Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

dzikidzik

Zamieszcza historie od: 12 lipca 2019 - 14:25
Ostatnio: 8 listopada 2019 - 15:41
  • Historii na głównej: 6 z 7
  • Punktów za historie: 1064
  • Komentarzy: 2
  • Punktów za komentarze: -6
 
poczekalnia

#85566

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Lubię zamoczyć kija... Innymi słowy wędkuję i opowiem o kobiecie kolegi, która psuła łowienie.

Otóż kolega jest klasycznym pantoflarzem i wszelką władzę nad nim sprawuje jego kobieta, dalej będę pisał K. Do łowienia mam dwie ekipy. Jedna na zaplanowane, dłuższe wypady i druga na spontaniczne łowienie. Rzeczony kolega jest w tej drugiej, razem z jeszcze jednym kumplem jest nas trzech.

Zaczęło się niewinnie, mianowicie K chciała jechać z nami na ryby. Wiedziałem z góry jak to będzie wyglądało, więc tłumaczę:
- Będzie ci zimno, nie będziesz miała gdzie usiąść (chyba że sobie krzesełko weźmiesz) i będzie ci się nudzić. Jesteś pewna, że chcesz z nami jechać?
- Tak, jestem.
No i pojechaliśmy. Nie zdążyłem nawet wędki rozłożyć, a już zaczęło się gęganie.
- Ale zimnooo!!!
Zarzuciliśmy na grunt i czekamy.
- Co teraz? Będziemy tak stać?
- No, czekamy na branie.
Po jakimś czasie:
- Nie ma gdzie usiąść!
- Zimno mi!
- Nudzi mi się, wracajmy już.
Nawet godziny nie łowiliśmy, a ta kwakała coraz bardziej. Kumpel oczywiście nie kwapił się żeby ją postawić do pionu, tylko sam zaczął przebąkiwać coś, że tu i tak nic nie złowimy i że wracajmy. No trudno, wróciliśmy.

Minęło kilka dni i znowu się wybieramy i znowu ta sama śpiewka. Uparła się, że jedzie z nami, a pantofel zero sprzeciwu. Pomyślałem, że trudno, lepiej tak niż samemu, bo w grupie raźniej i bezpieczniej. Na miejscu znowu gęganie i znowu wróciliśmy po godzinie i o kiju.

Po jakimś czasie wybieraliśmy się większą ekipą na całą noc. Kolega też chciał jechać, ale reszta ekipy wyraźnie zaznaczyła - bez K, bo chcemy łowić, a nie się wku... denerwować. Kolega mówi, że ok. Przychodzi dzień wyjazdu i telefon od kolegi.
- Sorki, ale nie dam rady. Coś mi wypadło.
No tak, skoro nie mogła jechać z nami, to zabroniła i jemu.

pantoflarze

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 84 (108)

#85291

(PW) ·
| Do ulubionych
Jest takie powiedzenie jak "dobry zwyczaj - nie pożyczaj" i na ogół odnosi się ono do tego, by nie pożyczać czegoś komuś. Ja opowiem wam historię, dlaczego nie warto pożyczać czegoś od kogoś. Zwłaszcza gdy ten ktoś jest dzbanem do kwadratu. ;)

Wprowadziłem się do nowego domu i musiałem uporządkować zapuszczony ogród. Narzędzia po poprzednich właścicielach nie nadawały się do niczego, a zakup nowych miał na tamten moment niski priorytet w budżecie, gdyż musiałem jeszcze trochę hajsu w ten dom włożyć. Pożyczyłem od sąsiada tylko kosiarkę, bo trawsko tak urosło, że zasłaniało okna na parterze.

Było to 6 lat temu.

Sąsiad ów do tej pory potrafi żądać ode mnie jakichś niestworzonych rzeczy, jak np. zawiezienie go do odległego o 100 km miasta, poczekanie aż pozałatwia swoje sprawy i odwiezienie z powrotem, powołując się na to, że jak ja potrzebowałem pomocy, to mi pomógł - w sensie pożyczył kosiarkę. Jak odmawiam, to gęga, że tacy to ludzie teraz są, że ty pomagasz, a jak sam potrzebujesz pomocy, to cię olewają.

Dobry zwyczaj - nie pożyczaj, zwłaszcza jak masz do czynienia z dzbanem.

pożyczanie sąsiad

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 118 (178)

#85285

(PW) ·
| Do ulubionych
Umówiłem się raz ze znajomą na coś w rodzaju randki. Pojechaliśmy za miasto, do takiego jakby parku nad jeziorem. Jesteśmy na miejscu, spacerujemy, rozmawiamy, usiedliśmy na ławce, rozmawiamy dalej, a tu nagle zadzwonił jej telefon.
- Muszę odebrać, to ważne - powiedziała.

Ok. No i rozmawia 5 minut, 10, 15. Rozmowa z tego co słyszę (bo rozmawiała siedząc obok mnie) nie była z gatunku tych poważnych. Z tego co słyszałem to obgadywały jakąś inną koleżankę i ciągle się śmiały. Spojrzałem raz jeszcze na zegarek, odliczyłem kolejne 5 minut, po czym bez słowa wstałem i ruszyłem w stronę auta. Nawet nie zauważyła.

Wsiadłem i pojechałem do domu. 40 minut jazdy do miasta, autobusem trochę dłużej, no i jeszcze trochę czekania, bo to zadupie i autobus raz na godzinę jeździ. Tak więc niech sobie wróci sama jak sobie już pogadają. Od tamtego czasu już się do mnie nie odzywała, a jak mnie widziała to udawała, że mnie nie zna.

Sami oceńcie kto był bardziej piekielny.

randka kobiety

Skomentuj (68) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 203 (271)

#85023

(PW) ·
| Do ulubionych
Miałem dziś bardzo ciekawy telefon.

Zadzwoniła do mnie była, z którą rozstałem się pół roku temu po tym, jak odkryłem, że mnie zdradza.

Zapytała, czy może się do mnie wprowadzić na jakiś czas, bo jej facet (ten, z którym mnie zdradzała i później się związała) ją "bardzo źle potraktował" - jak to ujęła - i wyrzucił z domu i nie ma się gdzie podziać, a na wynajem nie ma pieniędzy.

Najpierw ją wyśmiałem, a potem odpowiedziałem, że nie ma takiej opcji, że wiedziała, co robi, widziały gały, co brały i jak do zimy nie znajdzie żadnego lokum, to jej mogę dać karton po telewizorze, bo właśnie kupiłem.

Zanim się rozłączyła, usłyszałem szloch.

była

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 222 (330)

#85244

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia nie jest piekielna, ale tak mnie rozbawiła, że postanowiłem się podzielić.

Pracuję w transporcie międzynarodowym. Po załadowaniu auta zakłada się plombę i przesyła jej numer lub najlepiej zdjęcie do klienta, tak, by miał pewność (i my również), że po drodze nikt auta nie otwierał. Komunikacja z klientami odbywa się na ogół w języku angielskim, w którym plomba jest seal.

Mamy w pracy stażystę, który się szkoli. Kolega w trakcie komunikacji z klientem uczył nowego na przykładach, ale wyszedł na spotkanie i powiedział młodemu, żeby przejął maila i jak klient coś będzie chciał to niech mu wyśle.

Klient napisał, że chce zdjęcie plomby (seal photo), no i gość mu wysłał... zdjęcie foki znalezione w Google.

Prawie się poplułem jak to zobaczyłem :D

praca śmieszne

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 139 (163)

#85013

(PW) ·
| Do ulubionych
Mój znajomy jest typowym januszem biznesu.

Ostatnio żalił mi się, że nie może znaleźć ludzi do pracy. Praca fizyczna, kwalifikacje niewymagane. Z tego względu uznał, że może zaoferować najniższą krajową, a ludzie i tak przyjdą.

No i przyszli. Tacy, którzy rzadko kiedy chodzą do pracy trzeźwi.

Znajomy zdziwiony, zszokowany i oburzony. Jak to? Daje taką dobrą ofertę, a przychodzą tacy ludzie? Twierdzi, że oferta jest dobra, bo oferuje umowę o pracę.

Tłumaczę mu, nie tylko ja zresztą, że oferując takie poniżające stawki, nie powinien się spodziewać, że jakikolwiek pracownik na poziomie zwróci na niego uwagę.

Nie dociera.

janusze biznesu praca

Skomentuj (36) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 146 (180)

#84928

(PW) ·
| Do ulubionych
Słyszeliście, co ostatnio wymyśliły feministki? Otóż uznały, że klimatyzacja jest seksistowska.

Sprawa rozbija się o to, że zły patriarchat ustawia klimatyzację tak, że uciśnionym kobietom jest zimno.

Jak tylko to zobaczyłem, to przypomniała mi się sytuacja z pracy. Otóż od kiedy tam pracuję, klimatyzacja nigdy nie była ruszana. Nawet nie wiem, na ile stopni jest ustawiona, ale jest tak, że jest przyjemna temperatura o każdej porze roku i wszystkim to najwidoczniej pasuje, bo nikt nigdy nie narzekał.

Do czasu.

Przyszła nowa. Pierwszy rzut oka wystarczył, by stwierdzić, że wojująca feministka. Czerwone włosy, wygolony bok głowy i kolczyki na całej twarzy. Od pierwszego dnia zaczęła się pruć o klimatyzację, że jej zimno. Na początku próbowała delikatnie:

- Ej, wam też tak strasznie zimno?
- Nie - odpowiadali wszyscy zgodnie.

Kiedy to nie działało, po jakimś czasie spróbowała bardziej stanowczo:

- Tu jest za zimno! Trzeba zwiększyć temperaturę, a najlepiej wyłączyć klimatyzację!

Wszyscy zgodnie odpowiedzieli, że tak jest dobrze i od kiedy tu są, to tak było i nigdy niczego nie zmieniali, bo nigdy nikomu temperatura nie przeszkadzała.

W odpowiedzi nas ofukała, ale na kilka dni się zamknęła z tym tematem. Po kilku dniach znowu:

- Zimno mi!!! Podkręćcie tę klimę!

Jeden kolega nie wytrzymał:

- Jak ci zimno, to się ubierz, a nie zmuszasz całe biuro, by się do ciebie dostosowało.
Na to feministka stwierdziła, że kolega ją terroryzuje i molestuje (serio!) i ona to zgłosi.

No i zgłosiła.

Nazajutrz przychodzi kierownik biura i pyta:

- Kto chce by podnieść temperaturę w biurze?

Feministka podniosła rękę.

- Kto chce, by zostało tak jak jest?

Wszyscy pozostali podnieśli ręce.

- No, to zostaje tak, jak jest - mówi kierownik, po czym dodaje, patrząc na sprawczynię całego zamieszania - a jak komuś zimno, to niech się ubierze.

klimatyzacja feministki seksizm

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 157 (253)

1