Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

calodniowysen

Zamieszcza historie od: 7 czerwca 2011 - 20:17
Ostatnio: 18 września 2019 - 14:04
  • Historii na głównej: 15 z 22
  • Punktów za historie: 5529
  • Komentarzy: 209
  • Punktów za komentarze: 859
 
[historia]
Ocena: 3 (Głosów: 3) | raportuj
9 marca 2014 o 21:33

@ynka: W życiu swoim nie puściłabym swojego psa samego do lasu a sama sobie siedziała! Ja spaceruje razem z psem, pies jest osłuchany, ostatnio troszkę nawet leniwy, więc chodzi raczej czy ścieżce, nikogo nie zaczepia, jest przyjazny. Więc ze swojego punktu widzenia nie widzę problemu, żeby psa puścić w lesie ze smyczy i nie bać się, że coś się stanie.

[historia]
Ocena: 3 (Głosów: 13) | raportuj
9 marca 2014 o 18:29

@Sharp_one: Ja mam psa myśliwskiego - ciekawego świata wariata, wesołego, który uwielbia biegać przy rowerze, spacery po lesie czy łące niedaleko domu. Mieszkam w bloku. I co, pies jest pokrzywdzony? Lara (bo tak mój pies się wabi), ma 10 lat, jest to pies średni, więc jest już no stara. Jednak jest bardziej sprawna, niż psy o połowę młodsze. Ma dobrą dietę, regularne wizyty u weterynarza, jak coś się dzieje, to reagujemy. Pies jeździ z nami wszędzie (a często robimy wycieczki w góry, lasy). Zwiedziła z nami Bieszczady, całe wybrzeże, była w sztolniach (na smyczy w tedy), w Górach Skalistych. I pies jest pokrzywdzony? Krzywda się większa psu dzieje, jak na wsi siedzi cały dzień na łańcuchu, niż gdy ląduje u ludzi, którzy są aktywni fizycznie i psa kochają jak członka rodziny. Dlatego nie oskarżaj ludzi o męczenie zwierzaków. Sam widać nie masz zwierząt...

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 4) | raportuj
9 marca 2014 o 17:46

@archeoziele: Ale ja nie mówię, że to zgodne z prawem, nic takiego nawet nie sugerowałam. Tylko sama kiedyś zapłaciłam mandat za psa bez smyczy w parku (nie zamierzam o tym dyskutować, chce tylko nakreślić sytuację), a od pana z miejskich usłyszałam, że on rozumie, że pies musi się wybiegać i że tego dnia w parku nikogo nie było, ale żeby wybierać ustronne miejsca na puszczanie psa, nikt się w tedy nie przyczepi. Tak mi powiedział człowiek, który ponoć ma pilnować, żeby ludzie przestrzegali prawa. Więc dla swojej własnej wygody i zadowoleniu psa stosuję się do tej rady. Nie mam koło domu tak dużego i swojego terenu, a jeździć 3 razy dziennie 12 kilometrów, żeby pies się wybiegał, kiedy trzeba rano iść do pracy, wieczorem samemu na pole na wiosce trochę strach... No kocham psa, ale wolę iść na wielką łąkę za blokiem i warunki te same. A czy to jest zgodne z prawem? No nie jest, lecz agresja słowna również nie jest, ale nikt nikogo nie pozywa, za kłótnie na piekielnych ^^

[historia]
Ocena: 3 (Głosów: 23) | raportuj
9 marca 2014 o 16:23

@7sins: Tylko jedno pytanie - w ilu miastach w Polsce, gdzie niedaleko domów jest las, są wybiegi dla psów? W dwóch, trzech? Nawet jak by taki był w pobliżu wybrałabym las - dla psa przyjemność i dla mnie też przy okazji. A co do strasznie i tak dalej - jeśli pies jest agresywny, to stwarza zagrożenie i reagowanie jest jak najbardziej usprawiedliwione, a jeśli mamy sytuację, że idę sobie z pieskiem, ktoś niezbyt szybko przejeżdża rowerem, a pies za nim kawałek podbiegnie łapiąc zapach, to też od razu na straż zadzwonisz? Trochę zrozumienia, bo jak wszyscy od razu będą dzwonić po służby mundurowe, to niedługo nie będzie można kichnąć w miejscu publicznym...

Komentarz poniżej poziomu pokaż
[historia]
Ocena: 8 (Głosów: 12) | raportuj
4 marca 2014 o 16:34

Mi się marzy takie wesele w stylu amerykańskim - altanka, nawet ksiądz (bo chłopak wierzący, ja raczej nie bardzo), świeże powietrze, własna przysięga i kilka najbliższych osób. Z tego co tak sama sobie myślałam, wynajęcie kawałka parku na godzinkę oraz zrobienie większość ozdób samemu zmniejsza koszty (zwłaszcza kościoła). A później resteuracja i obiad, ewentualnie wynająć całą knajpę i zrobić jakiś mały parkiet. I da się zamknąć w kilku tysiącach. Może nawet nie... Nie wiem dlaczego miałabym zapraszać na swój ślub sąsiadów. Na komunie też powinnam ich zaprosić, bo tak? Ślub to rodzinne święto, a raczej święto połączenia dwóch rodzin, co mają do tego sąsiedzi? Po tym bieszczadzkim weselu wujek opowiadał mojemu tacie, że połowa kopert pustych, zwłaszcza tych od sąsiadów, co byli pospraszani... A to przykre, bo to nie chodzi o to kto da ile, ale lepiej już w ogóle koperty nie dać, niż dać pustą, bo to wyraz totalnego braku szacunku.

[historia]
Ocena: 18 (Głosów: 20) | raportuj
4 marca 2014 o 12:07

@GorzkaCzekolada: Aktualnie moja rodzina wchodzi w etap, że kuzynostwo bierze śluby, lub nie ;) Jeden kuzyn - typowo bieszczadzkie weselicho, 150 osób zaproszonych, przybyło jakieś 120, kilkadziesiąt TYSIĘCY na wesele poszło (jakieś 30, z tego co wiem...) Tydzień później mego mężczyzny kuzyn - 250 osób. A w tym roku - 100 osób i żeby ciąć koszty młodzi sami się wszystkim zajmowali - na poprawinach o 14 praktycznie spali na siedząco. A teraz w maju kuzynka - do urzędu cała rodzina, kto chce, na kolacje najbliższa rodzina. I tyle ;)

[historia]
Ocena: 26 (Głosów: 28) | raportuj
4 marca 2014 o 11:27

Nie rozumiem tej tradycji, że na wesele trzeba zapraszać przynajmniej setkę osób... Jak kogoś na to stać, to w sumie czemu nie, ale wywalać w błoto tyle kasy na wesele (nawet jak to gdzieś "na miejscu", to i tak drogi biznes), żeby ciocia, której się nie widziało 20 lat mogła ponarzekać na stawy? A później i tak połowa gości powie, że było *******... Mój ślub chciałabym celebrować w gronie najbliższej rodzinny i przyjaciół, bez przymusowo zaproszonych ciotek, kuzynek itp.

[historia]
Ocena: 16 (Głosów: 18) | raportuj
3 marca 2014 o 18:50

Dostrzegam pewnego rodzaju ironię sytuacji... ;) Jednak ani Twoja wina, ani chęć pracy, tylko raczej obowiązek nałożony przez pracodawcę, z tego co tu widzę. Lepiej chyba iść w niedziele do pracy, niż ją stracić, nie sądzisz?

[historia]
Ocena: 4 (Głosów: 14) | raportuj
3 marca 2014 o 18:43

Skąd wiedziałam po dialogu, że będzie taki koniec? :D Niestety, teraz jakoś mało ludzie przejmują się doktrynami? (tak to się nazywa?), o! inaczej - naukami kościoła, że z małego, nic nie znaczącego szczegóły zrobią aferę, a z "podstawowe" grzechy uważają za błahe. Mogę podać przykład - ze spotkania znajomych w czasie postu potrafią zrobić zamach na dobre imię Kościoła, a do miłowania bliźnich się nie spieszy... PS. Mało zboczenie - zamiast piękny, przeczytałam piekielny ^^

[historia]
Ocena: 5 (Głosów: 5) | raportuj
3 marca 2014 o 16:18

Nie mam nic przeciwko, aby mój mężczyzna zaglądał do mojego telefonu, chyba, że akurat szykuje mu jakiś prezent ;) Zasadniczo nie mam przed nim nic do ukrycia, zwłaszcza swoich smsesowych rozmów z przyjaciółmi, w których w większości sama go informuje. Także brak wzajemności w "zaglądaniu" to nie norma.

[historia]
Ocena: 18 (Głosów: 18) | raportuj
3 marca 2014 o 9:07

Kliknięcie w ekran w celu sprawdzenia godziny, gdzie już widać, że np. telefon ma hasło, to też szpiegowanie? Często zdarza mi się sięgnąć nie po swój telefon, ale chłopaka, bo leży bliżej/mam pod ręką/nie mam jak inaczej godziny sprawdzić. A szpiegować ani nie mam chęci, ani powodu...

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 1) | raportuj
24 lutego 2014 o 20:43

@AliceBloom: Pozycja nawet dogodna do solidnego kopniaka... Szkoda, że koleżanka go nie sprzedała.

[historia]
Ocena: -1 (Głosów: 1) | raportuj
24 lutego 2014 o 16:04

@misiafaraona: Z takimi cudami się nie spotkałam, stąd moje podejrzenia ;)

[historia]
Ocena: -1 (Głosów: 7) | raportuj
24 lutego 2014 o 0:22

@mowgli: Zazwyczaj na czas badania udajesz się za parawan, a biurko jest z jego drugiej strony. Także podejrzewam, że raczej nie patrzyła...

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 7) | raportuj
24 lutego 2014 o 0:01

Nie przejmuj się, podobnie wyglądała moja wizyta u pewnej pani ginekolog i też nikt nie chciał mi wierzyć, bo niby "to nie możliwe, żeby lekarz się tak zachowywał"... Współczuje, życzę wspaniałego lekarza ginekologa w przyszłości ;)

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 6) | raportuj
6 lutego 2014 o 20:57

U mnie w mieście jest dwupasmowa uliczka bez pasa zieleni, ani niczego pomiędzy. Są światła na początku i w "środku", a pomiędzy przejście podziemne oraz przystanki koło podziemnego. W tym miejscu było już tyle wypadków, lecz wciąż babcie, które ledwo idą przechodzą w tym miejscu. Rozumiem, że komuś jest ciężko po schodach itp, ale są od tego w niedalekiej odległości przejścia dla pieszych. Dodatkowo, jak pisałam, nie ma tam pasa zieleni, więc nie ma gdzie taka babuleńka przystanąć nawet. Kiedyś widziałam pana, który stał na podwójnej ciągłej i czekał na możliwość przejścia, a samochody jadą 60km/h...

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 0) | raportuj
31 stycznia 2014 o 12:44

Piekielni jak zwykle pomocni - jest plan!

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 0) | raportuj
31 stycznia 2014 o 12:02

Ona cały czas zapowiada, że niedługo "idzie na swoje", jednak przy jej poziomie wymyślania nie sądzę, żeby to szybko nastąpiło...

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 2) | raportuj
31 stycznia 2014 o 8:49

Problem z dzwonieniem do właściciela jest taki, że z nami mieszka córka właściciela (nie Mariola) i ona to wszystko widzi, wkurza ją to, ale to jednak wieloletnia przyjaciółka (stąd wiemy o babci itp). Zanieśliśmy raz rzeczy do jej pokoju z łazienki (talerz i dwie szklanki) i włożyliśmy do łóżka. Nic nie powiedziała, tylko sprzątnęła. Chwilę było spokoju. Może spróbujemy z tymi majtkami... A i piasek z łóżku to całkiem niezły pomysł, ale boję się, że to i tak nic nie da... A uwagę staramy się zwracać, sama nas o to prosiła, jednak czasami nie mam siły na afery jakie po takich uwagach się wywiązują.

[historia]
Ocena: -1 (Głosów: 1) | raportuj
31 stycznia 2014 o 8:46

Córka właściciela mieszkania z nami mieszka. I niestety w umowie nie ma słowa o porządku, już patrzyliśmy.

[historia]
Ocena: 6 (Głosów: 8) | raportuj
27 stycznia 2014 o 16:01

Draco, polecam przeczytać wszystkie części Pottera od pierwszej do siódmej jedna po drugiej i może stwierdzisz, że to nie jest "pobieżnie przejrzany jakiś bestiariusz do gry RPG i napisane co chciała wykorzystując nazwy", tylko nieźle przemyślana historia, która daje radę, zwłaszcza jak ktoś dopiero wkracza w świat magii, duchów i smoków.

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 0) | raportuj
25 stycznia 2014 o 18:50

Nie, oczywiście, że nie. Wydaje mi się, że w przypadku mojego chłopaka chodziło pani o wypowiedzenie jej myśli, ale co ja wiem? Sama miałam cudną komisje oprócz tego jednego pytania, na które chciałam odpowiedzieć w pełni, więc podałam dwie interpretacje, najpierw taką bardziej "kontrowersyjną", za co pani egzaminatorka chciała mi przerwać i pytania nie zaliczyć... W sumie jak bym musiała siedzieć i słuchać przez cały dzień tych prezentacji, to też pewnie czepiłabym się niewinnej dziewczyny z własną opinią ;)

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 1) | raportuj
24 stycznia 2014 o 22:25

Pewnie zostanę zminusowana, ale niestety tak jest na maturach, że egzaminator musi się nie zgodzić z jedną Twoją wypowiedzią, żebyś uargumentował swoją wypowiedź. Mój luby miał sytuację na ustnej, że opisał Odyseusza, jako odważnego, a egzaminatorka stwierdziła, że on był sprytny i ma to uargumentować. Ja za to zostałam prawie zjedzona za wygłoszenie dwóch spojrzeń na interpretacje opowiadania Mrożka. Tak niestety jest prowadzony ten egzamin...

[historia]
Ocena: 12 (Głosów: 12) | raportuj
19 stycznia 2014 o 11:07

Helmut, w 90% to jest wymysł rodziców, mogę się zgodzić. Jednak moja mama ma w podstawówce chłopaka z ADHD, który jest leczony, ale chłopak i tak ledwo potrafi wysiedzieć 45 minut lekcji. A najgorsze jest to, że chłopak robi krzywdę sobie i innym, zazwyczaj nieświadomie. A matka nie pośle do szkoły specjalnej, "bo tam z niego wariata zrobią" Jednak co do różnego rodzaju dys - sama miałam stwierdzoną kiedyś tam dysortografię - znałam wszystkie zasady pisowni, wyjątki, cała gramatyka w jednym paluszku a i tak robiłam same błędy, gubiłam literki itp. I wcale mnie to nie zwalniało z pracy - wręcz przeciwnie, musiałam jej włożyć 100 razy więcej, żeby nad tym pracować. Dlatego to nie usprawiedliwienie jak dla mnie, tylko danie więcej czasu, na opanowanie naszego bardzo trudnego języka.

« poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 następna »