Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

gmiacik

Zamieszcza historie od: 16 marca 2020 - 17:39
Ostatnio: 3 grudnia 2021 - 12:53
  • Historii na głównej: 1 z 2
  • Punktów za historie: 117
  • Komentarzy: 157
  • Punktów za komentarze: 105
 

#88716

(PW) ·
| Do ulubionych
Na historii #88700 przypomniała mi się sytuacja sprzed dwóch lat, kolizja gdzie stary dziad nie potrafił zrozumieć swojej winy...

Kilka słów narysowania miejsca akcji:

Miasto, w którym się to stało posiada rynek (szok, nie? :)). Na rynek wjeżdża się główną drogą z jego prawej strony, zaraz na wjeździe po lewej (jadąc wzdłuż rynku i mając go po swojej lewej) jest wyjazd z rynku, zakończony STOPem. Natomiast wjazd, a w zasadzie ulica z każdej strony rynku to jednokierunkowa. W tym miejscu, od STOPu, na tyle szeroka, że dwa auta mogą jechać obok siebie. Z reguły wygląda to tak,że ci z prawej jadą w prawo kawałek dalej albo prosto, ci z lewej jadą w lewo, czyli dookoła rynku. I muszą tak zjeżdżać do lewej, bo inaczej nie widzieliby auto wjeżdżających na rynek z kolejnej ulicy, bo zaraz na rogu budynek zasłania drogę.

Teraz do rzeczy.

Wrzesień, mokra droga bo padało.
Jadę właśnie tą główną drogą, wjeżdżam na rynek, i zjeżdżam zaraz do lewej, mnie więcej na wysokości STOPu, bo będę skręcał w lewo. Natomiast dziad do STOPu dojeżdżający nie zatrzymał się na nim wpier....jąc się przed mój samochód. Ja zaraz hamulec, do prawej klakson, ale ponieważ było mokro, auto miało dłuższą drogę hamowania, nie udało się uniknąć uderzenia. Na tyle słabe i wyhamowane, że nie spowodowało poślizgu drugiego auta, jednakże na tyle mocne, że wyczuwalne w środku i robiące szkody.

A dziad co? W długą. Pierwsza myśl może faktycznie się nie dotknęliśmy tylko ja zahaczyłem o dziurę czy coś przy tym hamowaniu i mi się wydawało. Szybki zjazd, patrzę, nie no są szkody, nie wydawało mi się. KUR.. MAĆ! W auto i za gościem.
Trąbię, mrugam długimi, zero reakcji. Ze względu na wąskie jednokierunkowe tam dalej nijak wyprzedzić, gość chce uciec.

W końcu się udaje wyprzedzić i zatrzymać. Idę do dziada (nie będę przytaczał dialogów bo nie pamiętam ich co do słowa), mówię, że co on odwala, wymusza i ucieka. Stary twierdzi, że przecież nic się nie stało. To mu każę wysiąść i zobaczyć, w międzyczasie dzwonię na policję.

Czekając na niebieskich pokazuję mu, że są ślady u niego, mówię, że wymusił, że nie zatrzymał się na STOPie, a ten dalej swoje. Wychodzi jego żona i ta sama gadka, "nic się nie stało, mąż ma 40 lat prawo jazdy, nigdy nie miał stłuczki, on jeździć umie, a mnie tam wcale nie było" (WTF?)

W końcu dojeżdża policja. Mówię co i jak, a dziad najpierw, że nic się nie stało, że nie wymusił, aż nagle zmiana zdania i z żonką oskarżają mnie, że to ja jechałem szybko, że on jechał przepisowo i to moja wina (żona cały czas gadka, że on ma prawko 40 lat itd.)

Policja ogląda uszkodzenia, w międzyczasie dmuchanko, tutaj wszyscy czyści. W końcu dochodzą do wniosku, że uszkodzenia świeże, że auta się stuknęły, i teraz najlepsze, że to moja wina! Ja wielkie WTF, no jak moja wina? Skoro jechałem główną drogą, a on do znaków się nie stosuje. Policja na to, że to wygląda jakbym to ja gościowi wjechał w bagażnik, no to tłumaczę, że hamowałem, próbowałem uciec itd. A stare podchwyciły temat i do policji, że tak, że mają rację, że ja zapieprzałem i to moja wina, stara oczywiście, że mąż ma prawko 40 lat i nie miał nigdy stłuczki.

I całe szczęście miałem kamerę. Proszę policję, żebyśmy obejrzeli nagranie. Obejrzeliśmy i "No tak, ma Pan rację, faktycznie. Widać, że nie jedzie Pan szybko, zwalnia przed rynkiem, a tamten się nie zatrzymuje na STOPie". To był pierwszy raz jak mnie kamera uratowała od mandatu :)

Dziadki oczywiście zaczęły się pultać, pokazujemy im nagranie, policja tłumaczy a stary, że wcale nie, że to jest zmanipulowane i on w to nie wierzy, ze to wcale nie on. Żonka oczywiście gadka o prawku i rzuciła tekstem, że za ich czasów czegoś takiego nie było i to jest nielegalne i nie można tego używać i oszukiwać policji.

Widać było, że policja ma ich już dość, więc krótko tylko orzekli winę starego, babie kazali iść do samochodu usiąść, zabrali dokumenty i zaczęli wypisywać papiery. Gość jeszcze coś próbował dyskutować, ale próżno.

Już przed tym zdarzeniem byłem świadkiem nie raz idiotów na drodze, więc chciałem kamerę, aż w końcu się przydała i uratowała. od tego czasu w każde auto ledwie kupione natychmiast wrzucam kamerę i Wam radzę to samo.

Z perspektywy czasu żałuję, że gościa goniłem. Mogłem po prostu iść z nagraniem na policję i dostałby jeszcze za ucieczkę z miejsca zdarzenia.

Natomiast Wy pamiętajcie, że jak będziecie mieć prawko od 40 lat to będziecie jeździć bezbłędnie, a przepisy Was się nie będą dotyczyć :)

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 147 (165)
zarchiwizowany

#87008

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Wakacje 2020

Generalnie wakacje zaplanowane, przez durną pandemię szlag wszystko trafił, ale do rzeczy...

Udało nam się niedawno wyrwać nad morze, kierunek Międzyzdroje bo wiadomo - najbliżej. Zwłaszcza jadąc z małym dzieckiem.
trochę już jesteśmy, postanowiliśmy się zawinąć z plaży, idziemy na miasto. Ok, jesteśmy przy aucie, mały w międzyczasie zasnął, moja narzeczona z nim spaceruje w pobliżu co by pospał jak najdłużej. Ja grzebię w bagażniku, przepakowuję z naszej torby do jego co potrzeba i wyjmuję co nie potrzeba itd.
Ni stąd ni z owąd podchodzi do mnie jakaś helga (a wiadomo, nad Bałtykiem sporo naszych zachodnich (nie)przyjaciół) i ani żadnego Dzień Dobry, ani Witam, ani pocałuj mnie w dupę, zaczyna szczekać do mnie drutem kolczastym wręcz się drzeć. Ja wyrwany z tego co robiłem, z początku nie ogarnąłem o uj chodzi.
Dialogu wam nie przytoczę bo nie jestem w stanie, z ich paskudnym językiem mialem styczność jedynie lata temu w szkole, katowali mnie tym, na szczęście byłem odporny ;)
Wyglądało to mniej więcej tak :

(h)elga - <drut kolczasty>
(j)a - Nie rozumiem.
(h) - <drut kolczasty>
(j) - Nie wiem o co chodzi, nie rozumiem.
(h) - <szczeka głośniej >

I tu mi pokazuje coś w telefonie.

(j) - Mówię, że nie rozumiem, nie wiem, mów po polsku albo po angielsku.
(h) - <drut kolczasty praktycznie się drąc>

W końcu sam wkurzony podnoszę głos bo ile można.

(j) - Powtarzam do jasnej cholery, że nie wiem o co i chodzi, daj mi spokój ku.r wa .

I tutaj nasze magicznie słowo musiało chyba zadziałać bo helga się odwraca i idize w cholerę.

Nie mijają dwie minuty, podchodzi moja narzeczona z małym, odwracam się i widzę, że podeszły do nas (prawdopodobnie) Koreanki, pytają się mojej kochanej coś, ona niezbyt po angielsku niestety, no to myślę, trzeba pomóc kobiecie :). Ona zakłopotana wskazuje na mnie, ja się pytam o co chodzi.

(k)oreanka (całkiem ładną angielszczyzną, szeptem widząc, że synek śpi) - Excuse me. Can you exchange money for small coins for car parking?
(j) - How much?
(k) - Ten
(j) - Ok, Let me find my wallet.

(j) - Here you go.
(k) - Oh, thank you very much. Have a nice day.
(j) - Have a nice day too, bye.

Da się podejść, zapytać w sposób kulturalny? Da się spokojnie dogadać we wspólnym języku? Da się. Ale jak widać są ludzie i podludzie.

Kurtyna.

Międzyzdroje

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -1 (35)

1