Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

fak_dak

Zamieszcza historie od: 13 marca 2012 - 22:08
Ostatnio: 21 stycznia 2015 - 16:51
  • Historii na głównej: 63 z 65
  • Punktów za historie: 50259
  • Komentarzy: 1068
  • Punktów za komentarze: 12901
 

#63915

(PW) ·
| Do ulubionych
Elektrowstrząsy, wbrew złej sławie robionej przez kinematografię, są nadal stosowaną w świecie, bezpieczną i skuteczną metodą leczenia w psychiatrii.
W ich trakcie nie ma iskrzących się przewodów z prądem, pacjent nie broni się rozpaczliwie i nie jest przytrzymywany przez personel, który siłą wiąże o do krzesła czy łóżka. Nie ma napadów drgawkowych, twarzy wykrzywionej grymasem bólu.
Jest za to sala zabiegowa, sprzęt do znieczuleń, anestezjolog i reszta personelu. EW wykonuje się w znieczuleniu ogólnym i zwiotczeniu. Pacjent cały zabieg leży spokojnie na stole zabiegowym. O tym, że doszło do wywołanej prądem skoordynowanej depolaryzacji wszystkich komórek mózgowych świadczy jedynie zapis EEG.

Mimo dużej skuteczności, a często wręcz spektakularnych ozdrowień po EW, ich mała popularność w stosunku do leków wynika z kosztów (cena badań wstępnych i konsultacji kwalifikujących) oraz krótkotrwałości efektu. W praktyce stosuje się je tam, gdzie leki nie dają rady, czyli w ciężkich lekoopornych psychozach, lekoopornych depresjach, ostrej śmiertelnej katatonii itp., jako działanie przełamujące impas w leczeniu.

Duża część pacjentów, z racji ciężkiego stanu, jest kwalifikowana do EW bez zgody, po uzyskaniu zezwolenia z sądu rodzinnego. Ustawa regulująca tę kwestię zawiera między innymi zapis, że elektrowstrząsy można wykonać bez zgody pacjenta, za zgodą sądu, jeżeli bez podjęcia takiego leczenia pacjentowi może grozić dalsze pogorszenie stanu zdrowia. Zapis ten jest w zasadzie bezsensowny, bo bez skutecznego leczenia pogorszenie grozić może zawsze, dopóki człowiek żyje i nikt nie da gwarancji, że będzie inaczej.

Był sobie pewien pacjent z ciężką lekooporną psychozą. Pomimo różnych prób leczenia, efekty były mizerne. Z braku innej możliwości padła propozycja leczenia elektrowstrząsami. Oddział Psychiatrii wystąpił do sądu o wydanie zgody na EW. Zgodnie z procedurą, sędzia wyznaczył niezwiązanego z Oddziałem biegłego psychiatrę, który przyszedł zbadać pacjenta i zapoznać się z dokumentacją. Ku zaskoczeniu wszystkich biegły wydał opinię podważającą wskazania do wykonania EW.

Co wzbudziło jego wątpliwości? Napisał oczywiście, że pacjent jest w bardzo ciężkim stanie, ma psychozę lekooporną i wymaga elektrowstrząsów. Nie można ich natomiast wykonać bez zgody pacjenta, bo zgodnie ustawą musi być podejrzenie, że zaniechanie takiego leczenia spowoduje dalsze pogorszenie zdrowia, a stan pacjenta jest tak beznadziejny, że gorzej już być nie może.

Oddział Psychiatrii

Skomentuj (86) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 613 (701)

#63892

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracownicy ZUS czytają klasykę, mam na to dowód!

Na początek kilka słów wyjaśnienia.
1) Lekarz może wystawić zwolnienie lekarskie na maksymalnie 182 dni.
2) Jeżeli w tym czasie nie nastąpi poprawa zdrowia umożliwiająca powrót do pracy, pacjent może starać się o świadczenie rehabilitacyjne, czyli coś w rodzaju przedłużonego zwolnienia lekarskiego lub starać się o rentę chorobową.
3) Do otrzymania renty chorobowej należy mieć określony okres składkowy i nieskładkowy. Do ostatniego wliczają się zwolnienia lekarskie oraz świadczenia rehabilitacyjne.

Od niedawna leczę pewnego pacjenta z powodu psychozy. Po ostrej fazie choroby oraz pobycie w szpitalu nie wrócił już do zawodu i w zasadzie stracił zdolność wykonywania jakiejkolwiek pracy. Trzymałem go na zwolnieniu przepisowe 182 dni. Ponieważ do wymaganego okresu składkowego i nieskładkowego zabrakło mu raptem 5 miesięcy, złożył wniosek o świadczenie rehabilitacyjne na pół roku, a w dalszej kolejności miał się starać o rentę.

Jakież było moje zdziwienie, gdy się okazało, że orzecznik odmówił mu świadczenia rehabilitacyjnego, pisząc:

"Badany jest niezdolny do pracy i nie rokuje odzyskania zdolności do pracy. Pacjent nie wymaga przedłużenia zasiłku chorobowego, gdyż z uwagi na rozpoznane schorzenie nie rokuje powrotu do pracy."

Podsumowując - orzecznik ocenił, że pacjent nie nadaje się do pracy i nie rokuje poprawy, równocześnie odmówił mu z tego samego powodu świadczenia rehabilitacyjnego, które umożliwiłoby pacjentowi staranie się o rentę chorobową.

Któryś z pracowników ZUS musi bardzo lubić "Paragraf 22".

ZUS

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 447 (503)

#63968

(PW) ·
| Do ulubionych
Zawodowo zajmuję się dręczeniem ludzi, w mrocznej i okrutnej placówce zwanej Poradnią Leczenia Uzależnień.

Oprócz miłych i współpracujących pacjentów, leczących się dobrowolnie z uzależnienia od różnych rzeczy, mamy rzeszę maltretowanych ofiar - alkoholików kierowanych na leczenie decyzją sądu za np. znęcanie się nad rodziną. Pacjent taki ma zwykle przydzielonego kuratora. Ten ma nadzorować realizowanie postanowienia sądu i w razie oporu pacjenta może wystąpić o umieszczenie go w zamkniętym Oddziale Leczenia Uzależnień lub wystąpić o odwieszenie wyroku więzienia.

Jak możecie się domyślać, skala poczucia krzywdy leczonych przymusowo jest wielka, bo przecież żaden z nich nie jest uzależniony. Ot, padli ofiarą zmowy rodziny, policji, prokuratora, biegłego psychiatry i sędziego. Klasyka gatunku, a praca z nimi to orka na ugorze.

Do koleżanki, kierowniczki Poradni, zadzwonił niedawno kurator pacjenta słynącego z tego, że ma wyjątkowo olewający stosunek do leczenia i w zasadzie balansuje na granicy odesłania go z terapii ambulatoryjnej do leczenia zamkniętego. Kurator miał pretensje, że za dużo wymagamy, jesteśmy za surowi, nie wspieramy i w dodatku dajemy zadania domowe, które zniechęcają jego podopiecznego. A to przecież dobry chłopak, tylko trochę pije i w zasadzie to chciałby się leczyć odwykowo, ale ostatnie zadanie, polegające na napisaniu na kartce listy szkód jakie w jego życiu wyrządził alkohol, zraziło go na amen. W związku kurator prosi w jego imieniu, by odpuścić mu robienie takich zadań domowych i dać więcej wsparcia. Próba wytłumaczenia mu zasad terapii nie spotkała się ze zrozumieniem.

Tym samym po raz pierwszy w życiu miałem okazję usłyszeć o współuzależnionym, czyli uwikłanym emocjonalnie w manipulacje alkoholika, zawodowym kuratorze sądowym. Trzeba będzie zawiadomić sąd, by sprawdził jego dalszą zdolność do wykonywania tej pracy.

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 739 (799)

#63785

(PW) ·
| Do ulubionych
Skoro na topie mamy strajk Porozumienia Zielonogórskiego i problemy pacjentów z dostaniem się do lekarza rodzinnego, ja dorzucę swoje trzy grosze.

Uważam, że system finansowania poradni lekarza rodzinnego jest idiotyczny. Nie wiem kto to wymyślił, ale należy mu się medal z diabełkiem za piekielność.

Jak wszyscy wiemy, lekarz rodzinny dostaje stawkę kapitacyjną, czyli 11 zł za każdego zapisanego pacjenta, nieważne czy ten korzysta z opieki, czy nie. Z tego musi opłacić badania pacjentów, koszta utrzymania poradni, kupić sprzęt, zatrudnić personel, a z tego co zostanie wypłaca sobie pensję.

Czyli mamy system, w którym, naturalna dla większości ludzi, chęć zarabiania dobrych pieniędzy staje w konflikcie z dobrym leczeniem pacjentów. No bo jeżeli lekarz przeszarżuje z badaniami, to poradnia będzie na minusie, a on sam nie będzie miał wynagrodzenia. Jeżeli zaś będzie oszczędzał na badaniach, to będzie bogatym człowiekiem.

Dlaczego nie da się tego rozwiązać w taki sposób, że za pacjentem idzie jedna pula na utrzymanie poradni i personelu, a druga wyłącznie na badania? Lekarz nie będzie oszczędzał na diagnostyce, bo nic na tym nie skorzysta. Jeżeli zaś będzie zlecał zbyt wiele badań, w sposób nieuzasadniony i przekroczy pulę, NFZ zawsze może zrobić kontrolę w dokumentacji.

Niestety nie wierzę, że Minister kiedykolwiek wprowadzi takie rozwiązanie, bo politycy nie lubią jak coś jest zbyt proste i przejrzyste.

słuzba_zdrowia

Skomentuj (73) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 392 (496)

#63666

(PW) ·
| Do ulubionych
Jak się kończy miłosierdzie dla "wykluczonych społecznie"?

Sąsiadka uparcie wpuszcza do klatki bezdomnych. Tłumaczy, że zimno i śnieg, że cierpi godność ludzka, że nie może myśleć spokojnie, że człowiek zamarza. Nie dociera do niej, że w mieście są noclegownie.

Dzisiaj, gdy wyszedłem z mieszkania, okazało się, że coś okropnie śmierdzi. Bezdomny, który noc spędził na klatce, zrobił kupę na parapet i kocykiem z wózka mojej półrocznej córki wytarł sobie tyłek.

wdzięczność bezdomnego

Skomentuj (60) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 781 (835)

#63348

(PW) ·
| Do ulubionych
NFZ to dobry pan. Łaskawy, miłosierny.

Wymaga od lekarzy pracujących w poradniach specjalistycznych ustalenia harmonogramu przyjęć pacjentów, tak by lista obejmowała wszystkie przewidziane na dany dzień punkty. Ma to sens. Pacjenci wiedza na czym stoją, a i lekarz może odpowiednio zorganizować sobie pracę.

Jeżeli zgłosi się spoza listy pacjent ze skierowaniem na cito lub wymagający pilnego przyjęcia, NFZ oczekuje by został przyjęty mimo braku wcześniejszej rejestracji. Ma to sens. W końcu chodzi często o zagrożenie życia lub poważnego uszczerbku na zdrowiu.

Co z płatnością w takiej sytuacji? Oczywiście NFZ zapłaci za przyjęcie pilnego pacjenta. Zrobi to jednak w taki sposób, że najpierw zapłaci za tego pilnego, a potem za resztę pacjentów do limitu dziennego.

I tym sposobem ja zostaję postawiony w sytuacji, w której mam do wyboru albo odmówić przyjęcia ostatniej osobie danego dnia, bo wszak limit wyczerpany przez to, że przyjąłem pilny przypadek, albo pracować społecznie. A często ta ostatnia osoba czekała na wizytę u mnie kilka miesięcy. Zgadnijcie co wybieram?

Nie ma jak dobry Samarytanin szerzący miłosierdzie cudzym kosztem.

NFZ

Skomentuj (53) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 512 (552)

#62238

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia sprzed dwóch dekad.

Na początku wspomnę, że zgodnie z polskim prawem osoba pełnoletnia to kobieta lub mężczyzna, którzy ukończyli 18 lat lub dziewczyna, która ma 16-18 lat i weszła za zgodą sądu w związek małżeński.

W pewnym mieście, w dzielnicy kominów przemysłowych, żyła sobie pewna rodzina wieloproblemowa. Najważniejszym z jej problemów był wieczny brak pieniędzy na alkohol. Ojciec i matka pili, nieszczególnie przejmując się swoimi dwiema córkami. Dziewczynki miały 10 i 16 lat.

Wątpliwe szczęście rodzinne nie mogło trwać wiecznie. Ową podstawową komórką społeczną zainteresowały się odpowiednie służby. Bez trudu ustaliły, że rodzice wykazują się zupełną niewydolnością rodzicielką, wobec tego dzieciom groziło oddanie do Domu Dziecka. Nie muszę mówić, że mimo dramatycznej sytuacji w rodzinie dziewczynki były przerażone perspektywą Domu Dziecka.

Wtedy pojawiła się jakaś dobra dusza, która doradziła, by starsza zaszła ze swoim o kilka lat starszym chłopakiem w ciążę, bo wtedy sąd wyrazi zgodę na zamążpójście i ona uzyska pełnoletniość. Będąc w świetle prawa dojrzałą i mając rodzinę, może się starać o zostanie rodziną zastępczą dla swojej siostry. Da to im pomoc finansową MOPS oraz możliwość starania się lokal socjalny.

Mając do wyboru Dom Dziecka lub ciążę, szesnastolatka wybrała to drugie. Dostała też zgodnie z oczekiwaniem opiekę nad siostrą, lokal socjalny i pomoc finansową.

Historia nie zakończyła się szczęśliwie. Nastolatka, mimo urzędowo stwierdzonej dorosłości, nie była na tyle dojrzała by udźwignąć wychowania kilka lat młodszej siostry i równocześnie własnego dziecka. Obydwie, dzisiaj dorosłe kobiety, cierpią z powodu zaburzeń osobowości.

pewne miasto

Skomentuj (37) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 486 (630)

#62195

(PW) ·
| Do ulubionych
NFZ szuka pieniędzy.

Mam pacjentkę z chorobą Alzheimera, która leczy się u mnie od lat. Leki przepisuję jej raz ja, raz lekarka rodzinna. Co roku na prośbę rodziny piszę dla lekarki rodzinnej informację, że pacjentka ma ciągle tę samą chorobę i nadal wymaga leczenia. Taki kaprys NFZ.

Niedawno dostałem informację, że Narodowy Fundusz Zdrowia zrobił u tej pani doktor kontrolę i okazało się, że w dokumentacji nie było zaświadczenia z 2010r. Nie wiem, czy ja nie napisałem, czy ona zgubiła. Efektem wykrycia tego karygodnego zaniedbania było nałożenie przez NZF na lekarkę kary wysokości 20 tysięcy złotych za niesłusznie przyznaną refundację leków przeciwotępinnych.

Tak jest logika NFZ. W 2008, 2009, 2011, 2012, 2013, 2014 roku pacjentka była chora na Alzheimera i refundacja leków przez lekarza rodzinnego jej się należała. Co było w 2010r? Otóż zapewne na krótki czas stała się w pełni zdrowa i na rok otępienie ustąpiło, bo refundacja jej się w 2010 nie należała.

Piszemy wspólnie z panią doktor odwołanie. Jak będzie trzeba, to pójdę na świadka do sądu. Ciekawe jak NFZ udowodni ustąpienie na rok nieuleczalnej choroby. Bo 20 tysięcy złotych kary za brak jednego oczywistego papierka to trochę za dużo.

NFZ

Skomentuj (37) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 951 (975)

#61144

(PW) ·
| Do ulubionych
W pewnym mieście wojewódzkim funkcjonuje Centrum Medycyny Naturalnej.

Jego działalność obejmuje zakres od całkiem sensownych działań, jak ziołolecznictwo, czy biofeedback, przez szarlatanerię, jak bioenergoterapia, homeopatia, ozonoterapia, a w końcu diagnostykę pseudomedyczna, jak biorezonas, analizę "kropli żywej krwi w jasnym polu widzenia" (sic!), komputerową analizę stanu zdrowia i irydologię. Doprawdy, brakuje tylko czytania z ręki i wróżenia z fusów.

Osoby udzielające tam porad medycznych, diagnozujące i dające zalecenia ubrane są w białe fartuchy, często noszą przy sobie akcesoria medyczne jak stetoskop, na plakietkach i na drzwiach gabinetów mają napisane dr n. medycznych. Pracuje tam nawet jedna osoba z tytułem profesora zwyczajnego.

Najlepsze jest to, że w tym Centrum nie ma ani jednego lekarza. Wszystkie zatrudnione tam osoby obroniły doktoraty na Wydziale Ochrony Zdrowia. Na studia doktoranckie na tym wydziale może się dostać każdy z wykształceniem wyższym i po 3 latach uzyska tytuł doktora nauk medycznych. Profesor też nie jest lekarzem, tylko farmaceutą.

Lista chorób jakie rzekomo skutecznie leczy Centrum jest imponująca.

Nie muszę mówić, że wielu z pacjentów "leczących się" w tamtym miejscu nie ma pojęcia, że nie chodzi do lekarza tylko np. do socjologa.

I żeby nie było wątpliwości, działalność Centrum jest w 100% zgodna z polskim prawem.

medycyna naturalna

Skomentuj (46) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 540 (636)

#60912

(PW) ·
| Do ulubionych
Kiedyś, zanim jeszcze utworzono SORy, zostałem wezwany na konsultację psychiatryczną do robiącej równocześnie za całodobowe ambulatorium urazowe - chirurgicznej izby przyjęć.

Na miejscu zastałem scenę z lekka kuriozalną. Pacjent, którego miałem badać, czyli mężczyzna w wieku około 40-50 lat, siedział z zawiniętym na przedramieniu bandażem. Po izbie miotał się wyraźnie wkurzony chirurg, warczący na pacjenta i zwracający się co jakiś czas do niego per "ty ch*ju". Ten zaś siedział potulnie i cierpliwie znosił takie traktowanie.

Pielęgniarka widząc moje zaskoczenie szybko przystąpiła do wyjaśnień.

Pacjent był wielokrotnym bywalcem izby przyjęć. Był on bezrobotnym alkoholikiem, pozostającym na utrzymaniu swojej matki emerytki. Kobieta co jakiś czas podejmowała próby sprzeciwu wobec pasożytniczego trybu życia dorosłego wszak dziecka i przepijaniu jej pieniędzy. Wówczas syn na jej oczach dokonywał demonstracyjnych nacięć przedramienia albo udawał, że się wiesza czy truje się tabletkami. Przerażona kobieta wzywała pogotowie, a potem siedziała na poczekalni zapłakana i w poczuciu winy. Tym sposobem na jakiś czas bunt matki zostawał zduszony i facet mógł nadal wyciągać od niej pieniądze na alkohol i papierosy.

Liczne podejmowane rozmowy personelu izby przyjęć z kobietą i tym facetem nie dawały rezultatów. Ona bała się, że go straci, a on nie miał żadnej motywacji do zmiany wygodnego dla niego układu.

chirurgiczna izba przyjęć

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 495 (549)