Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

digi51

Zamieszcza historie od: 22 września 2010 - 8:54
Ostatnio: 19 sierpnia 2018 - 12:49
  • Historii na głównej: 199 z 222
  • Punktów za historie: 136364
  • Komentarzy: 2848
  • Punktów za komentarze: 18338
 
zarchiwizowany

#80194

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Niedziela, park miejski, który jest dużą atrakcją turystyczną. Rodziny z dziećmi, zakochane parki, dużo rowerzystów. W parku są drogi podzielone na chodniki i ścieżki rowerowe. Ścieżki rowerowe o szerokości o 1/3 szerokości chodnika. Taki o to obrazek - mama, tata, córka ok.8-letnia dziewczynka, którą tata prowadzi za rękę, mama prowadzi spacerówkę (pustą), a obok na ścieżce rowerowej (samym jej środkiem) popyla małym dziecięcym rowerkiem dzieciak ok.1,5-2 lata. Tempo jakim jedzie porównywalne do 80-letniej babci z balkonikiem. Rodzice co i rusz zostawiali bobo trochę w tyle, po czym odwracali się, krzycząc:

- no już, skarbie, pedałuj szybciej!

Rowerzyści omijali szkraba z gracją większą lub mniejszą, wielu zjeżdżało na chodnik/trawnik, hamowało, zsiadało z roweru. W końcu, któryś z nich zwrócił rodzicom uwagę, że dzieciak nie powinien jeździć po ścieżce rowerowej. Matka:

- Dlaczego niby nie, przecież jedzie na rowerze, nie? Ja nie będę łamać przepisów i on nie będzie jeździł chodnikiem.

Trochę brak mi komentarza.

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 31 (85)
zarchiwizowany

#68016

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Śmieszne czy piekielne... Sama nie wiem ;)

Moja siostra brała rok temu ślub. Na ślubie i weselu obecna była pewna dziewczyna, którą ciężka nazwać naszą znajomą, zarówno ja i moja siostra kojarzyłyśmy ją z widzenia, na wesele przyszła jako osoba towarzysząca dobrego kolegi pana młodego.

Ostatnio rozmawiałam z moim kumplem i zaczęłam pytać, co tam u starych znajomych, z którymi to się kiedyś niejedną nockę zarwało na imprezie.

Kumpel:

- Ach, no i wiesz, Bartek to jest teraz z Olą.
- Jaką Olą?
- No wiesz, ta blondynka... Ona była z zeszłym roku na ślubie Twojej siostry z Mateuszem, tym od motocykli...
- Ach ta... ok... a skąd ty wiesz, że ona była na ślubie mojej siostry (sama o tym fakcie zapomniałam, więc zdziwiło mnie, że mój kumpel, który nawet dobrze nie zna mojej siostry o tym wspomina)
- A bo jak z nią ostatnio rozmawiałem to mówiła, że jest na was obie i na twojego szwagra obrażona
- ???
- No tak, mówiła, że tym ślubie to para młoda nawet do niej nie podeszła, a ona im chciała zrobić życzenia... a ty jej powiedziałaś tylko cześć, nawet nie zaprosiłaś do wspólnego picia.

Aha, czyli według logiki tej smarkuli (19 lat) para młoda prawie 10 lat starsza ma się za nią uganiać po całej sali, żeby ona mogła złożyć życzenia, a świadkowa, która jej praktycznie nie zna zabawiać ja przez cały wieczór, bo się dziewczynka nudzi.

Ok.

Wesele

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 52 (298)
zarchiwizowany

#67443

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Mojemu chłopakowi tak się życie potoczyło, że praktycznie nie ma żadnego kontaktu ze swoją rodziną, która rozjechała się po całym świecie. Ostatnio jednak odnalazła go ciotka, której nie widział przeszło 20 lat. Jak się okazało ciotka ta prawie cały czas mieszkała w tym samym mieście, co my, dopiero przed paroma miesiącami wyprowadziła się zagranicę.
Okazało się, że ciotka wynajmuje mieszkanie w naszym mieście, a jako długoletni najemca ma prawo przepisania umowy najmu na wybraną osobę. I tak właśnie postanowiła umowę przepisać na mojego chłopaka. Dla nas to dosłownie manna z nieba - w Monachium jest niezwykle ciężko ze znalezieniem własnego mieszkania, więc własne 4 kąty z umową najmu na czas nieokreślony to naprawdę błogosławieństwo.
Mieszkanie o dziwo w bardzo dobrym stanie. Tak naprawdę po kilku drobnych naprawach można by się wprowadzić. Musieliśmy jedynie załatwić podłączenie internetu w mieszkaniu i wymianę przerdzewiałego bojlera w łazience.

Internet... Okazało się, że nasza spółdzielnia mieszkaniowa ma podpisaną umowę z pewnym dostawcą internetu, który jakieś 10-12 lat zainstalował gniazdka internetowe we wszystkich mieszkania, a opłata za to doliczana była co miesiąc do czynszu. Teoretycznie więc wystarczyło domówić modem i wszystko powinno hulać. W rzeczywistości okablowanie było już przestarzałe i zdecydowanie nie pasowało do nowego modemu, co nasz znajomy stwierdził, gdy tylko gniazdko zobaczył.

Telefon do dostawcy. Wyjaśniamy sytuację. Pani stwierdza, że już wysyłają modem, pytamy więc, czy możemy od razu umówić się na termin z technikiem do wymiany gniazdka i podłączenia modemu. Pani:
- Ale nie trzeba technika, wystarczy podłączył i wszystko będzie działać.
- Proszę pani, to jest gniazdko sprzed kilkunastu lat, wątpię, aby działało...
- Państwo mają już gniazdko, naprawdę nic nie trzeba!
- Z tego, co wiem, to gniazda były w tym czasie już wymieniane, w naszym mieszkaniu nie, więc chyba trzeba je teraz wymienić prawda?
- Nic nie trzeba!
- Jest pani pewna? Mimo wszystko prosilibyśmy o wysłanie technika...
- No już dobrze, wyślę technika...

Po dwóch tygodniach przyszedł modem. Brak informacji o wizycie technika. Podłączyliśmy modem do gniazda, oczywiście nie działa. Ponowny telefon. Znowu ta sama śpiewka "Przecież musi działać!" Ponowne tłumaczenie, że stare okablowanie itd... Pani postanawia wysłać technika, mówi, że oddzwoni jak sprawdzi wolne terminy... Tydzień ciszy... Ponowny telefon, znowu słowna szarpanina... Udało się umówić na termin.
Specjalnie wzięłam w wolne, aby być tego dnia w domu i wszystko dopilnować. Ile trwała wizyta? 5 min. Pan przyszedł, obejrzał gniazdo, powiedział, że to stare okablowanie i trzeba wymienić. Ale on sam nie jest w stanie tego zrobić, musi przyjść z kolegą. Mówi, ze da znać centrali i oni już umówią się z nami na termin.
Znowu parę dni ciszy, znowu musimy wydzwaniać sami... Okazuje się, że w systemie brak informacji o konieczności drugiej wizyty, ale ok, w swej łaskawości umówi nam termin.
Kilka dni później faktycznie panowie przyszli. W dwójkę zmieniali gniazdo... 5 godzin.

Cóż, internet załatwiony...

Z bojlerem przeszliśmy jeszcze większy cyrk. Od kiedy zgłosiliśmy spółdzielni fakt, że bojler jest zepsuty do momentu, gdy w ogóle ktokolwiek przyszedł go obejrzeć minęły jakieś 3 tygodnie. Pan przyszedł, pokiwał głową, stwierdził, że tu to tylko wymiana, naprawić się nie da. Obiecał wysłać zgłoszenie o konieczności wymiany do spółdzielni. Po 2 tygodniach dostaliśmy decyzję, że owszem, wymiana bojlera na koszt spółdzielni nam się należy i ktoś zadzwoni do nas z informacją, co dalej. Nie będę już opisywać wszystkich wizyt... Powiem tylko, że było ich pięć w przeciągu miesiąca, przy czym za każdym razem któreś z nas musiało brać wolne. Bojler został wymieniony przy szóstej wizycie. Super, w końcu można wziąć normalny, ciepły prysznic lub długą gorącą kąpiel! Czyżby? Otóż nie. Aby podłączyć do nowego bojlera wodę, trzeba wyłączyć ją w całym budynku na 2-3 godziny. No ok, niby zrozumiałe, że nie można tego zrobić bez uprzedzenia, ale czy nie można było lokatorów poinformować wcześniej, skoro z nami termin wymiany został ustalony tydzień wcześniej? Ostateczne podłączenie ciepłej wody nastąpiło 2 tygodnie później... Trwało jakieś 15 min...

Spółdzielnia mieszkaniowa

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 90 (182)
zarchiwizowany

#61047

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Od 10 miesięcy mieszkam w Niemczech. Kilka piekielnych sytuacji mających miejsce w instytucjach prywatnych i państwowych.

1. Bank

Mam konto w banku. Chciałam zmienić adres zamieszkania w danych w banku. Aby to zrobić przez internet należy użyć kodów jednorazowych, które bank przysyła co miesiąc. Tzn przysyła po tym, jak zdeklaruje się chęć posiadania takowych. Nie były mi potrzebne do tej pory i nie wiedziałam, że są potrzebne do zmiany adresu zamieszkania. Zonk - ja teraz zamówię, to przyjdę na stary adres, gdzie mieszka już kto inny. Wybrałam się więc do placówki banku, pytając co mam zrobić w tej sytuacji. Pani:

- Noo...zmienić adres przez internet
- Ale nie mam kodów jednorazowych
- No to zamówić
- To przyjdą na stary adres
- No to odebrać ze starego adresu

Nie pozostało mi nic innego jak wybrać się pod stary adres i poprosić o telefon, gdy przyjdzie coś na moje imię i nazwisko. Nowa lokatorka (dziewczyna niewiele starsza ode mnie):

- Nie, nie, ja wszystko co nie jest na moje nazwisko odsyłam, nie chcę mieć problemów.

Wracam do placówki, wykładam innej tym razem pani sprawę. Słyszę:

- Pani naprawdę uważa, że to nasz problem?

Adres w banku od 3 miesięcy nieprawidłowy, nie mam jak go zmienić. Muszę przenieść konto do innego banku, aby dostawać swoje wyciągi.

2. Biblioteka uniwersytecka.

Prawie cały miesiąc luty spędziłam w Polsce. Z właścicielką mieszkania dogadałam się, że za te kilka dni przemieszkane w mieszkaniu w lutym nie zapłacę, jeśli zgodzę się, aby w czasie mojej nieobecności mieszkała tam jakaś jej znajoma. Ok, niech będzie. Problem był taki, że ta kretynka (znajoma) odesłała całą pocztę, która do mnie przyszła, bo rzekomo nie wiedziała, że nie wyprowadziłam się na dobre, a jedynie odnajmuję mieszkanie miesiąc. Tym samym do biblioteki wróciło powiadomienie o zalegającej na koncie karze na przetrzymanie książek. Karta zablokowana z powodu podanego fałszywego adresu. Wykładama pani w okienku sprawę:

- Aha, aha, ok, proszę przynieść zaświadczenie o zameldowaniu z urzędu, to odblokujemy.

Przynoszę. Pani klika w komputerze, zerka na zaświadczenie i stwierdza oburzona, że przecież na zaświadczeniu widnieje ten sam adres, co w uniwersyteckich danych, a ona chce NOWY adres.

- Ale przecież mówię, nie mam żadnego nowego adresu!

- To ja nie wiem! Ja potrzebuję nowy adres!

Skończyło się na tym, że przemeldowałam się w urzędzie miesiąc przed przeprowadzką do nowego mieszkania, żeby mi odblokowali kartę biblioteczną.

3. Poczta

Przyszła do mnie paczka, nie było mnie w domu, listonoszka odmówiła wydania paczki współlokatorowi, mimo, że wcześniejszy listonosz nigdy nie miał z tym problemu. Poinformowała, że paczka czeka na poczcie AŻ jeden dzień na odebranie. Nie zdążyłam odebrać. Paczka odesłana do Polski.

4. Dostawca internetu

Na samym początku mojego pobytu w Niemczech korzystałam ze styka internetowego. Zawarłam umowę z operatorem na dość korzystnych warunkach, określony pakiet Gb za określoną cenę i możliwość dokupienia doładowania. Co ważne, umowę można wypowiedzieć w każdej chwili, choćby po miesiącu. Od momentu wypowiedzenia umowa jest ważne jeszcze kolejny miesiąc. Z wypowiedzeniem umowy nieco się spóźniłam i musiałabym płacić kolejny miesiąc styka już nie potrzebując, ale miły pan na infolinii zaproponował natychmiastowe przejście na inną taryfę - 0 kosztów, chyba, że użyję styka, wtedy jakaś kosmiczna suma za zużyte megabajty. Zgodziłam się, styka nie planowałam używać.

Po dwóch miesiąc patrzę na konto - dostawca ściągnął mi z konta 10 euro. Dzwonię na infolinię i pytam za co. Za nieużywanie styka. Tak. Pan na infolinii nie poinformował mnie, że w przypadku, kiedy nie zużyję żadnych megabajtów, ściągają 10 euro tak o. Mówię do baby, że w takim razie wypowiadam umowę i podaję nr umowy. Zonk - takiego klienta nie ma w systemie, umowa wypowiedziania 2 miesiące temu. Pytam więc z jakiej paki ściągają mi 10 euro, skoro nawet nie jestem już ich klientką. Pani zaplątała się w zeznaniach, po postraszeniu sądem obiecała sprawę wyjaśnić. Pieniędzy więcej nie ściągnęli.

5. Urząd - odpowiednik naszego urzędu miejskiego.

Wybrałam się tam przemeldować. Posiada on kilka stref podzielonych wg nazwisk petentów. Idę w poniedziałek - moja strefa zamknięta, proszę udać się do innej. Udaję się do innej strefy, odczekuję swoje w kolejce, a urzędniczka patrząc na mój dowód stwierdza:

- Przecież to nie pani strefa!

- Ale moja jest zamknięta, wisi informacja, aby udać się do innej

- Nie no, proszę czekać aż otworzą pani strefę.

- A kiedy ją otworzą?

- Nie wiem, proszę jutro próbować.


Polsko, tęsknię za Tobą.

Niemcy

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 95 (239)
zarchiwizowany

#30403

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Jadę sobie dzisiaj z koleżanką przez osiedle. Na jezdnię wbija pani z torbami z zakupami, za nią drepcze piesek. Piesunio zatrzymuje się na jezdni i obszczekuje mi samochód. Pani nic, idzie sobie dalej, nawet nie zwróciła uwagi na zamieszanie. Myślę sobie: no dobra, to chyba nie jej. Pieseczek skacze mi wokół auta, ładuje się pod koła. Zwolniłam maksymalnie, żeby go nie stuknąć. W końcu musiałam się zatrzymać. Koleżanka wysiadła, psa odgoniła, ruszamy. Jak tylko odjechałyśmy parę metrów, pani wróciła, wzięła pieska na smycz. Bo zawsze lepiej zostawić pupila na jezdzi na łasce i niełasce kierowcy niż się do niego przyznać i narazić się na opieprz.

Ulica

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 123 (213)
zarchiwizowany

#30326

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Ręce mi czasem opadają i nie mam siły ich pozbierać.

Klientka wysłała prośbę o wycofanie oferty parę godzin przed końcem aukcji. Na necie nie siedzę 24h, więc maila odczytałam już po zakończeniu. Siłą rzeczy oferty nie wycofałam, więc poinformowałam klientkę, że transakcję uważam, za wiążącą. Odpowiedź krótka:

- Nie zapłacę
- Dobrze, pani wybór, ale będę musiała wyciagnąć konsekwencje.

Kontakt się urwał. Dla formalności wysłałam jeszcze przypomnienie, odpowiedzi brak, więc po paru dniach (dziś) wyslałam formularz zwrotu prowizji. Niemal natychmiast przesłała wyjaśnienie, oczywiście obsmarowując mnie, naazywając naciągaczką. I wysłała też maila do mnie:

"Wstydził byś się! jak można kłamać do allegro że nie nawiązano ze mną kontaktu jak przecież nawiązano i to dwa razy!
po drugie: nie było nic w aukcji że nie wycofujesz ofert jest to zwykłe wymuszenie zakupu co ci się po prostu nie udało!:)
po cholere mi za mała kurtka?tak sie nie postępuje!wypychac komuś za małą do tego wypłowiałą kurtkę bo ci zalezy na 10 ciu złotych , wstyd!"

allegro

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 169 (243)
zarchiwizowany

#21739

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Pamiętacie historię o natrętnej pracownicy Dialogu? (piekielni.pl/19742)? No to muszę oddać sprawiedliwość Dialogowi, to nie ich pracownica wykazała się taką nadgorliwością. Popołudniowy telefon był czystym przypadkiem. A teraz rozwiązanie zagadki, kto dzwonił ;)

Wczoraj, godzina 7:10, dzwony stacjonarny. Zrywam się, żeby odebrać, przekonana, że to ktoś z rodziny.
- Halo?
- Dzień dobry, Kunegunda Piekielna, KANCELARIA PRAWNA PIEKŁO, z panią Dobromiłą XXX proszę.
- Nie ma...
- Aha, no to jakiś nr do pracy lub na komórkę proszę
- W jakiej sprawie pani dzwoni?
- W sprawie Dialogu
Olśniło mnie w tym momencie, że już miałam z tą panią przyjemność.
- Nie podam pani, a po drugie proszę tu nie dzwonić o 7 rano, trochę to niekulturalne z pani strony. Mama będzie po 16, wtedy może pani sobie zadzwonić
- Chwila, chwila, co pani sobie myśli? Ja od 7 pracuje i od 7 będę dzwonić! Cisza nocna się o 6 kończy, jak będzie taka potrzeba to i o 6 zadzwonię!
- No chyba nie pod ten numer.
Rozłączyłam, telefon wyłączyłam, poszłam spać.
Ok.10 wstałam, umyłam się, śniadanko zjadłam, kawkę wypiłam i byłam uprzejma telefon włączyć z powrotem.
Nie trzeba było długo czekać, aż telefon zadzwonił.
- Halo?
- Dzień dobry, Kundegunda Piekielna...
- Tak, tak. Proszę pani, proszę podać nr kontaktowy do państwa, przekażę mamie, aby się z państwem skontaktowała i nie życzę sobie więcej telefonów od państwa o 7 rano, a najlepiej wcale, pani Dobromiła na pewno się z państwem sama skontaktuje, jeśli poda pani numer.
- No wie pani, proszę sobie darować...
- Podaje pani ten numer czy nie?
Podała numer, pożegnałam się z trzaśnięciem słuchawki. Numer mamie przekazałam. Jej rozmowa z Kunegundą przebiegła niezwykle "przyjemnie"
Mama:
- Dzień dobry, tu Dobromiła XXX, prosili mnie państwo o kontakt
- No w końcu raczy pani zadzwonić! Od MIESIĘCY nie można się z panią skontaktować
- Słucham? Z tego, co wiem dzwonili państwo dopiero dwa razy...
- Tak, ale pierwszy raz ponad miesiąc temu! Dodam, że ma pani wyjątkowo opryskliwych domowników!
- Może sobie pani daruje te uwagi i przejdzie do sedna?
- Oczywiście, nie mam zamiaru o niczym innym z panią rozmawiać, jestem profesjonalistką w pracy
- Tak, właśnie widzę
- Reprezentujemy telefonię Dialog. Nie zapłaciła pani ostatniej faktury za maj 2011.
- Wie pani, to dziwne, jestem niemal pewna, że wszystko zapłaciłam...
- Nie zapłaciła pani i niech lepiej się pani przyzna!
- Pozwoli pani, że sobie sprawdzę...
- Ale co pani chce sprawdzać? Mówię, że pani nie zapłaciła!
- Ale jednak sobie sprawdzę.
Mama szybko sprawdziła czy faktura została opłacona, istotnie nie została, więc mama mówi:
- Rzeczywiście, nie zapłaciłam. Kwota do zapłaty to 42zł, zgadza się?
- Tak
- Ok
- eeee... może chce Pani złożyć odwołanie?
- Słucham?
- No odwołanie, żeby nie płacić
- Nie chcę, zapłacę
- Jest pani pewna?
- Tak, skoro nie zapłaciłam to zapłacę
- A może chce pani rozłożyć płatność na raty?
- Pani się chyba nudzi. Przecież mówię, że zapłacę nawet w tej minucie, nie będę składać odwołania i nie będę rozkładać płatności na raty.
- No dobrze, to dziękuję, miłego dnia...
- Tak, tak, nawzajem. Do widzenia
Mam nadzieję, że to koniec chorych telefonów o 7 rano.

Kancelaria prawna/Dialog

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 196 (250)
zarchiwizowany

#21512

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Ach, ci Allegrowicze. Zawsze znajdą oryginalny sposób na złożenie życzeń świątecznych.

Na wstępie powiem, że z reguły nie odwołuję ofert. Ale jestem tylko człowiekiem - wiele zależy od tego, jak taka prośba zostanie sformułowana. Najbardziej irytuje mnie postawa roszczeniowa pt. "pani musi", bo wcale nie muszę.

Wystawiłam na sprzedaż tregginsy, jeden z modniejszych ostatnio fasonów, tyle, że z wadą - spodnie były rozprute w kroku, o czym napisałam w opisie i zamieściłam zdjęcia wady.

Zaraz po wystawieniu zalicytowała jakaś panna. Parę dni po zalicytowaniu (czyli dziś, 23 grudnia) wysłała prośbę o wycofanie oferty mniej więcej takiej treści:

"Niech pani wycofa moją ofertę, sorry, ale spodnie są uszkodzone, a nie widać tego na pierwszym zdjęciu, co to ma być, nie chcę tego nawet za 10zł. Jak pani nie uwzględni tej prośby to piszę do allegro"

Spokojnie odpisuję, że wada była opisana i pokazana na aukcji, nie widzę powodu by odwoływać ofertę.
Odpowiedź:
- na śmietnik to wywal, a nie wystawiaj na sprzedaż, po co ludziom szajs wciskasz, wstyd
- Zalecam czytanie opisu aukcji, a nie bezmyślne licytowanie.
- Allegro mi powiedziało, że mam 10 dni na rezygnację z zakupu, to rezygnuję i musisz to uwzględnić, takie są prawa konsumenta, masz pecha
Z całym szacunkiem do zespołu Allegro, ale ciężko mi uwierzyć, że otrzymała odpowiedź od Allegro w ciągu 10 minut ;)
- Aha, a Allegro nie poinformowało Pani, że ma Pani takie prawo tylko w przypadku zakupu przez Kup Teraz? Nie będę Pani zmuszać do zapłaty, ale jeśli wygra Pani aukcję to wyciągnę konsekwencje z braku finalizacji transakcji
- wstyd, śmieci na sprzedaż wystawiać i taką życzliwością się popisać przed świętami!
- No to Wesołych Świąt!
Odpowiedzi na szczęście brak. Pewnie uaktywni się po wygraniu aukcji. Pewnie nie zapłaci, ale może zarobiony negatyw i ostrzeżenie od Allegro oduczy się bezmyślnego licytowania.

Allegro

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 178 (260)
zarchiwizowany

#19247

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Jakieś 0,5km od mojego domu, na sąsiednim osiedlu, znajduje się las, nieduży, lecz na spacerami z psami idealny. Na ogół chodzę tam ja lub moja mama, więc obie dobrze znamy chodząca tam panią z bokserem, która ma wyjątkowo rozdartą gębę.

Kobieta NIGDY nie prowadza psa na smyczy czy też w kagańcu. Do tego pies jest bardzo nieusłuchany i agresywny. Nieraz już miałam z nią spięcia, a raz Maksiu był łaskaw zaatakować mojego psa, a gdy moja mama Maksia odciągnęła to jeszcze dostała opieprz od właścicielki, że jej psa dotknęła.

Dziś spaceru z psem do lasu zachciało się mojemu ojcu, który jeszcze nie miał przyjemności poznać tej pani.

Wędruje sobie w tej pięknej jesiennej scenerii gdy nagle na horyzoncie pojawił się Maksiu. Ojciec szybko upiął naszego Miśka na smycz, stoi i czeka na człowieka owego psa. Brak. Za to pies warcząc i szczekając biegnie w stronę ojca. Uciekać raczej nie było sensu, więc gdy Maksiu usiłował doskoczyć do Miśka, ojciec złapał go za obrożę, a że bydlę wielkie to ciężko go było utrzymać. Siłą rzeczy ojciec puścił smycz Miśka, a ten oddalił się na bezpieczną odległość i szczekał.

Po chwili pojawiła się właścicielka. I zaczyna:
- Ty ch*ju, co robisz? K*rwa, puść mojego psa! Natychmiast!
- Kobieto, podejdź tu i złap tego psa na smycz, bo jak go puszczę to zaraz zaatakuje mojego psa!
- Debilu, puść go! Ja nie noszę smyczy, na takie psy nie trzeba!
- Idiotko, bierz tego psa, bo nie ręczę za siebie!
Baba podeszła, złapała psa za obrożę - rzeczywiście, nie miała smyczy. Zaczęła się awantura.
- Co ty kobieto k*rwa robisz, pies lata bez smyczy, chciał na mojego rzucić, myślisz ty w ogóle?
- Co ty bredzisz, idioto? To twój pies łazi luzem i szczeka - istotnie, w tym momencie Misiek stał paręnaście metrów dalej ze smyczą dyndającą z obroży.
- Bo go puściłem, musiałem to bydlę złapać!
- Słuchaj, debilu, to jest mój las i ty tu nie masz prawa łazić!
- A co? Akt własności masz?
- Nie! Ale ja mieszkam na tym osiedlu, a ty nie! I ja z nikim nie mam problemu, tylko z tym kundlem! Bo Maks nie lubi obcych psów, a tu wszyscy go znają i wiedzą, że mają mu w drogę nie wchodzić!
- Co ty, kobieto, nienormalna jesteś? To, że cię nie znam i twojego psa to znaczy, że ten bydlak ma prawo mi psa zagryźć?
- Tak, bo to jego teren i on ma prawo go bronić przed obcymi!

Cud, że ojciec jej nie przywalił, bo człowiek z niego impulsywny. No i co z taką zrobić?

Dodam, że po akcji z moją mamą usiłowaliśmy zgłosić to na policję, policjanci obiecali obserwować to miejsce, lecz chyba nic z tego nie wynikło. Danych tej pani niestety nie znamy.

psiarze

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 191 (235)
zarchiwizowany

#14994

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Spędziłam z koleżankami tydzień nad morzem. Nie mogę powiedzieć złego słowa na właścicielkę naszej kwatery, mimo, że zasłużyłyśmy sobie na kilka ostrych słów ;) Zapoznałyśmy się z grupą młodych ludzi z kwatery na tej samej ulicy. Oni mieli ze swoimi właścicielami, lekko mówiąc, przechlapane.
Dzień pierwszy. Ekipa zjeżdża miejsce, meldują się do właścicielki, która tego dnia (i nie tylko tego) była nie w sosie. Babka zaczęła od opieprzenia ich, że mieli być o 15 (była 14:40, jechali ze Śląska), że pokoje jeszcze niegotowe, bla bla bla... Przeszli się do sklepu, wrócili 15:15 - pokoje nadal niegotowe... Połazili jeszcze trochę po okolicy, wrócili po 16. Babka z łaską dała im klucze do pokoi. Wieczorem wybrali się do klubu, wrócili w nocy. Próbują kluczem otworzyć drzwi wejściowe - zonk. Klucza nie da się przekręcić, bo drugi był włożony od środka. Dzwonią dzwonkiem. Po dobrych 15 min drzwi otworzyła właścicielka z szlafroku, zaspana i zamiast przeprosin usłyszeli: "A o której to się wraca, co?!". Oni nachlani zignorowali babkę, poszli spać. Następnego dnia o 9 rano do jednego z pokoi puka właścicielka i zaczyna robić wykład, o tym, że ona sobie nie życzy żadnych imprez w nocy, bo ona o 2 w nocy śpi, a nie czuwa, kiedy wczasowicze wrócą. Jeden z chłopców, Marek powiedzmy:
- Mogła pani nie wkładać klucza w zamek, otworzylibyśmy sobie sami i nie musiałaby pani wstawać.
- A mogliście o 22 wrócić, to byście pod drzwiami nie stali!
Wściekła jak osa opuściła pokój trzaskając drzwiami.
Więcej opisów wybryków tej pani innym razem ;)

Kwatery nad morzem

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 136 (266)