Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

ku1000

Zamieszcza historie od: 27 maja 2021 - 13:31
Ostatnio: 27 listopada 2021 - 21:48
  • Historii na głównej: 6 z 7
  • Punktów za historie: 657
  • Komentarzy: 12
  • Punktów za komentarze: 9
 

#88760

(PW) ·
| Do ulubionych
Przypomniała mi się piekielna historia z ubezpieczeniem samochodu sprzed kilku miesięcy, której doświadczyłem i postanowiłem ją opisać.

Zarys sytuacji:
Samochód, na współwłasności mojej mamy i brata, brat kupuje nowy samochód, więc podpisujemy umowę darowizny jego części samochodu na mnie, mama jest nadal współwłaścicielką (1 samochód mój, także wiadomo, zniżki są od mamy, a mi lecą). Wszystko zgłoszone w urzędach, US itp. Zdecydowałem się nie wypowiadać ubezpieczenia samochodu, gdyż zostało się go jeszcze na 3 miesiące, nie sądziłem, że przyjdzie rekalkulacja (gdzie jeszcze sobie zawołali dopłaty w wysokości połowy wartości ubezpieczenia), a więc zapada decyzja o wypowiedzeniu tego ubezpieczenia.

Historia właściwa:
Rekalkulacja przyszła z firmy z lewkiem ze skrzydłami w logo (co jest ważne w tej historii), po otrzymaniu wezwania do uregulowania różnicy udałem się do firmy będącej porównywarką ubezpieczeń (z takim zielonym kwadracikiem w logo).
Wchodzę do Pani do pokoju (P - Pani, J - Ja)

J: - Dzień dobry, chciałbym wypowiedzieć umowę ubezpieczenia i zawrzeć nowe (tu następuje opis sytuacji, jak macie w 1 akapicie.)
P: - Ale z tego co się orientuję to nie może Pan wypowiedzieć ubezpieczenia, ponieważ nie zmienił się współwłaściciel, a zgodnie z ustawą można wypowiedzieć ubezpieczenie jedynie tylko przy sprzedaży samochodu.
J: - Wie Pani co, to jest bez sensu, ponieważ w takim przypadku ubezpieczalnia może sobie arbitralnie wystawiać aneksy do umów, a ja nie mogę nic z tym zrobić.
P - (oburzona): Ale tak mówi ustawa! Ja jeszcze zadzwonię i się skonsultuję.

Tutaj następuje telefon do kogoś "wyżej", Pani mnie informuje że ten ktoś "wyżej" również wykonuje telefon (do firmy z lewkiem), czy mogę taką umowę wypowiedzieć. Po chwili następuje telefon do Pani.

P: Wie Pan co, właśnie się skonsultowaliśmy, nie może Pan takiej umowy wypowiedzieć, proszę opłacić rekalkulację i przyjść za 3 miesiące.

Wychodzę z salonu, telefon do brata, że coś tu śmierdzi. Sprawdzamy na necie i okazuje się że chyba do 2012 roku faktycznie obowiązywało takie prawo, iż nie można było wypowiadać ubezpieczenia, chyba że auto zostało sprzedane, właśnie po to zostało to prawo zmienione, aby można było wypowiedzieć umowę ubezpieczenia, jeżeli ubezpieczalnia zrobi sobie rekalkulację.

Po tej informacji mówię sobie, że pojadę do innej firmy "porównywarki", miła Pani, wybrała fajne ubezpieczenie, w dobrej cenie i nie widziała żadnego problemu. Do tego lewek nie dość, że nie dostał pieniędzy z mojej rekalkulacji, to musiał wypłacić zwrot pieniędzy za okres niewykorzystanego ubezpieczenia.

Tak sobie myślę, że po to były te konsultacje u Pani w salonie, że w zamian, że zrobi w konia "młodego", to dostanie pewnie od firmy z lewkiem pewny %.

ubezpieczalnia

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 124 (136)
zarchiwizowany

#88710

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Era COVID-19. Nie będzie o tym, czy obostrzenia są słuszne czy nie, ale o ludzkiej hipokryzji.

Wchodzisz sobie do autobusu bez maseczki, kupujesz bilet w automacie, zajmujesz miejsce i słuchasz muzyki w słuchawkach. Podchodzi do Ciebie dziadzio i coś mówi, wyciągasz jedną słuchawkę i pytasz Pana, żeby powtórzył co powiedział, bo nie usłyszałeś. To powtarza "założysz maseczkę czy nie?" Odpowiadam "nie" i wkładam słuchawkę z powrotem do ucha, nie wdając się w polemikę. Dziadzio lament na cały autobus, że jak tak można, połowa autobusu przytakuje (głównie również starsi ludzie). Zapytacie się gdzie w tym wszystkim hipokryzja? Otóż połowa autobusu również nie miała maseczek, albo je nieprawidłowo założone, na brodzie, ustach. Gdzie w tym sens i logika?

PS. Według mnie, pojawiła się szczepionka i w tym momencie każdy podjął swoją decyzję, czy się zaszczepi czy nie i nic komu do tego, tak jak i do tego czy ktoś nosi maseczkę. Ja się zaszczepiłem i nie zamierzam do końca życia chodzić w kagańcu, bo tacy sami hipokryci z, góry nam każą ;).

autobus

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -8 (18)

#88610

(PW) ·
| Do ulubionych
Będzie krótko.

Rozmawiaj kilkukrotnie z Team Managerem (szefem czterech Team Leaderów) o tym, że chcesz iść oddać pewnego dnia krew, za co dostaniesz zwolnienie na 2 dni.

Na 5 dni przed planowaną donacją widzisz w grafiku, że przydzielili Cię do pracy, która wymaga obsadzenia (nie może być tak że praca sobie leży, ktoś musi się tym zająć). Napisz do TM że czemu tak jest, skoro Cię nie będzie, dostajesz odpowiedź że bez oficjalnego zwolnienia on Cię odpisać od tej pracy nie może, ale ok, idź oddać, nie ma problemu (myślisz sobie że pewnie kogoś już mają zaplanowane kogoś w zastępstwo, tylko takie procedury).

Dzień donacji, raban, telefony, czemu Cię nie ma w pracy; od kogo? Od Team Leadera, który nawet nie został przez TM o tym fakcie poinformowany.

A zwolnienie i tak dostałem więc mogą sobie robić o chcą.

Takie tam, z życia w korpo.

korpo

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 157 (193)

#88461

(PW) ·
| Do ulubionych
Będzie o piekielności rekrutacji do pewnego korpo.

Etap 1 - złóż CV online.
3 tygodnie przerwy.
Etap 2 - rozmowa z Panią z HR, odnośnie wynagrodzenia, dyspozycyjności, umówienie na kolejną rozmowę testującą języki.
Kilka dni przerwy.
Etap 3 - rozmowa sprawdzająca język niemiecki oraz angielski.
1,5 tygodnia przerwy.
Etap 4 - rozmowa z Panią z HR + Panem technicznym, pytania typowe HRowe + techniczne z wpisanych w CV programów.
Kilka dni przerwy.
Etap 5 - dzwoni Pan z ofertą pracy w tej firmie, oferuje staż na umowie zlecenie (wtf? przecież na 1 etapie dogadaliśmy stawkę i typ umowy) za najniższą krajową. Do tego nie potrafi mi powiedzieć na jakie stanowisko chcą mnie przypisać, poirytowany zasłania się tajemnicą firmy (rekrutacja wyglądała w ten sposób, że CV składało się ogólnie, później dopisują do odpowiednich Teamów).

Gdzie piekielność? Po co przeprowadzać kandydata przez wszystkie etapy rekrutacyjne, skoro nie zgadzają się na stawkę przeze mnie podaną oraz typ umowy podany przeze mnie na etapie 2? Kompletna strata czasu, chyba liczą, że jak ktoś tyle się narozmawiał i naczekał to przyjmie finalnie tę "świetną" ofertę.

P.S. Grzecznie odrzuciłem ofertę, ponieważ równolegle w innej firmie dostałem to, na co się umawiałem.
P.S.2 Składałem również CV do innego korpo, gdzie na pierwszej rozmowie Pani z HR grzecznie powiedziała że nie łapię się w ich widełki i podziękowała za rekrutację. Idzie? Idzie.

Puenta?
Najlepiej dmuchać na zimne i nie stawiać wszystkiego na 1 kartę.

rozmowy_rekrutacyjne

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 160 (170)

#88257

(PW) ·
| Do ulubionych
Będzie krótko o Januszach biznesu.

Przyjdź na rozmowę o pracę, słyszysz jak to jesteś potrzebny, bo pracownicy nie wyrabiają, ustal warunki, kwotę itp., dogadane że zaczynasz od poniedziałku. Uścisk dłoni na do widzenia, 2 strony uśmiechnięte.

Przychodzisz w poniedziałek, na 7:30 jak umówione, a tam brak stanowiska pracy dla Ciebie, po chwili dzwoni Twój niedoszły szef, że jednak Cię nie potrzebuje, bo finansowo nie wyrobi i sorry, szukaj sobie gdzieś indziej.

P. S. Nie można było dać znać wcześniej? Podczas rozmowy z pracownikami dowiedziałem się, że szef już kilka dni wcześniej im zapowiedział, że mnie jednak nie zatrudni.

W tym kraju to chyba nic się nie zmieni.

Edit: Widzę że niektórzy jak się nie przyczepią do przecinków to do czego innego. Po przyjściu miałem podpisać umowę i udać się na badania. Żadnej pracy na czarno, szkoda tylko mojego czasu. A do was ludzie apeluję, trochę więcej zaufania ;).

A tu macie jakiś "błond" ortograficzny, żebyście się do tego doczepili :D

praca JanuszeBiznesu

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 185 (207)

#88160

(PW) ·
| Do ulubionych
Będzie krótko.

Szczepienia przeciw Covid-19, czy zasadne czy nie, niech każdy sobie sam odpowie na to pytanie, nie o tym będzie historia.

Miałem szczepienie na początku maja, kto się szczepił to wie, że przychodzi się na godzinę i na godzinę wchodzi.
To kto mi powie po co przychodzi grupka moherów, którzy mają szczepienie na godzinę 13 o godzinie 9 i kłócą się z żołnierzem WOT-u na wejściu że oni już muszą wejść teraz na szczepienie? Mało tego, blokują wejście, ludzie którzy są wołani na godzinę nie mogą wejść, tylko muszą się przepychać między nimi łokciami bo stoją i nikogo nie chcą przepuścić. Gdzie dystans? A inną kwestią są ludzie przychodzący z dnia poprzedniego i domagający się wpuszczenia na szczepienie, lub spóźniający się kilka godzin i pokrzykujący, że oni byli na 9, a jest godzina 11.

Koniec piekielności.

PunktySzczepień

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 156 (172)

#88105

(PW) ·
| Do ulubionych
Temat polskich uczelni - temat rzeka.

Wprowadzenie:
Zaliczenie z pewnego przedmiotu, odbywa się online, każdy wie jak to wygląda, kopiuj-wklej.

Historia dotyczy się zaliczenia pewnego przedmiotu. Pani Profesor (PP) zorganizowała zaliczenie z przedmiotu na platformie MS Teams, wrzucając pytania w zakładce "zadania" w formacie doc. Zaliczenie polegało na wypełnieniu Worda odpowiedziami i dodaniu tego dokumentu w formie załącznika. Teoretycznie każdy powinien zaliczyć, ze względu na formę zaliczenia, ale w praktyce Pani Profesor "ma tradycję", że wybiera sobie 2 osoby do odpowiedzi ustnej.

Historia właściwa:
Napisałem kolokwium, wrzuciłem odpowiedzi, wydaje się że temat zamknięty, ale nie, okazuje się że nie zliczyłem. Pani Profesor przy zwrocie "zadania" na MS Teams napisała uwagi, czego brakowało, co należało dopisać; jakie było moje zdziwienie, kiedy czytam uwagi PP, że czegoś tam nie mam, a to jest w moich odpowiedziach. Szybko napisałem maila z protestem, czemu nie zaliczyłem, skoro wszystko to, czego teoretycznie nie było, było w moich odpowiedziach. Dostałem lakoniczną odpowiedź, że "proszę przygotować się na odpowiedź ustną". Więc łączę się bezpośrednio z PP innego dnia na "odpowiedź ustną" i tak oto PP do mnie mówi:

PP: Dzień dobry, przeczytałam Pana maila, którego wysłał Pan do mnie, że miał Pan odpowiedzi na te pytania, i wie Pan co? Faktycznie otworzyłam Pana kolokwium teraz i Pan powinien zaliczyć to kolokwium, ale jako, że taka jest moja tradycja i lubię sobie zostawiać osoby do odpytywania, to zgodzi się Pan ze mną, że mogę wprowadzić taką formę zaliczenia i Pana przepytać? Poza tym jak otwierałam Pana kolokwium za 1 razem to miałam same znaki zapytania, a teraz okazuje się, że Pan wszystko ma, ale sobie Pana przepytam.

Więc odbywa się przepytywanie, w przypadku kolokwium wystarczyło znać odpowiedź na pytanie, w przypadku przepytywania PP zaczyna wchodzić w szczegóły, podaj wzór, podaj co oznacza to i to we wzorze, jaki jest wzór na tą część ze wzoru, co z kolei oznacza to i to we wzorze na część wzoru, skąd się wzięło itd. na szczęście zaliczyłem, ale ledwo ledwo, gdyby nie pomyłka PP zaliczyłbym na 5, a tak walczyłem o 3. Druga osoba, która ma dopytkę, do tej pory nie zaliczyła, a ludzie, którzy zawsze się podlizywali zaliczyli, mimo iż we właściwym kolokwium prawie nic nie napisali.

Puenta?
Gdzie równość w przypadku zaliczania? Czemu niektórzy zdają za nic, a inni muszą się męczyć? Czemu PP robi zaliczenie ustnie, skoro w sylabusie zapisane jest zaliczenie pisemne? Dlaczego ktoś, kto powinien mieć 5 walczy o 3? Czy może po nadaniu tytułu profesora zwyczajnego PP uważa, że już nie musi się trzymać zasad zaliczania i nikt nic jej nie zrobi?
Wnioski pozostawiam Wam.

UczelnieWPolsce

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 148 (184)

1