Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

ejbisidii

Zamieszcza historie od: 13 stycznia 2014 - 17:18
Ostatnio: 11 lipca 2020 - 18:50
  • Historii na głównej: 18 z 22
  • Punktów za historie: 4772
  • Komentarzy: 194
  • Punktów za komentarze: 1479
 

#75884

(PW) ·
| Do ulubionych
Wczorajszy wieczór był bardzo mglisty. Ciemno, szaro, widoczność bardzo słaba. Jadę sobie spokojnie autkiem, dojeżdżam to skrzyżowania i zamierzam skręcić w lewo. Patrzę przed siebie, wytężam wzrok, stwierdzam, że nic nie jedzie i ruszam.

Jednak jechało. Pewien pan postanowił jechać wieczorem we mgle na światłach postojowych. Kompletnie nie było go widać, bo auto czarne. Ehh, na szczęście zdążyłam przejechać, ale ręce mi się zatrzęsły.

PS. Nie ma opcji, żeby pan zapomniał o światłach - droga taka, że chyba jadąc bez świateł musiałby mieć noktowizor w oczach, żeby cokolwiek dostrzec.

Droga

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 116 (124)

#86211

(PW) ·
| Do ulubionych
Ja naprawdę rozumiem, że jeżeli mieszka się na osiedlu z psem, to pies musi gdzieś się załatwiać.

Naprawdę rozumiem, że pies może nasikać na płot, bo instynkt, zapach itp.

Ale (do jasnej ciasnej!) stania z psem w cudzej BRAMIE WJAZDOWEJ i usilnego czekania kilkanaście minut na psi mocz nie zrozumiem nigdy.

Podobnie jak wpuszczania psa na długiej smyczy na cudze podwórko, gdy brama jest otwarta.

PS. Po zwróceniu uwagi właściciel psa zazwyczaj oburza się i na złość czeka, aż pies dosika/dokupczy jeszcze więcej.

sąsiedzi

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 105 (117)

#85312

(PW) ·
| Do ulubionych
Dorzucę coś o wadze psów.

W bloku mojej babci mieszka kobieta z labradorem. Pies ma taką nadwagę, że aż płakać się chce. Po wyjściu z klatki od razu jest zmęczony. Kładzie się na chodniku co 20 m, do tego śmierdoli jak 150.

Zwróciłam kiedyś kobiecie uwagę, że pies jest strasznie otyły. Jej jedyny argument to taki, że stare psy tak mają.

Ciekawostka - jej poprzedni labrador zdechł w wieku 5 lat. Wyglądał podobnie do swojego następcy.

sąsiedzi

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 96 (116)

#84929

(PW) ·
| Do ulubionych
Praktyki wakacyjne w szpitalu.

Dzień 1.
Przyjmujemy planowo pacjenta na oddział. Pacjent następnego dnia ma mieć przeprowadzony zabieg w sedacji (środki uspokajające, nie ma utraty świadomości - przyp. red.). Odbywa się konsultacja z anestezjologiem.

Dzień 2.
Zabieg zaplanowany na godzinę 9. Jedziemy po pacjenta na salę. Gościa brak. Nie ma go w toalecie ani żadnej innej sali na oddziale. Każde wyjście z oddziału musi być zgłoszone pielęgniarkom. To nie było. Pacjent znajduje się po godzinie. Gdzie był? W kawiarni na parterze, bo mu jeść nie dali, a on był głodny. Zachłystowe zapalenie płuc jest przecież przyjemnym doznaniem. :)

Dzień 3.
Lekarz, który miał wykonać zabieg tego dnia pracuje w innym szpitalu, więc pacjent leży.

Dzień 4.
Zabieg w końcu się udaje.

Dzień 5.
Po pacjenta "zapomina" przyjechać rodzina.

Dzień 6.
Po telefonie do rodziny i pogrożeniu policją w końcu ktoś po pacjenta przyjeżdża.

Pacjent miał być w szpitalu od godziny 9:00 w poniedziałek do godziny 12:00 w środę. Został do wieczora w sobotę. I zadajcie sobie pytanie, kto za to zapłaci? :)

szpital

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 155 (175)

#83578

(PW) ·
| Do ulubionych
Śmiechłam.

O dostawcy - agitatorze.

Lubię zamawiać jedzenie przez pyszne.pl. Bo szybko, bo sprawnie, bo płacę przelewem, gdy w portfelu gotówki brak.

Tak też było dzisiaj wieczorem.

Zamówiłam sobie pizzę w jednym z krakowskich lokali.

Po 40 min dzwonek do drzwi.

Dostawcą był pan, lat około 60.

- Czy pani zamawiała przez pośrednika? - zapytał.
- Tak, tak.
- Czy pani jest normalna?! Pizzeria musi za to płacić 12%!!! Wie pani, co to są za koszty?! Co sobie pani wyobraża?! Taka pani wygodna?! Dzwonić do pizzerii, a nie wymyślać.

Spoko, już u was nie zamówię.

Kraków Mega Pizza

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 169 (181)

#83078

(PW) ·
| Do ulubionych
Szanowni Kierowcy!

Wiecie, że jeżeli na asfalcie w czasie prac drogowych namalowana jest żółta linia i biała linia, to należy stosować się do żółtej?

Autostrada A4, kier. Kraków.

Na połowie lewego pasa stoją barierki. Na połowie prawego pasa przebiega żółta linia. Na połowie pasa awaryjnego również namalowana jest żółta linia.

Łatwo więc domyślić się, że żółte linie wyznaczają nowe pasy ruchu: lewy składa się z połowy starego lewego i połowy starego białego, a prawy składa się z połowy starego prawego i połowy awaryjnego.

Co robi część kierowców?

Jedzie wg starych oznaczeń prawym pasem, czyli zajmuje aktualne dwa (żółtą linię ma między kołami).

No błagam...

autostrada

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 143 (149)

#82989

(PW) ·
| Do ulubionych
Problem, który opiszę na swoją genezę ponad 30 lat temu.
Ale od początku.

30 lat temu na terenie zielonym wybudowano osiedle. Było ono otoczone z jednej strony lasem, z drugiej strony drogą (tu znajdował się wyjazd), a z dwóch pozostałych - domkami jednorodzinnymi. Problem zaczął się, gdy okazało się, że mieszkańcy mają bardzo utrudnione piesze wyjście z osiedla (wyjazd był na ruchliwą drogę bez chodnika).
Spółdzielnia zgłosiła się więc do moich dziadków i ich sąsiada o udostępnienie ścieżki, między płotami. Tu dochodzi do wielu dziwnych zawirowań, bo doszło do przesunięcia płotów, nieuczciwej sprzedaży kawałka ziemi, złego ustalenia granic itp. W te szczegóły nie chcę się wdrążać.

Koniec końców ścieżka biegnie już od 30 lat.
Jej granice boczne wyglądają mniej więcej tak: płot mojego domu, pas trawy o szerokości 1.5 m, należący do nas, ścieżka, płot sąsiada. Ścieżka wychodzi na chodnik, przy którym stoi duży krzyż. Pod krzyżem palą się znicze i stoją kwiaty.

O co mi chodzi.

O psy.

Mieszkańcy osiedla od kilku lat urządzają sobie wybieg dla psów.

Psy sikają na krzyż, na kwiaty, na znicze. Psy sikają i kupczą na płot oraz bramę (sprzątanie to oczywiście rzecz zbędna). Walają się butelki, papierki po chipsach i lodach. Często są wrzucane za nasz płot. Leniwi parkują na pasie zieleni.

Hitem okazała się babka, która po obfitym deszczu zaparkowała na trawie, w miejscu, gdzie ścieżka biegnie pod górkę. Ziemia była bardzo mokra. Kretynka próbowała wyjechać pod górę. Utknęła, przeorała całą trawę i uciekła.

Dziadek przy okazji remontu w ogrodzie zaorał pas zieleni i zasiał nową trawę. Postawił metalowe słupki i połączył je biało-czerwoną taśmą, żeby nikt tam nie wjeżdżał na czas wzrostu, czyli na całe lato (młoda trawa jest przecież delikatna).

Mieszkańcy osiedla zaczęli do nas przychodzić, że słupki są brzydkie, psy nie mają gdzie sikać (sic!) i mamy je pościągać.
Dziadek się wkurzył i słupki trzymał następne 3 lub 4 lata. ;)

W tym roku słupki zniknęły.
To był błąd.
Trawa jest spalona prawie na całej długości.

Wszelkie prośby nie docierają.
Często jest to działanie celowe, np. uporczywe stanie pod bramą wjazdową, aż pies się nie załatwi.

Moim zdaniem to już podchodzi pod niszczenie mienia.

osiedle

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 199 (213)

#82396

(PW) ·
| Do ulubionych
Studia lekarskie jakie są - każdy widzi.
Żart.
O tym jakie są, wiedzą tylko studenci.

Sesja egzaminacyjna.
Egzamin z BARDZO ważnego przedmiotu. Kluczowego do zrozumienia mechanizmów chorób i leczenia.
Test 100 pytań zamkniętych (w tym pytania wielokrotnej odpowiedzi). Przygotowania trwały miesiącami.

Mamy koleżankę. Mam wrażenie, że jest trochę opóźniona. Na zajęciach myli podstawowe pojęcia, kolokwia szły jej bardzo źle.

Na egzaminie wyszła po godzinie (samo przeczytanie pytań trwało więcej czasu, nie mówiąc o dopasowaniu odpowiedzi i przeniesieniu na kartę kodową).

Dzień wyników. Połowa roku oblała.

Koleżanka zdała na 90%.

Już nie chodzi o sprawiedliwość. W przyszłości będą nas leczyć tacy lekarze :)

studia

Skomentuj (44) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 162 (188)

#81298

(PW) ·
| Do ulubionych
Powiem Wam, co mnie okropnie wkurza.

Kiedyś droga z miasta A do Z była okropna. Prowadziła przez centrum, wieczne korki, stanie na światłach itp.
Jakiś czas temu wybudowano obwodnicę, omijającą centrum. Trasa ta jest dłuższa, ale czas przejazdu powinien być krótszy.

Powinien być. Bo nie jest.

Przy wjeździe na obwodnicę stoi sobie piękny znak: biały prostokąt z przekreślonymi domkami. Co robi 90% kierowców po minięciu owego znaku?

Zwalnia.

Np.: kierowca wcześniej poruszał się w zabudowanym z prędkością 60-70 km/h, a przy wjeździe na obwodnicę zwalnia do 50. I Nobel dla tego, który to zjawisko wyjaśni.

Wyprzedzić nie ma jak, bo podwójna ciągła.

W założeniu miało być szybciej. Często po prostu nie jest.

drogi

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 126 (148)

#80758

(PW) ·
| Do ulubionych
Kiedy byłam w szóstej lub piątej klasie podstawówki, pojechałam na swój pierwszy 4-dniowy biwak harcerski. Plecaki wypakowane, nastroje pozytywne, łono natury przyjazne... Cóż więcej chcieć?

Spaliśmy drużynami w dużych namiotach, tzw.: "beczkach" (chłopcy po jednej stronie, dziewczęta po drugiej).
Pierwszego poranka oboźna obudziła nas tradycyjnym: "Pobudka, pobudka, wstać! Czas na przygotowanie do zaprawy - 3 minuty!". Nikt nie marudził, wszyscy pędem wstaliśmy i rozpoczęliśmy ubieranie się. Prawie wszyscy.
Kiedy minęły wyznaczone 3 minuty, oboźna rozpoczęła odliczanie do 10, podczas którego mieliśmy ustawić się w dwuszeregu.

Okazało się wtedy, że jesteśmy wszyscy z wyjątkiem jednej zastępowej (Oli), której nie chciało się wstawać, pomimo naszych próśb.
Oboźna po raz kolejny rozpoczęła odliczanie: 10. 20. 30 i tak dalej. Ola od razu rozpoczęła szybkie ubieranie się i dołączyła do nas w momencie, kiedy oboźna doszła z odliczaniem do 300. Wszyscy wiedzieliśmy, co to oznacza.

Czwartego dnia, kiedy byliśmy już zebrani i przygotowani do powrotu, oboźna przypomniała, że cała drużyna musi odbyć karę za Olę (jeden za wszystkich...). Karą były przysiady. Dokładnie 300 przysiadów. Z bagażem na plecach. W temperaturze około 30 st. Bez żadnej rozgrzewki. Dodatkowo trzeba było przysiąść bardzo nisko, prawie dotykając pupą ziemi, a ręce musieliśmy mieć wyciągnięte przed siebie.
Nie powiem, była to okropna męczarnia; nie byłam dzieckiem bardzo aktywnym fizycznie, od wf-u wolałam matematykę. Kilkukrotnie plecak przeważył i wywróciłam się na plecy. Za co była kolejna kara (tym razem personalna): dodatkowe 50 przysiadów.

Po powrocie do domu nie potrafiłam chodzić przez kilka dni, a ze schodów musiałam schodzić na siedząco. Pomimo tego, że minęło prawie 10 lat, do tej pory mam problemy z więzadłami i rzepką, męczy mnie również okropny ból kolan.

Ze strachu przed podobnymi karami nie pojechałam już na żaden biwak i obóz.

zhp

Skomentuj (47) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 158 (218)