Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

certain

Zamieszcza historie od: 29 sierpnia 2012 - 19:40
Ostatnio: 8 stycznia 2014 - 20:10
  • Historii na głównej: 9 z 9
  • Punktów za historie: 7728
  • Komentarzy: 128
  • Punktów za komentarze: 844
 

#56422

(PW) ·
| Do ulubionych
Śmiałam się z akcji "Służby mundurowe łatają budżet". Do czasu.
Jest takie piękne miejsce gdzie jest ograniczenie do 70 przez ok. 2 km i za nim znów znak o ograniczeniu do 70. Żadnej szkoły, od budynków dzielą ekrany, kilka drzewek przy drodze.
Jadę, grzecznie jak ograniczenie nakazuje 70km/h. I nagle ktoś mi radośnie macha, żebym zjechała. Widzę kilka patroli i adekwatną ilość "szczęśliwców". Zjeżdżam, przekonana, że to rutynowa kontrola. Otóż nie.

[P]: No droga Pani! Ile to się jechało?
[J]: 70.
[P]: No widzi Pani! A tu ograniczenie do 40 jest.
Musiałam mieć bardzo sugestywny wyraz twarzy, bo policjant westchnął i wskazał mi ręką. Patrzę i nie wierzę.

Znak jest. Za drzewem. Nie widać go i obowiązuje przez jakieś 10m.

policja

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 826 (880)

#54682

(PW) ·
| Do ulubionych
Zdarzyło mi się pracować w BOK-u, dział korespondencji internetowej. Do moich obowiązków należało tam sprawdzanie poczty i odpisywanie. W pewnym momencie razem z koleżankami przestałyśmy wyrabiać z czytaniem i odpisywaniem.

Przydzielono nam [D]ziewczyne z administracji. Tyle szczęścia, bo nagle połowa maili załatwiona przez nią! Fakt, do czasu jej wypowiedzi...
[D]: Ja to nie wiem, po co wy się tak męczycie. Wrzućcie do spamu i macie z głowy no nie?

No nie.

BOK

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 808 (834)

#54379

(PW) ·
| Do ulubionych
Szanuję nauczycieli. Macie anielską cierpliwość, powołanie i pragnienie pomocy, ale... Jakieś "ale" być musi. Otóż wyjątki. Niektórych po studiach należałoby odstrzelić, a nie dopuszczać do styczności z dziećmi. Na przykład taką wuefistkę, która dziewczynce chodzącej o kulach każe biegać dookoła sali gimnastycznej.
Czemu?

Bo udaje.
No, ale jak udaje jak zwolnienie od lekarza ma?
Ano kupiła sobie. Więc zamknę dziecko na sali, aż przejdzie dystans, zmierzę jej czas i wpiszę ocenę do dziennika. Ewentualnie jak będzie płakać to może to zrobić o kulach. Wtedy wypuszczę z sali.
Teraz pełne zaskoczenie, że jej mama przyszła i mnie opieprza. Przy innych nauczycielach i rodzicach w dodatku! No nienormalna jakaś...

szkoła

Skomentuj (35) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 907 (971)

#53908

(PW) ·
| Do ulubionych
Kilka lat temu mieszkanie wynajmowałam z koleżanką. Ona - miłośniczka zwierząt egzotycznych, podczas gdy moja tolerancja ogranicza się do wąsko pojętych zwierząt domowych. Nic osobistego - zwyczajnie pająki, gady i płazy w większości przypadków budzą we mnie odrazę, ale paranoikiem nie jestem. W związku z tym [E]wa swoje węże trzymała w terrarium i w mojej obecności nie wyciągała. Były chłopak Ewy - [A]dam, mieszkał tuż obok. Tak, że nasze mieszkania połączone były balkonami. Przyszedł raz do nas, bo uciekło mu zwierzątko. Pech chciał, że Ewy akurat w mieszkaniu nie było.

A: Jakbyście widziały Anielice to dajcie mi znać? Myślę, że mogła się do was balkonem wślizgnąć.
Moje serce zabiło mocniej. Tylko nie wąż.
Ja: Adam, ale to nie jest wąż?
A: Gdzie tam Certain! Ja nie cierpię węży! Jak zauważysz jakieś zwierzę to zawołaj Ewę, ona będzie wiedzieć.
Zanim zdążyłam zapytać o coś więcej to się ulotnił.

Przyszła Ewa, opowiedziałam historię. Oczy jej się zwęziły, ale nic nie powiedziała.
Trzy dni później, wieczorem ona coś czyta, ja siedzę i wkuwam - sesja jest.
Przeciągam się. Notatki mi wpadły za fotel. Lenistwo, lenistwem, ale bardziej mi szkoda czasu na poprawkę niż teraz na naukę.
Przesuwam fotel i odskakuje do tyłu. Dużo nóg i kolorowe, a za sobą ma kokony.
Ja: Ewa.
E: Hmm?
Ja: Ewa, pająk.
E: Weź nie panikuj Certain, to zwykły pajęczak.
Ja: Mhm. Możesz tu podejść? Proszę.
Ewa podchodzi do fotela i też odskakuje.
E: Ku*wa!
Celny rzut trzymaną przez nią encyklopedią i po pajęczaku.
Ja: Co to było?
E: Anielica. Latrodectus tredecimguttatus*! Zabije go. Karakurt psia mać! Samiczka z kokonami!

W bloku gdzie było ok. 40 mieszkań (w ponad połowie dzieci) Adam postanowił rozmnażać Karakurty sądząc, że to czarne wdowy.

*http://pl.wikipedia.org/wiki/Karakurt

Osobom, które wolą nie zaglądać do linka tylko powiem, że jest niezwykle jadowity - bardziej niż czarna wdowa.

pasjonaci

Skomentuj (96) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 747 (787)

#50963

(PW) ·
| Do ulubionych
Jedzie sobie człowiek spokojnie w autobusie i razem z towarzyszami niedoli walczy o kawałek przestrzeni do oddychania. Stoję sobie grzecznie, z torebką przed twarzą coby jakaś dobra dusza nie pozbawiła mnie jej zawartości, gdy dostrzegam młodziutką dziewczynę. Czemu zwróciła moją uwagę? Ponieważ pan w wieku średnim (za średni uważam ok. 30-40 lat) co jakiś czas "przypadkiem" klepie ją w pośladki. Gdy usiłuję zebrać moją szczękę z podłogi, dziewczyna powoli czerwienieje.
W pewnym momencie odwraca się i patrzy panu prosto w oczy.
[D]: Przepraszam czy pan jest pedofilem, czy każdego po tyłku maca?

Nikt nie klaskał, a pan autobus opuścił na następnym przystanku.

komunikacja_miejska

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 847 (905)

#49966

(PW) ·
| Do ulubionych
Koleżanka pracuje w call center. Mają tam pewnego "stałego klienta"[K], do którego jest przydzielona [B]asia. Mężczyzna dzwoni z różnymi bzdurkami, które ma np. w instrukcji, a tylko Basia ma siłę mu wszystko grzecznie tłumaczyć.

Ostatnio rozmowa jednak była inna.
[K]: Ty...(i tutaj płynie wiązanka przekleństw pod adresem koleżanki)
[B]: Panie Mieciu my tą rozmowę nagrywamy.
[K]: O Boże to Pani! Pani Basia! (i dźwięk odłożonej słuchawki).

Mija 10 minut [K] znowu dzwoni.
[K]: Pani Basiu! Ja strasznie przepraszam! Naprawdę, bo ja was na szybkim wybieraniu mam! Do żony chciałem zadzwonić!

Dalej się zastanawiam, co mu żona zrobiła...


PS. Dlaczego się nie włączył automat? Bo pan Mieczysław jest stałym klientem i ma numer bezpośredni.

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 875 (915)

#49325

(PW) ·
| Do ulubionych
Sytuacja ma miejsce na festiwalu dla dzieci od 5-8 lat. Jest możliwość zgłoszenia uczestnictwa dziecka w konkursie podobnym do telewizyjnego: „Mam talent”.

W kolejce spokojnie, wszyscy uprzejmie się przepuszczają. Wtem wkracza piekielna i bez „proszę” czy „przepraszam”, co chwila zamachując się torebką toruje sobie drogę.
[P]: Muszę synka wcześniej zapisać, żeby jak najszybciej wystąpił!
Każdy w kolejce z szerokim uśmiechem przepuścił kobietę.
Czemu?
Na stoisku wisi wielki plakat: „Występy będą odbywać się w kolejności odwrotnej do kolejności zapisu”.

Cytując: „Teraz prędko, zanim dotrze do nas, że to bez sensu.”

festiwal

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 844 (906)

#48642

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia, którą tu opiszę będzie bezpośrednio związana z poprzednią (o dwóch piekielnych „magistrach”- zainteresowanych odsyłam: http://piekielni.pl/48219).

Opiekunom M. zdałam relacje z całego wydarzenia. Wyraziłam również gotowość składania zeznań w razie zgłoszenia przestępstwa. Wózek nie nadaje się do użytku, ale dziewczyna jednego z piekielnych (tego, który nie ucierpiał) przyszła do opiekunów M. i prawie na kolanach błagała o niezgłaszanie nigdzie sprawy. Bądź, co bądź Panowie zwlekli dziewczynę z poważnie uszkodzonym kręgosłupem z wózka i zostawili na schodach mimo jej protestów. Zakup nowego wózka dziewczyna piekielnego pokryła w całości (kwotę niemałą!), a że znajomi mają miękkie serce to odpuścili. Czyli wszystko dobrze się skończyło? Nie. Tu zaczyna się piekielność.

Otóż dostałam wezwanie na komendę. Posłusznie podreptałam na posterunek, żeby usłyszeć, że jestem podejrzana o pobicie. Jak to?

Najpierw piekielnemu złamałam nos, gdy usiłował URATOWAĆ kolegę, a potem go w ciemnej uliczce dopadłam i pobiłam do nieprzytomności. Wieczorem zgłosił się na pogotowie w stanie nieważkości spowodowanej nie tyle pobiciem, co stężeniem alkoholu we krwi. Liczne siniaki, zadrapania itd., jako sprawcę wskazał mnie. Potwierdziła - jego dziewczyna. Dokładnie ta sama - do rany przyłóż, która pokryła koszt nowego wózka. Szkoda, że akurat wtedy byłam na zebraniu mieszkańców mojego osiedla i widziało mnie ponad 20 osób.
Cóż mimo wszystko mam obejrzeć główny dowód na moją winę i potwierdzić, że to ja na nim jestem. Grzecznie usiadłam i obejrzałam razem z policjantami nagranie. Nagranie z wypadku w szkole. Na nagraniu widzimy jak rozmawiając z dyspozytorką pogotowia zastąpiłam piekielnemu drogę. Piekielny odepchnął mnie i zaczął pochylać się nad kolegą wyciągając ręce. W tym momencie dostał z pięści w twarz i bardziej z zaskoczenia niż od siły uderzenia upadł. To uderzenie (według JEGO zeznań) miało mu złamać nos.

Panowie usilnie starają się zachować powagę. W trakcie oglądania jeden z nich wychodzi na korytarz i wybucha gromkim śmiechem, a jego kolega dostaje ataku wesołego kaszlu.
Czemu?
Piekielny ma powyżej 1,90m wzrostu i jest dobrze zbudowany. Ja jestem dość drobna i dużo niższa. Mój cios i jego skutek wyglądały... Jak tylko przy takiej zależności mogą: śmiesznie.
Policjant stwierdził, że jeśli moje alibi się potwierdzi, to przestaje być główną podejrzaną.

Czas na moją piekielność. Wracając wpadałam do opiekunów M.- Jednak zgłoszą sprawę na policję.
W imię zasad „panie magistrze”, w imię zasad.

policja

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 729 (773)

#48219

(PW) ·
| Do ulubionych
Zostałam poproszona o odebranie M. ze szkoły. Nie wchodząc w szczegóły M. jest licealistką jeżdżącą na wózku. Dziewczyna jest maturzystką (tegoroczną), uległa wypadkowi, więc nadal chodzi do szkoły nieprzystosowanej do jej aktualnego stanu. To wszystko nic. Ludzie są uczynni, ktoś zawsze pomoże.

Umówiłyśmy się, że M. zadzwoni godzinę przed końcem lekcji. W momencie, gdy już wchodzę do szkoły M. dzwoni ponownie.
- Certain! (Tutaj wstawcie dźwięk pomiędzy śmiechem, a szlochem oraz kilka nieartykułowanych dźwięków)
- Gdzie jesteś?
- Na pierwszym piętrze!
Wbiegam po kilka schodów pełna najgorszych przeczuć. Słyszę śmiech.
- Puść mnie teraz! Puść!
Podnoszę głowę do góry i w tym sam momencie odskakuje. Ze schodów zjechał wózek. Na nim mężczyzna. Niemal wbił się w ścianę.
- Ku*wa Staaaary! Nic ci nie jest?
Chłopak leży bez ruchu. Dookoła krew. Kątem oka widzę siedzącą na schodach M., która płacze.
Chłopak nieprzytomny, ale oddycha. Dzwonie na pogotowie. Panikującego mężczyznę, który próbował podnieść nieprzytomnego kolegę uderzyłam w twarz - inaczej nie docierało, że jego przyjaciel może mieć uszkodzony kręgosłup i zrobi mu krzywdę. Piekielnego zabrała karetka na sygnale. Przeżyje, ale gojenie się licznych złamań (również otwartych) potrwa i nie będzie przyjemne. Jakoś nie jest mi przykro z tego powodu.

Jak do tego doszło? Zabrali M. wózek i zaczęli się bawić. Jeden wpadł na wyżej wymieniony "genialny" pomysł.

Panowie nie byli uczniami szkoły. Dwaj absolwenci - magistrzy postanowili pochwalić się w byłej szkole świeżo uzyskanymi tytułami...

wykształcenie?

Skomentuj (43) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1147 (1231)

1