Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

calodniowysen

Zamieszcza historie od: 7 czerwca 2011 - 20:17
Ostatnio: 4 listopada 2019 - 17:10
  • Historii na głównej: 18 z 23
  • Punktów za historie: 5736
  • Komentarzy: 220
  • Punktów za komentarze: 892
 
[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 2) | raportuj
2 listopada 2019 o 8:46

@Armagedon: Też byłam z takim człowiekiem niecałe dwa lata, a zorientowałam się, że coś jest mocno nie tak po około roku. Miałam 19 lat, pierwsza wielka miłość, chłopak się nawet oświadczył. Mama była przerażona, bo widziała jak chłop mnie powoli odcina od rodziny, znajomych, przyjaciół, własnych ambicji i planów. Odejść było ciężko. Pierwsza taka rozmowa o tym, że chce odejść wywiązała się po 1.5 roku, a wtedy tak naprawdę mentalnie już z nim nie byłam. Jego reakcja oczywiście że on się zmieni, on nie będzie, on się uspokoi. Dwa tygodnie spokoju i powrót do starych nawyków. Wtedy powiedziałam "o nie, tak nie będzie", ale usłyszałam "ja bez ciebie nie przeżyję!". Po rozstaniu ja wyjechałam do pracy za granicę, dwa miesiące z rodzinką i pracując i wróciłam do normalności. Wszelkie próby kontaktu ucięłam - zablokowany numer, fejs, messenger a chłop próbował się kontaktować nawet dwa lata później z pytaniem "co u ciebie, przyjmij mnie do znajomych, bo cię wyrzuciłem w afekcie". Teraz też rozpoznam takiego gościa z daleka. Wręcz spotkałam takiego u koleżanki i na szczęście dziewczyna się zorientowała po kilku miesiącach, że tak być nie może, nie dała się wciągnąć min. dlatego, że ze szczegółami jej opowiedziałam do czego prowadzi ta cała "opieka kochanego misiaczka". Pod wpływem wspomnień skłaniam się do twojej opinii - że facet wcale nie był takim toksykiem, na jakiego kreuje go autorka. Bo mój po wspomnieniu rozmowy szczerej z kolegą (też w tym czasie w związku) całą noc wisiał mi na telefonie z pytaniami, płaczem itp. więc nie wyobrażam sobie, by odpuścił nagie zdjęcia na mailu.

[historia]
Ocena: 8 (Głosów: 8) | raportuj
1 listopada 2019 o 9:51

@Crannberry: Dokładnie tak jest. Sama miałam takiego toksycznego byłego, który na początku był taki zakochany, że wszystkim chciał pokazać że jestem jego dziewczyną, później zaczął robić się zazdrosny, bo on na studiach, a ja w liceum i nie spędzamy razem czasu, a jemu tak zależy i on mnie tak kocha i boi się że znajdę kogoś innego a później już leciał na całego z zabranianiem spotykania się, kontrolą itd. Z perspektywy czasu wiem, że to było złe, ale wtedy, będąc w środku nie widziałam tego do póki nie było za późno. Czasami trudno się obudzić, zwłaszcza, że hormony robią swoje i jest się w stanie na wiele rzeczy przymknąć oko, bo "przecież nam tak dobrze razem".

[historia]
Ocena: 6 (Głosów: 8) | raportuj
22 października 2019 o 16:39

Miałam prawie identyczną sytuację, tylko mnie mocno rodzina buntowała. A chłopak po prostu miał meeeeeeega, w sensie MEGA kompleksy i uważał, że jak spuści mnie na 5 minut z oka to mu rogi doprawię. Już nie wspominając o tym, że jak zjeżdżaliśmy ze studiów do domów, to mimo, że mieszkaliśmy razem musieliśmy się spotkać i ja MUSIAŁAM złożyć wizytę jego rodzicom, bo swoich to przecież widuję co tydzień... na skype.

[historia]
Ocena: 13 (Głosów: 13) | raportuj
18 października 2019 o 17:12

Pilnowanie psa po operacji wcale nie jest wymogiem. Nasza sunia była sterylizowana, dostała kołnierz, miała na sobie kubraczek (pierwsza nocka) żeby nie wylizywała szwów, bo franca miała taki brzydki zwyczaj. Nic jej nie było. A była już w bardzo dojrzałym wieku. Przespała spokojnie całą noc, trochę wymęczona po narkozie, rano poszła na spacer, wyjątkowo zniesiona po schodach żeby brzucha nie rozerwała. Takie szycie ma zazwyczaj dwa stopnie - jedno w środku pod skórą, gdzie są rozpuszczalne szwy i jedno na wierzchu i rozerwanie skóry nie powinni być aż tak groźne wtedy (nasza rozerwała sobie brzuch przy pierwszej operacji, bo zechciało jej się przy kontrolnej wizycie zeskoczyć z "kozetki"). Pozszywali ją od razu i było okej, może tyle szczęścia, że zdarzyło się to w gabinecie weta? Trudno powiedzieć...

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 0) | raportuj
16 października 2019 o 8:39

@szafa: Nie dalej jak trzy dni temu miałam idealnie taką sytuację. Chodnik, że trzy osoby spokojnie koło siebie się zmieszczą, więc można iść po prawej w jedną, po lewej w drugą i na środku miejsce dla tych niecierpliwych, ale nie. Starsi państwo idą tak, że jest miejsce po prawej na "pół osoby", idzie pani, znowu pół osoby, pan i pół osoby (osoba, jako miara odległości). I zero refleksji na przepraszam, potrącanie, nic a nic. Z jeśli chodzi o przejścia dla pieszych, to jeszcze chmara na chmarę jest okej, bo jak idziesz prosto to mijasz się tylko z jedną osobą najczęściej na środku pasów. Gorzej jak ktoś idzie idealnie na skos na bardzo zatłoczonych pasach i przechodzi ci pod nogami "bo on szybciej bo na skos idzie, to szybciej przecież" i musisz robić nagłe zwroty akcji.

[historia]
Ocena: -1 (Głosów: 1) | raportuj
13 października 2019 o 20:47

@bazienka: A gdzie zachowałam się jak ofiara losu? Nie podejmowanie rozmowy, z osobą, która nie jest zainteresowana rozmową, a wylewaniem bez powodu żali dla mnie jest bez sensu.

[historia]
Ocena: -1 (Głosów: 1) | raportuj
13 października 2019 o 20:44

@bazienka: Właśnie - to jej wybór. Ja nie lubię jak ktoś wtrąca się w moje życie, więc ja w czyjeś też nie zamierzam. Nie uważałam podobnej interwencji w związek dwóch totalnie obcych dla mnie osób za zasadny. Ja w tej całej historii znalazłam się całkiem przypadkowo i wypisałam się najszybciej jak się dało. Już nie mówiąc o robieniu publicznej afery z tego w jego biurze.

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 1) | raportuj
2 października 2019 o 9:27

@kartezjusz2009: Podobnie, więc jako pieszy nie chodzę po ścieżkach a jako rowerzysta nie jeżdżę po chodniku.

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 1) | raportuj
1 października 2019 o 13:25

Niestety taką mamy rzeczywistość... Wiele osób kupuje badziewia bo są modne, a szkoda wydać dużo kasy, bo za pół roku to już modne nie będzie i trzeba wyrzucić. Osobiście jestem wielką fanką secondhandów i polecam znaleźć jakiś fajny w okolicy. Sporo ubranek dla dzieci zawsze jest, a wiadomo, że dzieci szybko wyrastają, więc często takie ubrania są po jednym sezonie noszenia, a czasami z metkami (bo dwie babcie kupiły płaszczyk na zimę i jednego dziecko nie zdążyło ubrać). Sama mam połowę szafy z SH (kilka płaszczyków jesiennych, sukienki, swetry). Co do sieciówek to zależy co się trafi. Loteria. Mam np. bawełniane koszulki z Kika (niemieckiego, może to ma znaczenie) i kilka z lidla - zwykłe bawełniane t-shirty, które kosztowały dosłownie 5 zł/sztuka. Mam je od 4 lat, niszczą się, bo często je noszę i piorę. Ale nie przesuwają się szwy, nie mam z nimi problemu. Kiedyś kupiłam koszulkę, zwykłą, bawełnianą koszulkę w jakimś Lewisie czy innym sklepie od jeansów - jedno pranie i szew na brzuchu, koszulka szersza niż dłuższa. A kosztowała około 100 zł. Innym razem w takiej sieciówce (Reserved chyba) kupiłam kurtkę zimową. Kosztowała 250 zł i chodziłam w niej 4 lata. Zaczęła się przecierać na szwach od prania i noszenia dopiero w ostatnim roku noszenia, nigdy w niej nie zmarzłam. Nie ma reguły. Z doświadczenia widzę, że lepiej wydać na takie rzeczy do codziennego noszenia mniej i nie mieć żalu, że się zniszczy (i mieć powód do zakupów) albo szukać lepszych rzeczy na promocjach albo lecieć w totalną abstrakcję i rzeczy, które zamierza się używać na lata (np. kurtka na snowboard) kupić za naprawdę wysoką cenę, ale mieć ją na lata (moja 700 zł i już jeździmy razem 4 sezony i dalej jak nowa).

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 0) | raportuj
24 września 2019 o 18:47

@ForMudBloodBeer: Lubie jak ktoś nie do końca się zna a się wypowiada z takim przekonaniem. Staż organizowany jest z funduszy z UE i ma na celu aktywizację młodych osób pomiędzy 25 a 29 rokiem życia - takich z wykształceniem wyższym i bez niego.

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 1) | raportuj
24 września 2019 o 18:44

@VAGINEER: Nie :)

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 1) | raportuj
12 września 2019 o 9:11

@Vampi: Z państwem to chodziło o Urząd Pracy.

[historia]
Ocena: 5 (Głosów: 5) | raportuj
12 września 2019 o 9:08

@kratka1: Kwestia jest tego, że na razie szukam pracy w zawodzie, zawodzie. Programowanie miałam, ale raczej nie jestem w tym dobra, kurs pedagogiczny mam, ale mam również nauczycielską rodzinę i wiem z czym się nauczanie je. I nie napisałam nigdzie, że moje studia były/są elitarne. Napisałam, że były trudne i specjalistyczne, nie elitarne.

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 0) | raportuj
10 września 2019 o 12:35

Tak globalnie odpowiem, bo nie mogę już edytować historii. W budynku był parking podziemny, na który spokojnie wjechałby samochód dostawczy, z którego na recepcję prowadziła jedna winda (miejsce parkingowe najbliżej windy znajdowało się od niego 10 kroków) i tam mogli wjeżdżać kurierzy. Parking dla dostawców dotyczył przede wszystkim dostawców np. z tesco, którzy przywozili mleko itd. Ze kurierzy tam stawali? Ich wola, musieli chodzić na około, bo im się nie chciało wjeżdżać na parking podziemny.

[historia]
Ocena: 6 (Głosów: 6) | raportuj
10 września 2019 o 12:30

Moja mama miała podobne podejście i sama zaczęłam się tego uczyć. Ale w pewnym momencie powiedziałam "dość!", pogadałam z mamą poważnie (miałam jakieś 15-16 lat), że jak widzę, że np. gotuje obiad, to ja się nie będę domyślać, że trzeba jej pomóc coś zrobić, bo ja sama tego nie oczekuję, bo jak ja potrzebuje pomocy, to o nią proszę i chce tego samego w drugą stronę. Oczywiście odpowiedź "że ona nie będzie się całe życie prosić o pomoc" (mentalność z domu, gdzie tekst "ja wszystko muszę sama robić, nikt mi nie pomaga" był na porządku dziennym). Jednak powoli doszłyśmy do porozumienia. Jak mama potrzebuje pomocy, to prosi, albo sama zapytam, żeby coś przyspieszyć. Z chłopakiem na szczęście dość naturalnie nam to wychodzi - ja gotuje, wyznaczam zadania, on zrobi, w drugą stronę identycznie. I żadnych pretensji, żadnego gadania "bo ja ci zawsze pod nos podaję" itd. ROZMOWA jest kluczem do porozumienia :)

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 1) | raportuj
6 września 2019 o 10:08

@kartezjusz2009: Tak, tak, znam

[historia]
Ocena: -1 (Głosów: 1) | raportuj
6 września 2019 o 9:50

@Zilia: Nigdzie nie napisałam, że to w porządku. Tylko, że słyszałam. Nie popieram takiego zachowania, ale ono się zdarza i czasami jest kryterium - co samo w sobie jest piekielne.

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 1) | raportuj
6 września 2019 o 9:46

@slu: Teraz w ogóle jest straszny kryzys. Przy okazji szukania pracy przeglądałam oferty w całej Polsce i nie znalazłam szpitala/ośrodka medycznego, w którym nie szukaliby lekarzy. I to nie jakiś mało popularnych specjalizacji, tylko wszystkich (w jednym szpitalu była lista opiewające na niemal wszystkie potrzebne w codziennym funkcjonowaniu szpitala specjalizacje). Jednak nic dziwnego - długie dyżury, robienie najgorszej roboty, a wszystko za najniższą krajową. Nic dziwnego, że lekarze po studiach uciekają, albo mają prywatne gabinety.

[historia]
Ocena: 6 (Głosów: 6) | raportuj
5 września 2019 o 12:40

@Jaladreips: Napisałam wyżej - fizyk medyczny. To odpowiedź na oba pytania :)

[historia]
Ocena: 4 (Głosów: 4) | raportuj
5 września 2019 o 12:38

@kartezjusz2009: Ja akurat celuję w Radioterapię. Dzięki za podpowiedzi, na pewno sprawdzę :)

[historia]
Ocena: 5 (Głosów: 5) | raportuj
5 września 2019 o 9:19

@kartezjusz2009: Szukam w całej Polsce, CV podesłane tam, gdzie są ogłoszenia. Ba! Zaczynam przeglądać oferty w Europie :) Ale na razie w zawodzie, staram się walczyć o taką przyszłość, o którą studiowałam te 5 lat. Na alternatywy przyjdzie czas. W mieście mnie nic nie trzyma.

[historia]
Ocena: 11 (Głosów: 11) | raportuj
5 września 2019 o 9:17

@Face15372: Nie, kryterium wyboru było zainteresowanie tematem, chęć pracy w zawodzie i idealistyczna w liceum chęć zbawienia świata :) Jak się jest w liceum, to trochę inaczej patrzy się na pewne rzeczy. Robiłam rozeznanie, z którego mi wyszło, że miejsca pracy są i są, ale pleców niestety nie mam i to jest też problem.

[historia]
Ocena: 9 (Głosów: 9) | raportuj
4 września 2019 o 19:25

@cynthiane: Nie tajemnica, lecz chciałam uogólnić sytuacje, bo wiele jest takich osób. Jestem fizykiem medycznym :)

[historia]
Ocena: 11 (Głosów: 11) | raportuj
3 września 2019 o 21:52

Niedawno skończyłam studia i byłam większość czasu starostą/przedstawicielem swojego roku. Zawsze, ale to zawsze pisałam formalne maile, informowałam grupę, że napisałam, żeby nie bombardować profesorów stosem maili z zapytaniem o termin kolokwium, wyniki i inne rzeczy, z którymi borykają się studenci. Mail tylko z imieniem i nazwiskiem. Dlaczego? Bo mam szacunek do ludzi, wykładowców (jako swego rodzaju naukowych autorytetów). Maile zawsze krótki, zwięzłe, na temat, ze szczegółami. Znowu, dlaczego? Profesorowie rościli sobie prawo do nieodpisywania na maile, jeśli mail był nie z imieniem i nazwiskiem i mówili o tym np. na pierwszym wykładzie. Jeśli zaczęłam maila od "Szanowny Panie Profesorze" to odpowiedź dostawałam "Szanowna Pani". Na mniej formalne sposoby pisania maili pozwalałam sobie jedynie z promotorem, bo jak się pisze do siebie po 20 maili dziennie, to można odpuścić jakiś przywitania i wielkie podpisy (używaliśmy inicjałów). Do czego zmierzam? Wszystko zależy. Od profesora, od dystansu, od podejścia studenta. Nigdy nie spotkałam się z sytuacją, żeby na kulturalnego maila nie dostać odpowiedzi, lub dostać odpowiedź niemiłą (krótką - owszem, zdarzało się, niemiłą nigdy).

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 6) | raportuj
29 sierpnia 2019 o 12:23

@Pixi: Nie jestem w stanie przypomnieć sobie ani jednej sytuacji, w której zatrzymałabym się w miejscu nie oglądając się za siebie, czy komuś to nie przeszkodzi/ktoś na mnie nie wpadnie. Jak jest miejsce - schodzę na bok, jak jest ruch - czekam aż ten ruch koło mnie przejdzie stojąc bokiem i nie blokując ruchu. Nawet jak buta chcę zawiązać wolę poczekać chwilę i zrobić to uważnie. Gdy masz wąski chodnik, w dwie strony jest procesja ludzi (bo np. w pobliżu są światła, przystanek więc ludzie chodzą grupami) i nagle tuż przed tobą ktoś się zatrzymuje to możesz na niego wpaść, kiedy sam patrzysz np. w telefon, pod nogi, szukasz chusteczki w torebce. Więc to nie zawsze jest wina tego, kto na Ciebie wpadnie. Czasami nagłego zatrzymania się. Jeśli chodzi o drogi - tam takie rzeczy regulują przepisy ruchu drogowego, które na chodniku nie obowiązują.

« poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 następna »