Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

boguswojciech

Zamieszcza historie od: 7 stycznia 2013 - 7:37
Ostatnio: 18 lutego 2019 - 13:17
  • Historii na głównej: 6 z 6
  • Punktów za historie: 1453
  • Komentarzy: 30
  • Punktów za komentarze: 168
 

#84082

(PW) ·
| Do ulubionych
Pies może być mądrzejszy od człowieka i mieć więcej uczuć? Może.

Do mojej babci przyjechał weterynarz, zaszczepić trzy psy. Nic nadzwyczajnego, ale przy okazji opowiedział historię, jaka go spotkała w ubiegłym roku.

Do gabinetu przyszła para ludzi, około 20 lat, z psem. Poprosili o uśpienie.

Weterynarz, widząc radosnego pieska, zapytał o powód (prawdopodobnie taki ma obowiązek przy podaniu takich "leków") i usłyszał bardzo smutną opowieść.

Pies nie był chory, wręcz przeciwnie. Był jednak problemem dla ojca chłopaka, który go przyprowadził. Facet co chwila urządzał piekielne awantury z powodu obecności psa. Powodem była sama obecność psa, a nie jego zachowanie.

Samodzielnie chciał się pozbyć zwierzaka. Prób było kilka i wszystkie wyglądały tak samo. Pies do samochodu i wyjazd kilka kilometrów od domu. Zwierzak za każdym razem wracał. Kiedy atmosfera w domu była już bardzo napięta, padła decyzja o uśpieniu.

Weterynarz z praktyką 30-letnią nie był w stanie odebrać życia pełnemu energii stworzeniu. Psa przygarnął.

Młoda parka tęskniła za psem i jakiś czas później przyjechała go odwiedzić. Zwierzak ich poznał, ale nie miał zamiaru dać się pogłaskać.

wiejski weterynarz

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 119 (171)

#83199

(PW) ·
| Do ulubionych
Taka tam sobotnia piekielność parkingowa.

Mieszkam w bloku, na osiedlu przy głównej ulicy małego miasta. Sobota 8-14, to czas zakupów jego mieszkańców oraz wszystkich okolicznych wiosek. Normalka.
Jak się idzie załatwić swoje sprawy, to gdzieś trzeba zostawić samochód. Miejsc do tego przeznaczonych jest mnóstwo. Nawet w okresie przed Wigilią nie ma problemu, żeby zaparkować.

Jest tylko jeden warunek postawiony kierowcom. Jak chcesz parkować w centrum, to musisz zapłacić. Obecna stawka to 1zł za półgodziny albo 1,5zł za godzinę. Kilka lat temu oczywiście kwoty te były niższe. Od początku wprowadzenia opłat powodowało to zabieranie miejsc parkingowych na osiedlach. Z upływem czasu zamontowano szlabany na pilota i problem mieszkańców się skończył.

Czasem tylko ktoś bez wyobraźni i wielkim ego zaparkuje pod szlabanem.

Dziś wracam sobie na piechotę do domu, wchodzę na osiedle i słyszę, że ktoś za mną krzyczy. Jakiś pan biegnie do mnie z torbą zakupów (logo jednego z droższych sklepów w okolicy) i pyta czy mam pilota do szlabanu. Powiedziałem, że mam. Prosi, żeby go wypuścić. Wjechał, bo było otwarte i teraz nie może się wydostać. Zapytałem czy szlaban i znak nie dały mu do myślenia. Odparł, że wjazd to się zamyka tylko na noc. Dodał oczywiście, że nigdzie blisko nie było miejsca do zaparkowania. Kłamał albo nie szukał, bo widziałem sporo wolnych miejsc. Wszystkie płatne, po złotówce za pół godziny.

Na tym rozmowa się skończyła i każdy poszedł w swoją stronę. Ja do domu, a on wsiadł do auta. Kilka minut pewnie postał zanim ktoś mu otworzył. Ja pilota miałem, ale w domu razem z kluczykami :D Nie powiedziałem, że mu otworzę.

parking

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 159 (167)

#80000

(PW) ·
| Do ulubionych
Idę do sklepu monopolowego naprzeciwko mojego bloku w celu zakupu dwóch piw w butelce i oddaniu 13 pustych, zbędnych butelek po tym trunku. Za ladą stoi ekspedientka i jej uczennica. Oddaje butelki, proszę o dwie pełne i czekam na podanie kwoty.

Piekielna ekspedientka szepce do uczennicy:
- Policz 11 butelek po 30 groszy i daj panu.
Ja: Przepraszam, ale kaucja za butelki to 50 groszy od kilku miesięcy.
PE: Ale my mamy po 30 groszy.
Ja: Proszę policzyć butelki zgodnie z ceną na opakowaniu. Nie może pani zarabiać na kaucji.
PE: (mocno poirytowanym i nieprzyjemnym głosem) - Liczę panu po 30 i już!
Ja: Dobrze, ale proszę spodziewać się kontroli z urzędu skarbowego.

Otrzymałem 3,30zł (była to oddzielna transakcja), zapłaciłem za zakupy i wyszedłem. Sprzedawczyni wystawiła paragon tylko za to co kupiłem. Obrót gotówki za kaucję odbył się bez dokumentu fiskalnego.

Po dwóch godzinach od tego zdarzenia moja narzeczona poszła tam kupić piwo. Ta sama ekspedientka policzyła kaucję za butelki 50 groszy sztuka.
To nie jest wielka kwota, ale sklep ma bardzo dużo klientów i w ciągu dnia to uzbiera im się spora suma. Dla mnie to zwykłe złodziejstwo względem klienta oraz oszustwo podatkowe. Najgorsze, że pracownica zignorowała moja prośby o zwrot pieniędzy.
Transakcje dotyczące kaucji nie są w tym sklepie rozliczane na kasie fiskalnej.
Kiedyś jak oddawałem w tym sklepie nadliczbowe butelki, po zwróceniu uwagi ekspedientce liczyła je bez problemu po 50gr.

Zgodnie z obietnicą wysłałem maila do US w tej sprawie. Nie wiem jak będzie finał, ale może coś się zmieni.


Edit: Smutne jest to, że ta nowa pracownica uczy się w ten sposób oszukiwać i kombinować. Kaucja za butelki to drobna sprawa, ale od takich rzeczy zaczynają te poważne, większe. Nie można dawać przyzwolenia na to, żeby inni nas okradali.

monopolowy w sobotni wieczór

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 166 (176)
Przypomniała mi się moja przygoda z siecią kompuszkodnika. Przez 3 miesiące pracowałem jako sprzedawca (młodszy doradca klienta) w jednym z salonów. Piekielności było bardzo dużo, a ich kumulacja to powód odejścia z tej firmy.

1. Każdy sprzedawca przechodzi szkolenie, które oficjalnie ma mu pomóc w sprawnej obsłudze klienta. W rzeczywistości jest to pranie mózgu, w celu zwiększenia sprzedaży oraz zabicia poczucia winy z powodu manipulacji klientami.

Wchodzisz do sklepu z założeniem, że chcesz kupić laptopa za 2000zł. Wychodzisz z laptopem za 2500zł, akcesoriami, ubezpieczeniem i to wszystko na raty. Ostatecznie wydasz 3500zł. To jest efekt szkoleń i polityki firmy.

Sprzedawca zada Ci ogólne pytanie o cel wizyty lub zagai coś na temat komputera, który właśnie oglądasz. Kilka pytań o to do czego komputer potrzebny, dla kogo, jakie masz wymagania. Chwilę zastanowienia i padnie jedna lub dwie propozycje super komputera dla ciebie. Według tego co jest na szkoleniu oraz twojemu mniemaniu, sprzedawca wybrał sprzęt, który ma w pełni spełniać twoje oczekiwania.

Sprzedawca ma jednak jeszcze swoje kryteria wyboru – punkty tzw. "sezamki". Sprzęt z największą marżą ma większą ilość „sezamków”, które oczywiście przekładają się na wypłatę. Firma nastawiona jest na crossselling, czyli sprzedaż łączoną. Każdy sprzedawca dąży do tego, żeby wcisnąć klientowi jak najwięcej akcesoriów oraz usług dodatkowych. Zwiększa to ilość przyznawanych "sezamków".

Efekt jest wiadomy. Pracownik poleci komputer, na którym najwięcej zarobi. Lepiej też mu się opłaca sprzedać laptopa za 2000 z kilkoma akcesoriami i ubezpieczeniem niż "golasa" za 4000, który ma mało „sezamków”.
Dobry sprzedawca wykorzysta słowa klienta do sprzedania dodatkowych akcesoriów. Zwróćcie uwagę jak kiedyś usłyszycie w sklepie "powiedział pan, że często przenosi komputer, konieczne jest kupienie torby". Po takich słowach klient nie może się wycofać, bo faktycznie mówił, że będzie nosić komputer. Przestanie zastanawiać się czy ta torba jest mu potrzebna, tylko pójdzie ze sprzedawcą do półki i wybierze kolor swojej nowej super torby.

"Wspominał Pan o korzystaniu z Internetu. Jeżeli nie chce pan ochronić przed przykrymi konsekwencjami i robić bezpiecznie transakcje w Internecie, to trzeba kupić program antywirusowy". Ręka sprzedawcy od razu wędruje do półki z programem, który daje najwięcej "sezamków".

2. Ubezpieczenie, czyli gwarancja rozszerzona. Kupując komputer za 3000 dla dziecka 10-15 lat można rozważyć ubezpieczenie od uszkodzeń mechanicznych. Dopłacasz 500zł i nie musisz się przejmować, że twoja pociecha coś zepsuje. Dla sprzedawcy każde takie ubezpieczenie to duża prowizja (około 3% od wartości sprzętu). Doradca nie przejmuję się tym czy komuś faktycznie ta usługa jest potrzebna. Ubezpieczenie jest proponowane i wciskane każdemu.

3. Przygotowanie komputera do pracy. Jeżeli już wpadniesz w sidła sprzedawcy, to będzie chciał wycisnąć ile się da. Jako dobry i uczynny sprzedawca zaproponuje, że przygotuje twój nowy nabytek do pracy. Powie, że ta operacja jest długa, może coś pójść nie tak, może być trudne, itp. Oczywiście wspomni, że to kosztuje 100zł, ale dzięki temu oszczędzisz mnóstwo czasu, nerwów i energii. Przyjdziesz do domu, włączysz komputer i już wszystko będzie gotowe. Jeżeli się nie zgodzisz na taką sumę, to od razu cena spadnie do 20-40zł lub złotówki.
Powiedzmy sobie szczerze, że takie pierwsze uruchomienie komputera jest podobne jak pierwsze włączenie smartfona. Wybierasz język, klikasz kilka razy "dalej" i tyle. Kreator jest przygotowany dla osoby, która nie ma większego pojęcia o komputerach. Dla sprzedawcy to oczywiście dodatkowy zarobek i punkty (dla usług nazywają się "jeżyki").

4. Jeżeli komuś wydaje się, że "takie psycho sztuczki na mnie nie działają" jest raczej w błędzie. Wybrałem dla klienta komputer, ale jedyny dostępny egzemplarz był na wystawie. Oczywiście pan powiedział, że nie chce z wystawy i koniecznie ma być na dziś. Wykorzystując wcześniejsze szkolenia powiedziałem, że taki sprzęt jest lepszy. Został już wcześniej podłączony, sprawdzony i mamy pewność, że wszystko z nim w porządku. Taki z pudełka może okazać się uszkodzony i będzie trzeba go od razu reklamować.

Po tym wydarzeniu było mi zwyczajnie wstyd tego co zrobiłem. Przekonałem się wtedy, że psychologię można bardzo perfidnie wykorzystać przeciwko innym ludziom. 1800 netto podstawy + prowizja ponad 1000zł netto dla osoby, która pracuje 3 miesiąc to bardzo dobra zachęta do naciągania klientów. Ja spasowałem.

Przy zakupie komputera, szczególnie pierwszego, akcesoria i program antywirusowy oczywiście się przydają i dobrze je mieć. Lepiej jednak zastanowić się na spokojnie w domu czego potrzebujemy. Nie liczcie na szczere porady sprzedawców. To tyczy się oczywiście innych sieci sklepów.

Taka polityka firmy i szkolenia dają efekt – sprzedawca (w sumie to trzech ich było) w kompuszkodniku miał mnie w zupełnym poważaniu jak chciałem kupić kartę podarunkową. Bardzo się zainteresował klientem, który oglądał laptopy.

sklepy

Skomentuj (41) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 155 (205)
Władza niektórym zabiera resztki mózgu i sprawia, że podmiot, którym zarządzają traktują jak własność.

Miejsce akcji: wjazd na teren osiedla SMB Kabaty.
Główni bohaterowie: pracownik firmy ochroniarskiej oraz członek zarządu spółdzielni.
Dla lepszego zrozumienia sprawy dodam, że teren osiedla stanowią liczne bloki (kilkadziesiąt), instytucje takie jak ZUS, przychodnia, banki, poczta, restauracje, sklepy oraz mniejsze punkty handlowo-usługowe oraz ponad 7 tysięcy mieszkańców.

Zgodnie z rozporządzeniem władz osiedla wjeżdżającym, którzy nie mają wykupionych miejsc parkingowych wydawane są „przepustki” upoważniające do przekroczenia szlabanu. Oczywiście ich ilość jest mocno ograniczona. Powiedzmy kilka dla przychodni, ZUS-u czy dostawców i 30 dla gości. Przypominam – 7 tysięcy mieszkańców.

Efekt? W dniu 13.03 na teren osiedla nie wpuszczono: poczty, kurierów, pacjentów przychodni (np. matki z gorączkującym dzieckiem), lekarza na wizytę domową oraz… karetki z transportem krwi.
Ochroniarz, który zignorował zakaz i wpuścił pacjenta przychodni dostał karę 500 zł.

Nie wiem jak nazwać takie coś. Dla mnie to zwyczajnie ograniczenie swobód obywatelskich. Wyobraźcie sobie, że chcesz zaprosić gości, a oni muszą zostawić samochód 3 km od twojego domu. Kupiliście pralkę, ale dostawca nie może wjechać, więc musicie ją nieść 500 m. Tego, że nie mogą wjechać samochody z obsługi albo karetka nawet nie trzeba komentować. Skargi mieszkańców oraz firm, które wynajmują lokale od spółdzielni nie pomagają. Po wielkiej awanturze ZUS dostał DWIE przepustki.
Przed wprowadzeniem „przepustek” na osiedlu można było znaleźć bez większego trudu miejsce do zaparkowania. Jest tam sporo parkingów publicznych.
Inicjator i pomysłodawca tych zakazów potrafi przyjść do pomieszczenia ochrony i nakazać opróżnienie prywatnej torby w celu kontroli jej zawartości lub zrobić „przegląd” lodówki i szafek.

Kabaty

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 271 (285)

#62884

(PW) ·
| Do ulubionych
Korzystając z długiego weekendu postanowiłem wybrać się na większe zakupu. Zakupy okazały się całkiem konkretne, a wśród nich znalazły się również meble. Meble do samodzielnego montażu zapakowane w karton, swoje ważą. Postanowiłem, więc podjechać jak najbliżej bloku, a dokładniej "dodatkowej" klatki schodowej przy zsypie na śmieci.

Jest tam podjazd dla śmieciarki i szlaban pod którym nie można parkować. Nie znaczy to jednak, że nie można tam podjechać na chwilę samochodem wieczorową porą i wypakować ciężkich zakupów albo mebli. Widziałem nie raz, że mieszkańcy tak robią i nikt do nikogo pretensji nie miał.

Zaparkowałem auto, wziąłem pierwszą część rzeczy i poszedłem na górę. Po drodze zauważyłem dużo klocków Lego leżących na chodniku przed klatką. Wraz z narzeczoną uznaliśmy, że to jakieś dziecko zgubiło. Oj jak bardzo w tym momencie się pomyliśmy. Ona została pod blokiem, a ja na chwilę poszedłem do mieszkania. Przez ten czas narzeczona dowiedziała się skąd wzięły się klocki pod blokiem. Otóż kiedy ona stała koło samochodu jakiś idiota, bo inaczej nazwać go nie można rzucał klockami z balkonu. Klocki są lekkie i nie można nimi precyzyjnie trafić. Zostały więc szybko zamienione na coś trafiającego lepiej w cel. Po jej nogami wylądowały dwie RZUTKI. Takie z ostrym szpikulcem, które wbiły się w miękki asfalt. Taka rzutka spadająca z wyższego piętra mogła zrobić sporą krzywdę.

Sprawcy nie udało się namierzyć. Słychać było tylko śmiech, śmiech osób dorosłych.

Parking pod blokiem.

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 583 (673)

1