Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

digi51

Zamieszcza historie od: 22 września 2010 - 8:54
Ostatnio: 4 sierpnia 2020 - 8:03
  • Historii na głównej: 211 z 235
  • Punktów za historie: 139710
  • Komentarzy: 3809
  • Punktów za komentarze: 23544
 
[historia]
Ocena: 6 (Głosów: 20) | raportuj
4 sierpnia 2020 o 8:03

A może czas przestać traktować piekielnych jak śmietnik, na który każdy wyrzuca swoje śmieci czyt. Poglądy na temat polityki, religii czy czegokolwiek innego? Od tego sä inne miejsca w internecie. Tam też zrobisz gównoburzę, na której Ci tak zależy, nie martw się.

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 1) | raportuj
3 sierpnia 2020 o 9:11

@Zunrin: chyba trochę czymś innym jest docinać tak koledze, a obgadywać w go w ten sposób ze swoją dziewczyną

[historia]
Ocena: 3 (Głosów: 9) | raportuj
2 sierpnia 2020 o 18:55

Typie, z taką nienawiścią to wszystkicn na około zamknęłabym się w domu i z nie wychodziła, a nie pchała się do pracy w handlu

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 0) | raportuj
2 sierpnia 2020 o 13:14

@ElleS: i co w związku z tym?

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 1) | raportuj
2 sierpnia 2020 o 13:11

@Zunrin: komu tu współczuć, debilowi, który za plecami kumpla podsumowuje go jako brzydala, któremu laski dają dupy tylko za kasę?

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 3) | raportuj
2 sierpnia 2020 o 6:34

@justangela: Ok, nie chce mi się enty raz odpowiadać na te same argumenty o dzielącej przepaści, głupiutkiej autorce. niańczeniu małolat i przypinaniu się do ekipy. Poprzestańmy na tym, że ja uważam, że żadna z tych okoliczności nie usprawiedliwia wyzywania od smarkul, kpin i celowego wywoływania uczucia dyskomfortu - tak robią najczęściej ograniczeni umysłowo, aroganccy ludzie, którzy leczą tym kompleksy. Ty niby tego nie popierasz, ale od pierwszego do ostatniego komentarza usprawiedliwiasz. Ja jestem w stanie zaakceptować partnera znajomego, nawet jeśli nie mam z nim o czym rozmawiać, bo na spotkaniach skupiam się na osobach, które lubię najbardziej, a reszta mi nie przeszkadza, Ty z kolei ograniczasz kontakty z osobami, których partnerzy nie spełniają Twoich wymagań. Chyba niczego nie pominęłam.

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 3) | raportuj
1 sierpnia 2020 o 21:48

@justangela: Po pierwsze autorka się nie przypięła, bo nie zagadała ich na ulicy tekstem: "No elo, mogę się z wami bujać?", tylko została tam zaproszona przez swojego faceta. Po drugie, umówmy się, że ludzie w wieku ok.25 lat nie rozmawiają na spotkaniach towarzyskich o fizyce kwantowej, więc jak dla mnie możliwe są 3 opcje 1. Autorka jest tak durna, że nie można z nią było porozmawiać na najprostsze tematy - wydaje mi się to mało prawdopodobne, skoro jej facet, który już do tej ekipy pasował i był lubiany, nadal z nią jest, a nie rzucił po paru numerkach, skończyła studia i napisały składny, zrozumiały tekst. 2. Paczkę znajomych łączyły jakieś tematy niezrozumiałe dla osoby z zewnątrz - praca, zawód, pasja, hobby - nikt spoza tego kręgu nie rozumiałby o czym gadają bez zadawania pytań. 3. Znajomi byli zwyczajnie aroganccy i chcieli podbudować sobie ego naśmiewaniem osoby młodszej od siebie, czerpiąc satysfakcję z tego, że czuje się źle w ich towarzystwie. Biorąc pod uwagę, że jedna z tych kobiet nawet po latach miała do autorki jakieś wąty i nawet po latach nie potrafiła z nią normalnie porozmawiać świadczy o tym, że raczej opcja 3. jest najbardziej prawdopodobna. Sama miałam na studiach paczkę znajomych, w której byłam jedną ze starszych osób. Przedział 17-23 lata. Czasem koledzy przyprowadzali jakieś dziewczęta, takie 16-17 lat. Myślisz, że ja miałam z nimi o czym gadać poza wymianą uprzejmości i paroma sztampowymi tematami? A myślisz, że miałam jakąś chorą potrzebę odganiać je od siebie jak muchy? Nie, po prostu rozmawiałam z kimś innym i choćby ze względu na szacunek i sympatię dla kolegów nie robiłabym tym dziewczątkom żadnych przykrości. Okazuje się, że "niańczyłam małolaty" ¯\_(ツ)_/¯ Co byś zrobiła, jakby Twoja dobra kumpela przyprowadziła do towarzystwa nowego faceta, z którym z powodu jego wykształcenia, braku inteligencji albo młodego wieku nie miałabyś o czym gadać? Przestałabyś się z nią (nimi) spotykać? Kazałabyś jej z nim zerwać? Nazywałabyś otwarcie głupim i śmiała się z niego? Ja bym z towarzystwem, które w ten sposób potraktowałoby mojego faceta zerwałabym kontakt i dała kisić się we własnym samouwielbieniu.

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 4) | raportuj
1 sierpnia 2020 o 19:54

@rodzynek2: Jeżeli była typem pierwszym, to tym bardziej nie rozumiem, z czego tu się śmiać.

[historia]
Ocena: 4 (Głosów: 6) | raportuj
1 sierpnia 2020 o 17:43

@Etincelle: Aha, czyli dla Ciebie wyśmiewanie się z kogoś, bo zadaje naiwne pytania (pamiętajmy, że głupich pytań nie ma itd) i nazywanie go smarkaczem albo smarkulą jest spoko i należy do normalnej puli zachowań dojrzałego, kulturalnego człowieka? No i skoro uważasz, że historia jest także, o tym, że dorośli ludzie nie chcieli gadać z nastolatką o pierdołach to wskaż proszę w tekście fragment, w którym się na to uskarża.

Zmodyfikowano 1 raz Ostatnia modyfikacja: 1 sierpnia 2020 o 17:47

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 5) | raportuj
1 sierpnia 2020 o 16:23

@justangela: No i tu nie znajdziemy wspólnego punktu, bo ja nie widzę problemu w zaakceptowaniu w towarzystwie kogoś mocno różniącego się od pozostałych członków, o ile nie próbuje narzucać tym spotkaniom swoich reguł i jest grzeczny w stosunku do wszystkich. Z tekstu nie wynika, że autorka w jakikolwiek sposób uraziła znajomych faceta, więc nie widzę absolutnie żadnego usprawiedliwienia dla ich zachowania. Zresztą może inaczej by to odebrała, gdyby ta "nieakceptacja" nie miała formy obrażania jej, a np. delikatnego zwrócenia facetowi uwagi w cztery oczy, że jego partnerka jest niemile widziana w towarzystwie i pozostawienie mu decyzji co z tym zrobić.

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 4) | raportuj
1 sierpnia 2020 o 15:59

@Etincelle: no masz rację. Tylko historia nie jest o tym, że dorośli ludzie nie chcieli gadać z nastolatką o pierdołach, tylko, że ją z tego powodu podle traktowali, a do tego po latach okazało się, że mieli ją za dziwkę, bo spotykała się z nieco starszym chłopakiem. Ja też nie rozumiem o co tyle krzyku - dlaczego trzeba się obruszać tym, że w towarzystwie siedzi osoba odstająca wiekiem od reszty i trzeba ten ogromnej rangi problem rozwiązywać obrażaniem jej. Wątpię, aby autorka siedząc w towarzystwie 10 osób pracujących domagała się ciągłej uwagi i rozmawiania o szkole.

[historia]
Ocena: 5 (Głosów: 7) | raportuj
1 sierpnia 2020 o 15:35

@justangela: A skąd ta informacja, że różnica wynosiła 10 lat? Licencjat można skończyć w wieku 22 lat i od razu iść do pracy. Po drugie w historii uprzedzenia dotyczyły raczej tego, że uznali ją za dziwkę, która buja się ze starszym, wynika z tego, że brzydszym od niej facetem, dla kasy, a nie tego, że jest od nich głupsza, mniej dojrzała czy dziecinna. Zresztą autorka nawet napisała pośrednio w historii, że to się zgadza - nie miała z nimi za bardzo o czym gadać. Ale czy to jest powód, aby być dla kogoś wrednym i przeganiać z towarzystwa? Bo dla mnie takie zachowanie jest bardzo dalekie od dojrzałości, o kulturze nie wspominając. Przecież ona nie przyczepiła się do nich na siłę, tylko przyprowadził ją jej facet. O ile nie zachowywała się wobec nich obraźliwe i nie okazywała ostentacyjnie znudzenia ich rozmowami, narzucając szczeniackie tematy rozmów, typu "pan od biologii wystawił mi jedynkę" to nie rozumiem dlaczego nie można takiej osoby zaakceptować, zachowywać się wobec grzecznie, nawet z lekkim przymrużeniem oka i trzeba wyzywać od smarkul? To jest dojrzałe? Mądre? Dla 50-latka 30-latka jest smarkulą i też może nie znajdą wspólnych tematów do rozmów, a jednak nazwanie jej tak było obraźliwe, prawda? Moi znajomi mają przeróżnych parterów, nigdy nie będzie idealnych sytuacji, że wszyscy ze sobą mamy milion wspólnych tematów, jesteśmy na tym samym poziomie intelektualnym, są ludzie starsi, młodsi, doktorzy, magistrzy, ludzie po zawodówce i nie trzeba się kochać i godzinami debatować o wspólnych pasjach, żeby się po prostu nawzajem szanować i akceptować. Gdyby mój znajomy przyprowadził dziewczynę, która ewidentnie nie bardzo ma z nami o czym gadać to na pewno dałabym jej mimo wszystko szansę i choćby popaplała z nią o tym, co ją interesuję, żeby jej dodać odwagi.

[historia]
Ocena: 5 (Głosów: 9) | raportuj
1 sierpnia 2020 o 7:12

@starajedza: A ta znowu swoje, kobieto, zmień płytę, bo już nawet się z czego pośmiać nie ma.

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 4) | raportuj
1 sierpnia 2020 o 6:53

@Etincelle: Nie no umówmy się - ludzie w wieku 18 lat zadają się głównie z rówieśnikami, najczęściej ze szkoły. Jak sobie przypominam swoją klasę to miałam w niej dziewczynę, która zaraz po maturze wyszła za mąż, a potem urodziła dziecko i drugą, której mamusia wybrała studia, złożyła za nią papiery i przyszła ją obcałować na immatrykulacji. Z tego co pamiętam te dwie laski normalnie ze sobą gadały, na jakimś spotkaniach w wolnym czasie spędzały razem czas. Choć przyszły mąż tej pierwszej uznałby tę drugą za dzieciucha. Ludzie w tym wieku jeśli chodzi o związki i zainteresowania mają różny poziom dojrzałości, co nie znaczy, że jeśli mają poczucie, że są nieco bardziej dojrzali niż rówieśnicy to się od nich odcinają i szukają sobie znajomych gdzie? Pod uniwersytetem? Ja nawet w wieku 30 lat mam znajomych w moim wieku, którzy są moim zdaniem kompletnie niedojrzali i dziecinni, ale nie mam problemu z tym, żeby od czasu do czasu umówić się z nimi na kawę i popeplać o pierdołach. "Nie ma co też jednak być niezadowoloną z tego, że do danej grupy wiekowej się nie pasuje." - mhm, a gdzie wyczytałaś, że autorka była niezadowolona, że do grupy nie pasuje? Bo mi się wydaje, że w pełni akceptowała to, że z racji różnic wiekowych nie mają wspólnych tematów i pozostaje jej siedzieć i się ładnie uśmiechać, a oczekiwała raczej tylko szacunku i godnego traktowania.

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 1) | raportuj
31 lipca 2020 o 21:30

@Bryanka: ja jestem zdania, że ludziey którzy z wykształcenia czy zarobków robią najważniejsze kryterium doboru partnera całą swoją pewność siebie opierają właśnie na tym i samego siebie sprowadzają tylko do tej roli. Boją się, że "gorszy" partner odbieezw im trochę tego prestiżu, a lepszy doda. To, że istnieje większa szansa, że profesor dogada się z profesorką niż z kasjerką z biedronki to pewnie prawda, tylko, że, o ile człowiek szuka miłości, a nie umowy biznesowej kalkulując straty i zyski transakcji, nie jara się papierkiem, tylko zdaje się na uczucia. A tak swoją drogą - ja sama skończyłam studia, zawsze lubiłam literaturę, debatowanie o polityce itd, a zawsze podobał mi się typ "robola", interesującego się sportem i samochodami, a facetów o podobnych zainteresowaniach do moich jakoś nigdy nie uważałam za atrakcyjnych. Wygląda na to,że coś ze mną nie tak! :)

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 3) | raportuj
31 lipca 2020 o 20:52

Nie podszywaj się pod dzika, amatorze!

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 0) | raportuj
31 lipca 2020 o 17:45

@KwarcPL: no lol, faktycznie, bo ja autorki nie żałuję, tylko ty litujesz się nad dwoma dorosłymi chłopami, którzy wykazali się takim samym debilizmem jak autorka

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 1) | raportuj
31 lipca 2020 o 16:19

@Italiana666 Ło Jezu, w strasznie dziwnym towarzystwie się obracasz. Wymagania typu "Ja mam magistra, więc moja baba też musi zrobić magistra, bo z samym licencjatem nie będzie do mnie pasować" są z tyłka. Wybacz, takie jest moje zdanie. W sensie, każdy robi jak chce, ale to jest strasznie naiwne i powierzchowne. Czym innym, kiedy domator wie, że nie zaakceptuje imprez partnera co tydzień i wracania na czworaka do domu, a czym innym sranie o to, że facet wypił dwie lampki wina, bo baba by wolała, żeby wypił jedną albo, że ona zarabia 2000, a on 2500 i poziom jest nierówny. Tak to trochę brzmi. A widzisz, moja "głupia" matka z magistrem wyszła za spawacza i są razem od prawie 40 lat. Za to moja kumpela, doktor prawa, właśnie rozwodzi się z mężem, dobrze zarabiającym adwokatem. A zmierzam do tego, że ludzie mogą być ze sobą szczęśliwi zarówno, patrząc z boku, kompletnie do siebie nie pasując, jak i będąc z wersją samego siebie płci przeciwnej. Z tym, że bezdzietni szukają bezdzietnych - też niekoniecznie, bo niektórzy nie chcą mieć własnych dzieci i cieszą się, jak temat dzieci jest dla partnera zamknięty. Albo są już w takim wieku, że gromadki się nie dorobią, a jednak fajnie jakby dziecko miało choćby przyrodnie rodzeństwo. Te kwestie są na tyle elastyczne, że masz 10 000 różnych wariantów w zależności od osobistych preferencji i sytuacji życiowej. Więc pisanie "jak tam można związać się z alimenciarzem" brzmi jakbyś miała klapki na oczach i wyobrażała sobie, że każdy oczekuje od życia tego samego, co Ty. Zresztą mi się wydaje, że ludzie szukają raczej związków na stałe. Tak w sensie raczej nie zakładają, że za kilka lat się rozstaną. Więc trochę dziwne wydaje mi się, że singielka wyklucza z kręgu zainteresowań rozwodnika z dziećmi, zakładając, że się nim zainteresuje jak sama będzie rozwódką z dziećmi.

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 1) | raportuj
31 lipca 2020 o 12:48

@Italiana666: Ja Ci dałam przykład na to, dlaczego kobieta może przed rodziną przemilczeć pewne fakty na temat swojego faceta, a nie dlaczego Twoja znajoma, której nie znam to zrobiła. Już pomijając, że bardzo mnie bawią zapewnienia, że ktoś tak świetnie zna stosunki w rodzinie, że wie co dla jej członków byłoby problemem, a co nie. Nadal nie rozumiem, o co chodzi Ci z tym, że za 10 lat Twoje koleżanki zmienią podejście. Chyba chodzi Ci o to, że za 10 lat już odpuszczą sobie zakładanie rodziny i dodatkowy balast u partnera nagle nie będzie problemem? Czy o to, że obecnie mają dużą pulę wyboru bezdzietnych, a za 10 lat będą musiały się zadowolić tym co jest? Nadal śmierdzi mi to desperacją. "Moj facet mi powiedzial, ze jakbym nie pracowala to raczej nie zaczynalby znajomosci ze mna. Moze to smiesznie brzmi, ale w Niemczech jest to normalne, ze pracujacy facet szuka partnerki, ktora rowniez pracuje. Moze w Polsce to inaczej wyglada, ale jak patrze na znajomych szukajacych kogos to wszyscy maja pewne twarde kryteria." - rozwaliłaś mnie tym tekstem. Powiedz mi, kto normalny, nieuczący się i zdrowy NIE PRACUJE? Bo jak dla mnie to tylko lenie, patologia i osoby zajmujące się domem i dziećmi, w związkach, w których na życie zarabia partner. Masz wyobrażenie, że w Polsce normalni ludzie biorą sobie na męża lub żonę leni, patologię lub osoby będące w innych związkach? Przypadkowo mieszkam w Niemczech i przypadkowo wiem, jak to tu wygląda i odnoszę wrażenie, że poprzez rozwinięty socjal i lepszy status majątkowy ludzi w średnim wieku (czyt. rodziców młodego pokolenia) młodych ludzi, którzy nie pracują z lenistwa lub bawią się w wieczne studiowanie na koszt rodziców jest tu dużo więcej niż w Polsce. No chyba, że Twój facet miał na myśli, że gdybyście na przykład poznali się w momencie, gdy właśnie zwolniono Cię z pracy to by Cię z góry skreślił. Każdy ma prawo mieć swoje kryteria i się nimi kierować, ale to co napisałaś wyżej o zmianie za 10 lat i twardych kryteriach kojarzy mi się raczej z księżniczkami i zarozumiałymi facetami, którzy pół życia szukają ideału i nikt nie jest dla nich wystarczająco dobry, a gdy wejdą w wiek mocno średni magicznie obniżają kryteria do minimum byle mieć do kogo gębę otworzyć w domu.

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 2) | raportuj
31 lipca 2020 o 10:07

@Italiana666: "Jakby on bylby w porzadku to dlaczego mialaby ukrywac jego dziecko z poprzedniego zwiazku?" - no może właśnie dlatego, że ze zrozumiałych przyczyn rodzice zawsze będę krzywo patrzeć na związek młodej dziewczyny z rozwodnikiem-alimenciarzem. Samo posiadanie dziecka z poprzedniego związku jeszcze nie skreśla nikogo, szczególnie w obecnych czasach, gdy ludzie rozstają się o wiele częściej, niż kiedyś. Absolutnie nic nie gwarantuje, że osoba, którą dziś kochasz i jej ufasz nie zostawi Cię jutro tuż po porodzie lub nie wykorzysta tego, że dziecko z nią mieszka i będzie Ci utrudniać lub wręcz uniemożliwiać kontakty. Nikt nie może przewidzieć, co się stanie w przyszłości. Nikt raczej nie zakłada, że rodzinę będzie zakładać z kimś, kto ma dzieci z inną osobą. W wieku 20 lat powiedziałabym, że jest bardziej prawdopodobne związanie się z osobą z przeszłością, bo człowiek eksperymentuje, szuka doświadczeń, a nie zobowiązań i raczej nie myśli o tym, czy z obecnym partnerem będzie za wieki wieków i czy sprawdzi się w roli ojca. Takie myśli przychodzą w późniejszym wieku i wtedy weryfikuje się czy dana osoba nadaje się do zakładania rodziny. Nie bardzo rozumiem, co masz na myśli pisząc, że za 10 lat pewnie ta sytuacja się zmieni - tzn, że obecnie mając powiedzmy 30 lat skreśli facet-rozwodnika z dziećmi, bo szuka kogoś z czystą kartą, ale jak przez 10 lat nikogo nie znajdzie i czas na zakładanie rodziny zacznie ją gonić to jednak weźmie tego rozwodnika? Wiesz, że to jest doprowadzanie się do stanu desperacji, w której podejmuje się bardzo nieracjonalne, żeby nie powiedzieć durne decyzje? W sensie, żeby nie było - sama na ojca dziecka wolałabym wybrać kogoś dla kogo w idealnym wypadku jest pierwsze podejście do zakładania rodziny. Ale gdybym się zakochała i miałam bym poczucie, że jest prawdziwa miłość, a nie takie tam bujanie się ze sobą, to nie upierałabym się, że "nie, bo już masz dziecko", choć gdyby zapewniał, że nie ma z nim kontaktu nie ze swojej winy to też nie uwierzyłabym na słowo i starała się chociażby doinformować od rodziny czy znajomych, czy przypadkiem brak kontaktu nie jest świadomym wyborem.

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 1) | raportuj
30 lipca 2020 o 20:41

@Vivelee: to akurat jest normalny instynkt przetrwania. Większość ludzi instynktownie by zabiła, gdyby miała możliwość w ten sposób obronić się przed śmiertelnym atakiem.

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 1) | raportuj
30 lipca 2020 o 20:38

@Italiana666: a to tak trudno nakłamać dziewczynie, szczególnie młodszej i naiwnej, że ta niedobra była bierze hajsy z alimentów, a z dzieckiem nie da się zobaczyć? A jak już była mieszka w innym mieście albo kraju to wymówka jak ta lala. W tej historii jedyne, co jest pewne to to, że druga żona i jej siostra wiedziały na co się piszą.

[historia]
Ocena: 20 (Głosów: 20) | raportuj
30 lipca 2020 o 9:00

No więc tak... zachowanie obsługi na pewno nie było ok. Ja mam dwa podejrzenia co do tego, co się tak naprawdę wydarzało. "Były nas 3 rodziny, razem 10 osób" - zakładam, że byliście z dziećmi. Stety niestety rodziny z dziećmi nie zawsze są mile widziane w restauracji. Jest to przykre, ale nie do końca bezpodstawne. Dzieci, jak to dzieci jedzą różnie - czasem robiąc wokół siebie syf lub bawiąc się jedzeniem obrzydzając posiłek wszystkim na około. Niestety, nie wszyscy rodzice mają na tyle rigczu, żeby np. wyplute przez dziecko na krzesło jedzenie posprzątać. A wierz mi, że dla obsługi sprzątanie takich cudów jest równie przyjemne co sprzątanie rzygów menela. Po drugie dzieci to goście, które praktycznie nie przynoszą utargu - rodzice często przynoszą dla nich własne jedzenie, picie lub proszą o dodatkowe talerze i dzielą się z dziećmi swoim jedzeniem, w najlepszym wypadku zamawiają im fryty, które dzieci paćkają w keczupie, a potem tymi keczupowymi palcami smyrają wszystko na około. Oczywiście, nie wszystkie dzieci takie są i nie wszyscy rodzice tacy są, ale istnieje sporo ryzyko, że tak właśnie będzie. Więc jeśli kuchnia naprawdę była zamknięta to pewnie obsługa nawet się nie zastawiała nad tym, że im się opłaca dla Was specjalnie otwierać, ale o ile rozmawialiście z szeregowym kelnerem to on w tej kwestii nie ma żadnej mocy decyzyjnej, nawet kuszony wysokim napiwkiem. Co do tego, dlaczego obsłużono Niemców. Cudzoziemiec jest wbrew pozorom łatwiejszym klientem niż tubylec. Przykładowo, pracuję w restauracji w Niemczech, gdzie kuchnia ma przerwę od 15 do 18. Jak o 15:30 przyjdzie Niemiec i zapyta, czy może zamówić coś do jedzenia odpowiadam, że nie. Nie idę do kuchni zapytać, bo tam nikogo nie ma, nie pytam szefa, bo i tak wiem, że powie nie. Ale zdarzały się sytuacje, że wpadło nagle przykładowo 15 Hiszpanów. Siadali, informowałam, że na ten moment tylko napoje, zostawali na piwko, w ramach rozrywki przeglądali kartę i dopytywali szefa, czy na pewno nie mogą zamówić jedzenia, bo taka jedna potrawa bardzo do nich przemawia. Jedna z droższych, a jednocześnie najłatwiejszych w przyrządzeniu. I nagle szef, wietrząc dość łatwy interes zgodził się im to przygotować. Tym sposobem w dość łatwy sposób w przeciągu 30 min zarobił dodatkowe 300e. Czy zarobił by tyle na grupie 10 Niemców z dziećmi. Wątpię, bo dzieciaków to już nawet nie ma co liczyć, panie dbające o figurę to ewentualnie jakaś tania zupka, a ktoś przed chwilą w sumie jadł więc nic nie zamówi. No, ale już powiedziałeś, że kuchnia otwarta, więc trochę głupio powiedzieć, że dla dwóch schabowych i jednego barszczyku jednak nie otworzysz. Generalnie człowiek u siebie czuje się bardziej pewnie, zawsze sobie poradzi, trochę ponarzeka, trochę się pokłóci, a mniej sprytny turysta będzie wdzięczny, że w ogóle go obsłużono i się jako tako dogadał. Do czego zmierzam - czy potraktowano Was niesprawiedliwie. Tak. Ale jak świat światem sprzedawcy i usługodawcy bardziej skłaniali się w stronę łatwiejszego klienta, którego szybciej można "naciągnąć" na wydanie większej kasy i jest mniejsza szansa, że będzie robił problemy. Czy, jak sugeruje Twój nick potraktowano Was jak "podludzi". Śmiem wątpić, ale każdy widzi sytuację jak chce, np. w skutek kompleksów.

[historia]
Ocena: -2 (Głosów: 4) | raportuj
28 lipca 2020 o 21:21

@Lostsoul: Parafrazujesz w ironiczny sposób moje komentarze, przy okazji przekręcając ich sens celowo próbując mnie ośmieszyć, bo napisałam, że przesadą jest przypieprzanie się do jednego określenia i na tej podstawie jechanie na autora. Jak widać określenie nie wszędzie ma wydźwięk negatywny i nie trzeba być Einsteinem, aby wywnioskować, że nie ma też takiego wydźwięku dla autora - skoro pisze, że mu się spodobały jej zdjęcia to znaczy, że była dla niego atrakcyjna. Ewidentnie widać, że gość nie umie w podryw i kontakty damsko-męskie i właśnie odkrył, że ej, ale normalne dziewczyny, a nie szony z insta też są ładne i w ogóle laski też mają zainteresowania jak faceci, a Ty twierdzisz, że jest mizoginem. Doprawdy, brzmi to jakbyś była mocno oderwana od rzeczywistości i na siłę próbowała doszukać się w historii czegoś, czego w niej nie ma, mianowicie nienawiści do kobiet. Bo gość napisał sam o sobie, że jest piwiniczakiem, więc pewnie jest takim incelem, jakiego Ty znasz z jakichś dennych stronek typu Wykop. Po drugie robisz trochę k...rwę z logiki, bo gość napisał, że laskę ocenił jako inteligentną i miłą, skoro uważasz, że miał ją za brzydką, a mimo to zagadał, to chyba powinnaś temu przyklasnąć, bo docenił jej charakter? A może miał napisać, że była zajebiście piękna, mimo, że tak nie uważa, aby kogoś przypadkiem nie urazić? Ale wtedy byś pewnie napisała, że jego problemem jest to, że jest płytki, bo poleciał tylko na wygląd XD Nie wydaje mi się, abyśmy znalazły jakiś wspólny punkt zaczepienia, więc elo.

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 2) | raportuj
28 lipca 2020 o 20:25

@katem: co w tym dziwnego? Kiedyś jak ktoś miał telefon na kartę i nie miał kasay na koncie to dzwonił/pisał czasem z cudzego telefonu. Sama miałam kilka lat wstecz zapisane numery mam, chłopaków koleżanek czy kolegów ówczesnych chłopaków, żeby siedzieć, że jak numer dzwoni to jest to dana koleżanka czy chłopak

« poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10152 153 następna »