Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

jtdrums101

Zamieszcza historie od: 25 października 2018 - 14:10
Ostatnio: 19 lutego 2019 - 15:07
  • Historii na głównej: 4 z 4
  • Punktów za historie: 454
  • Komentarzy: 10
  • Punktów za komentarze: 40
 

#83882

(PW) ·
| Do ulubionych
Trafiłem tutaj na sporo historii dotyczących mistrzów kierownicy, którzy to MUSZĄ jechać z włączonymi światłami drogowymi. Moi drodzy towarzysze drogi, karma wróciła.

Otóż- mam dość często okazje jeździć dużym fordem transitem. Jeździmy z zespołem muzycznym po całej Polsce, powrót z koncertu zazwyczaj późno w nocy. Mnie mój instruktor nauczył tak- "Jacek, jak widzisz w oddali światła to zgaś te długie, kultura obowiązuje". Stosuję się tedy tej zasady i uważam ją za zdroworozsądkową. Oczywiście, jak wiemy, nie wszyscy są takimi ideowcami i do wyłączenia "długich" potrzebują... dodatkowego bodźca.

Tu się przyznaję do piekielności. Jak widzę mistrza świata i okolic, który w odległości 100 m ode mnie nadal leci z długimi to nie mam skrupułów i błyskam własnymi, które to w transicie są znacznie wyżej niż w osobówkach - tak mniej więcej na poziomie twarzy miłośników jazdy na "długich".

Zemsta jest słodka.

EDIT- dla wszystkich, którzy wydali wyrok, że włączam długie i zostawiam na stałe - napisane jest jasno, że błyskam. Na początku z nadzieją, że delikwent się po prostu zagapił i zgasi te długie. A jeżeli i tak ich nie wyłącza to dlatego, że ma w dupie innego użytkownika drogi,a wobec takich stosuję zasadę, że kto mieczem wojuje ten od miecza ginie.

Natomiast Ci którzy już uznali mnie za buraka, powiedzcie mi - co robić? Jechać i udawać że 10 czy 15 samochód z rzędu mnie nie oślepia?

trasa długie samochód

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 132 (188)

#83879

(PW) ·
| Do ulubionych
Opisywana piekielność jest hybrydowa bo dotyczy biura podróży (tego niemieckiego, na trzy literki) oraz lotniska w Punta Cana.

Polecieliśmy z rodziną na Święta i Nowy Rok na Dominikanę. Piękne miejsce, ciepełko, ocean; Słowem - raj na ziemi. Przelot w tę i z powrotem był organizowany przez czarter biura podróży.

Dzień przed naszym wylotem do Warszawy wyjeżdżała grupa z Poznania... I coś wyjechać nie mogła, bo ich opóźnienie ze względu na awarię maszyny wyniosło 20 godzin. Mieliśmy złe przeczucia, że nas los spotka podobny. I zaiste, następnego dnia, transfer z hotelu nie był o 16, zgodnie z planem, a o 19. Powód opóźnienia - awaria maszyny. Ale to jeszcze nie problem - siedzimy w hotelu, mamy kanapy, drinki, żarełko. Luzik.

O 19.25 opuściliśmy hotel, na lotnisku wszystko sprawnie aż do momentu "boardingu". Bramka miała zostać otwarta o 22:15, wylot planowo o 22:55. Zanim otwarto bramkę zdążyła minąć 23. Podrzucono nas pod maszynę zastępczą hiszpańskiego przewoźnika czarterowego, wsadzono nas na miejsca, czekamy. I nagle zaczynają wsiadać kolejni pasażerowie. Bynajmniej nie Polacy. Hiszpanie. W końcu z czystej ciekawości spytałem przechodzącą kobietę dokąd lecą.

Ta spojrzała na mnie jak na skończonego idiotę i odpowiedziała "do Madrytu".
Ja jej odpowiadam z lekkim niepokojem "ale ten samolot ma lecieć do Warszawy..."
Zrobił się lekki rumor, po chwili członek załogi poinformował podenerwowanych pasażerów, że samolot w istocie leci do Warszawy.

Do chwili obecnej nie mogę wyjść z podziwu... Na tych lotniskach przecież pierdyliard razy sprawdza się karty pokładowe, każdy samolot ma przypisany odpowiedni numer rejsu, kod portu docelowego... A tutaj podjechał autobus pełen Hiszpanów, zostawił ich na środku płyty przy nie tym samolocie co trzeba, a załoga tegoż samolotu potrzebowała interwencji pasażerów, żeby się ogarnąć, że coś się odjaniepawliło.
Czartery i lotniska na Karaibach... nie zmieniajcie się nigdy :D

biuro_podróży ferie lotnisko

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 123 (131)

#83786

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam dość... nietypową batalię z bankiem. Otóż w lipcu miała miejsce nieprzyjemna sytuacja - skradziono mi portfel. Niestety, zdarza się. Szczęście w nieszczęściu - dokumenty, w tym dowód osobisty, prawo jazdy, dokumenty pojazdu i legitka studencka wróciły do mnie. W dniu kradzieży zastrzegłem kartę płatniczą w banku i dowód osobisty w Systemie Dokumentów Zastrzeżonych. Działa to tak, że dzwonisz do swojego banku, meldujesz, że taka sytuacja miała miejsce, a oni uniemożliwiają legitymowanie się tym dokumentem w celu wykonania czynności w bankach - wzięcie kredytu, założenie rachunku. Ogólnie założenie słuszne.

Natomiast "zonk" trafił się wczoraj - Poszedłem do banku z żubrem w logo, aby być dopisanym do skrytki bliskiej osoby.
- Poproszę dowód osobisty.
- Proszę bardzo.
30 sekund później:
- Proszę pana, dowód jest zastrzeżony.- W łeb się palnąłem - brawo ja, zapomniałem odstrzec. Żaden problem - zadzwonię do swojego banku o nazwie jednej z liter alfabetu.
- Dzień dobry, Iksiński, chciałem odstrzec dowód, oto moje dane, oto moje hasło.
- Proszę pana... ale dowód nie figuruje u nas jako dokument zastrzeżony...

Cóż - reklamację w tej sprawie złożyłem, bo w banku z żubrem uprzejma pani z obsługi pokazała mi dane mojego wniosku o zastrzeżenie i się wszystko zgadza, więc zastrzeżenie jest poprawne. A mój bank, tego nie ma.
Dzisiaj przyszedł mail - U nas nie ma, proszę się kontaktować ze Związkiem Banków Polskich.
Noż.

Teraz nie bardzo wiem co mam zrobić. Jest to jakby nie patrzeć rażące niedopatrzenie ze strony mojego banku. Tym bardziej, że wniosek o zastrzeżenie karty płatniczej przeszedł bez problemu i karta jest nieaktywna. Ale teraz jestem w cudownym zawieszeniu - jeden bank twierdzi, że mój dowodzik jest cacy, a cały Związek Banków Polskich twierdzi, że "Nie Panie Iksiński, dowód jest zastrzeżony". A cofnąć można przez ten sam bank... I tak w kółko.

bank

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 78 (98)

#83421

(PW) ·
| Do ulubionych
Zwróciliście kiedyś uwagę na to, że przy wrzucaniu wpisu na Piekielnych pojawia się taki uroczy nagłówek "Pisz poprawną Polszczyzną"? No i właśnie o tej Polszczyźnie dziś będzie...

Jak wiadomo - niedawno były wybory do samorządu, ja akurat byłem jakiś tydzień przed nimi u mechanika w Piasecznie pod Warszawą.
Podjeżdża piękny, zabytkowy Mercedes i wysiada z niego Pan Kandydat.Gadka szmatka, wiadomo - ludzie najważniejsi, chcę pracować dla Was... ogółem nic nowego. Ważne jest to, że zostawił mojemu mechanikowi ULOTKĘ, w której to ulotce zawarte były jego obietnice wyborcze.

Z ciekawości, czekając aż mechanik skończy pracę nad moimi wahaczami zerknąłem w ową ulotkę i o mały włos nie padłem ze śmiechu. Zwroty, które zapadły mi w pamięć -
"Głosując na mnie, obiecuję"... Ale że.. sam na siebie głosujesz i obiecujesz coś?
"Jestem nie zawodny"... Przymiotnik z "nie" piszemy razem Panie kandydacie na radnego.
I teraz tak... Dla mnie to w opór piekielne - chcesz zostać wybrany na urząd radnego, reprezentować ludzi w gminie czy w powiecie, a nawet nie stać cię na sprawdzenie czy w ulotce nie nasadziłeś byków jak Amerykanie kukurydzy?!

warsztat wybory

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 121 (147)

1