Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

calodniowysen

Zamieszcza historie od: 7 czerwca 2011 - 20:17
Ostatnio: 4 listopada 2019 - 17:10
  • Historii na głównej: 18 z 23
  • Punktów za historie: 5736
  • Komentarzy: 220
  • Punktów za komentarze: 892
 
zarchiwizowany
Absurdy szkolne.
Wspominałam już kiedyś, że moja mama jest nauczycielką. Pracuje w małej, wiejskiej szkole. Są tam klasy 4-6 oraz gimnazjum.

Trójka uczniów mamy chciała wciąć udział w projekcie informatycznym. Zgłosili się, ustalili z mamą kto czym się zajmuje. Bajka. Było to około grudnia.

Jakoś w marcu chłopcy się ogarnęli, że przecież projekt, a oni nic nie zrobili!

Mama na początku nie chciała z nim już nic robić, bo w końcu mieli tyle czasu, to pewnie dalej będzie to samo. Jednak ich wychowawczyni chodziła, prosiła. Ok, projekt jeszcze istnieje.

I ostatnio mama we wtorek wraca wściekła z pracy i odpowiada mi, że projekt znowu wypłynął.

Mama w poniedziałek normalnie prowadzi kółko informatyczne, jednak ma już wyrobione wszystkie godziny dyrektorskie, w ramach których je robi. Postanowiła tego dnia wcześniej wrócić do domu, bo miała coś do załatwienia.

Około 15 dzwoni telefon. Pani sekretarka donosi, że tu czekają trzej uczniowie, który się ponoć z mamą umówili na projekt.

Mama wściekła, bo termin oddawania projektów minął z końcem kwietnia. Uczniowie chcieli pójść na skargę do dyrektorki, że "pani ich olała". Mama ich zaprosiła do dyrektorki następnego dnia.

Jednak z samego rana matka jednego z tych chłopców wparowała jak rozwścieczony dinozaur do szkoły i prosto do dyrekcji.

I krzyczy, że jak to tak, że oni się napracowali, a pani sobie po prostu nie przyszła, że to nie możliwe, że tyle pracy włożone na marne.

Mama bardzo spokojnie pyta pierwszego:
- Co miałeś zrobić?
- To i to.
- Zrobiłeś?
- Mam w domu!

Drugi przyznał się, że nie zrobił. Za trzeciego mówi jego matka:
- On się tak napracował, tyle zrobił, siedział godzinami!
- A widziała Pani co on zrobił?
- Nie...
- Owszem chłopcy dostarczyli JEDNĄ prezentację (projekt składał się z prezentacji, filmu, jakiegoś badania), jednak niczego w niej nie poprawili, jak kazałam.
Nagle chłopcy potulni jak baranki...

Ja pytam grzecznie: Co się kurna dzieje z dzisiejszą młodzieżą? To już kolejny raz, kiedy mama mi opowiada, że uczniowie lecą do dyrektorki na skargę, kiedy sami są najbardziej winni...

Szkoła

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 272 (368)
zarchiwizowany
Wynajmując z kimś obcym mieszkanie dużo ryzykujesz. Jednak nie wiedziałam, że można aż tak wpaść...

Mieszkamy wraz z mym mężczyzną w mieszkaniu w dwiema innymi dziewczynami. Jedna jest bardzo miła i sympatyczna - pogadać można, pośmiać się a i posprząta bez szemrania - ogólnie super się mieszka.
Niestety, jest jeszcze ta druga...

Nazwijmy ją Mariola.
Otóż Mariola biega, nawet profesjonalnie. O ile kiedy było ciepło i sucho było ok, teraz? Po co wytrzepać buty przed klatką, albo już w? Lepiej nanieść tego piasku i śniegu do mieszkaniu, po wejściu udać się prosto do łazienki i umyć buty w wannie posługując się czyimś (moim) żelem pod prysznic. Wanna oczywiście nie umyta.

Sprzątanie po sobie? Jakie sprzątanie? Schylenie się w kuchni po coś co upadło (nawet jak to połowa jajka)? To ponad jej siły. To samo ze starciem blatu, naczyń, kuchenki czy stołu.
Muszę mówić jak brudno jest w kuchni?
Przez pewien czas sprzątałam za nią, jednak ile można?

Nie chcielibyście widzieć jak wyglądał ostatnio zlew w kuchni. Dokładnie tak, jak by ktoś do niego narzygał. Kto posprzątał? Druga współlokatorka, Mariola nie tknęła.

Zlew w łazience - nie da się już niestety domyć śladów po tuszu, który spadł do zlewu Marioli i biedna nie miała jak tego umyć od razu... Już nie wspomnę o zwykłym wypłukaniu ze zlewu pasty...

Na porządku dziennym jest, że Mariola chodzi w mokrych i brudnych butach po całym mieszkaniu, bo musi się oglądnąć w lustrze, bo z łazienki jeszcze coś, a z kuchni zapomniała torby. Po sobie nie sprzątnie...

A wiecie co lubię? Mój fetysz - wchodzę wieczorem do łazienki a tam majtki. I nie jakieś czyste, czy złożone. Nie... Tak zostawione jak z tyłka zdjęte i oglądaj sobie!

Raz znaleźliśmy torebkę od herbaty wesoło pływającą w toalecie. Zwróciliśmy Marioli uwagę - myślałam, że zabije, lub się rozpłaczę. Dwa(!) dni było lepiej.

A mówiłam już, że podkrada nam nawet coś takiego jak patyczki do uszu? No spoko, "pożycza", ale nawet się z tym nie kryje - zostawia je takie brudne na wierzchu i wychodzi.

To w mieszkaniu nie przeszkadza, ale dostarcza rozrywki - Mariola nałogowo kłamie. Dowód? Wyciągam z lodówki woreczek z marchewkami i jakiś on taki mokry. A i półka mokra od czegoś białego. Mariola spytana odpowiada, że nic nie wie. Wieczorem druga współlokatorka uświadamia nas, że Mariola wylała jej mleko i nie posprzątała, a nas po prostu okłamała.

Kwiatek z dzisiaj - posprzątałam całe mieszkanie na błysk. Mariola w ciągu godziny w domu zdążyła naprodukować 5 łyżeczek, dwa widelce i dwa noże. Oczywiście wyjechała na weekend i nam zostawiła ^^

Nie muszę dodawać, że szukamy nowego mieszkania.
Od razu podkreślam - ona nie widzi, że jest brudno, że zostawia po sobie syf. Wiem, że w domu sprzątała za nią babcia i mama i nie musiała nic robić, więc teraz my się męczymy. Zwrócenie uwagi nie działa... Pomocy!

Lokatorzy.

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 133 (283)
zarchiwizowany
A tak przez świąteczne opowieści się dowiedziałam co następuje.
Moja siostra, kiedy była w zerówce miała swoje pierwsze lekcje pisania, czytania, angielskiego oraz religii.
Razu pewnego zakonnica, która te lekcje prowadziła weszła z tymi dzieciakami po 5/6 lat na ciężki temat śmierci.
Na pytanie mojej siostry "co się ze mną stanie po śmierci?", zakonnica w imię chrześcijańskiej miłości i pedagogicznego ducha odpowiedziała:
- Kiedy umrzesz, wsadzą cię do trumny i zakopią w ziemi!
Siostra do dzisiaj ma lekką traumę...

zakonnica

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 0 (36)
zarchiwizowany
Zbliżają się te święta, co Bóg się rodzi, karp truchleje a i karpiu właśnie będzie.

Potrafię zrozumieć, że ktoś robi zakupy na dwa tygodnie przed świętami - a to rodzina szybciej przyjeżdża, a zgrzewka wody postoi, wiadomo.

Jednak nie potrafię zrozumieć po co tak wcześnie kupować karpia? Jednak można to jakoś wytłumaczyć, co jest logiczne. Jednak będąc dwa tygodnie przed świętami w markecie nigdy bym nie pomyślała, że można w tak brutalny sposób pozbawić życia rybę.

Mianowicie.

Podchodząc do kasy stanęłam za panią z dużymi zakupami. Pani taśmę zapełniła, a na końcu położyła... plastykowy worek z 5 karpiami totalnie bez wody. Karpie sobie powoli dogorywały, od czasu do czasu podskakując kiedy tliła się w nich jeszcze iskra nadziei na oddech.

Nie jestem obrońcą zwierząt, ani wegetarianką, jednak nie rozumiem, jak można pozwolić zwierzęciu (nawet jeśli to tylko rybcia na wigilijny stół) zdychać w takich męczarniach. Nie ma bardziej humanitarnych sposobów zabijania?

Świąteczne miłosierdzie.

Skomentuj (58) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 162 (356)
zarchiwizowany

#56117

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Może mało piekielnie, jednak daje do myślenia.
U mojej lepszej połówki na roku jest kilka bardzo zdolnych i ambitnych osób (średnia powyżej 4,5, konferencje, konkursy, projekty). Przez dwa pierwsze semestry te osoby dostawały stypendia naukowe.
W tym roku zmieniły się przepisy.
Kto dostaje stypendium NAUKOWE?
Osoby, które są w sekcjach sportowych, nawet jeśli tylko podają piłki.
Nic tylko brać się za naukę!

Studia studia

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 129 (241)

1