Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

elfia_luczniczka

Zamieszcza historie od: 24 maja 2015 - 23:54
Ostatnio: 4 lipca 2020 - 9:01
O sobie:

Pasjami gram w Hearthstone, jeśli ktoś byłby zainteresowany partyjką chętnie wymienię się battle tagiem :)

  • Historii na głównej: 14 z 14
  • Punktów za historie: 4195
  • Komentarzy: 193
  • Punktów za komentarze: 1026
 
[historia]
Ocena: 4 (Głosów: 8) | raportuj
28 czerwca 2020 o 11:45

@arokub: lepiej nosić, niż się prosić. Zawsze mi tak powtarzano i jakimś dziwnym zrządzeniem losu nie miewam takich problemów, jak autorka. Ciekawe dlaczego

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 11) | raportuj
27 czerwca 2020 o 23:39

@VAGINEER: nie. Gruby człowiek nadal jest człowiekiem i nie jest gorszy z powodu bycia większym.

[historia]
Ocena: 8 (Głosów: 24) | raportuj
27 czerwca 2020 o 12:32

No dobra, rozumiem zdenerwowanie, naprawdę. Rozumiem też, że nie zapałałaś sympatią do ochroniarza, miałaś prawo, nie neguję. Ale body shaming mogłaś sobie już darować. Jakby ochroniarz miał trądzik albo krzywy nos to też byś go przezywała? No gruby był, okej, ale to raczej nie Twoja sprawa, nie? Jakie znaczenie dla Twojej historii ma postura tego człowieka? Ciągle na tej stronie pojawiają się historie o tym, jak bardzo body shaming krzywi psychikę, wpędza w kompleksy czy depresję. A tu proszę, pani się zdenerwowała, więc pani sobie poszkaluje czyjąś tuszę, a co. Wstrętne zachowanie.

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 2) | raportuj
25 czerwca 2020 o 21:18

@digi51 też racja. Jak dwie przypadkowe osoby trafią na to samo mieszkanie to przecież nie ma gwarancji, że się polubią. Co nie znaczy, że mają się kłócić. Można przecież nie wchodzić sobie w drogę i szanować wzajemnie swoją przestrzeń.

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 4) | raportuj
25 czerwca 2020 o 21:14

@Ohboy dlatego choćby, że to niewygodne i po co mówić co 10 sekund "przepraszam, przesuń się w lewo, muszę wziąć sól" albo "możesz się odsunąć? Chcę wyciągnąć talerz". A jeszcze jak przy krojeniu pomidora zacznie Ci ktoś opowiadać o wyprzedaży w markecie albo innej super własnej sprawie to naprawdę można mieć problem, żeby się skupić. Jak to moja babcia powiada: z głodu się jeszcze nikt nie zesrał. Nic Ci się nie stanie jak poprosisz, żeby współlokator się sprężył z gotowaniem, bo Ty też chcesz zamiast kręcić mu się pod nogami, co tylko wszystko wydłuży zamiast pospieszyć. Wiadomo, że to inaczej wygląda jak mieszka ze sobą parka czy bliscy znajomi, ale taki przypadkowy współlokator powinien jednak trochę się poczuć do tego, by jakichś zasad jednak przestrzegać.

[historia]
Ocena: 8 (Głosów: 10) | raportuj
25 czerwca 2020 o 19:11

Jako weteranka mieszkań studenckich mogę powiedzieć tylko tyle: 1. Typek faktycznie musi być dziwny, skoro nie umie się normalnie przywitać albo te sytuacje z ręcznikiem, okej, masz zupełną rację. 2. Współlokatorzy siedzący wiecznie przy otwartych drzwiach swoich pokoi są przez to bardzo uciążliwi. Jak wychodzę na korytarz to wolałabym nie być śledzona ciekawskim wzrokiem czy idę do kuchni, łazienki czy nasikać Ci na buty. Okej, masz koty, ale to może zostawiaj drzwi lekko uchylone tak, by zwierzak się zmieścił, ale jednocześnie żebyś nie była korytarzowym monitoringiem? To naprawdę przeszkadza. 3. Mieszkanie z obcymi ludźmi ma do siebie to, że trzeba dzielić ze sobą kuchnię. Mnie nauczyło, że jak współlokator gotuje to ja do kuchni nie wchodzę, tylko daje mu spokojnie przygotować jedzenie i tego samego oczekuję. Jak ktoś mi się gapi na ręce to nagle mi nóż się w dłoni trzęsie, zaraz coś rozsypię albo zapomnę, czy ryż już soliłam czy nie, bo ktoś mi za plecami historię swojego życia opowiada. Nie umrzesz z głodu jak poczekasz, aż współlokatorzy zrobią sobie obiad, chyba, że faktycznie siedzą w kuchni cały dzień to zamiast wpierdzielać się na siłę do kuchni powiedz, żeby się pospieszyli, bo też chcesz skorzystać. 4. Jeśli chłopak ma problemy z socjalizacją to nic dziwnego, że widok damskich ubrań czy bielizny mógł go zawstydzić na sznurku. Jak korzystał z jednej "swojej" suszarki to po co brałaś tę samą, nie mogłaś wziąć innej?

[historia]
Ocena: 7 (Głosów: 11) | raportuj
22 czerwca 2020 o 16:05

@starajedza teściowie dokładają nam nawet nie jedną piątą ceny, w formie prezentu - chcieli wyprawić nam wesele, ale nie będziemy go mieć, więc tą kasę, która na ten cel odkładali chcą włożyć w mieszkanie. Mieszkanie będzie moje, po połowie z narzeczonym. A pracować na nie oczywiście zapracowałam - w biurze, przed komputerem, a nie w polu czy na zmywaku w Londynie, co moja matka uważa za jedyny i słuszny model pracy i tego też dotyczył mój komentarz. Nie wiem, czy zrobiło Ci się lepiej po dowaleniu mi tą "ręką w nocniku", ale jeśli tak to twoje prawo, choć mam nadzieję, że to nie jedyna przyjemność, jaka spotyka Cię w życiu, bo jeśli tak to musisz mieć smutne życie.

[historia]
Ocena: 10 (Głosów: 10) | raportuj
22 czerwca 2020 o 14:50

U mnie sytuacja z mieszkaniem wygląda tak, że teściowie są wspaniali i z ogromną radością chcą dołożyć nam do mieszkania tyle, na ile chcieliśmy zaciągać kredyt. Fakt, wybrzydzają przy ofertach, które im podsyłamy do oceny, ale nie odbieram tego źle - teść jest inspektorem budownictwa, na branży zjadł zęby i chce jak najlepiej dla mnie i swojego jedynaka. Sam przyznał, że woli dopłacić nam więcej, a żebyśmy mieli potem lepsze warunki. Czasem mnie to lekko irytuje, że żadne z oglądanych mieszkań mu się nie podoba, ale jak on to mówi 'tyle budynków w życiu postawił, że najlepiej by się czuł jakby nam sam dom zaprojektował i zbudował, bo wtedy by miał pewność i co do trwałości i materiałów i wszystkiego'. Z tym, że domu to my nie chcemy, więc szukamy dalej :) Natomiast moja matka jest okropna. Sama grosza mi nie dołoży, bo zapowiedziała już, że nie i koniec, bo rodzice mojego narzeczonego są (fakt) majętni i jak tacy bogaci to niech oni dają - wypwiedziane wręcz z zazdrością i zawiścią. Nie będę się prosić, nie chcę nic od niej finansowego, swój wkład włąsny mam. Ale moja matka również udaje, że nie słyszy jak mówię o mieszkaniu, że to czy tamto mi się podoba, a meble to bym chciała takie czy takie - mam wrażenie, że mi zazdrości i uważa, że nie zasługuję na fajne mieszkanie i przede wszystkim - teściów o dobrym statusie materialnym. I jak nie harowłam w polu na mieszkanie przez 20 lat to znaczy, że na nie nie zarobiłam. Wszystko krytykuje, nic jej się nie podoba, po co mi zmywarka, po co mi ogródek, jak nie chcę tam warzywnika mieć, wszystko na nie. A jak próbuję fakycznie dopytać o radę i może usłyszeć jej opinię czy np. samodzielna kuchnia czy z salonem jest lepsza to 'to twoje, mnie to nie obchodzi, bo i tak mnie nie posłuchasz'. Ogólnie mama od pół roku jest obrażona, bo nie może się pogodzić z faktem, że mi się jakoś tam w życiu powiodło może nieco lepiej i szukam WŁASNEGO mieszkania, a nie mieszkam w komunalnym, jak ona.

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 6) | raportuj
17 czerwca 2020 o 15:57

Mój narzeczony ma takie same obserwacje. Szuka pracy od miesiąca, był na jednej rozmowie, z której nic nie wynikło. Nie mamy pojęcia, o co chodzi z ogłoszeniami wiszacymi od kilku miesięcy, a jest tego od groma. Narzeczony jest mgr prawa, pracował w logistyce, IT, programuje, umie w grafikę komputerową, ma certyfikaty językowe - zaawansowane na tyle, że egzaminy do nich pisał w krajach, gdzie te języki są urzędowymi. Do tego inne kwalifikacje, których już nie chce mi się wymieniać. W każdym razie kwalifikacje raczej wysokie, do tego nie szuka pracy ze stawką milionową na dzień dobry, myśli rozsądnie. Żeby znaleźć pracę to chyba trzeba teraz iść na samozatrudnienie, inaczej nie widzę opcji. A zachowania potencjalnych szefów są poniżej krytyki i najgorsze jest to, że całkowicie nie potrafię zgadnąć, czym oni się do cholery kierują.

Komentarz poniżej poziomu pokaż
[historia]
Ocena: 6 (Głosów: 6) | raportuj
26 maja 2020 o 16:36

@ItsyBitsyWereWaffle: oby praca nad sytuacją z obu stron, o której mówisz nie potrwała 2 dni, a jak mamie się zatęskni za zamiecionym tarasem i zupą to, żeby znowu nie zaczęła wydawać poleceń. Bo czuję, że wtedy zmiękniesz i wrócisz do stanu wyjściowego. Może chociaż psami każ jej się zajmować osobiście, tym bardziej, że jak sama wspominałaś to nie są twoje psy.

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 5) | raportuj
26 maja 2020 o 14:08

@starajedza: nie, nie obowiązkowe, oczywiście, że nie. Ale skoro już moja mama poczuła się do obowiązku wzięcia własnej matki do siebie i co miesiąc babcia potulnie oddaje prawie całą emeryturę to uważam, że moja matka powinna spędzić z nią trochę czasu na tygodniu, zawieźć n badania, czy zadbać, żeby babcia miała coś ugotowane. Z reszty czasu nie mam zamiaru rodzicielki rozliczać, ale jak się nie chce babcia zajmować to po co ją brała do siebie? Zwłaszcza, że były inne opcje i nie musiała brać opieki na siebie.

[historia]
Ocena: -4 (Głosów: 6) | raportuj
25 maja 2020 o 23:00

@Neomica nie, co to to nie. Mama poczuła "wolność" jak ostatnie dziecko (ja) wyfrunęło z gniazda. Nigdy nie można się do niej dodzwonić, bo z Halynką oglądają ten sam program w tv i na bieżąco komentują, co tydzień na wycieczki to tu, to tam, wakacje w górach, ferie nad morzem i odwrotnie, zakupy i kawki trwające pół dnia codziennie u innej koleżanki, lekcje tańca dla dorosłych i tysiąc innych super ważnych zajęć. Na prowadzenie domu zostaje jej za mało czasu. Wpada do domu z pracy, zasieje tornado wywalając wszystko z szaf, przebierze się i fruu, już jej nie ma. Babci tylko szkoda, bo ciągle sama siedzi, bo matki wiecznie nie ma.

[historia]
Ocena: 7 (Głosów: 7) | raportuj
25 maja 2020 o 18:44

Moja mama jest identyczna, niestety. Co do sprzątania to najbardziej mnie to dziwi, że kiedyś (tj. jak mieszkałam w domu rodzinnym) nie było może z niej Perfekcyjnej Pani Domu z białą rękawiczką, ale zawsze było czysto i schludnie. Jak teraz raz na jakiś czas zajadę do niej w odwiedziny, łazienka jest tak zasyfiona, że strach na toaletę usiąść, po podłodze walają się stare gazety, na parapetach padłe kwiatki, no tragedia. Auto, którym jeździ przypomina shitmobil Rickiego z Trailers Pack Boys. I naprawdę nie przesądzam: brudne, na tylnych zakupach zakupy z przed miesiąca (z kategorii trudnych do zniszczenia: 3 zgrzewki mineralnej, 20 pack papieru toaletowego, zgrzewka 10kg mąki). Ale jak spróbujesz się odezwać to "jak ci przeszkadza to się rusz i posprzątaj". Na pewno. Każdorazowo jest tak, że jak przyjeżdżam to "wreszcie komplet domowników" a jak zwrócę uwagę, że te ziemniaki to już w garnku pleśnią porosły to "jak tu nie mieszkasz to co cię to obchodzi" albo lub magiczne "to posprzątaj". Nie mam pojęcia dlaczego kobietom tak odbija, ale naprawdę radzę Ci uciekać. Ona się nie zmieni, jej jest dobrze. Skoro radziła sobie bez Ciebie wcześniej, to poradzi i teraz, zwłaszcza, że pomału wszystko wraca do normalności. Psów tylko szkoda, ale to już nie twój problem.

[historia]
Ocena: 5 (Głosów: 7) | raportuj
24 maja 2020 o 18:11

@Evergrey: to nie chodzi o oczekiwanie na zapłaconą przecież ze składki usługę tylko o empatię i to, że w czasie pandemii jednak są ważniejsze rzeczy, niż usunięcie znamienia, które przecież nie pojawiło się wczoraj. W prywatnych sieciowkach też pracują lekarze, to nie jest taśma produkcyjna. I ci lekarze dostosowali się do warunków pandemii, nie zawiesili przyjęć całkowicie, ale jednak przez środki ostrożności muszą decydować co jest pilne, a co nie. Gdyby nastąpił u Ciebie nagły uraz to usługe chirurgiczną miałabyś zapewnioną kompleksowo w tym samym dniu, ale na dyrdymały typu "a pieprzyka se usunę, bo mogę, przecież mi się należy!" Można poczekać. Prywatny pakiet medyczny nie spełnia zachcianek na już, bo taki pacjent/klient ma kaprys, a świadczy usługi w pierwszej kolejności najpilniejsze. Ludzie całkowicie nie tak, jak powinni pojmują ideę prywatnej opieki medycznej i to jest główny problem firm.

[historia]
Ocena: 9 (Głosów: 9) | raportuj
24 maja 2020 o 12:23

A rozmowy telefoniczne z pacjentami wyglądają najczęściej tak: a bo mój mąż 7 lat temu leżał w szpitalu X i tam wtedy ordynatorem to był pan Y i on to mężowi dał takie leki, że mężowi stało się coś tam, bo to w ogóle zły lek był w jego przypadku, więc mąż wylądował znowu w szpitalu, ale już innym i tam była taka fajna pani doktor i ona to zaleciła leki takie i takie i po nich dopiero było dobrze,ale ona jest teraz na urlopie, bo podobno jej matka zmarła i niewiadomo kiedy wróci, a mężowi się leki kończą i u państwa może byśmy się zapisali do jakiegokolwiek kardiologa po receptę, bo leczenie to dopiero jak tamta pani doktor wróci, ale to niewiadomo kiedy, bo pani rozumie, matkę stracić to pozbierać się musi... No bo po receptę to do obojętnie którego lekarza, mąż powie jakie leki bierze, dokumentację przywiezie.. A można by było: dzień dobry, poproszę o zapis do dowolnego kardiologa w przyszłym tygodniu, jednorazowa wizyta to będzie. Po 10 takiej rozmowie każda recepcjonistka zaczyna upominać względnie uprzejmie: rozumiem, rozumiem, ale do rzeczy w czym mogę pomóc? I nam się obrywa, bo niemiłe pipy jesteśmy, a do przychodni to się dodzwonić nie da. Masakra.

[historia]
Ocena: 8 (Głosów: 8) | raportuj
24 maja 2020 o 12:13

Pracuję w rejestracji w przychodni. To, o czym piszesz jest istną plagą. Pacjenci potrafią gadać bzdury dopóki człowiek nie zacznie być dla nich po prostu nieuprzejmym, niestety. Są pacjenci trzymający się kurczowo jednego lekarza przez kilka lat i nie byłoby to niczym dziwnym, gdyby nie to, że powodem przywiązania jest to, czy z danym lekarzem można sobie poplotkować czy nie. Przykładowo jest u nas świetna gastrolog: bardzo dobra lekarka, powołanie do zawodu, ogromne doświadczenie, pacjenci leczeni sprawnie, naprawdę super specjalistka. Ale kolejek do niej nie ma aż tak dużych jak do drugiego gastrologa, który (w odróżnieniu od powyższej) jest miejscowy od urodzenia, zna wszystkich w mieście, bo i podstawówkę i dalszą edukację poza studiami odbywał w naszym mieście, z miejscową się ożenił itd. A poza tym lubi o ludziach pogadać: kto umarł, komu się dziecko urodziło, kto z kim kogo zdradza... Pacjenci w jego gabinecie potrafią siedzieć godzinę lub niejednokrotnie dłużej, z gabinetu często dochodzą gromkie śmiechy. I wyjdzie taki gaduła od niego, leci do recepcji zapisać się na kolejną wizytę i "tylko do pana doktora X bo on to taki cudowny specjalista!"

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 5) | raportuj
21 kwietnia 2020 o 9:14

@manius: nikt nie mówi, że tylko klient jest zły, przecież autorka sama wspomniała w historii o tym, że zdaje sobie sprawę z piekielności popełnianych przez różne firmy, ale ta akurat historia dotyczyła właśnie piekielności klientów. Zamiast przeczytać i zgodzić się lub nie to odwracasz kota ogonem i opowiadasz o złym potraktowaniu przez jakąś firmę. Owszem, to też się zdarza, ale Piekielni klienci są byli i będą i nie ma co ukrywać. Chyba, że zareagowałeś atakiem, bo odnalazłeś swoje zachowanie w którymś z punktów, wtedy może się zastanów czy na pewno sam jesteś w porządku.

[historia]
Ocena: 9 (Głosów: 9) | raportuj
20 kwietnia 2020 o 23:30

Umawianie wizyt w sieciowkach medycznych: a jak siostra brata mojego szwagra ma abonament to należy mi się rabat? A jak 5 lat temu kupiłam badanie X i teraz chcę je zrobić ponownie to muszę drugi raz płacić? Ale dlaczego, przecież już kiedyś za to samo zapłaciłam! Gość dzwoni średnio 3 razy w tygodniu, robi płatne badania i przy każdej rozmowie jojczy konsultantowi, że drogo i on już nie wróci, bo nie szanujemy stałych klientów. Wraca po 2 dniach max. Podsumowuje rozmowę: do zapłaty będzie dokładnie... ILE BĘDZIE? JAKA CENA?? doktor nazywa się... JAK NAZWISKO? PROSZĘ POWTÓRZYĆ!! ale co mam powtórzyć, jak jeszcze nie dał mi pan powiedzieć tego nazwiska! Przerywacze są okropni. Targowicze też. A ciapanie i spuszczanie wody w kibelku powoduje u mnie instant chęć rozłączenia się. Jeszcze świetni są ci, co dzwonią w 5 osób, wyrywają sobie telefon, każdy pyta o co innego: jeden o adres, drugi o datę, trzeci o cenę, po czym po 10 minutach dzwonią od nowa, bo w sumie to się nic nie dowiedzieli. Nic dziwnego, trzeba było jeszcze bardziej się przekrzykiwać.

[historia]
Ocena: 14 (Głosów: 16) | raportuj
19 kwietnia 2020 o 18:39

A mnie najbardziej rozśmieszyło, że podczas randki i fajnego obiadu z chłopakiem autorka przez całe spotkanie zaglądała w talerz innym ludziom xD wyobrażam sobie, jak siedzieli z rozdziawionymi buziami w szoku na widok wartości zamówienia pań ze stolika obok i prawie popluli się na widok pliku papierowych pieniędzy xD Bardzo przypomina mi to sytuacje, kiedy klient kontaktuje się ze mną (sprzedaje ubezpieczenia) i wymienia, że on to chce mieć w pakiecie to, to, tamto, siamto, przelot helikopterem medycznym, operacje na otwartym sercu za darmo i jeszcze frytki z keczupem najlepiej, ale dysponuje budżetem rzędu 45zł miesięcznie, no 50 to już max! I wielce zdziwiony, że takie rzeczy kosztują znacznie więcej, zapytuje: "Paaaani! Ale to TYLE?! NIEMOŻLIWE, WY NACIĄGACIE!! W Polsce NIKOGO nie stać na takie rzeczy!" Po czym obraża się i wychodzi na grzeczną odpowiedź "myli się pan, ten produkt ma duże wzięcie, a klienci są zadowoleni z cennika." Bo w świadomości ludzi figuruje "skoro mnie nie stać, to nie znaczy, że ja mam za mało i fajnie byłoby coś z tym zrobić, tylko produkt lichwa i w dodatku drogi". Na właściwy produkt to zawsze się znajdzie właściwy kupiec. Jak braliście z chłopakiem 8 pierogów za 20zł na pół to co się Dziwisz, że wam nie proponowano drogiego wina? Bo według mnie to ta historia zazdrością jest podszyta. A w komentarze kelnerek nie bardzo wierzę, bo w każdym biznesie największym szacunkiem obdarza się klienta, który zostawi najwięcej przychodu.

[historia]
Ocena: 4 (Głosów: 6) | raportuj
6 kwietnia 2020 o 8:25

@niemoja akurat co do zdjęć z dekoltem to mam mieszane uczucia i to chyba zależy od charakteru zdjęcia. Można mieć bluzkę z dekoltem na profilowym, bo akurat tak była ubrana danego dnia, a zdjęcie po prostu ładnie wyszło, a można też specjalnie wywalić cyc na trzy czwarte kadru i doprawić mocnym makijażem i wyzywającą pozą. Ze zdjęciami uwydatniającymi piersi sama mam problem, bo mam po prostu bardzo duży biust i jakkolwiek się do zdjęcia nie ustawie to i tak biust jest widoczny. Niestety nie da się go schować w kieszeń. Jeśli autorka też ma podobną figurę to dodatkowo może dochodzić zazdrość dziewczyn kolegów - też niejednokrotnie obrywałam głupimi tekstami o "cycach jak donice" od mniej obdarzonych koleżanek i to naprawdę nie jest miłe. Natomiast jakiej by figury nie miała - jeśli zdjęcie jest wyzywające to może budzić skojarzenia i na forum pracowników się nie do końca nadaje.

[historia]
Ocena: 7 (Głosów: 13) | raportuj
4 kwietnia 2020 o 10:07

@Chrupki czy ja wiem, czy to atak z mojej strony? Ja to widzę tak: dziewczyna przyszła do pracy w męskie grono, próbowała robić za grupową maskotkę, co spotkało się z niezadowoleniem drugich połówek kolegów z pracy, a teraz dziwi się, że ktoś śmie jej nie lubić. We wpisie sama nazywa partnerki kolegów zakompleksionymi idiotkami, więc nie uważam mojego komentarza za szczególnie krzywdzącego. Digi bardzo zgrabnie wszystko opisała - autorka jest typem osoby próbującej otrzymać możliwie dużo atencji od zajętych chłopów pod płaszczykiem koleżeństwa i "oh jaka ja biedna". Nie lubię takich ludzi. I jak widać nie tylko ja, skoro w pracy również nie jest akceptowana. I to, że jest jej przykro niby to cholernie wydumane wąty z miejsca poniżej pleców, bo gdyby nie oczekiwała poklasku i zachwytów to nie miałaby powodu do odczuwania przykrości.

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 21) | raportuj
3 kwietnia 2020 o 23:45

Nie no, serio?? Kobieto, Ty tam pracujesz, a nie jesteś na kółku wzajemnej adoracji. Jeśli pozostałym pracownikom atmosfera odpowiada to pogódź się z tym, że nikomu nie chce się zajmować Twoją osobą. Widać, że bardzo zależy Ci na byciu w centrum zainteresowania i to, że współpracownicy nie zabiegają o Twoją uwagę bardzo Cię boli. Nie myślałaś o tym, żeby po prostu się skupić na pracy i pogodzić się z faktem, że koledzy wolą spędzać czas ze swoimi partnerami zamiast reagować na Twoje memy? Nawet jeśli dziewczyny im czegoś zabraniają (w tym przypadku nie są zachwycone Twoją osobą) to kim Ty do cholery jesteś żeby się w to wpierniczać i próbować jednak ugrać jakąś część atencji dla siebie?! Ja też bym Ciebie nie zdzierżyła raczej jako koleżanki mojego faceta, mimo, że to najbardziej lojalny człowiek, jakiego kiedykolwiek znałam - po prostu mam awersję do próbujących na siłę się zaprzyjaźnić dziewczyn. Bardzo próbujesz wyjść na ofiarę, a to Ty się wbijasz tam, gdzie Ciebie nie chcą, nie odwrotnie. A chłopy jak to chłopy, posmieją się że trochę ze swoich dziewczyn, trochę z Ciebie i zrobią raczej to co każdy dorosły mądry facet zrobić powinien - wrócą do żon, bo one są ważniejsze. Po prostu się odczep od nich zamiast się tłumaczyć w internecie.

Komentarz poniżej poziomu pokaż
[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 3) | raportuj
28 lutego 2020 o 14:56

@kapriola: Dokładnie. Inaczej - spoko, ja mogę pobrać 2 stówki za wizytę. Ale jak się okaże, że facet jest jednak uprawniony do skorzystania bezpłatnie to proszę mi nie przychodzić i nie żądać zwrotu kosztów i nie pyszczyć.

« poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 następna »