Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

gmorekk

Zamieszcza historie od: 16 grudnia 2016 - 19:30
Ostatnio: 1 grudnia 2020 - 16:10
  • Historii na głównej: 18 z 18
  • Punktów za historie: 3261
  • Komentarzy: 44
  • Punktów za komentarze: 259
 

#87440

(PW) ·
| Do ulubionych
40 minut reanimacji, 30 uciśnięć na dwa wdechy. Jedna osoba w szpitalu!. Na szczęście nie ja. Kilka dni temu ktoś dobijał się do moich drzwi. Okazało się, że to sąsiadka, krzyknęła tylko, że jej syn nie oddycha i jest siny. Wparowałem do jej mieszkania, widząc go, z progu wjechałem na kolanach i rozpocząłem uciski, jego bratu kazałem w odpowiednim momencie zrobić dwa wdechy. Upewniłem się, że zadzwonili po karetkę.

Dzisiaj, on leży na Oiomie, z obrzękiem mózgu, nie wiadomo czy przeżyje. Jego matka jest załamana.

Jak to się wszystko zaczęło? Wziął grama amfy. Nieznanego pochodzenia. Najprawdopodobniej była z czymś zmieszana.

Jeśli/jak wyjdzie ze szpitala, to mu ostro przywalę. Jego brat, który towar mu załatwił, już dostał odpowiednio, nie fizycznie!

Edit: Chłop zmarł, dzisiaj rano.
Edit 2: Mieli powyżej 18 lat. Nie pobiłem nikogo!

kamienica

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 132 (148)

#87374

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia o stajni #87362 dała mi wiele do myślenia i przypomniała kilka ciekawych sytuacji. Nadopiekuńczość rodziców/opiekunów, w szczególności płci pięknej, jest zatrważająca.

1. Obiad u mnie w domu, przyjechała ciotka z wnukiem, jemy obiad, Hubert lat 12, siedział i patrzył się na talerz, nie to by jedzenie było niesmaczne lub takie, jakiego nie lubi. Okazało się, że ziemniaki i mięso nie są pokrojone, wspomniana wcześniej ciotka, nie pozwala mu używać noża, bo może sobie zrobić krzywdę. Najbardziej zdenerwowało mnie to, że jak się dowiedziałem, o co chodzi, to powiedziałem mu, że jest dorosły i samo może sobie pokroić i zachować się jak prawdziwy mężczyzna. Ciotka byłe wtedy zajęta gadaniem o sobie i swoich problemach. Hubert dumny jak paw zaczął sam kroić sobie jedzenie i zajadać, tak jakby to było najlepszy obiad na świecie. Niestety ciotka zauważyła to, że Hubert posługuje się nożem, dostała ataku paniki, wyrwała mu sztućce z ręki, talerz przysunęła do siebie i pokroiła mu wszystko na kawałeczki w rozmiarze 1x1 cm. Widziałem minę Huberta jak było mu smutno i głupio. Oczywiście stanąłem w obronie Hubcia i opierniczyłęm ciotkę za jej zachowanie.

2. Konfrontacja 2 światów, do Polski przyjechała moja siostra ze swoimi dziećmi, urodzonymi w USA. Zabrałem Antosia (siostrzeniec) i Huberta na boisko, tak by sobie pograli. Jako że jedyny sprzęt sportowy, jaki miałem to rakiety do tenisa ziemnego i piłki, to było celem zabawy i wyprawy. Chłopakom średnio szła gra z rakietami, więc zaczęli po prostu rzucać do siebie piłkę. Zabawa przednia, ja też się dołączyłem i rzucaliśmy w trójkącie. Antoś młodszy od Huberta o jakieś 5 lat, rzucał na odległość około 40 metrów (naprawdę niezły wynik), Hubert jak rzucił na 6 metrów, to było święto. Rodzice i dziadkowie nie pozwalają mu wychodzić na dwór, bawić się i uprawiać sport, bo może coś sobie zrobić. Wychowują małą łamagę, ofiarę życiową. Zabawa skończyła się na tym, że Antoś powiedział mi na ucho, że nie chce już się bawić z Hubertem, bo on nawet piłki nie potrafi obsłużyć. Żal mi się zrobiło chłopaka. Jak to możliwe, że zdrowy nastolatek zostaje pokonany przez 7-8-latka.

3. Zabrałem siostrzeńca i siostrzenicę na plac zabaw, ich matka, moja siostra chciała chwilę odpocząć. Jako, że uwielbiam siostrzeńców, to nie stanowiło to dla mnie problemu. Pomimo 33 lat na karku, dalej lubię pohuśtać się lub bawić na placu zabaw. Julka, bawiła się na siłowni pod chmurką, Antoś natomiast poznał Miłoszka. Pomimo bariery językowej. Dzieci mojej siostry, dopiero zaczynały naukę języka polskiego. Więcej rozumiały niż były w stanie powiedzieć, no i mieszał im się angielski z polskim. Antoś i Miłosz jakoś się dogadali. Wiadomo, byłem w okolicy i patrzyłem czy nie dzieje się coś złego. Jednak wychodzę z założenia, że jak dziecko się wywróci, to nie jest to koniec świata, zresztą dzieciaki w taki sposób są wychowywane. Mają być zaradne, a nie być ciamajdami. Antoś i Miłosz, poszli na huśtawkę, tą taką co po jednej stronie siada jedno dziecko a po drugiej drugie, nie wiem jak się taki typ huśtawki nazywa. Antoś jako żywiołowy chłopak, lubi dość szybko się bujać. Chyba większość pamięta, jak szybko się odbiło od ziemi, to osoba po drugiej stronie aż podskakiwała. Wszystko było w granicach bezpieczeństwa, chłopaki się śmiały i było super. Po minucie pojawiła się babcia Miłoszka. Zaczęła wydzierać się na Antosia, że chce jej ukochanego wnuka zabić, już wyciągała ręce, by go szarpnąć. Tego nie wytrzymałem, po pierwsze Antoś nie rozumiał co ona do niego wrzeszczy, po drugie, jakim prawem próbuje skarcić fizycznie obce dziecko. Podbiegłem, stanąłem przed babą, wytłumaczyłem jej, że po pierwsze, jakim prawem wydziera się na nie swoje dziecko, po drugie, że Antoś nie rozumie po polsku, a po trzecie, że chłopaki się świetnie bawili i nic nikomu się nie stało. Jak ona zaczęła się drzeć, że wnuka jej chcieliśmy zamordować, że będzie teraz cały połamany, że ona idzie na policję zrobić obdukcję. Nie chciałem przy nieświadomych dzieciakach robić afery, więc tylko powiedziałem do Miłosza, że współczuje mu takiej chorej babci i dziękuje, że tak fajnie się bawił z Antosiem. Chłopak zrobił się purpurowy z zażenowania. Babcia natomiast rzuciła się do Miłoszka i zaczęła sprawdzać, czy nie ma żadnych siniaków lub otarć. Po wszystkim zabrałem dzieciaki na lody i spokojnie wytłumaczyłem im, że to nie ich wina, tylko chorej psychicznie baby.

Podsumowując, pokolenie Miłoszku nie kop Pana, bo się spocisz, to przekleństw i plaga dzisiejszych czasów.

Polska plac zabaw rodzina obiad huśtawka boisko

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 188 (206)

#86235

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję sobie ostatnio w firmie, która jest podwykonawcą stoczni remontowej. Obsługuję takie fikuśne podnośniki, praca łatwa, ale upierdliwa. Na łeb leci ci piach (ścierniwo do piaskowania), drobinki farby (na bazie chemicznego rozpuszczalnika) i cały inny syf.
Jedną z wymaganych i właściwie niezbędnych rzeczy jest maska ochronna, od takiej zwykłej z Castodramy, po specjalistyczne MP5.
Szef staje na rękach by zapewnić nam zabezpieczenia, niestety, wszystkie zapasy wykupione lub cena tak absurdalna, że w głowie się nie mieści. Cena już nawet nie ma znaczenia, tylko co zrobić jak nie ma gdzie kupić? Tydzień temu maseczka PP z 1,5 pln na nawet 10 złotych. MP5 z 600 na 900, tylko filtrów nie ma. Teraz masek już nie ma wcale.

Praca stanęła, gdyż:
1. Część jest chora ze względu na brak masek. Jedna osoba ma silne chemiczne poparzenie narządu wzroku, dwie mają zatrucie chemiczne.
2. Nikt nie chce pracować, znając konsekwencje braku zabezpieczenia.

Nauczcie się ludzie, że maska PP (przeciwpyłowa) nie chroni przed żadnym wirusem, dwa, to zarażony powinien ją nosić. Lekarz noszący maseczkę zmienia ją co kilka minut (zmiana pacjenta), następnie maseczka jest utylizowana.

Przez tą maskaradę medialną ucierpi więcej osób niż przez samego koronawirusa.

uslugi wirus panika

Skomentuj (36) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 208 (218)

#84108

(PW) ·
| Do ulubionych
Pewna sytuacja spieprzyła mi cały wieczór.

Spotkałem się z moją żoną po jej pracy (około 20), planowaliśmy skoczyć na piwo czy drinka. Niestety miejsc w okolicznych restauracjach nie było. Więc szybko jedzenie w galerii handlowej.
Wychodzimy i widzimy dziwnie zachowujące się nastolatki, nagle wbiegają na przejście dla pieszych lub na ulicę. Cieszą się jak nie wiadomo co. Przebiegły na nasza stronę ulicy i myśleliśmy, że, ok, taki wiek.

Niestety okazało się, że kupiły sobie gdzieś kauczuk i nim rzucały po jednym z największych w szczecinie skrzyżowań.
Wciągu około 15 minut wbiegły 15 razy pod samochody.
Samochód nie odczuje tej kulki, jednak kierowca potrącający 12 czy 15 letnią dziewczynkę już tak.

Najpierw chciałem podejść i sam im przywalić, by wiedziały jak wyglądają obrażenia po wypadku. Jednak zdecydowałem, że zadzwonię pod 112.

Standardowa gadka, co/gdzie/kiedy/nazwisko.
Ok, wysyłam patrol.

Poczekałem jeszcze 20 minut, dalej sobie grały, przejechały 3 radiolki i 2 samochody SM.

Skoro 112 nie działa, to ostrzegłem kierowców przez fb grupa suszą szczecin.

Co mogłem więcej zrobić, tak by nie mieć postępowania o molestowanie/napaść na nieletniego?

Piekielnym jest to, że gdy ktoś jedną z tych głupich dziewczyn potrąci, to będzie miał problemy/wyrok oraz samosąd społeczny.
Nikt z tego się nie otrząśnie, czy to rodzina dziewczynek, czy kierowca i jego rodzina.

policja droga

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 147 (159)

#83439

(PW) ·
| Do ulubionych
Za kilka dni czeka mnie bieganie po urzędach… Muszę wymienić większość dokumentów, potem zaktualizować dane w bankach itp. Cóż mus to mus, systemu nie obejdę. Jednak na samą myśl, że mam odwiedzić tak zacne przybytki publiczne jak: US, UM czy UW, ciśnienie samo mi się podnosi.

Punkt 1.
Parę lat temu ktoś ukradł mi portfel. Pierwsze to zgłoszenie na Policji. Tam poszło w miarę spokojnie i szybko. Wyjaśniłem okoliczności, podałem, co z ostało skradzione, zweryfikowano moją tożsamość. Dostałem kwitek.
Punkt 2.

Wycieczka do banku. Z kwitkiem w ręku, podchodzę do okienka. Wykładam sprawę na ławę i pierwszy zgrzyt. My nie zajmujemy się blokowaniem dokumentów w systemach bankowych. Sięgnąłem do przepastnej torby i wyciągnąłem ustawę o prawie bankowym, gdzie jak byk było napisane, że mam zgłosić się obojętnie, do jakiego banku, oni wtedy w ogólnopolskim systemie blokują moje papiery. Nagle okazało się, że jednak można tak zrobić.
Jako, że w portfelu miałem parę stówek, karty dokumenty itp. to zastrzegłem karty i przeszedłem to kolejnego etapu mojej hobbiciej podróży. Informuję Panią, że mam wykupione u nich w banku ubezpieczenie od kradzieży portfela. Pani się tylko uśmiechnęła, poklikała i powiedziała, że owszem mam ubezpieczenie, ale mam zgłosić się do zewnętrznego ubezpieczyciela. Nosz…

Punkt 3.
Wizyta u ubezpieczyciela. Biuro czynne tylko w środę od 14 – 15. Ubezpieczyciel Euro coś tam, nie pamiętam. Myślę no super, ale ok, zjawie się w środę o wyznaczonej godzinie. Pukam, cisza, łapię za klamkę, zamknięte. Myślę ok, przyjdę następnym razem. Po miesiącu pukania i wydzwaniania na infolinię dałem spokój, zrezygnowałem z ubezpieczenia w banku.

Punkt 4.
Urząd miasta. Bez dowodu osobistego ciężko żyć na tym świecie. Wypełniłem wniosek, uiściłem opłatę (z tego, co pamiętam to wtedy za dowód się płaciło). Kolejka jak od Szczecina do Częstochowy. Podchodzę do okienka, przedstawiam swój problem.

- Chciałbym wyrobić nowy dowód osobisty, straty skradziono, tu jest zaświadczenie z policji.

- Pani w okienku, myśli, myśli i w końcu wypala, stary dowód proszę.
- Mnie już z nóg ścięło, wiedziałem, że trafiłem na mur, który przebije tylko siekiera w potylicę.
- Ponownie wykładam Pani sytuację.
- Po około 5 minutach intensywnego myślenia, aż Pani się czerwona zrobiła. To poproszę inny dokument ze zdjęciem.
- Informuję Pani, że w zaświadczeniu z policje jest informacja, że straciłem też, prawko i paszport (wiem taki niefart).
- Ale ja musze mieć ze zdjęciem.
- Wyciągam patent żeglarski oraz książeczkę wojskową.
- to nie są dokumenty, Pani rzecze. Tu musze zaznaczyć, że oba świstki są wydawane przez organa Państwowe.

W UM, skończyło się tym, że sobie przypomniałem o znajomej, która tam pracuje. Zadzwoniłem do niej i umówiłem się na oficjalną wizytę, poszło od ręki. Nawet Papierek miałem po 2 tygodniach gotowy.

Punkt 5.
Paszport i UM. Tu był Sajgon, po tym wydarzeniu, do teraz mam myśli terrorystyczne. Wniosek, fotka opłata, wszystko dzierżę niczym średniowieczną tarczę. Odczekawszy swoje ustawowe 4 godziny w kolejce, wszedłem do pokoiku.
Rys sytuacyjny: 4 osoby, 3 kobiety, jeden facet. Pierwsza czyta gazetę, coś w stylu życie na gorąco, ukrywa ją w teczce z dokumentami. Druga kobieta nawija przez telefon, po uśmiechu i zaangażowaniu wnioskowałem, ze nie były to tematy służbowe. Trzecia kobieta obsługiwała petentów. Jedyny mężczyzna w tej całej wesołej gromadzące, leniwie pochłaniał posiłek. Najciekawsze w tym wszystkim było to, że, ze swoim obiadem rozłożył się przed komputerem, jedynym w pokoju. Pani nr 3 musiała go przepraszać by skorzystać z komputera.

Jaśnie Pan, wtedy wstawał, pakował cały swój majdan, przenosił się stanowisko obok, rozkładał wszystko i konsumował dalej. Gdy tylko Pani 3, skończyła szukać czegoś w PC, przenosił się z powrotem przed ekran.

Ta scenka rodzajowa powtarzała się kilka razy.

Gdy, w ramach protestu antysystemowemu, miałem już sobie podcinać, żyły polać się benzyną i podpalić, zostałem poproszony do okienka. Wytłumaczyłem Pani, w czym problem, że kradzież, że brak dokumentów itd. Pani przyjęła do wiadomości. Poprosiła o wniosek zdjęcia i stary paszport. Urwa, dzień świstaka. Tłumaczę, przestawiam obraz sytuacji, pokazuję papierek z komendy. Pani 3, pyta koleżanki od telefonu, co z tym zrobić. Po paru burzliwych minutach, dowiaduje się, że mam napisać oświadczenie o utracie paszportu i coś tam jeszcze. Pani dyktuje mi treść oświadczenia. Wszystko napisane, podpisane i poświadczone przez papieża. Składam Papierek na łaskawe ręce pani urzędniczki.
Wtem odzywa się Pani od gazetki, że samo oświadczenie nie wystarczy, trzeba coś z komputera wydrukować.
Ceremonia przepraszania Pana od obiadu, akt 1.

Dostałem coś tam do podpisania.

Okazało się, że to nie wystarczy i potrzebne jest kolejne pisemko z komputera.

Ceremonia obiadowa, akt 2.

Tu się pojawia zgrzyt, okazuje się, że pisemek mogę sobie podpisywać ile chce, jednak wniosku złożyć nie mogę. Zaczynam uzbrajać bombę, którą zrzucę na siedlisko wszelkiego zła, patrz UM, US, UW.

Pytam, więc, po co te całe ceregiele, no, bo ona właściwie to nie wie, co w takiej sytuacji zrobić. Dlaczego więc miałem podopisywywać tony papierów, tony analiz. Tracić cały dzień, pieniądze i nic nie załatwić. Tu odzywa się Pani od gazetki, to nie ich problem.

Wyszedłem z tego upośledzonego urzędu klnąc i wrzeszcząc tak, że nawet ochroniarze bali się do mnie podejść.
Do dzisiaj nie mam paszportu.

Punkt 6.
Znowu UM, tym razem, prawko. Doświadczony pobytem w tym przybytku rozkoszy dla obywatela. Postanowiłem poczekać na gotowy dowód. Już nie miałem ochoty tłumaczyć kolejnej krowie, dlaczego nie mam starego prawka ani dowodu.
Tu zwrot akcji o 180 stopni, uczciwy złodziej odesłał mi prawko przez ukochaną PP. Dziękuję ci łaskawco.

Jeśli niedługo usłyszycie a atakach terrorystycznych w szczecińskich urzędach. To będę ja.

policja urząd kradzież papiery

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 200 (236)

#83178

(PW) ·
| Do ulubionych
Wiele lat temu, postanowiłem założyć konto w pewnym Banku. Wniosek wypełniony, czas czekać na kuriera 7 z umową.

Liczyłem się z tym, że przesyłka może iść kilka dni. Czekałem, czekałem i nic.

Po miesiącu olałem sprawę, założyłem konto w innym banku. Minął rok, ja kilkadziesiąt kilometrów od mojego domu. Dostaję telefon, że kurier jest pod drzwiami. Trochę zdębiałem, bo nic nie zamawiałem. Pytam więc o nadawcę, Bank. Wyśmiałem tylko kuriera i powiedziałem, że może sobie tę przesyłkę wsadzić tam, gdzie światło nie dochodzi.

Teraz najlepsze, kurier powiedział mi, że to on ją jutro dostarczy, bo mieszka 2 klatki dalej i przyznał, że zawsze zostawiał ją sobie na koniec, bo miał się przejść do mnie po pracy.

Nie powiem, ale osłupiałem.

Faktycznie, dostarczył mi dokumenty następnego dnia, na naklejce widniała data nadania. Dzień po złożeniu wniosku o otwarcie konta.

Do teraz zastanawiam się, jak to możliwe, że cały czas miał moją przesyłkę.

kurierzy

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 181 (189)

#82720

(PW) ·
| Do ulubionych
Jakiś czas temu, szedłem sobie po zakupy, stojąc pod Żabką, kończyłem papierosa.
Ukazała mi się taka piękna scenka rodzajowa.

Matka, koło 35 oraz dziecko, wiek 6-7?
Idą razem, chłopczyk ogląda, wszystkie szyldy sklepowe. Nie stawałby się na nie gapić. Był grzeczny.
Po porostu literując, starał się je przeczytać. Robił to na głos.
Nagle matka, wspomina o paniach lekkich obyczajów itp. Wydziera się na młodego. Ma się zamknąć i przestać pier444olić.
Szczęka mi opadła.

Jestem za sterylizacją takich osób.

madka

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 179 (233)

#82619

(PW) ·
| Do ulubionych
Kilka lat temu spotykałem się z Asią, wspaniała dziewczyna. Asia studiowała medycynę. Czasem opowiadała mi, co jej się przytrafiło na uczelni lub w szpitalu, gdzie miała praktyki.

Któregoś dnia wróciła nad wyraz zdenerwowana. Nalałem jej wina i pytam się, co się stało.

Tego dnia dali ją na szpitalną izbę przyjęć. Jakoś tam czas leciał ona pod okiem lekarza przeprowadzała wywiady itp.

Jak to na izbie, kolejka straszna, większość oczekujących to emeryci lub matki z dziećmi.
Gdzieś w połowie jej „dyżuru”, przyszedł chłopak. Blady jak ściana, trzyma się za brzuch widać, że cierpi. Zapytał, kto ostatni i siedzi czekając na swoja kolej.
Asia zapraszając kolejnych pacjentów do gabinetu zauważyła nieszczęśnika. Poszła po Doktora, przekazała swoje przemyślenia i spostrzeżenia. Doktor obsłużył pacjentkę w gabinecie i wyszedł do poczekalni.

Oczywiście wszyscy emeryci ruszyli do niego jak armia czerwona na Berlin. Doktor wszystkich olał, rzucił okiem na chłopaka. Wrócił do gabinetu i gdzieś tam zaczął dzwonić. Chciał by ktoś dostarczył wózek i coś tam jeszcze.

W międzyczasie chłopak siedział w poczekalni, zmieniał kolory, zaczął wyć z bólu. Po kilku minutach spadł z krzesła na podłogę.
Nikt z oczekujących nie zareagował. Nawet nie zawołał lekarza.
Asia wyszła z gabinetu, zobaczyła, co się dzieje i wrzasnęła do Doktora, że z chłopakiem gorzej. Leży na ziemi, wrzeszczy i zwija się.

Wybiegł doktor, dawaj do pacjenta, szybki rekonesans. Coś go po brzuchu macał, krzyknął do Asi by przytargała łóżko szpitalne. Ona szybko z zadaniem się uwinęła. We dwoje podnieśli gościa i położyli na łożu. Transportują go do gabinetu.

Wtem drogę zastępuje im banda rozwrzeszczanych emerytów i matek. Oni byli tu pierwsi, teraz ich kolej. On ma czekać, bo przyszedł paręnaście minut temu, a oni tu od plejstocenu czekają na doktora.
Na szczęście zjawił się Ratownik medyczny i pomógł całe to tałatajstwo rozgonić.

Pacjent znalazł się w gabinecie, doktor coś tam mu zaaplikował (nie znam się). Asia pomagała przy pacjencie. Potem przetransportowano go na jakiś oddział.

Jaka była diagnoza?

Kolka nerkowa*

Przez cały czas, gdy, lekarz i Asia zajmowali się poszkodowanym, kolejkowy motłoch dobijał się drzwiami i oknami do gabinetu.

* Kolka nerkowa to pierwszy, charakterystyczny objaw kamicy nerkowej. Przy napadzie kolki nerkowej pojawia się jeden z silniejszych bólów, którego nie są w stanie złagodzić tradycyjne leki przeciwbólowe.

PS. Dalszej historii pacjenta nie znam.
PS 2. Jak w Polsce stać w kolejce, to tylko z siekierą za pazuchą.

kolejka

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 149 (177)

#82413

(PW) ·
| Do ulubionych
Ludzka znieczulica, temat piękny i wałkowany tutaj wielokrotnie. Zawsze się znajdzie coś piekielnego, nieważne czy jesteś lekarzem, ratownikiem, policjantem, pielęgniarką, salową, przedszkolanką czy spawaczem.. Na końcu każdej historii pojawia się pytanie, skąd ta znieczulica.

Odpowiedź jest prosta, cześć ludzi to debile, część nie wie jak udzielić pomocy i boi się uszkodzić kogoś. Inni myślą, że ktoś z tłumu to zrobi (patrz https://pl.wikipedia.org/wiki/Psychologia_t%C5%82umu). Dla leniwych, szybka informacja, jeśli jesteś ofiarą wypadku lub ratującym, musisz wskazać konkretną osobę do wykonania konkretnego zadania. Wrzeszczenie pomocy lub „wezwijcie karetkę”, nic nie da.

Jest też jeszcze jedna bardzo ważna kwestia, odpowiedzialność prawna. Polsce (nie wiem jak w innych krajach), po pierwsze masz obowiązek chronić swoje życie i zdrowie. Co jest zrozumiałe i sensowne. Jednak Często udzielenie pomocy kończy się wezwaniami na policję lub do prokuratury.

Nikt z nas nie lubi odwiedza tych przybytków.
Kilka lat temu, ja i kolega byliśmy świadkami wypadku drogowego. Pani wraz z koleżanką wyszły z miejsca pracy. Wsiadły do swojego bolidu. Zagadane były tak, że kierująca nawet nie spojrzała na drogę zjeżdżając z parkingu (chodnik). Wbiła się pod koła taksówki.

Straty:
Taxi trochę poobijane, kierowca tylko delikatnie przekroczył prędkość. Kierowca i pasażer cali.
Cienkosz szanownej gaduły skasowany, gdyby nie słupki to by dachował. Kierująca nieprzytomna, pasażerka wykazuje oznaki życia, jednak krew wszędzie, dała nam sygnał do tego by interweniować.
Ja za telefon 112 opis sytuacji, miejsca i, wiek poszkodowanych i ogólne obrażenia. Kolega pobiegł do miejsca pracy Pań, wyjaśnił, co się stało oraz że potrzebna apteczka (byliśmy pieszo, mało, kto nosi ze sobą apteczkę). Dostaliśmy rolkę ręczników papierowych… wspomnę tylko, że był to wydział mechaniczny Szczecińskiej Polibudy.

Opatrzyć Pań się nie dało jedyne, co mogliśmy zrobić to zetrzeć trochę krwi i siedzieć przy nich. Pani od krwi miała powbijane w potylice kawałki szkła. By się ktoś nie czepiał kierowca taxi był w szoku i nie można było się z nim komunikować i poprosić o apteczkę.

Przyjechała karetka oraz policja. Panie opatrzyli zabrali do szpitala, taksiarza zbadali, wszystko ok lekki szok. Nam podziękowali za szybką reakcję i spisali dane.
Poszliśmy w siną dal.

Po trzech miesiącach, wezwanie do prokuratury. Złożyłem zeznania, co i jak. Myślę jest ok. Niestety minęły kolejne 3 miesiące wezwanie na rozprawę, Stawiłem się. Potem były jeszcze 2 rozprawy. Poprosiłem taksiarza by dał mi znać, jaki wyrok zapadł (świadkowie nie dostają takiej informacji). Facet przegrał w sądzie, okazało się, że Pani ma jakieś znajomości.

Więc odwołanie, teraz wygrał taksiarz, już o zachowaniu oskarżonej nie będę pisał, powiem tyle, że sędzina groziła jej obrazą sądu. Teraz wygrał taksiarz.
Mija kilka miesięcy kolejne wezwanie na rozprawę, okazało się, że Pani przy pomocy swoich znajomości wyciągnęła około 100 000 odszkodowania, jeszcze przed pierwszym wyrokiem. Więc rozprawa o malwersacje finansowe.

Sprawy ciągnęły się 4 lata, a mogłem przejść obojętnie obok.
To, niestety nie jest jedyna taka sytuacja w moim życiu.
Jeśli się spodoba to mogę opisać rozprawy, tylko to nie będzie piekielne, a śmieszne.

PS. Przepraszam za błędy, mam zapalenie rogówki i nie do końca widzę.

policja ratownictwo pierwsza pomoc sąd

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 202 (234)

#82161

(PW) ·
| Do ulubionych
Miesiąc temu brałem ślub. Mam kochaną żonę, która wspierała mnie i robi to dalej. Ja wyciągnąłem ją z depresji. Wszyscy nasi znajomi wiedzą, że nie chcemy mieć dzieci. Wszyscy też wiedzą, że zostało mi około 4-5 lat życia (rak). Jednak nie ma dnia by ktoś z naszych weselnych gości lub dalszych znajomych, nie pytał o to kiedy sobie zrobimy dzieci!

To, że ktoś ma dzieci lub chce je posiadać, nie przeszkadza nam. Jednak wciskanie nam na siłę, dziecka uważam za obraźliwe.

rak ciąża ślub

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 197 (235)