bloodcarver ♂
| Zamieszcza historie od: | 15 czerwca 2011 - 15:47 |
| Ostatnio: | 3 grudnia 2025 - 18:21 |
| O sobie: |
Mogłem mieć papierek dyslektyka. Nie chciałem - wolę się jednak starać. I jestem umysłem technicznym! Zarabiam na technicznych aspektach promocji. Tak że jak "czepiam się" stylu czy formatowania, to znaczy, że nawet takie beztalencia językowe jak ja widzą tu kłopot. A jak zwracam uwagę na orty - cóż, przed kim jak przed kim, ale przede mną usprawiedliwianie się dysczymśtam to śmiech na sali. PS komentarze omawiam tylko w komentarzach, wysyłanie PW na ich temat nie ma większego sensu, i tak nie przeczytam. Jeśli nie reaguję na twoją odpowiedź - ojej. PPS Ktoś zminusował hurtem moje komentarze. Ojej, mam już tylko 12 tysięcy punktów za komentarze i dwadzieścia tysięcy za historie, patrzcie jak płaczę, że mi te kilkanaście ubyło :D Bawcie się dzieci, bawcie. |
- Historii na głównej: 48 z 80
- Punktów za historie: 33451
- Komentarzy: 9381
- Punktów za komentarze: 77379
Przełom lat `80 i `90. Byłem w podstawówce. Nie było w domu za bogato, ale wszystkie przybory szkolne były. Między innymi piękny, gruby blok rysunkowy na plastykę, taki z kartkami po których można i kredką, i farbką, i tuszem. Kartek było dość na wszystkie lekcje plastyki w roku, a nawet niemal dwa razy tyle żebym miał zapas na pomyłki. No duma i radość!
Niestety pani od plastyki wymyśliła, że skoro szkoła jest w biednej dzielnicy, to "ci co mają dają tym co nie mają!". Próbowałem dyskutować ale usłyszałem jaki jestem skąpy i niewychowany. Jak to się skończyło? Bardzo szybko bloków nie miało ponad pół klasy. Po co mieli nosić własne i tracić kartki jak mogli dostawać kartki? Ja byłem za grzeczny żeby tak kombinować więc mój blok skończył się w październiku. Moja rodzicielka oznajmiła, że skoro pani od plastyki wprowadziła takie zasady to ja mam teraz brać od kolegów i tyle, nie kupi i już, kupiła mi dość na cały rok.
Na następnej plastyce bloku nie miał już nikt. I komu pani od plastyki zrobiła awanturę i wpisała uwagi? Dzieciakom które pasożytowały od początku? Nie! Mi i kilkorgu kolegom, którzy kartki mieliśmy najdłużej! I wezwała naszych rodziców do szkoły.
Nie wiem jak przebiegło spotkanie rodziców z nauczycielką, ale na następnej plastyce dostaliśmy od nauczycielki nowe bloki, nie takie fajne jak miałem ale całkiem ok, i zasada "ci co mają dają tym co nie mają" została odwołana. Przeprosin, oczywiście, zabrakło.
Wisienka na torcie - po odwołaniu tej zasady okazało się, że wszystkie dzieciaki mogą mieć własny blok rysunkowy.
podstawówka
— Napracowałeś się sprzątając grób?
— Popracowałeś sobie, prawda?
— Ale zmęczyłeś się na cmentarzu, co?
I nie ma znaczenia że widziała zdjęcie grobu, że jest czysto i schludnie. Nie liczy się czy postawiłem znicze i kwiaty. Nie ma znaczenia czy się pomodliłem*. Nie. Liczy się tylko ciężka praca. I nie jej efekty, tylko żeby była ciężka.
No i bonus, oczywiście wyścig, nie byłeś pierwszy to tragedia, bo ludzie co przyszli wcześniej mogli posprzątać i się nie napracowałeś! Na gotowe przyszedłeś!
A gdzie tu miejsce na kontemplację, tęsknotę za zmarłym, przemyślenia, modlitwy*?…
Czyżby etos wyniesiony z PRL?
-------------------
* Ja akurat jestem niewierzący
cmentarz
Proszę, błagam, uczulcie swoje mamy, babcie, ciotki, by nie robiły takich rzeczy. Dla ich własnego bezpieczeństwa, pandemicznego i nie tylko.
sklep
Staruszka nie zasłoni maseczką nosa, bo przecież przez nos oddycha i byłoby jej ciężko!
Starszy pan olał linie, podszedł pod samo okienko i... zdjął maseczkę, żeby go pan magister lepiej słyszał.
Jeśli jedno z nich miało jakiegoś wirusa, to pewnie drugie też już go ma, i tylko aptekarzy szkoda. Żadne z dwojga staruszków nie chciało przyjąć do wiadomości, co jest nie tak w ich postępowaniu.
apteka
W Centrum Onkologii.
Edit dla nierozumiejących:
O ewentualnym przyjęciu poza kolejnością decyduje lekarz lub rejestracja na podstawie dokumentów, ale jak już ktoś trafia do COI na chemioterapię, to znaczy że jest w ciężkim stanie, a orzeczenia o niepełnosprawności sądząc po wózkach inwalidzkich, kulach, aparatach z tlenem, brakach rąk i nóg itp., to miała pewnie z połowa. Przyjęcia poza kolejnością są więc naprawdę wyjątkowe.
Czysty, zdrowo wyglądający mężczyzna.
Dosłownie pod kartką "szukamy pracownika" na sklepie.
Jak dla mnie to szczyt bezczelności.
Wchodzę, na "odbiorach" nikogo. Co prawda zamówienie opłaciłem z góry przez internet, ale jak jest jeden pan na "kasach", to podchodzę i pytam:
- Dzień dobry, po zamówienie takie a takie to można do pana?
- Nie, to trzeba na odbiory.
OK, czekam. Pojawia się inny pan na odbiorach:
- Dzień dobry, zamówienie takie a takie to do pana?
- Tak. Jaki numer? Aha...
Coś wklepał i poszedł. Wrócił po jakichś 10 minutach.
- I jak, znalazło się moje zamówienie?
- Ale ja teraz innego klienta obsługuję!
No fajnie. Ciekawe gdzie niby jest ten inny klient, ale OK. Facet wyszedł, wrócił, stoi.
- I jak, ma pan już czas?
- A to pan jeszcze nie poszedł po swoje zamówienie do kasy?
Nie powiem, zdziwiłem się. Ale ok, na kasach aktualnie stoi jedna babeczka, to idę do niej:
- Dzień dobry, ja po zamówienie takie a takie.
- Ala po odbiór to na odbiory! - Może mi się wydawało, ale ton brzmiał na urażoną księżniczkę.
No to wracam na odbiory i znów czekam na faceta.
- Poproszę moją przesyłkę.
- Mówiłem, że do kasy.
- Byłem w kasie, pana koleżanka odesłała mnie do pana.
- Ale to zamówienie jest w kasach!
Nie powiem, pękłem. Nawrzeszczałem na oboje, że mam w poważaniu gdzie to zamówienie jest, mija już chyba pół godziny i żeby się przestali opierdzielać tylko mi je wydali. Że się nie zgadzam żeby mnie kolejny raz odsyłali między sobą, mam dość, znudziło mi się. Kobieta próbowała się bronić że czego ja od niej chcę, bo system, i wtedy pękłem drugi raz, mówiąc już w mniej cenzuralnych słowach co mnie obchodzi system, co sobie mogą zrobić jak się nie umieją dogadać między sobą i z systemem, i tak dalej.
I wiecie co? Udało się znaleźć zamówienie i wystawić paragon praktycznie od ręki. I od początku leżało na kasach.
Ciekawe, czy to przypadek, że wszyscy pracownicy mówili po Polsku z akcentem, na moje ucho, wschodniosłowiańskim?
Zielony market budowlany
I na tym mógłbym zakończyć historię bo większość się domyśla co się teraz dzieje ;)
Rozmowa telefoniczna:
- Dzień dobry, kurier.
- Dzień dobry, słucham?
- Mam dla pana paczki. Zostawię je na ochronie.
- Przecież jest ktoś w domu!
- Ja się pana nie pytam o zgodę, tylko informuję.
Paczki łącznie nie ważyły nawet pół kilograma. W zasadzie same koperty, tylko grube.
Pocztex poczta_polska
Konduktor: Ale weź pan wymień dowód osobisty.
Ja: Bo?
K: Już pan tak nie wygląda.
J: Kobietom też pan to wypomina?
K oddala się coś mrucząc o nie uznaniu biletu następnym razem.
Owszem, straciłem włosy. Tylko od kobiet nikt nie wymaga zmiany dowodu co zmiana fryzury... To czemu od mężczyzn tak? Walka o wycofanie wezwania do zapłaty byłaby upierdliwa w najlepszym razie.
PKP intercity
Kilka kolejnych przystanków wsiadł pan starszy. Laska, trzęsące się ręce, te sprawy. Kobieta ani myśli wstawać, to mówię grzecznie.
- Przepraszam
...
- Przepraszam!
Co było robić, to był jeden z tych przystanków, za którymi nie ma świateł. Na nich tramwaj rusza od razu. Nie ma czasu na zabawy, od wejścia ostatniej osoby do odjazdu tyle czasu, co dzwonek, sekunda pauzy, druga na zamknięcie drzwi, odjazd. Trzeba było ustąpić TERAZ, zanim tramwaj ruszy i się dziadek wywróci, to ustąpiłem. Pamiętacie kwiaty, którymi mnie "zastawiła"? No właśnie. Nie reagowała na przepraszam, więc kwiaty nadal były na mojej drodze. A ja niewąski. I z tobołami. Więc ledwo wstałem z siedzenia i odszedłem dwa kroki, usłyszałem pełne pretensji:
- Ale kwiaty!
Co było robić, odpowiedziałem w podobnym tonie:
- Ale staruszek!
I na tym się skończyło. Bo widzicie, najwyraźniej wg niektórych najwyraźniej bukiet kwiatów bardziej uprawnia do siedzeń z krzyżykiem, niż sędziwy wiek...
komunikacja_miejska
bloodcarver