Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

joannastrzelec

Zamieszcza historie od: 27 czerwca 2019 - 11:58
Ostatnio: 16 listopada 2019 - 16:29
  • Historii na głównej: 5 z 5
  • Punktów za historie: 657
  • Komentarzy: 24
  • Punktów za komentarze: 20
 

#85512

(PW) ·
| Do ulubionych
Ciekawa jestem, czy czytaliście o eksmisji z Poznania.

W skrócie - facet kupił na licytacji komorniczej mieszkanie z lokatorami. Dlatego było z 30% tańsze niż na rynku. Lokatorami w osobach córki dłużników oraz jej dzieci. Przez ponad 2 lata kobieta nie raczyła się wyprowadzić, bo nie, niech ją właściciel zmusi.
Przez te same 2 lata facet nie poszedł po rozum do głowy, nie poczytał w internecie i nie dowiedział się, że powinien był iść do komornika z wnioskiem o eksmisję. A ponieważ eksmisja nie może być na bruk, to wystarczyło, żeby wynajął jej mieszkanie na miesiąc, słownie: jeden miesiąc, a dalej niech sobie radzi sama.

W końcu po tych 2 latach postanowił się włamać do mieszkania i zabarykadować w nim, a jak go jakieś stowarzyszenie lokatorów postanowiło wyrzucić, to policja stała i się przyglądała.

I teraz zagadka, kto jest bardziej piekielny?

Baba, która na zasadzie, bo ja mam dzieci, bo mnie się należy od gminy lokal komunalny, bo ja mam w dupie, mieszkała przez 2 lata za darmochę, bo nie raczyła płacić czynszu, opłaty za wynajem, rachunków... I która teraz chodzi do gazet i opowiada, że ma traumę i nerwicę.

Facet, który jest chyba debilem, bo mógł sprawę załatwić w kilka miesięcy legalnie, a zdecydował się na rozwiązanie siłowe i teraz to jemu grozi więzienie, bo nielegalnych lokatorów chroni prawo, a zdesperowanych właścicieli nie.

Osobiście uznałabym, że jednak prawo, które na to pozwala.

eksmisja poznań

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 147 (155)

#85392

(PW) ·
| Do ulubionych
Sama nie wiem, czy śmieszno czy straszno, ale poznęcam się trochę nad bałaganem z płatnościami i fakturami w firmach usługowych.

Ponieważ mam mało czasu, za dużo na głowie (jak każdy w tych czasach :D )i sklerozę, staram się pewne rzeczy robić zawsze w tym samym czasie, żeby uniknąć kłopotów. Do tych czynności należy zaliczyć płacenie rachunków. Ostatniego dnia każdego miesiąca wpływa pensja, do 2-3 nowego miesiąca dostaję większość rachunków, 5. schodzi kredyt. Więc co miesiąc czwartego siadam i wypełniam przelewy, żeby sobie zeszły kiedy tam przypadają terminy (jak mam płatność np. na 20, to ustawiam na 18 i sobie tego dnia schodzi). Proste, logiczne, świetnie działa.

Ale nie... Odkąd wiosną nieopatrznie podpisałam umowę na internet i tv, to co miesiąc muszę, ale to muszę mieć problemy z kablówką, która w nazwie chwali się, że jest super.
Po pierwsze nigdy, ale to nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdzie faktura. Czasem przychodzi 3., czasem 8., a czasem w ogóle 11. Gdy się kiedyś o to kłóciłam, pani na infolinii odpowiedziała mi rezolutnie, że to przecież nie ma znaczenia, bo nie zmienia się data płatności. Dla kogo nie ma, dla tego nie ma...

Po drugie - choćbym chciała, to nie mogę ustawić polecenia zapłaty, bo firma życzy sobie wyłącznie numeru faktury w tytule przelewu i już dodanie słowa faktura potrafi opóźnić zaksięgowanie płatności. Skąd wiem?

W pierwszym miesiącu nie zwróciwszy uwagi na bzdurne wymagania dodałam nie dość, że słowo faktura to jeszcze i nazwisko abonenta. Efekt? Brak zaksięgowanej płatności. Mail z windykacji. Telefon z windykacji. Dopiero interwencja telefoniczna i wysłanie potwierdzenia przelewu wstrzymało odcięcie netu. A im dalej, tym weselej...

Trzy miesiące temu spóźniłam się z płatnością, oczywiście dlatego, że zapomniałam o tej piekielnej fakturze. Zostały mi naliczone odsetki. Cały zawrotny 1 grosz. Została mi wysłana osobna piękna faktura z nieprzekraczalnym terminem płatności, groźbami spłonięcia w piekle dla zakamieniałych dłużników i odsetkami ustawowymi. Zapytałam, czy nie mogliby doliczyć tego zawrotnego zadłużenia, bez którego firmie niechybnie grozi bankructwo, do kolejnej faktury, ale nie, bo im się nie będzie zgadzać. Niech im tam. Zapłaciłam.
I dopiero się zaczęło...

System operatora kablówki chyba się przegrzał, jak dostał 2 przelewy, bo w następnym miesiącu moja korespondencja z piekielnemedia wyglądała tak:

6 sierpnia - faktura na 73,99 zł (kwota abonamentu),
16 sierpnia - przypomnienie o zbliżającym się terminie płatności faktury na 74 zł,
?? What the hell? Byłam pewna, że zapłaciłam, ale wychodzi na to, że nie i jeszcze zdążyli naliczyć odsetki. Ale, że akurat miałam urlop, to na szybko zrobiłam przelew z komórki i dałam sobie spokój.

Nadchodzi wrzesień, wypełniam comiesięczne przelewy. I przypomniałam sobie o tym rzekomo zaległym przelewie. Wrzucam w historię nazwę firmy i... zgadnijcie? Oczywiście w sierpniu 2 przelewy na głupiemedia na 73,99 i na 74 zł. Myślę sobie, spoko, przyjdzie faktura na wrzesień, to pewnie będzie zerowa, skoro zapłaciłam dwa razy.

Nope. 5 września nadchodzi faktura z firmy piekielnemedia, standardowe 73,99.
Hahaha, jak o jeden grosz to się umieli upomnieć, ale zauważyć nadpłatę w wysokości pełnego abonamentu to już nie.
Napisałam do odpowiedniego działu. Raczyli zauważyć, potwierdzić, że zaliczą na konto września, ba!! nawet uznać, że mi się 2 grosze nadpłaty należą. Pięknie. Chyba się upiję z radości. Czy mi sprostują fakturę? Nie, bo nie, ale w systemie oni mają. Ja się boję pomyśleć, co mają w tym systemie, ale niech im będzie. Windykacja do tej pory się nie zgłosiła, więc chyba dali radę.

Dzisiaj przyszła kolejna faktura. Standardowe 73,99. Przez chwilę zastanawiałam się, czy dla sportu się o te 2 grosze nie upomnieć, ale jeszcze im system całkiem w kosmos wywali i dopiero będzie.
Chooooociaż - o co zakład, że ok. 15.10 przyjdzie przypomnienie o płatności i faktura na 73,97? :D

media kablówka

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 75 (93)

#85459

(PW) ·
| Do ulubionych
O nadal niezmierzonej głupocie ludzkiej...

Krótki zarys. Moja babcia ma 3 dzieci (2 córki i syna), z niewielką różnicą wieku między nimi, około 5 lat od najmłodszego do najstarszego. Dzieciom tym się różnie śpieszyło do posiadania dzieci, więc najstarszy wnuk miał już bodaj 13-14 lat, kiedy urodziła się najmłodsza wnuczka.

Wnukom też różnie wychodziło z małżeństwami i dziećmi. Traf chciał, że najstarszy wnuk, powiedzmy Robert, bardzo długo się starał wraz z żoną, ale po latach porażek i nieudanych in vitro w końcu adoptował dziecko, nazwijmy go Adaś.

Po kilku latach w ciążę zaszła żona innego wnuka, powiedzmy Karolka.

Matka tego Karolka, a żona jedynego syna mojej babci, chociaż pochodzi z dużego miasta, ma mentalność najgorszego zacofanego wsiura (z całym szacunkiem dla mieszkańców wsi) rodem z Rancza. No i ten tytan intelektu po urodzeniu się drugiego w kolejności wnuka, mówi do mojej babci:
- No, to nareszcie się doczekałaś prawnuka. No, jak się czujesz? No, prawda, że Wiktorek jest taki wspaniały, no ale pierworodny prawnuk, to trzeba będzie sypnąć kasą, hehehe.

Moja babcia:
- no jak pierworodny, jak przecież jest Adaś!

Ciotka - no chyba nie będziesz tej przybłędy liczyć, hehehee, no póki innych wnuków nie było, hehe, ale tylko Wiktorek jest prawdziwym prawnukiem babci.

rodzina

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 153 (159)

#85323

(PW) ·
| Do ulubionych
Zdarzenie z dzisiaj, z tężni w Konstancinie.

Dla nieznających okolic Warszawy: tężnia znajduje się w sporym parku, więc wielu rodziców zabiera tam swoje dzieci albo w wózku, albo na rowerku, hulajnodze, biegówce itd. bo miejsc parkingowych mało, więc parkuje się zwykle kawałek dalej.
Sama tężnia natomiast nie jest zbyt wielka, więc przy wejściu pan prosi o pozostawienie tego majdanu (z wyjątkiem wózków) przy bramie. Ma to o tyle logiczne uzasadnienie, że jest tam naprawdę ciasno i wystarczy kilkoro dzieci na biegówkach, rowerach i hulajnogach, by doszło do kolizji. A nie brakuje przecież osób starszych, maluszków...

Całej historii nie byłoby jednak, gdyby nie maDka i tatEŁ z dwójką progenitury, na oko 2 lata i 5 lat. Oboje na rowerkach biegowych. Po kilku, może 3 minutach, jeździł już tylko chłopiec, bo młodsze dziecko poszło doić cycka.

Zdążyliśmy z mężem wymienić uwagi, że zawsze się trafią jakieś czarne owce, a o nieszczęście naprawdę nietrudno i naprawdę przesada, że nie mogą dzieciom na tę godzinę tych rowerków zabrać. Nawet się zastanawiałam, czy do nich nie podejść, ale jestem już w 8 miesiącu ciąży i po dłuższym spacerze nie chciało mi się wstawać, a poza tym wątpiłam w rezultat, gdy.... rozpędzony smarkacz uderzył prosto w jakiegoś ledwo drepczącego około rocznego malucha, który (jak to dzieci w tym wieku) poruszał się raczej siłą bezwładu, bardziej biegnąc niż idąc.
5-latek walnął z niego z takim rozpędem i taką siłą, że w tężni rozległ się jeden zduszony krzyk tych, co widzieli "Aaaaaach...", a zaraz potem przeraźliwy płacz dziecka.

Nagle się okazało, że tateł potrafi oderwać wzrok od smartfona i w 5 sekund zabrać rowerek, ale do rozpłakanego malucha zdążyli dobiec zdenerwowani rodzice i wywiązała się krótka, acz intensywna awantura. Rodzice malucha (albo może tata i ciocia, bo inna pani w tym czasie uspokajała dziecko kawałek dalej) zaczęli wyrażać słuszne pretensje pod adresem tatEŁA i jego latorośli.

Rodzice tego 5-latka - moim skromnym zdaniem - powinni powtarzać jedynie "Przepraszam", "To nasza wina", "Przepraszam", "Mam nadzieję, że nic się nie stało". Tymczasem tatuś roku i maDka, która w międzyczasie oderwała młodsze od cyca, darli się, na słusznie oburzonych rodziców malucha:
- że żadna krowa nie ma prawo krzyczeć na ich Pimpusia (nie zapamiętałam imienia);
- że to tylko dziecko;
- że on tylko jeździł;
- że przecież nic się nie stało;
- że to tylko dziecko;
- że żadna *** nie będzie krzyczeć na jej Pimpusia...
Jak katarynka. Wszystko przetykane takimi bluzgami, wrzaskami i wyzwiskami, których nawet nie chce mi się powtarzać, że przekupka na bazarze Różyckiego by się wstydziła, a i budowlaniec zarumienił.

Dwóch panów wtrąciło się i próbowało "damulkę" utemperować, tłumacząc, że to ich wina, bo to ich dziecko spowodowało obrażenia innego, ale sami zostali zwyzywani i machnęli ręką, bo z furiatką się nie dyskutuje.

Niektórzy naprawdę nie powinni mieć dzieci.

MaDka i Tateł

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 128 (144)

#84839

(PW) ·
| Do ulubionych
ZUS...
ZUS - temat rzeka
Ale tym razem nie jakaś wielka piekielność, tylko piekielność systemowa.

Podobno mamy już XXI wiek, nawet w ZUS-ie, w związku ze związkiem, mamy postęp i zwolnienia L4 wystawiane są elektronicznie. Wow! Czujecie? Elektronicznie. W ZUS.

Oczywiście nie po to, żeby komuś było lepiej, tylko dla lepszej kontroli, ale to detal.

Zatem, wytłumaczcie mi moim mili, jak to możliwe, że 5 minut po wizycie u lekarza z dzieckiem ZUS wie już wszystko, a nadal muszę wypełnić i wysłać pocztą sławetny druk Z15A:
A w nim wyspowiadać się z:
1. Danych swoich.
2. Danych dziecka.
3. Danych ojca dziecka.
4. Danych małżonka (o ile nie jest ojcem).
5. Podać za jaki okres się ubiegam o zasiłek opiekuńczy.
6. Wytłumaczyć, dlaczegóż ach dlaczegóż tatuś dziecka pracuje i w jakichże to godzinach, że się ukochanym szkrabem zająć nie mógł (ale gdyby mógł, to taką samą epistołę on by wypełniał, tłumacząc przyczyny, dla których wyrodna matka nie siedzi na socjalu, tylko dziecko zaniedbuje odgniatając tyłek w korpo albo co).
7. Zapewnić, że żadna babcia, kuzynka Krysia z Koluszek ani wuj Gienek z Gniezna nie mogli w tym czasie przyjechać i latoroślą się zająć.

Smaczek? Nawet dwa.
1. Dane z punktów 1-5 ZUS ma w zwolnieniu, kurde blaszka. W końcu mamy ten XXI wiek i zwolnienie elektoniczne.
2. Jeśli firma jest małym płatnikiem ZUS, to dostajesz pensję pomniejszoną o dni, za które "ubiegasz się o zasiłek". A ZUS jak łaskawie przetrawi druk Z15A, to ci wypłaci za nie 80%, ale tak średnio po 2 miesiącach. 10 dni zwolnienia i już masz 50% wypłaty. Ergo - nikomu się nie opłaca brać zwolnienia na dziecko, bo ma katarek albo zły humor.

Ale nie, czuj petencie, gdzie twe miejsce i makulaturę wypełniaj.W końcu urzędnicy jakoś muszą uzasadniać swoje istnienie.

ZUS

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 154 (194)

1