Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

krzychum4

Zamieszcza historie od: 28 lipca 2016 - 17:57
Ostatnio: 19 października 2018 - 17:35
  • Historii na głównej: 56 z 63
  • Punktów za historie: 8967
  • Komentarzy: 249
  • Punktów za komentarze: 1382
 

#80561

(PW) ·
| Do ulubionych
Co do historii o podręcznikach do języka obcego.
Może to nie reguła, ale anglistka zamawiała (może miała z tego jakieś profity) i głównie od niej kupowało się podręczniki.


Nie każdego było stać by kupić ćwiczenia i podręcznik, więc niektórzy nie kupowali tylko bawili się w opcję skaner i drukarka. Anglistka początkowo stawiała tym jedynki za brak podręcznika i ćwiczeń. Wychowawca interweniował, anglistka dalej swoje. Dopiero Dyrektor wpłynął na nią skutecznie, ale "mściła się" na swój sposób i w efekcie nikt poza ocenę dostateczną nie wychodził.
Ostatecznie ćwiczenia okazały się nie wiele używane, a więcej pracy z podręcznikiem było, a że tam też był zadania z opcją uzupełnij, dopisz to jej nakaz był by pisać długopisem.


Nie pisałem długopisem, tylko ołówkiem, a więc kilka jedynek się złapało. Pierwsze półrocze jakoś się dotrwało, trochę dzięki interwencji wychowawcy, ale drugie półrocze znowu ta sama szopka.
Interwencja rodziców zmieniła tylko to, że przestałą mnie zauważać, pytać i miałem dzięki niej egzamin komisyjny, bo z ocen wychodziła 1 na koniec roku(nieszczęsny opór by nie pisać długopisem, a 2 sprawdziany gdzie 3 u niej to maks, bo zaraz literówki znalazła, a to urojona kreska za pseudo ściąganie).


Komisyjny zdany, anglistka mnie nie zapytała, tylko przy komisji stwierdziła, że jakbym się tak starał od początku roku to egzamin nie byłby potrzebny. No fakt, szkoda, że zapomniała skąd te negatywne oceny.


Nie pisałem długopisem, bo bądź co bądź wpajano mi też szacunek do książek, ale zapewne odsprzedana książka to mniejszy zysk dla nauczycielki. Na szczęście do matury przygotowywała nas inna anglistka, ta poszła na zwolnienie chorobowe.

szkoła

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 120 (140)
zarchiwizowany

#80599

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Bratowa od dłuższego czasu przymierzała się do zakupu samochodu z salonu, co też ostatecznie jej się udało.
Miała kilka typów, ale interesował ją bardziej samochód typowo miejski (żeby nie powiedzieć babski), z silniczkiem 1.4, zastanawiała się nad jakimś francuzem albo azjatą.
Że teściowa ma długi język to rodzina zaczęła jej "pomagać" w zakupie.
Piekielność ze strony wujków i ciotek:
Na co ci taki drogi samochód? Mamy znajomego sprowadzi ci ze Szwajcarii, albo Niemiec "igłę", albo wujek ten i ten podupadł na zdrowiu (czyt. zabrano prawko za jazdę po spożyciu), więc może ci wypożyczyć swój samochód.
taki to g*** wort, a azjatyckie to: no co ty odkurzaczem chcesz jeździć?
Ostatecznie bratowa kupiła sobie taki samochód jaki chciała, jakim ona głównie będzie jeździć i spełniający jej wymagania.
Co na to brat? On ma swój samochód, w pełni aprobował decyzję żony i po próbach uświadomienia wujków i ciotek, że żona wie co robi odpuścił, bo jego argumenty były olewane. Szwagierka też olała sobie "dobre rady".
Zakup w salonie to kolejna piekielność, ale to może innym razem.

motoryzacja

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 0 (28)

#80385

(PW) ·
| Do ulubionych
Dziś przed południem jechałem samochodem. W miejscu gdzie nie ma podstaw do tego ruch pojazdów mocno spowolnił. Jak się okazało winna temu była kobieta, która próbowała wstać z ulicy.
Minąłem kobietę i zatrzymałem się tuż za nią, włączyłem awaryjne.

Kobitka nie była pijana, rozbita głowa i szok, a także mocno podeszły wiek nie ułatwiał jej pozbierania się. W oczekiwaniu na karetkę, tak do 10 minut nikt się zbytnio nie przejął sytuacją, oprócz kierowcy, który zaoferował pomoc, że może być świadkiem i że widział jak mi nagle wyskoczyła przed maskę.
Panią karetka zabrała do szpitala.

Boli znieczulica, boli "oferta" świadkowania.

ulica

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 96 (140)

#80251

(PW) ·
| Do ulubionych
Przejazd kolejowy na linii kolejowej o znacznym natężeniu ruchu zarówno kolejowego jak i drogowego.

Regułą jest to, że po obydwu stronach przejazdu ustawia się kilka kilkanaście samochodów gdy rogatki są opuszczone.
Przejechał pociąg, pojazdy ruszają. Mam już wjeżdżać na przejazd, ale zwalniam i ostatecznie się zatrzymuję. Nie mam możliwości zjazdu z przejazdu, szlabanem po dachu nie chcę dostać, podobnie jak i nie chcę zostać pomiędzy zaporami czy ich w ostateczności taranować.

Nie podobało się to panu stojącemu za mną o czym informował mnie klaksonem, mrugając długimi, a ostatecznie gdy przejechaliśmy przejazd, zajeżdżając mi drogę i jadąc 20km/h. W zasadzie pan nie utrudnił mi życia, bardziej tym co za nami jechali, bo ja i tak zaraz skręcałem.
Rozumiem, każdy się śpieszy, ale wolałbym nie skończyć w najlepszym przypadku jak autobus spotykający się z pendolino w Modlinie.

przejazd kolejowy

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 131 (139)

#80192

(PW) ·
| Do ulubionych
Mój pracodawca wynajął część hali firmie zajmującej się kompletowaniem różnych zamówień.
Pracowali tam Polacy, Ukraińcy i studenci z Pakistanu. O ile rodacy i Ukraińcy pracowali dobrze to studenci lansowali się ze swoimi ajfonami, zamiast pracować leżeli sobie na kartonach. Na stołówce przeważnie zostawał bałagan, resztki jedzenia na stołach. Segregacja odpadów to dla nich czarna magia była. Nic nie przebiło jednak tego co było w toaletach i wściekłych sprzątaczkach. W sumie nie dziwię się im i współczułem. Zużyty papier toaletowy zamiast lądować w sedesie rzucany był obok.

Wyrzucono ich z pracy za zerową efektywność w pracy. Na deser mieli jeszcze kontakt z Policją, ponieważ w szatni postanowili poprzewracać szafki i uruchomić alarm ppoż.

praca

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 83 (107)

#80071

(PW) ·
| Do ulubionych
Wyjazd w delegację ma swoje plusy i minusy. Poznaje się różnych ludzi, czasami zawiera się nowe znajomości, ale czasami są i perełki.

Wyjeżdżamy z noclegu, a w bramie wyjazdowej stoi samochód. Nie da się naszym gabarytem ominąć tej zawalidrogi. Kolega Staszek kierowca kilka razy zatrąbił, żadnej reakcji.
Nakleił kilka karnych na szybie i dzwoni na Policję, ci odsyłają do Straży Miejskiej. Mijają kolejne minuty. Podjeżdżają Strażnicy, a chwilkę za nimi laweciarz.
Sprawnie im idzie zapakowanie samochodu na lawetę. Już wszyscy mają się rozjechać, gdy przychodzi właścicielka samochodu.

Awantura, bo jak tak można, ona tylko na chwilę postawiła samochód, a tu kradną jej samochód.
Ładna chwilka, ponad 30 minut od naszej próby wyjazdu do jej przyjścia.

Nie pomogły jej argumenty, że jest w ciąży (fakt, widoczny brzuch) i ma prawo tak parkować (przepisy ciągle się zmieniają, ale że aż tak idzie Ustawodawca na rękę kobietom w ciąży to pierwsze słyszę).
Oberwało się Staszkowi nie dość, że od przyszłej matki to i od ciekawskich specjalistek od przepisów ruchu drogowego w wieku grubo 65+.

Pani odgrażała się, że jeszcze się spotkamy i odmówiła przyjęcia mandatu i nie chcąc uiścić opłaty za lawetowanie.

parkowanie

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 128 (132)

#79878

(PW) ·
| Do ulubionych
W poprzednich historiach były te o budowie domu, którą sprawił sobie szwagier.
W zasadzie dom zamieszkuje od dwóch tygodni, pozostały tylko kwestie umeblowania 2 pokoi i przeprowadzenia się żony z dzieciakami.

Dom jako, że szwagier lubi nowinki elektroniczne naszpikowany użytecznymi bajerami.
Przechodząc do meritum.
Rano miał wyjechać do miasta by z żoną zakupić meble. Wyjechał dużo później niż planował ponieważ pod schodami chował się nie duży piesek. Nie był agresywny, ale wyraźnie przestraszony.

W końcu jednak wyszedł spod schodów i patrząc na jego stan szybka decyzja by przewieść go do weterynarza. Psiak ze złamaną łapą i poobijany.

Po powrocie z zakupów meblowych szwagier przejrzał monitoring (wcześniej wspomniany przydatny gadżet). Koło 3 w nocy podjechał samochód, a kierowca przerzucił psiaka przez ogrodzenie wprost na chodnik.
Sprawa zgłoszona na policję wraz z kopią nagrania z monitoringu na którym widać wyraźnie model i markę samochodu i co najważniejsze tablice rejestracyjne pojazdu.

zwierzęta

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 166 (178)

#79707

(PW) ·
| Do ulubionych
Polak rodakowi, ale i obcokrajowcowi wilkiem.

Podchodzi do pana (po kilku słowach z akcentu i mieszania słów) zapewne Ukrainiec i pyta się, jak dojść na konkretną ulicę, pan się nie zawahał i pokazał kierunek.

Niby ok, ale prędzej Ukrainiec dotarłby do tej ulicy, idąc w podanym kierunku w innym mieście niż w tym, którym się znajdował. Zawróciłem i pokierowałem w dobrym kierunku.

Pan stwierdził, że „rusek by se polazł w piz.. hehe”.

Podobną sytuację miałem ja w innym mieście. Musiałem dotrzeć na jakąś ulicę (mapy googla czy inne nie były dostępne w telefonach jak dzisiaj).

Małżeństwo pokierowało nas, ale idziemy, kilometr, dwa, w końcu zaczepiam starszą panią i pytanie. jak dojść.

[Pani] - Paaaanie, trzeba się zawrócić do świateł i w prawo.
[Ja] - Tędy mnie pokierowano.
[P] - Most za kilkaset metrów i trzeba jakby się zawrócić, bo to po drugiej stronie rzeki. No to jeszcze ze 4 kilometry, ale nie przejdą państwo, bo most zamknięty.

Może Pan i Małżeństwo chciało być dowcipne, może ktoś ich kiedyś tak skarał.

turyści

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 127 (147)

#79615

(PW) ·
| Do ulubionych
Dzisiaj rano spod dworca PKP odbierałem żonę.
Przed dworcem jest nieduży placyk z kilkoma miejscami parkingowymi, postojem taksówek i kilkoma peronami dla komunikacji miejskiej i podmiejskiej. Samochody prywatne mogą na ten plac wjechać i poza wyznaczonymi miejscami stanąć na 2 minuty(coś w rodzaju kiss&ride). Znak informujący o tym stoi przy wjeździe.

Na swoje "nieszczęście" podjechałem po żonę, która czekała obok postoju taksówek.
Wysiadam, otwieram bagażnik, wrzucam bagaże. Wsiadamy do samochodu i widzę jak pan taksówkarz robi zdjęcia mojej "wyścigówce" a gdy mijamy go słyszę komentarz:
- Pier@#$ uberowiec.
Zawróciłem i pytam czy jest jakiś problem.

A no był, bo zabieram mu pracę i mam spier@#$ bo zadzwoni na policję i że ma nagrane jak przewożę ludzi bez licencji.
Popukałem się w głowę i odjechałem.

taxi

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 190 (204)

#79424

(PW) ·
| Do ulubionych
Pogoda sprzyja przejażdżkom rowerowym.
Jechaliśmy z małżonką rowerami jezdnią, po naszej prawej chodnik (jak zakończą inwestycję, będzie to CPR). Ruch znikomy w weekend, spokojnie można nas wyprzedzić, ale dla "Janusza" to najwyraźniej problem.
Wyprzedził nas, zatrzymał się przy krawężniku. My mając miejsce ominęliśmy go. Za kilka sekund słyszymy jak z piskiem opon rusza, wyprzedza nas i kilkanaście metrów dalej z piskiem hamuje. Wyskakuje z auta i mocno gestykulując krzyczy, że mamy wypier... na drogę dla rowerów, bo po to są robione.
Na pytanie gdzie? W innym mieście, powiecie województwie mamy jechać DDRem?

Pan się nakręcił podbiegł do bagażnika samochodu strasząc, że wyciągnie zaraz coś i nas nauczy jeździć.
Żona złapała za telefon by dzwonić na policję, ja gaz w rękę. Pan jednak wsiadł w samochód i odjechał.

PS. Owszem, może mogliśmy jechać chodnikiem, ale SM w mieście nastawiona na łatwy zarobek często poluje na rowerzystów jeżdżących chodnikami.

rower kierowcy

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 64 (96)