bloodcarver ♂
| Zamieszcza historie od: | 15 czerwca 2011 - 15:47 |
| Ostatnio: | 5 lutego 2026 - 18:22 |
| O sobie: |
Mogłem mieć papierek dyslektyka. Nie chciałem - wolę się jednak starać. I jestem umysłem technicznym! Zarabiam na technicznych aspektach promocji. Tak że jak "czepiam się" stylu czy formatowania, to znaczy, że nawet takie beztalencia językowe jak ja widzą tu kłopot. A jak zwracam uwagę na orty - cóż, przed kim jak przed kim, ale przede mną usprawiedliwianie się dysczymśtam to śmiech na sali. PS komentarze omawiam tylko w komentarzach, wysyłanie PW na ich temat nie ma większego sensu, i tak nie przeczytam. Jeśli nie reaguję na twoją odpowiedź - ojej. PPS Ktoś zminusował hurtem moje komentarze. Ojej, mam już tylko 12 tysięcy punktów za komentarze i dwadzieścia tysięcy za historie, patrzcie jak płaczę, że mi te kilkanaście ubyło :D Bawcie się dzieci, bawcie. |
- Historii na głównej: 49 z 81
- Punktów za historie: 33526
- Komentarzy: 9382
- Punktów za komentarze: 77402
Moja sąsiadka jest z jeszcze starszego pokolenia. Nic więc nie tłumaczy ani nie usprawiedliwia, że w piątek otworzyła okno w swojej piwnicy, i wyjechała na weekend. Mróz złapał, zamroziło rury z wodą. To piekielność pierwsza.
Piekielność druga, to administracja, która odmówiła interwencji i kazała czekać, aż pani wróci w poniedziałek i łaskawie zamknie okienko. Nie ma to jak weekend bez wody w mrozy takie, że nie ma opcji przynieść oligocenki w wiaderku.
Piekielność trzecia sytuacji to kraty w piwnicznych oknach. Bezdomne koty i tak nie schowają się przed mrozem. Czy to dobrze czy źle można ewentualnie dyskutować, ale co mniejsze szczury a i owszem, przeszły. I teraz mamy problem. Skoro kraty są, to warto byłoby, by i przed szczurami zabezpieczały.
Mieszkania w bloku
Popularna platforma do prowadzenia rekrutacji ma oczywiście na dole strony zgody. Na przetwarzanie danych do celów bieżącego procesu rekrutacji jest wymagana, i oczywista. Na zachowanie danych do celów przyszłych rekrutacji też.
Problemem jest, że przy połowie, jak nie lepiej, aplikacji pojawia się trzecia zgoda, na wykorzystywanie danych do celów marketingowych przez firmę i jej partnerów. I oczywiście na górze pole "zaznacz wszystkie zgody". Niezły sposób na budowanie bazy danych reklamobiorców, na której można potem zarabiać. Zwłaszcza, że połączona jest z danymi wrażliwymi, jak data urodzenia, miejsce zamieszkania, zarobki, typ umowy.
Człowiek taki jak ja, który się rozgląda, oczywiście to wyłapie. Ale człowiek który pracy potrzebuje pilnie? Prawdopodobnie nie.
Kilka dni temu na trawniku nieopodal mojego domu kobieta wysrywała swoje dziecko. Przy w miarę ruchliwej uliczce osiedlowej, kilka kroków od jednej z głównych ulic. Miejsce totalnie na widoku.
Co ciekawsze - tuż obok restauracji z dobrze widoczną naklejką "darmowe WC dla wszystkich". Wystarczyło tylko wejść. Znam tą knajpkę, nie ma opcji by ją wygonili i nie pozwolili skorzystać, nawet jeśli nie zamierzała nic tam jeść. Po to właśnie dali tą naklejkę na drzwiach. Odmawiają tylko osobom, które śmierdzą bądź wyglądają na zagrożenie epidemiologiczne, a pani wyglądała czysto i schludnie.
odchody trawnik
Piekielne tym bardziej, gdy dzieje się to w Wielką Sobotę i ludzi jest masa, bo na pół godziny przed zamknięciem każdy chce tylko dokupić tą jedną, dwie rzeczy których zapomniał i iść do domu.
A najbardziej piekielne, że dziecko nie rozumiało że nie wolno jeździć ludziom po nogach. Nie rozumiało też po polsku, angielsku, rosyjsku ani ukraińsku próśb o przesunięcie się i nie stanie w poprzek przejścia...
Rozumiem, że czasami trzeba zabrać dziecko do sklepu bo nie ma z kim zostawić. Ale na litość, bez rowerka! I naprawdę nauczenie dziecka że "przepraszam" zazwyczaj oznacza że ma się przesunąć to nie jest jakaś trudność nie do pokonania - żyjemy w Polsce, naprawdę te 4 czy 5 podstawowych słów można opanować! Albo pilnować swojego własnego dziecka...
Ruch pieszych oraz osób poruszających się przy użyciu urządzenia wspomagającego ruch 14
Art. 11. [Obowiązki pieszego]
1. Pieszy jest obowiązany korzystać z chodnika lub drogi dla pieszych, a w razie ich braku - z pobocza. Jeżeli nie ma pobocza lub czasowo nie można z niego korzystać, pieszy może korzystać z jezdni, pod warunkiem zajmowania miejsca jak najbliżej jej krawędzi i ustępowania miejsca nadjeżdżającemu pojazdowi.
----------------------
Proste i oczywiste, prawda? Niestety w okolicy PKP Warszawa Jeziorki, i zjazdów z S7, kierowcy mają z tym problem i notorycznie trąbią na pieszych idących jezdnią, mimo że pobocza i chodniki są tam pod tak grubą warstwą lodu i śniegu, że zupełnie nie widać, czy w ogóle są. O tym, by dało się nimi iść, nawet nie mówiąc. Przypuszczam, że w wielu innych miejscach jest lub niedawno było podobnie.
"Szanowni" kierowcy, ogarnijcie się. Pieszy w takich warunkach MA PRAWO iść jezdnią. Co więcej, ponieważ jest to obszar zabudowany, to pieszy MA PRAWO iść tam bez odblasków. Nawet jeśli gmina z pseudo oszczędności nie włączy latarni.
A jeśli wam się ta sytuacja nie podoba? Uwierzcie, nam pieszym też.
Ale trąbienie czy trącanie nas lusterkami NIE pomoże.
kierowcy zima śnieg
Jestem wdowcem, dość świeżym. Regularnie, przynajmniej raz w miesiącu, moja matka narzeka mi na różne sposoby, że nie ma wnuków.
Problem mam praktycznie tylko z paniami. Co jadę gdzieś dalej koleją, zawsze, ale to zawsze trafi się jakaś pasażerka, która napakowała sobie bagażu więcej, niż potrafi unieść. I oczekuje, że będę jej to nosił, wkładał do wagonu, wyjmował, ładował na półkę, zdejmował. I jak odpowiem "nie", bo na przykład przejechałem ponad tysiąc kilometrów różnymi środkami transportu mając tylko 4h na sen po drodze, to zaraz wielkie oburzenie i obraza majestatu. Podobnie, gdy po tym jak zwykłe "nie mogę" nie zadziała całkiem zgodnie z prawdą powiem, że następna tura mojej rehabilitacji na kręgosłup pod koniec września, więc sorry, proszę spytać w październiku, regularnie jest "ale jak to?! Pan taki młody i silny i nie pomoże?!" często od pań na oko znacznie młodszych ode mnie.
Drugi problem, czasami nawet zgodzę się pomóc. Ot, mam lepszy dzień, spałem, kręgosłup mnie nie boli, a pani pyta grzecznie, bez roszczeniowości w głosie. Wtedy zwykle proszę po prostu się odsunąć i dać mi tą walizkę włożyć, zdjąć, wystawić itp. I nie dotykać. I co? I jajco. W połowie przypadków i tak pchają się z łapami w najmniej odpowiednim momencie. Ostatnio, walizka grubo ponad 50 kg, chcę poprawić chwyt żeby waliza nie zleciała, a nie mogę, bo idiotka się wbiła z łapami i mnie blokuje. A jakby jej te 50 kg spadło na łeb, to pewnie próbowałaby robić z tego moją winę :/
A więc szanowne panie*, mam dla was rewolucyjną propozycję. Pakujcie do pociągu tylko tyle, ile możecie unieść. Od nadmiaru są firmy kurierskie. Im możecie zapłacić i od nich wymagać. A przypadkowy mężczyzna ma pełne prawo nie móc. Albo zwyczajnie nie mieć ochoty.
-------------------------------
* Panów robiących takie numery to też dotyczy, ale takich nie spotykam.
kolej komunikacja_miejska podróże
Blok jest stary, i oryginalni powojenni mieszkańcy właśnie wymierają. I za każdym jednym razem gdy wprowadza się nowy lokator, ten sam problem. Na klatce poprzypinane rowery, wózki dziecięce, powystawiane donice z kwiatami, cuda wianki. I wielka obraza majestatu, jeśli się powie że halo halo, ale proszę nie blokować przejścia jednak, a co jak znowu coś się stanie?
Scenariusz jest bardzo powtarzalny, straż pożarna grozi spółdzielni karami, spółdzielnia mieszkańcom utylizacją rzeczy na koszt właściciela, i jest spokój. Do następnego wnuczka, który z wąskiego przejścia robi sobie prywatny składzik. Dosłownie każdy 20~30latek który wprowadził się tu do mieszkania po babci czy dziadku robi dokładnie to samo. A ja się tylko zastanawiam, skąd to się wzięło
blok klatka_schodowa mieszkania rower
- Ci, którzy mi zajeżdżają drogę gdy mam pierwszeństwo?
- Czy może ci, którzy zatrzymują się i stoją, gdy to oni mają pierwszeństwo?
Niestety obie sytuacje zdarzają mi się praktycznie każdego dnia :|
blachosmrody
Przełom lat `80 i `90. Byłem w podstawówce. Nie było w domu za bogato, ale wszystkie przybory szkolne były. Między innymi piękny, gruby blok rysunkowy na plastykę, taki z kartkami po których można i kredką, i farbką, i tuszem. Kartek było dość na wszystkie lekcje plastyki w roku, a nawet niemal dwa razy tyle żebym miał zapas na pomyłki. No duma i radość!
Niestety pani od plastyki wymyśliła, że skoro szkoła jest w biednej dzielnicy, to "ci co mają dają tym co nie mają!". Próbowałem dyskutować ale usłyszałem jaki jestem skąpy i niewychowany. Jak to się skończyło? Bardzo szybko bloków nie miało ponad pół klasy. Po co mieli nosić własne i tracić kartki jak mogli dostawać kartki? Ja byłem za grzeczny żeby tak kombinować więc mój blok skończył się w październiku. Moja rodzicielka oznajmiła, że skoro pani od plastyki wprowadziła takie zasady to ja mam teraz brać od kolegów i tyle, nie kupi i już, kupiła mi dość na cały rok.
Na następnej plastyce bloku nie miał już nikt. I komu pani od plastyki zrobiła awanturę i wpisała uwagi? Dzieciakom które pasożytowały od początku? Nie! Mi i kilkorgu kolegom, którzy kartki mieliśmy najdłużej! I wezwała naszych rodziców do szkoły.
Nie wiem jak przebiegło spotkanie rodziców z nauczycielką, ale na następnej plastyce dostaliśmy od nauczycielki nowe bloki, nie takie fajne jak miałem ale całkiem ok, i zasada "ci co mają dają tym co nie mają" została odwołana. Przeprosin, oczywiście, zabrakło.
Wisienka na torcie - po odwołaniu tej zasady okazało się, że wszystkie dzieciaki mogą mieć własny blok rysunkowy.
podstawówka
« poprzednia 1 2 3 4 5 następna »
bloodcarver