Profil użytkownika
janhalb
| Zamieszcza historie od: | 4 lutego 2011 - 17:48 |
| Ostatnio: | 12 stycznia 2026 - 18:38 |
- Historii na głównej: 80 z 88
- Punktów za historie: 24610
- Komentarzy: 1518
- Punktów za komentarze: 12088
| Zamieszcza historie od: | 4 lutego 2011 - 17:48 |
| Ostatnio: | 12 stycznia 2026 - 18:38 |
|
Zobacz też inne serwisy:
|
|||
| Pewex | Faktopedia | Stylowi | Moto Memy |
| Demotywatory | Mistrzowie | ||
@DonDiego: Zaraz - przecież park już powstał, wcześniej (akt II Twojej historii). A potem go zlikwidowano i zaczęto budowę parkingu podziemnego (akt III). I ten parking zbudowano, w a potem łąka, a potem ją rozkopano. No więc w czym problem, żeby napisać GDZIE to było. POdać choćby przybliżone położenie?
@DonDiego: No OK, to teraz mógłbyś wskazać, o który park chodzi? Mieszkam niedaleko Warszawy, chętnie bym zobaczył, jak to wygląda.
@louie: A co, Google się zepsuło? Wrzuć w Google słowa "cukiernictwo" i "forum" i znajdziesz …naście. W tym takie, które mówią dokładnie o zakładaniu własnej działalności cukierniczej albo pracy u innych. Na litość Boską, mamy XXI wiek, wydaje im się, że naprawdę trudno byłoby znaleźć temat, który nie ma własnego forum w sieci.
Nie do końca rozumiem problem z podaniem nazwy miasta…?
@louie: Tak jest, dopiero wtedy. Może gdyby istniał Internet, fora internetowe i takie tam fanaberie, to byłoby łatwiej… A nie, zaraz…
@Szakalaka: To akurat nie jest kwestia SUV-ów tylko źle wyregulowanych świateł. Jak światła są dobrze ustawione, to nawet TIR Cię nie oślepia. Jak źle - dziś jechał za mną facet Fiatem Pandą (po zmroku) i myślałem, że mnie szlag trafi, pełne oślepienie…
@jjzz: No tak, co to za życie bez chlania wódy. Bez sensu. Lepiej umrzeć na serce.
@SmoczycaWawelska: "…jest na tyle mądry, żeby nie łączyć wódy z lekami" Wiesz, zawsze myślałem, że jeśli ktoś "jest na tyle mądry, żeby nie łączyć wódy z lekami", to znaczy, że wie, że jak bierze leki, to nie powinien pić wódy. Tu mamy gościa, który mimo poważnych problemów zdrowotnych NIE CHCE BRAĆ LEKÓW, żeby móc pić wódę. A Ty go nazywasz "mądrym". Teraz zastanów się na spokojnie, co to mówi O TOBIE. A jak już się zastanowisz, to pomyśl jeszcze o jednym: prowadzenie samochodu to nie jedyna sytuacja, kiedy można komuś (nie tylko sobie) zrobić krzywdę, jeśli się nagle zemdleje. Generalnie: ludzie, myślcie, to nie boli…
Nagroda Darwina sama się się wygra…
W dzisiejszych czasach robić taki "żart" to głupota porównywalna z poziomem tych idiotów, co na lotnisku "żartują", że mają bombę w bagażu, a potem są oburzeni, że ich do samolotu nie wpuszczono i przywalono mandatem…
Dziewczyno, WIEJ. Człowiek albo ewidentnie zaburzony (co nie jest jego winą, choroba to choroba, ale dla Ciebie w tej sytuacji może to być niebezpieczne), albo jakiś wyjątkowo perfidny oszust, który buduje wokół Ciebie jakąś sprawę. Odciąć, zablokować, w razie konieczności (jeśli to możliwe) rzeczywiście zmienić numer. Swoją drogą - i tak podziwiam Twoją determinację: ja na Twoim miejscu chyba zerwałbym kontakt już po najdalej trzecim razie niepojawienia się na spotkaniu i głupich wymówek...
W pierwszej historii piekielny jest jednak głównie lekarz.
@Honkastonka: Ostatni akapit był sarkastycznym żartem, ale Twoja argumentacja jest do bani: to nie jest takie porównanie, że wszyscy płacimy za leczenie raka, choć tylko niektórzy na niego chorują. Tu raczej mamy sytuację taką, jak gdyby NFZ powiedział, że refunduje np. tylko leczenie prawej ręki i nogi, a lewej już nie.
@Honkastonka: Wybacz, ale jak się ma to, co napisałaś, do piekielności tego, co opisano w historii?
@SmoczycaWawelska: Łomattko, faktycznie! Już poprawiłem to drugie też. Na moje usprawiedliwienie - pisałem to chwilę po tym, jak korespondowałem z córką na WhatsAppie o tym, kiedy w grudniu przyjeżdża na święta i kiedy musi wracać. WIdać jakoś mi się ten grudzień w głowę wbił…
@SmoczycaWawelska: Jeśli Ci chodzi o "piątek 22 grudnia" to przepraszam, to oczywiście moja pomyłka. Miało być "…listopada". Już poprawiłem. A jak o coś innego, to sprecyzuj. Napisałem to dziś przed południem.
Wydaje mi się, że to widzimisię lokalnych władz - napiszcie do centrali ZUS z pytaniem, może się okazać, że miejscowy kierownik oddziału jest wygodny…
@kudlata111: Dokładnie - i to jest problem we wszystkich tego typu sytuacjach. Ja mam udowodnić, że nie zalegam - czy ja mam udowodnić, że nie oszukiwałem. Koszmar.
@gawronek: Na litość Boską… Tak, wiem, że studia można rzucić po 1 dniu. Niemniej - jeśli dostarcza zaświadczenie, że jest studentem 1. roku, a dokładnie rok później dostarcza zaświadczenie, że jest studentem 2, roku, to JAKI Z TEGO MOŻMA WYCIĄGNĄĆ WNIOSEK na temat tego, czy rzucił studia po 1 dniu, czy nie…? Powtórzę do znudzenia: w sytuacjach jakichkolwiek wątpliwości kontrola jest sprawą oczywistą. Ale nie w sytuacji, w której wystarczy zajrzeć do posiadanych informacji, żeby zobaczyć, że wątpliwości nie ma.
@Shido: "Ja również powtórzę: nowa renta = nowa sprawa - stara się całkowicie nie liczy i nie podlega sprawdzaniu czy jakiś Kowalski kiedyś czegoś nie doniósł." I to Twoim zdaniem NIE JEST piekielne? Fakt, że system (wbrew prawu) wyręcza się obywatelem, a urzędnicy czytają wyłącznie literę przepisów i czują się zwolnieni z myślenia? NAPRAWDĘ nie widzisz w tym piekielności?
@Shido: 1. Wiem, że tak jest - ale bez problemów mogłoby być inaczej. Informacja o tym, czy dziecko się uczy, jest w tej sytuacji informacją, do której ZUS jest uprawniony, więc jedna prosta zmiana przepisu załatwiłaby sprawę. 2. I nie masz wrażenia, że to jest paranoiczne? I że urzędnik, który ma za zadanie dokonać takiej kontroli powinien NAJPIERW zajrzeć do odpowiedniej "teczki" (dziś już przecież wirtualnej), żeby dowiedzieć się, czy JEST SENS przeprowadzać kontrolę? Sprawdzenie tego zajmuje dwie minuty. Wygenerowanie listu, wydrukowanie go, wysłanie, a potem przyjęcie i wprowadzenie do dokumentacji nowego zaświadczenia zajmuje znacznie więcej - o kosztach już nie wspominam. "to że ktoś jest na 1 czy 2 roku czy jakimkolwiek innym nie znaczy że nie zrobił sobie roku czy dwóch przerwy." Proponuję jednak czytać ze zrozumieniem. Jeśli ktoś np. w październiku 2021 jest na pierwszym roku, a w październiku 2022 jest na drugim - to minimum logiki wystarczy, żeby wiedzieć, że NIE MÓGŁ "zrobić sobie roku czy dwóch przerwy". Ja wiem, że zgodnie z teorią względności czas jest względny, ale bez przesady. WŁAŚNIE O TO MI CHODZI - jeśli są wątpliwości, robi się kontrolę. Ale urzędnik powinien najpierw SPRAWDZIĆ, czy są wątpliwości. 3. " ZUS potrzebuje wszelkich oryginałów i jest to wymóg ustawowy nie ich fanaberia (…)" To jest oczywiście możliwe - choć jest wiele urzędów (państwowych i samorządowych), w których wysłanie maila wystarcza (np. kiedy gminny urząd oświaty sprawdza, czy dziecko realizuje obowiązek szkolny, wystarcza mu mail ze szkoły - wysłany z oficjalnego szkolnego adresu etc). Toteż w tej sprawie nie mam generalnie pretensji do "pań z ZUSu" (tak, jak napisałem, akurat u mnie w lokalnym oddziale te panie są naprawdę miłe i pomocne), tylko do piekielności systemu jako takiego. Mamy XXI wiek, naprawdę jest coraz mniej rzeczywistości, w których musi być papier z pieczątką… 4. "Potrzebują konkretnych określonych przepisami dokumentów, a nie domysłów, interpretacji czy nie wiadomo czego." Po pierwsze - nie, nie "potrzebują". Przepisy o wstecznej kontroli pojawiły się w okresie pandemii (kiedy teoretycznie zachodziło ryzyko, że przy nauce zdalnej dziecko "wypada" z systemu). Dziś nauki zdalnej już nie ma - ale jak widać danie urzędnikom możliwości kolejnej kontroli nie jest takie łatwe do ograniczenia. Co więcej - w założeniu (w przepisach) kontrola jest wyrywkowa - w praktyce, jak widać, jest stała. I nie pisz, proszę, o "domysłach czy interpretacji", bo obrażasz logikę. Potworzę: jeśli we wrześniu 2020 człowiek składa zaświadczenie, że jest w ostatniej klasie LO, a w październiku 2021 składa zaświadczenie, że jest studentem, to NIE MA TAKIEJ MOŻLIWOŚCI, żeby w poprzednim roku po złożeniu oświadczenia przestał realizować obowiązek nauki, bo skoro jest studentem, to SKOŃCZYŁ tę ostatnią klasę i ZDAŁ maturę. Inaczej nie byłby studentem. "w 90% przypadków nie jest to wina ani pracowników, ani ZUSu tylko przepisów…" Zapewne (choć chyba nie jest to aż 90%) - dlatego, jak napisałem "piekielny" jest dla mnie cały system. Na koniec: "Na zakończenie powiem że 1 człowiekowi łatwiej jest załatwić 1 czy 2 zaświadczenie niż 1 urzędnikowi kilka tysięcy przeglądając dokumenty. Mając wszystkie dokumenty razem, urzędnik otwiera sprawę, przegląda dokumenty…" Wiesz, jest jeden drobny problem: urzędnikowi ZA TO PŁACĄ To jest jego / jej PRACA. A zgodnie z polskim prawem (Kodeks Postępowania Administracyjnego, artykuł 220) urząd nie może żądać zaświadczenia ani oświadczenia na potwierdzenie faktów lub stanu prawnego, jeżeli: (punkt 2.) możliwe są do ustalenia przez organ na podstawie: a) posiadanych przez niego ewidencji, rejestrów lub innych danych. Więc TAK, to urzędnik powinien się tym zająć - a dopiero jeśli są wątpliwości / niejasności etc. żądać zaświadczenia od obywatela. To urzędnik pracuje dla mnie - nie ja dla niego.
@jan_usz: Bez przesady - gdyby tylko o to chodziło, sprawdzano by te sprawy, w których są JAKIEŚ WĄTPLIWOŚCI. Tu - jak mówię - najbardziej irytujące jest to, że ZUS wymaga informacji, które już ma, tylko ktoś musiałby ZE ZROZUMIENIEM przeczytać dostarczone dokumenty...
@Michail: Jeśli masz na myśli ich wysokość - cóż… Ale to jest zupełnie inny temat.
@Yksisarvinen: Na litość Boską… Masz prawo jazdy? 1. "Miałbym 9 metrów z ograniczeniem do 90" - no i co z tego? Przecież 9 metrów dalej WIDZĘ znak ograniczenia do 30, więc nie będę się rozpędzał, prawda? I raczej na dystansie 9 metrów nie zdążę się rozpędzić do 90, żeby potem hamować do 30? 2. Skoro za DZIEWIĘĆ METRÓW jest ograniczenie do 30, to logiczne byłoby po prostu ustawienie tego znaku 30 zaraz za skrzyżowaniem (9 metrów wcześniej) ZAMIAST powtórzenia 50. 3. W tym wszystkim dostawienie KOLEJNEGO znaku 40 jest już po prostu kosmicznym idiotyzmem.
Zmodyfikowano 1 raz Ostatnia modyfikacja: 14 listopada 2025 o 12:32
@SmoczycaWawelska: O, dzięki, zgłoszę.