Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

d1ler

Zamieszcza historie od: 15 lutego 2011 - 20:56
Ostatnio: 25 listopada 2015 - 21:07
  • Historii na głównej: 34 z 50
  • Punktów za historie: 33085
  • Komentarzy: 75
  • Punktów za komentarze: 277
 

#69803

(PW) ·
| Do ulubionych
Sobota, godzina ok 22. Po naprawdę pracowitym dniu siedzimy z żoną przy piwku i cieszymy się spokojem. Nagle gdzieś za ścianą... ŁUP ŁUP ŁUP! Sieczka złożona z najnowszych hitów jest tak głośna, że bez problemu rozróżniam słowa tych ambitnych tekstów. Wychodzę na korytarz i po krótkim śledztwie ląduję dwa piętra niżej, odnajdując siedzibę winowajcy.

Dzwonię do drzwi... Dzwonię jeszcze raz... I jeszcze raz... Pukam... Znów pukam... Subtelnie walę pięścią... Jeszcze bardziej subtelnie kopię... Po chwili drzwi się otwierają. Chłopaczek ok 20 lat.

Ch: Taaak?
Ja: Mógłbyś trochę ściszyć?
Ch: A co, słychać?
Ja: I to bardzo, własnego radia nie słyszę.
Ch: No ale przecież jest sobota...

Pamiętajcie, w sobotę słucha się życia sąsiadów, wasze jest nieważne. Dlaczego? Bo jest sobota :)

Stosunki międzysąsiedzkie

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 196 (378)
zarchiwizowany
Temat Eurowizji jak najbardziej na czasie, więc proszę:

Któregoś roku (nie podam kiedy, bo wtedy wsypałbym osobę, od której mam informację) na kandydata do konkursu wybrano gniota, o którym wiadomo było, że szanse ma marne. Dlaczego? Bo TVP nie miała pieniędzy, by w wypadku wygranej zorganizować konkurs w roku następnym.

jedyna słuszna telewizja ;)

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 12 (52)
zarchiwizowany

#59612

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Idę na zakupy do Biedry. Dochodzę do drzwi i widzę kartkę "Z powodu awarii sklep zamknięty". Wracam do domu i dzwonię na ichnią infolinię. Oto rozmowa:

Ja: - Dzień dobry, czy sklep przy ulicy takiej a takiej będzie DZIŚ czynny?
Pani z infolinii: - Niestety nie mam takiej informacji, ale oczywiście mogę przyjąć zgłoszenie i W CIĄGU KILKU DNI odpiszemy na maila.

Bareja wiecznie żywy...

Biedronka

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 10 (48)

#59280

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia sprzed kilkunastu lat. Mam koleżankę, którą wychowywał dziadek. Mieszkali w kilkupiętrowej kamienicy. Antena tv była oczywiście na dachu. Co jakiś czas, czy to z powodu wiatru, czy innych sił, antena przekręcała się i obraz w telewizorze zaczynał "śnieżyć". Dziadek koleżanki szedł wtedy do mieszkającego po sąsiedzku żulika - pana (M)iecia, dawał mu na flaszkę, pan Miecio wchodził na dach i poprawiał antenę. Wszyscy byli zadowoleni.

Któregoś dnia dziadek wracając do domu usłyszał rozmowę pana Miecia i jego kolegów, "okupujących" murek przy śmietniku.

M: - ... i jak mi zbraknie na flaszkę, to idę na dach, przekręcam antenę i niedługo ten spod 9 przychodzi, żeby mu ją poprawić. I interes się kręci.

Dziadek kupił antenę satelitarną i zamontował za oknem. Interes przestał się kręcić.

sąsiedzi

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1154 (1194)
zarchiwizowany

#58786

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Kto był bardziej piekielny, oceńcie sami.

Stoję z żoną w kolejce w aptece, przed nami dziewczyna (na oko ze 20 lat), za nami kobieta ok 50, jeszcze ktoś i facet ok 40. Dziewczyna podaje receptę i... wierzcie albo nie, aptekarka ma problem z rozczytaniem, więc dziewczyna mówi, że to Azalia (tabletki antykoncepcyjne). Na to (K)obieta za mną:

K: - To nasionka jakieś?
Ja (półgłosem do żony): - Raczej, żeby "nasionek" nie było.

Kobieta chyba nie usłyszała, ale za to (P)an na końcu kolejki owszem. I się zaczęło:

P: - Taka młoda, już się puszcza, itd

Nie będę opisywał, znacie takich "obrońców moralności". Dziewczyna zapłaciła i zmierzała do wyjścia, ale facet zastąpił jej drogę i dalej prowadzi te swoje wywody. Ponieważ była nasza kolej, szybko poprosiłem o paczkę prezerwatyw, a resztę zakupów zostawiłem żonie. Podszedłem do faceta, podałem mu Durexy i powiedziałem:

J: - Nie wiem jak ta pani, ale pan na 100% nie powinien się rozmnażać, bo kto wie, głupota może być dziedziczna.

Facet się zapowietrzył, ale widząc rozbawione miny pozostałych kolejkowiczów wybiegł z apteki, burcząc coś pod nosem.

Jak w reklamie: Prezerwatywy - 12 zł. Zobaczyć minę faceta - bezcenne.

apteka

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 316 (480)
zarchiwizowany

#58038

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Kilka dni temu dzwoni domofon. Odbieram - poczta. Po chwili dzwonek do drzwi. Otwieram, a pan listonosz mówi:

- Wie pan, mam dla pana awizo, bo myślałem, że pana nie będzie i nie wziąłem paczki.

Kurtyna!

poczta

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 216 (380)

#57784

(PW) ·
| Do ulubionych
Moi dziadkowie mieszkali na wsi, mając dość spore gospodarstwo. Kilkanaście lat temu dziadek przepisał gospodarstwo na moją mamę, a kilka lat później zmarł. Jak się zapewne domyślacie, rodzeństwo mojej mamy po jakimś czasie od śmierci dziadka zaczęło się domagać "swojej" części majątku. Dlaczego dopiero po jakimś czasie?

Dziadek przed przekazaniem zaprosił moją mamę, jej brata i siostrę, i powiadomił o swoim zamiarze. Zapytał, czy któreś z nich chciałoby kawałek ziemi. Jedynie moja mama wyraziła zainteresowanie, jej rodzeństwo kategorycznie odmówiło, bo za daleko (100 km od miasta, w którym mieszka cała trójka), bo po co im to, itd. W związku z tym całość trafiła do mojej mamy, na co pozostała dwójka zgodziła się bez zastrzeżeń.

W momencie przekazywania gospodarstwo nie przynosiło w zasadzie żadnych dochodów, ziemia leżała odłogiem, a podatki, całkiem spore, należało płacić. Po śmierci dziadka moi rodzice założyli plantację aronii, która po kilku latach zaczęła przynosić niezłe zyski.

I właśnie wtedy rodzeństwo mojej mamy "przypomniało" sobie, że przecież im się należy spadek po dziadku! Nie mówię już nawet o kwestiach prawnych (dziadek nie był właścicielem gospodarstwa w momencie śmierci, więc nie mógł zostawić go w spadku). Ale brat i siostra mojej mamy nie przyszli z tą sprawą do niej, tylko opowiadali po rodzinie, jaka to ona niedobra, że wszytko wzięła dla siebie. Mama stwierdziła, że gdyby pogadali z nią jak ludzie ("Wiesz, głupi byliśmy, że nie chcieliśmy, ale zmieniliśmy zdanie" czy jakoś tak), to ODDAŁABY im po 1/3 i nie byłoby problemu. A że "wojna podjazdowa" trwa, to figę zobaczą, a nie "spadek".

A, i jeszcze jedno. Jeszcze za życia dziadka moi rodzice (a później i ja) jeździli tam w każdy weekend, lato czy zima, żeby pomagać dziadkom. Siostra mojej mamy wpadała tam ze 3 razy w roku "na weekend", tzn przyjeżdżała w sobotę ok południa, a w niedzielę o 14 już jej nie było. A brat mamy przyjeżdżał co miesiąc dosłownie na godzinę - dwie i to tylko po "wałówkę".

rodzinka

Skomentuj (29) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 562 (638)

#57660

(PW) ·
| Do ulubionych
Ze 3 lata temu, w sobotnie przedpołudnie, na moich oczach parkujący samochód przytarł bok mojego auta. Zanim zdążyłem podejść, kierowca wycofał i uciekł. Spisałem numery odjeżdżającego samochodu i udałem się na najbliższy komisariat, jakieś 500 m od miejsca zdarzenia. Okazało się jednak, że to nie takie proste. Poinformowano mnie, że muszę udać się na komendę, jakieś 3 km dalej. Pojechałem.

Odczekałem swoje,tzn ok 2 godzin, mimo, że ruch na komendzie żaden. W końcu zostałem zaproszony do pokoju, gdzie pan policjant zaczął przyjmować zgłoszenie. Doszliśmy do momentu, gdzie trzeba podać adres miejsca zdarzenia. I tu dialog pomiędzy mną, a policjantem.

Policjant: - Proszę podać adres.
Ja: - Niestety znam tylko ulicę, ponieważ jest to parking obok bazarku, który adresu nie posiada.
P: - A jakiś inny budynek obok?
J: - Niedaleko jest blok, ale wydaje mi się, że ma adres innej ulicy.

Widząc stojący na biurku komputer, dodaję:
J: - Ale gdyby pan odpalił jakąś mapę, to pokażę panu, w którym to było miejscu.

Odpowiedź policjanta zwaliła mnie z nóg:
P: - Ale my nie mamy internetu.

XXI wiek, stolica europejskiego kraju...

komisariat

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 507 (615)

#55746

(PW) ·
| Do ulubionych
Kolejna historia podrzucona przez kolegę z ochrony:

Noc, zima, na dworze minus 20. Na obiekcie dwóch ochroniarzy, "stary" i żółtodziób. Młody wychodzi na obchód, trwający ok 40 minut. Mija godzina, półtorej... Drugi ochroniarz dzwoni do tamtego na komórkę - nie odbiera. Idzie "po śladach" - może zasłabł i leży gdzieś w śniegu? Ani widu, ani słychu. Facet cały w nerwach. Dzwoni znów. Po którejś tam próbie delikwent odbiera:
- Gdzie jesteś? Szukam cię po całym obiekcie!
- A w domu, bo spać mi się chciało.

Zabić od razu, czy tylko wykastrować, żeby się nie rozmnażał?

ochrona

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1084 (1132)

#55533

(PW) ·
| Do ulubionych
Lata temu służyłem w pewnej jednostce wojskowej. Z racji jej charakteru, wiedziała o tym tylko najbliższa rodzina (moja ówczesna żona i rodzice). Pewnego roku w jednym z zakątków świata, zaczęło się dziać i jeździła tam również moja jednostka. Któregoś razu wyjechałem na kilka miesięcy. Żona odpowiadała na pytania sąsiadów (zgodnie z prawdą), że wyjechałem służbowo z Polski.
A wiadomo, jak ktoś czegoś nie wie, to sobie dośpiewa. Po krótkim czasie po bloku krążyła wieść, że wyjechałem za chlebem do Anglii.
I moja żona zaczęła dostawać rady od plotkarskiej "elity" bloku:
- Ty może pojedź do niego, sprawdź, co on tam naprawdę robi
- Zobaczysz, pozna tam kogoś i już nie wróci (nie muszę mówić, jakie myśli na hasło "nie wróci" miała moja żona)

Albo z drugiej mańki:
- Oooo, to zarobi pieniąchów, to się pewnie stąd wyprowadzicie, dom pobudujecie
- To pewnie ciebie też tam ściągnie.

I tym podobne "złote myśli".
Żona tylko kiwała głowa, bo co miała powiedzieć?

Po pewnym czasie wróciłem do domu. Po bloku poszła wieść pt "Nie powiodło mu się, musiał wrócić" itd.

Któregoś dnia zaczepia mnie (S)ąsiadka, "królowa" plotkarek.

S: - O, widzę, że wróciłeś.
J: - Wróciłem.
S: - Co, nie udało się?
J: - Wręcz przeciwnie.
S: - No jak to, przecież wróciłeś?
J: - No właśnie.

Pewnie do tej pory się zastanawia, czemu byłem taki zadowolony...

"życzliwi" sąsiedzi

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 912 (998)