Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

jatonieja

Zamieszcza historie od: 10 lipca 2019 - 20:46
Ostatnio: 22 października 2019 - 17:41
  • Historii na głównej: 2 z 7
  • Punktów za historie: 791
  • Komentarzy: 49
  • Punktów za komentarze: -115
 
poczekalnia

#85455

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Piekielna rekrutacja. Stanowisko nie jest istotne, chodzi bardziej o to, że pewne umiejętności powinny być "wrodzone", tak jak umiemy na poziomie podstawówki wysrać się i się podetrzeć, liczyć do 10 tak przy stanowisku (poziom) niższym-kierowniczym winniśmy:
- umieć zameldować się w hotelu,
- wiedzieć, że Niemcy graniczą z PL a Francja jest dalej, nie na odwrót,
- wiedzieć, że w różnych krajach są różne waluty,
- być świadomym,że w UK jeździ się po lewej i jak komuś nie odpowiada to można wynająć auto do tego lepiej przystosowane,
- że w UK i IRL jest sporo polaków ale język urzędowy to jednak nie-PL,
- umieć/potrafić napisać 1-stronnicowy raport w języku polskim, w nagłówku wstawić datę, dalej, adresat, odbiorca, tytuł pisma, treść i na dole podpis (użycie papieru firmowego mile widziane),
- auto firmowe z głupiej przyzwoitości warto umyć po użyciu i wyrzucić z niego śmieci (ważne szczególnie jak są tam resztki jedzenia) przed odstawieniem go na firmowy parking, przed dłuższą pauzą we firmie,
- w samolocie przesadnie się nie upijać,
- potrafić wpłacić pieniądze na konto,
- znać numer 112 w razie problemów,
- że istnieje coś takiego jak dyscyplinarka, którą wręcza się na podstawie twardych dowodów i pozew do sądu powoduje tylko zrobienie z siebie większego idioty,

Tak się kończy zatrudnienie najlepszego kandydata zaraz po szkole kierunkowej.

...opowiadała przy piwie znajoma rekruterka z jednej z firm, z którymi współpracowałem. I uczciwie stwierdziła, dobrych albo nie ma w tym kraju, albo mają pracę i nie szukają zmiany. Na każde stanowisko dostają 30-50 CV, niektóre z błędami ortograficznymi z selfiaczkami z dziubkiem, brak formatowania dokumentu, w ogóle pliki otwarte worda, które każdy może sobie pozmieniać, zamiast pdf. Rekrutacja trwa już kilkanaście miesięcy, branża spożywcza, kasa dobra, grubo powyżej średniej krajowej - fakt niższa niż w oddziale UK ale na pierwsze stanowisko kierownicze jest ok, a po 6 msc przewidziany awans. Nie ułatwia konkurencyjny HR-UK, który ma dostęp do bazy CV i wyławia co lepszych za kasę UK-level do UK. Drenaż trwa.

rekrutacja UK

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 26 (54)
poczekalnia

#85445

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Duże miasto w PL, powiedzmy, że GW na zachodzie i nie chodzi o gazetę :). Idę sobię z kochanką legalnie po ulicy i widzimy dość ciekawą sytuację. Pod żabą leży sobie pan żul menel, leży i dycha, osikany, orzygany kolory na sobie miał no różniste. W koło niego Paniusia z kilkoma przechodniami. Co robią? No zgodnie z prawem powinni zadzwonić po pomoc albo w jakikolwiek inny sposób..., no właśnie pomóc. Dzwonią. Po kilku minutach pojawia się karetka (nówka sztuka, dopiero co kupiona), policja i straż miejska. Gremium stwierdza, że żul ogólnie znany w okolicy, to, że go zabiorą nic nie zmieni, po wzroku widać, że najchętniej widzieli by go 3m pod ziemią. Ale nie, przechodnie zgłaszają interwencję, zresztą sami ratownicy muszą, policja też...

Koszty ratowania życia żula menela:
- karetka o wartości 400-500k PLN - wyłączona z użytku na 24h (pan żul menel puścił pawia w trakcie transportu) Odkażanie dezynfekcja... a nóż-a-widelec pojedzie za chwilę po kobietę w ciąży albo dziecko?
- koszt interwencji dwóch służb, kilka stówek co najmniej
- żul menel w szpitalu jest umyty, zaopatrzony w jedzonko, nowe ciuchy, posiedzi 3 dni, odpocznie od ciężkiego życia na ulicy
- badania w szpitalu wartości kilku tysięcy na koszt podatnika, wszystkie, łączenie z nówka sztuką tomografem za kilka baniek bo śmieć ludzki mógł sobie coś zrobić.

Zyski:
- podniesienie umiejętności sprzątających załogi "r"ki,
- czysty chodnik na 3 dni
- spada zużycie odświeżacza powietrza w żabce
- menel żul w żabce czy też innym sklepie nie obłapia towarów paluchami, może w tym tygodniu kliencie nie będziesz mieć sraczki i rzyganka.
- odnotowana interwencja

Na interwencji był dalszy znajomy, ze studiów. Oficjalne stanowisko, pomagamy bo musimy, to nasza służba, jestem z tego dumny. Nieoficjalne stanowisko: znamy pesel tego pana na pamięć, z tego nic nie będzie, zostawić na pastwę losu, niech padnie, zutylizować, zakopać. Karetka mogła w tym czasie być potrzebna praworządnemu obywatelowi, który płaci podatki i potrzebuje pomocy bo te podatki przestanie płacić jak mu się coś poważnego stanie ale nie, musimy pomagać na siłę, mimo, że jednostka nie wnosi nic do społeczeństwa a jeszcze stanowi zagrożenie.

Twardo, ale będę piekielnym: ścisła weryfikacja oferowanej pomocy, 3-5 razy pomagamy, jak za 6 razem widzimy alkusa ubranego w śmieci, który za 7-9 razem zachowa się tak samo - zrobić notatkę w dokumentach, odjechać bez udzialania pomocy, ewentualnie zepchnąć gdzieś do rowu, żeby nie zawadzał. Ratować dzieci, ludzi, którzy choćby się starają, pracują, pomagają, robią cokolwiek. Priorytet powinny mieć właśnie dzieci i osoby, które płacą podatki lub objęte zasadną pomocą społeczną.

Kto popiera daje mocne.
Kto lubi pomagać ze swoich pieniędzy redystrybuowanych przez rząd (podatki, rząd nie posiada swoich pieniędzy a za redystrybucję pobiera opłaty w postaci wynagrodzeń urzędników, za które Ci też płacą podatki :-D) - daje minus.

policja karetka pomoc

Skomentuj (48) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 169 (247)
poczekalnia

#85443

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Pytanie na dziś. Skoro mamy tak niskie bezrobocie to po co utrzymujemy Urzędy Pracy?

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 68 (130)
poczekalnia

#85306

(PW) ·
| było | Do ulubionych
No cóż, przebystrość studentów nie zna granic. Za czasów dawnych, bo będzie kilkanaście lat temu, jeden z moich znajomych szukał mieszkania do wynajęcia w jednym z średnich miast w PL, nazwijmy je Wlove :D. Szukał długo i zawzięcie ale to albo kwota nie taka albo właściciel dziwny albo zamiast właściciela ciągle odzywała się jakaś agencja... Nie znalazł.

Poddał się... nie.

Dał ogłoszenie (sam też trochę poszukał), że szuka lokalu komercyjnego, na obrzeżach (miał auto, więc komunikacja nie była problemem). Przedstawił warunki: 30-40 mkw + łazienka z prysznicem, raczej biuro, może być w przyziemiu. 4-5 dni trwało, jest stary, bo stary lokal, bez łazienki ale z przyłączem i za ścianką. Trzeba pomalować, bo długo stało. Ale sucho, ogrzewanie z miasta, prąd jest. Była krótka rozmowa: on, młody programista szuka lokalu, żeby spotkać się z klientem i pracować w spokoju do późna (no przecież po to mu ta łazienka), bajka. Umowa cywilno-prawna spisana... tylko oddający w najem nie mógł pojąć, dlaczego młody się aż tak cieszy.

Otóż:
- lokal za circa 600 netto
- + opłaty (może z 200/m),
- z ogrzewaniem miejskim
- miejsce do zaparkowania na ulicy
- lokal wziął w najem na 5 lat.

Szybka akcja w stylu biała farba + meble z ikei i z demobilu, podłoga umyta, kibelek + drzwi + kabina w stylu ekonomicznym założona, kuchnia była prowizorka, ale zrobił coś w rodzaju aneksu, nawet mała pralka weszła, szyby do wysokości oczu zaklejone kremową folią, na folii napis - programowanie w językach XYZ + numer telefonu, na drzwiach napis: nieczynne zaraz wracam. Koszt, czuję, że zmieścił się w 3000 spokojnie.

Po tygodniu kawalerka na 5 lat na miłosnej - cławskiej polibudzie jak się patrzy za 600 co miesiąc netto, na użytek indywidualny, bez współlokatorów, bez problemów.

student wynajem lokal

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 16 (66)

#85249

(PW) ·
| Do ulubionych
Problemy ze znalezieniem praktyk, brak miejsca pracy po studiach... Niedawno była taka historia, nawet chyba, na głównej. Opowiem z perspektywy dalszej rodziny (spotykamy się na stypach i ślubach, mieszkają potwornie daleko). Na ostatnim weselichu brakowało jednego kuzyna. Chłopak mega ogarnięty. Mógłby mówić liczbami.

Historia właściwa:
Studiował na jednej z politechnik w PL. Konstruowali sobie maszyny, lepsze, gorsze, mniej lub bardziej udane. Oczywiście, brali udział w konkursach, także takich bardziej prestiżowych, u wujka Sama.

Na jednym z takich konkursów zajęli 2 albo 3 miejsce. Zbudowali coś fajnego, działało i budżet mieli ułamkowy w porównaniu z konkurencją. Co więcej sprzęt działał stabilnie. Cała wycieczka na konkurs Liczyła około 15 osób, włączając 2 opiekunów. Po konkursie zrobili sobie wycieczkę po kilku stanach i wrócili do "bazy" na 3 dni przed wylotem do PL. W przedostatnim dniu nawiedził ich "przedstawiciel najwyższych władz" - taki z możliwościami.

Miał przy sobie 13 teczek z gotowymi dokumentami niezbędnymi do emigracji. Powiedział, że jak nie chcą, to mogą nawet nie wyjeżdżać, wszystko jest załatwione. Mają zapewnione miejsce na studiach, na znanej uczelni, jaką wybiorą, ich decyzja. Mają zapewnione mieszkanie w trakcie studiów i gwarantują im pracę po studiach w dziedzinie, w jakiej najlepiej się czują.

4 osoby zostały - nie wróciły
11 osób wróciło po rzeczy
Nauczyciele wrócili ale mają wolny wjazd do wuja Sama jak chcą i kiedy chcą.

Nie, nie kupili ich, dali im poczucie bezpieczeństwa i szacunek do ich pracy.

zagranica studia szkoła usa

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 244 (280)
zarchiwizowany

#85150

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Hej, narzekania będzie więcej...

Kilka dni temu na długi weekend ściągnął kuzyn z UKeja. Dano się nie widzieliśmy, pewnie z 7-8 lat. Zawsze mieliśmy dobry kontakt, że się drogi rozeszły to można winić... właśnie, kogo? Po części nas samych i pogoń za pieniądzem po części... taki lajf, taki system...

Opowiedział mi dlaczego zniknął z PL...

Uczył się w starej poczciwej "Zecie", na cukiernika. Mieli ogarniętego dyrektora i wychowawcę to załatwił im wycieczkę na kilka imprez targowych plus wizyta u producenta maszyn do przemysłu spożywczego. Tak się chłopak podjarał tematem, że zakończył "Z" egzaminem z wyróżnieniem i wspominką na końcu roku, na świadectwach.
Po tym wydarzeniu poszedł zaocznie do technikum na budowę maszyn spożywczych, skończył i w trakcie już sobie pracę w temacie ogarnął. Nie miał nigdy problemów z językiem, więc sobie po technikum, mając już trochę praktyki, wyjechał do UK, coś około 2010 roku (zaznaczam, nie miał nawet inż.). Pracował dzielnie przez całe ranki i popołudnia i tak się dorobił starszego serwisanta (jak zwał tak zwał). Zarabiał sobie godnie 4-5k GBP co miesiąc (montaże lini produkcyjnych do żywności - najprościej określając branżę) aż naszło go na powrót. Naszło go coś koło 2015-16, coś tam jakiś "kłamczuszek" obiecywał, coś tam gadał w telewizorze. Stwierdził, a co tam, kontrakt zawiesił (szczęście, że nie zerwał) i przyjechał. I tu nagle STOP!

Zderzenie z betonem zbrojonym, ścianą.
1. Poszukiwanie pracy - "Panieeeeee. bez magistra (i po co), 3000-4000 PLN na rękę, polskie przedstawicielstwa znanych koncernów, które na zachodzie grają z pracownikiem inaczej.
2. Pensja jak wyżej, na dzień dobry /5 (łamane przez). A wynajem mieszkania w Warszawie - 2500 :-(.
3. Opieka zdrowotna - państwowa - to kpina, na prywatną nie będzie stać (na razie ma oszczędności)
4. Praca po 14-16h dziennie (za kasę jak powyżej) z ludźmi poniżej kwalifikacji, z masą błędów, poprawek.
5. Jakoś spore podatki... brak kwoty wolnej... (znaczy jest jakieś 3100-3200 PLN).

Stwierdził, że p_d_li, poleciał na wyspy z powrotem. Na ten moment ma już obywatelstwo, nie wraca, nie płaci podatków u nas. Tam może i płaci sporo za życie, ale stać go na zakup domu i spłatę w 10-15 lat a nie w 40. Do kierownicy po prawej stronie się przyzwyczaił. Żona rodzi dzieci i wraca do pracy za kilka miesięcy. Dwa nowe auta pod ich domem, z jednej pracy.... Bez długów, tylko z kredytem na dom, bo takie rzeczy jak TV/AGD to się kupuje od ręki...

Przy wódce, dał mi numer do swojego bossa, kończę za rok kontrakt w PL i bye, nie chcecie mojej kasy, albo chcecie ją wydawać w sposób niecny (patrz moja poprzednia wypowiedź), nie będzie to mój problem.

A Brexit... w UK to będą świętować chyba przez 10 lat, że się wypisali.

zagranica podatki uk

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -7 (29)

#84910

(PW) ·
| Do ulubionych
Piekielnych czytają też ludzie przedsiębiorczy. Jestem jednym z nich, nie mam fabryki, ale ze względu na posiadane umiejętności pracuję jako tzw. (z angielska) kontraktor. Wystawiam 1-2-3 faktury VAT w miesiącu... tak... już nie długo. Mam dość, nie tego, że płacę podatki, każdy musi, no właśnie nie każdy...

Zarabiam dobrze. I nic tu nikomu do tego. Szybkie przeliczenie poniżej.
- Wystawiam sumę faktur na miesiąc - wyrównajmy, ostatnio było to 17 tys PLN netto.
- Otrzymuję przelew na 20910 brutto z należnym podatkiem VAT.
- Przelewam do urzędu skarbowego kolejno: 3910 zł podatku VAT, 3230 zł zaliczki na podatek dochodowy
- Przelewam do ZUS (w zaokrągleniu) 1400 zł
Zostaje mi 12370 zł do własnej dyspozycji (moje zarobione) - (minus) koszty utrzymania, kredyt na dom, paliwo, media, komunikacja, szkolenia, jedzenie. Zostaje 8000. Alem jest bogacz.

Praca, odpowiedzialność materialna za złe decyzje, stres, 10-12 godzin pracy, dyżury weekendowe.

--- To byłem ja tam powyżej :) ---

Zejdźmy niżej, na ziemię oddaloną od mojego miasta około 15 km, wieś, z której pochodzę... Obok rodziców mieszka Pani Obrotna, z konkubentem, Panem Zakręconym.
Pani Obrotna:
- pali, pije, używa życia, niejednego konkubenta miała
- ma 7 dzieci
- nie ma dochodu (oprócz małej renty)
- ma mały dom...
... i teraz fun part: dom wyremontowała gmina, bo Pani jest biedna, nie ma pracy, konkubent pracuje na czarno, ale, że to konkubent to on ją tylko... no wiecie, nie dokłada się do życia (chyba, że nowego następnego), co miesiąc 7x500 na bąbelki + alimenty 5x400, węgiel na zimę, prąd - opłacone przez gminny mops, bo Pani jest biedna, wielodzietna, jedzenie z darów, kościoła, ubrania tak samo, książki. z gminy jako pomoc dla dzieciaków z biednych rodzin.... (hmmmm czy moje pieniądze z moich podatków nie idą przypadkiem do gminy/powiatu?).

Podliczmy
- brak kosztów utrzymania
- brak opłaconych podatków (oprócz patrz poniżej)
- ZUS jej wypłaca rentę, (obciążona niewielkim podatkiem), - jakieś 200 PLN, zabrane od razu i odliczone bo sama w życiu by nie zapłaciła dobrowolnie.
Sumujemy 3500 + 2000 +200 = 5200. Plus konkubent: jakieś 3000 na czarno. Można przyjąć, że to jest już po opłatach, bo kosztów nie mają kompletnie żadnych (jak wspominałem, opłaty, jedzenie, wszystko opłacone)
Dzieci z kasy nie widzą nic, nigdy na wakacje, nigdy na wycieczkę, nigdy - nic. Faja, wóda na gęsto.

--- To była matka polka - powyżej :-( ---

I teraz tak... w tamtej rodzinie jest 8k i u mnie jest 8k totalnie po opłatach. Uczciwe, nie ma co. Kiedyś nawet gminna pomoc społeczna miała uwagi co do wykorzystania środków jakie otrzymuje ta Pani... po wizycie lokalnej TV i kilku rozgłośni radiowych szefowa mopsu powiedziała, że nigdy więcej w życiu nie będzie kwestionować wykorzystania jakichkolwiek pieniędzy przez tę rodzinę.


-----
Bardzo chciałbym podziękować wszystkim ekipom rządzącym krajem od 20-kilku lat, hodowanie ameb umysłowych, które tylko się mnożą na pewno przyniesie oczekiwane skutki. Dajcie więcej, przecież nie z waszych, prywatnych, tylko z podatków. Szkoły leżą, w szpitalach średnia wieku powyżej 50 (personel), z mojej klasy z liceum, w PL zostały 4 osoby, z czego jedna na cmentarzu (a było nas 32). Moja prognozowana emerytura to jakieś 1700 PLN (mam ten plus, że mogę odłożyć na inwestycjach/giełdzie)... Wojsko nie istnieje, policja = fikcja...

PS. moi rodzice po 45 latach pracy mają odpowiednio 1200 i 900 zł emerytury. Problem jest z lekami, bo w ostatnich latach podrożały o jakieś 20% a waloryzacja o kilka zł...

... idę kupić bilet.

podatki

Skomentuj (45) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 277 (331)

1