły za chwilę przedstawi pan Bleeee, w międzyczasie opowiem o naszej firmie i rozdam państwu po egzemplarzu projektu...

Bam. Projekt, oprawiony jak praca magisterska ląduje przed moim umęczonym obliczem. Myślę: super, nie spałem od ponad 30 godzin, ciekawe czy zasnę w trakcie prezentowania 'NASZEGO' projektu.

Podczas gdy PW opowiadał o 20-letniej historii mojej firmy postanowiłem otworzyć 'NASZ' projekt.

Strona tytułowa.

PROJEKT DLA FIRMY XXX

Podstawa prawna YYY YYY YYYY

Autor: Pan Wiceprezes

Co k...a. Może ze zmęczenia, nazwiska mamy podobne, możne niedowidzę. Ale czytam znowu:

Autor: Pan Wiceprezes

Przeglądam każdą stronę, szukając choćby mojego inicjału. NIC. ZERO.

B: Przepraszam, muszę zaczerpnąć świeżego powietrza.
Wyszedłem, zapaliłem mentolowego. Po 15 minutach wyszedł PW.
PW: Co jest, panie Bleeee? Tam czekają na prezentację.
B: To niech AUTOR ją zaprezentuje. Nie mój cyrk, nie moje małpy.
PW: ALE PRZECIEŻ JA TEGO NAWET NIE CZYTAŁEM! Proszę natychmiast wracać, bo pojadę po premii!
B: Trudno, życzę miłego dnia. Wezmę taksówkę do Bydgoszczy. Wypowiedzenie zostawię na biurku, nie musi Pan podpisywać.


Po powrocie do domu zadzwoniłem do znajomej i powiedziałem, że jestem wolny. Poczułem się niesamowicie. Wiedziałem, że mam dość pieniędzy, żeby odbić sobie te 4 lata bez normalnego urlopu. A że ona leciała do kuzynki do Anglii - tydzień później siedziałem w samolocie do Londynu, nie wiedząc, że będą to najdłuższe wakacje w moim życiu.

Posłowie.
PW rozpaczał, obiecywał gruszki na wierzbie, zorganizował imprezę pożegnalną, dał mi bardzo dużo prezentów (włączając nowy telefon, który był moim służbowym). Czasem dzwoni, pyta co u mnie. Tak, dzwoni do dzisiaj, mimo, ze minęły blisko 4 lata. Bo 'Stasiek', który miał być moim następcą powiedział, że choćby mu złote góry dał - on chce być 'drugim' z bardzo ograniczonym kontaktem z PW. A kto został pierwszym? Cóż, wakat, rekordzistka wytrzymała 7 tygodni, z czego 2 na zwolnieniu lekarskim od lekarza psychiatry.

Kurtyna.

Praca Janusz projekt zagranica oszustwo

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 144 (186)

#66749

(PW) ·
| Do ulubionych
Dziś czas na kolejną historię o sąsiadach, co ważne - zmieniłem miejsce zamieszkania kilka miesięcy temu. Ot, z jednego osiedla na drugie, bliżej centrum.

Od października moja kuzynka studiuje zaocznie w moim mieście. Czasem, gdy ma wcześnie rano zajęcia w niedzielę, nocuje u mnie, żeby już nie jeździć bez sensu, a wersalka w salonie i tak wolna i dość wygodna. Niby nic nadzwyczajnego, zawsze zgarnę za to czekoladę czy inną pizzę :D

Ale ostatnio było zebranie wspólnoty naszego bloku. Pan z parteru, poruszający się na wózku, lat około 80, w czasie tzw. wolnych głosów, przemówił w te słowy:
- Kategorycznie nie zgadzamy się, aby w naszym bloku, w którym mieszkamy bez mała od 40 lat, uskuteczniane były orgie seksualne w każdy weekend. Do najnowszego lokatora co tydzień przyjeżdża jakaś dziewczyna, przyjeżdża późno wieczorem, nieraz jak już śpimy z żoną, to jest po 23 i wychodzi od razu rano, przed 7.30. To jest skandal, bo przecież wiadomo co mogą tam robić!

Widzą przez sen nawet ;) Wiem, że pan starszy wysyła wieczorami żonę na klatkę schodową, żeby podsłuchiwała co się dzieje w innych mieszkaniach. Skąd wiem? Ano mieszkam na piętrze trzecim, a w dalszej części wypowiedzi usłyszałem:
- Żona wyraźnie słyszała w ubiegłą sobotę po 22, jak u tego pana w mieszkaniu były dziwne krzyki, odgłosy i śmiechy! Tam ciągle tylko orgie.
Tak, w ubiegłą sobotę oglądaliśmy z kuzynką jedną z głupich amerykańskich komedii dla młodzieży :D

Drugi raz na tym portalu zacytuję Big Cyc: "Sąsiedzi, sąsiedzi, sąsiedzi, tak bardzo, bardzo kocham Was!"

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 533 (561)

#51386

(PW) ·
| Do ulubionych
Coś o rowerzystach będzie.
Uprzedzam - sam też jeżdżę rowerem, więc to nie jest hejt na wszystkich rowerzystów.

Zmieniły się nam przepisy. W myśl tych "nowych" przepisów rowerzysta może jechać chodnikiem. Tyle wiedzą rowerzyści. I dzisiaj idę sobie chodnikiem z, co ważne, ogromną torbą podróżną, chodnik poniżej metra szerokości, z prawej (od ulicy) słupki, z lewej kamienice (jak ktoś wie, jak wygląda ul. Czartoryskiego w Bydgoszczy to rozumie), słyszę za plecami dzwonek i krzyk "Zejdź, *urwa, bo jadę!". Jakiś pan, plus minus 50 lat próbuje mnie staranować. Nie mogliśmy się minąć (torba nie pozwalała). Gość zsiadł z roweru i się drze na mnie, że wolno rowerzyście po chodniku jechać i mam mu zejść natychmiast. Na szczęście udawałem głuchego.

Informuję, drodzy rowerzyści, że są 2 warunki do spełnienia, abyście poruszali się po chodniku:
1) Chodnik MUSI mieć minimum 2 metry szerokości,
2) Nie może utrudniać ruchu pieszym.

Pomijam, że poza tym powinien opiekować się dzieckiem do lat 10, że może jechać chodnikiem tylko wówczas, gdy na drodze obowiązuje ograniczenie prędkości powyżej 50 km/h, ewentualnie panują trudne warunki pogodowe.

To, że nieco ułatwiono życie rowerzystom, nie oznacza, że wolno wszystko. Nadal też NIE WOLNO przejeżdżać na przejściach dla pieszych. Należy rower prowadzić.
Bardziej informacja, niż historia, ale coś w tym jest piekielnego..

rowerzyści

Skomentuj (53) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 520 (612)

#51521

(PW) ·
| Do ulubionych
O tym, jak bardzo można mieć zatwardziałe serce.

Zginął tragicznie nasz wykładowca. Było mi tym bardziej przykro, że to był naprawdę świetny człowiek, sporo starszy, raczej w wieku, w którym myśli się o emeryturze, a nie o nauce 27 języka klasycznego i studiach w Wiedniu. Cały rok, który miał z Nim zajęcia, dość mocno był tym przygnębiony. Istotne będzie dla dalszej części, że jestem na studiach doktoranckich, więc nikt z nas nie powinien mieć już "fiu bzdziu" w głowie...

Krzysiek. Facet po 30. Na wiadomość o śmierci naszego wykładowcy zareagował w taki oto sposób:
- SERIO?! No, to w sumie dobrze, bo ja mu tej pracy nie oddałem i mi mówił, że żeby ćwiczenia zaliczyć to muszę napisać dwie, a ja nie mam czasu...

Nawet nie wiem, jak to skomentować.

Studenci

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 956 (1050)

#45758

(PW) ·
| Do ulubionych
Krótka historia o tym, jak działają "ekoterroryści".

Pochodzę z maleńkiej wsi w Wielkopolsce. Do najbliższego sklepu około 2 km asfaltem, z drzewami po obu stronach. Asfalt, to trzeba przyznać jest wykonany naprawdę porządnie - po 10 latach od położenia, nadal nie ma dziur ani łat. Droga nie jest idealnie prosta, są delikatne łuki. I, od kiedy właśnie jest nowy asfalt, kierowcy sobie "pozwalają". W ciągu tych 10 lat na naszym odcinku było kilkanaście (!) potrąceń pieszych i rowerzystów (szczególnie w nocy). Zatem gmina postanowiła obok drogi wyłożyć chodnik.

Po półrocznych negocjacjach wszyscy właściciele gruntów, po których miał on przebiegać, zgodzili się oddać je za darmo - ot, od ludzi dla ludzi. Gmina pozyskała jakieś fundusze, no cud miód orzeszki. Tylko trzeba wyciąć drzewa z jednej strony drogi.
Burmistrz wystąpił o pozwolenie na wycinkę, które najpierw otrzymał, a które później zostało wycofane. Powód? "Grupa Ekologów" z miejscowości położonej około 200 km od naszej wsi zgłosiła, że ISTNIEJE PRAWDOPODOBIEŃSTWO, że na jednym z około 40 drzew przeznaczonych do wycinki, znajduje się gniazdo ptaka, który jest na liście gatunków chronionych. I sprawa ciągnie się już od sierpnia 2011 roku, końca jej nie widać.

Sytuacja może byłaby śmieszna, gdyby nie to, że w 2012 roku doszło do kolejnych 3 wypadków. W jednym z nich zginęła sąsiadka moich rodziców. I wiecie co? Chciałbym, żeby "Grupa Ekologów" ze Świebodzina spojrzała mieszkańcom w oczy i powiedziała "Tak, życie ptaków jest dla nas ważniejsze od waszego życia".

P.S. Mój ojciec, zapalony przyrodnik, przez 3 tygodnie próbował wypatrzeć ten gatunek ptaka lub chociaż opuszczone gniazdo na którymś z drzew. Nie udało się.

ekoterroryści ekologia

Skomentuj (57) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 813 (925)