Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

lemongirl

Zamieszcza historie od: 30 kwietnia 2012 - 16:40
Ostatnio: 18 września 2018 - 20:13
  • Historii na głównej: 27 z 41
  • Punktów za historie: 6737
  • Komentarzy: 149
  • Punktów za komentarze: 678
 

#83082

(PW) ·
| Do ulubionych
Od kilku tygodni jestem "szczęśliwą" posiadaczką karty parkingowej dla osób niepełnosprawnych. I jak wcześniej jakoś nie zwracałam na to uwagi, tak teraz zauważyłam, że:

- miejsc parkingowych dla niepełnosprawnych jest bardzo mało (a powinno być 1 na 15 zwykłych);
- jak już jest, to w połowie przypadków jest zajęte przez niepełnosprawnych inaczej, którzy karty nie posiadają;
- mandat za zajmowanie koperty bez uprawnień wynosi 500 zł, a nigdy nie widziałam, żeby ktoś go dostał; a mandat można "złapać" nie tylko parkując na ulicy, ale też na parkingach/w garażach galerii handlowych, na parkingach osiedlowych itp.

Nie każda osoba niepełnosprawna może ubiegać się o taką kartę, trzeba spełniać pewne warunki, przede wszystkim samodzielne poruszanie się osoby musi być bardzo utrudnione, co bardzo często oznacza konieczność podstawienia wózka pod drzwi samochodowe, co jest w zasadzie niemożliwe na zwykłym miejscu parkingowym.

Uwierzcie mi, że zdecydowana większość osób uprawnionych do zatrzymywania się na kopertach chętnie by z tego "przywileju" zrezygnowała w zamian za sprawność ruchową.

Następnym razem, widząc duże, ładne i wolne niebieskie miejsce parkingowe, zastanówcie się, czy na pewno nie możecie podjechać kawałek dalej...

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 43 (121)
poczekalnia

#83097

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Miejsce:
Poczekalnia Ośrodka Wczesnej Interwencji.

Osoby:
Dwie rozmawiające ze sobą kobiety i trzecia podsłuchująca, początkowo jeszcze bez planu opisania wszystkiego na piekielnych.

Rys sytuacyjny:
Pierwsza kobieta jest matką dwóch córek, jednej zdrowej, w wieku 13 lat, i drugiej autystycznej, w wieku 7 lat. Z opisu wynikało, że młodsza córka jest w pełni samodzielna, sama się bawi, ma własne zainteresowania, a jedynym jej problemem jest to, że czasami się nie słucha.
Druga kobieta jest ciocią dwóch siedmioletnich dziewczynek z mózgowym porażeniem dzieciecym, głęboko upośledzonych, nie chodzących, pieluchowanych, nie jedzących samodzielnie, przyjmujących tylko pokarmy płynne, w zasadzie bez kontaktu.
Kobiety rozmawiają o dzieciach, o tym, jak to jest w życiu trudno, ciocia bliźniaczek opowiadała pierwsza.

Akcja właściwa:
Zaczyna opowiadać matka dziewczynki autystycznej, że ona to już ma w ogóle bardzo ciężko, bo starsza córka podbiera jej ubrania a młodsza - kosmetyki. I że robi to bez pytania. I że jak ona, ta matka, wróci z pracy, to od razu do garów i obiad gotuje, i czasu na nic nie ma. I że ona nie wie ile jeszcze tak wytrzyma...

Ja wiem, że każdy rodzic swoje dziecko uważa za najważniejsze, swoje problemy za największe, ale ludzie! odrobinę empatii... Mi było ciężko słuchać "dramatów" tej matki, a mam "tylko" jedno chore dziecko...


Na swoje usprawiedliwienie dodam, że kobiety rozmawiały tak głośno, że pomimo prób czytania książki, nie dało się nie słyszeć.

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 15 (63)

#82728

(PW) ·
| Do ulubionych
Kupiłam synowi zabawkę. Przeszukałam całe Ceneo, pół internetu i w końcu znalazłam na Allegro. Jeszcze kilka razy się upewniałam czy to na pewno to, czego szukam (wszędzie jest dostępny nowy model, a mi zależało na starszym). Firma przysłała nowy model, ale zadzwoniłam, wyjaśniłam i powiedzieli, że wyślą stary model, a nowy odbiorą - super. To było 23 maja. Jakieś dwa dni później dostałam zabawkę, o którą mi chodziło. Pytałam kuriera czy przypadkiem nie ma też zlecenia na odbiór paczki, ale nie miał.

I tu zaczyna się akcja właściwa.

Tydzień później, 31 maja, w czwartek, Boże Ciało, bez żadnego wcześniejszego kontaktu, dostaję maila, że jutro przyjedzie kurier po odbiór zabawki. Od razu odpisałam, że nie ma nas w domu, bo wyjechaliśmy na długi weekend.

Miesiąc później, 28 czerwca (też czwartek), dostaję pytanie na kiedy mają zamówić kuriera. Odpisuję, że albo na piątek, albo na poniedziałek po 16:00. Zero odpowiedzi, ale na wszelki wypadek siedzę w domu.

Wczoraj, trzy tygodnie później, o 22:43 dostaję maila o treści: "Jeśli w dniu jutrzejszym kurier nie pojawi się po odbiór przesyłki, to proszę o informacje". Zamierzam spędzić dzisiejszy dzień na plaży, ciekawe czy jakiś kurier przyjdzie.

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 150 (172)

#82666

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem w trakcie kursu na prawo jazdy, dzisiaj miałam szóste zajęcia praktyczne. Wiem, sama czasem bywam piekielna dla innych użytkowników dróg, ale dopiero się uczę.

Dzisiaj jechałam sobie spokojnie jakąś małą uliczką, dojeżdżałam do skrzyżowania w kształcie litery T z zamiarem skrętu w prawo (jechałam "nóżką") i miałam pierwszeństwo. Jak już wjechałam przednimi kołami na skrzyżowanie to zobaczyłam, że z lewej strony bardzo szybko zbliża się samochód i nie wygląda jakby miał hamować. No więc noga na hamulec i kierownica mocno w prawo (silnik oczywiście zgasł), serce mi wali, bo już widziałam jak we mnie wjeżdża, ale instruktor mówi "jedziemy".

Jakoś pojechałam, zaraz było kolejne skrzyżowanie, tym razem ze światłami, ale miałam zielone. Pojechałam na wprost, pan szaleniec cały czas z pół metra za mną. Jak tylko minęłam skrzyżowanie to wyprzedził mnie na podwójnej ciągłej i pochwalił się, że ma środkowy palec...

Oby mu odpadł...

Skrzyzowanie nauka_jazdy

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 150 (178)

#82106

(PW) ·
| Do ulubionych
Piekielny system. Tym razem orzecznictwa o niepełnosprawności.

Procedura w skrócie wygląda w sposób następujący: wniosek → komisja → decyzja.

Orzeczenie jest przyznawane na czas określony. Na nie więcej niż 30 dni przed wygaśnięciem aktualnego należy złożyć wniosek o kolejne.

Dzisiaj właśnie złożyłam taki wniosek o przedłużenie orzeczenia dla syna i absurd istniejących przepisów mnie przygniótł...

Jeżeli aktualne orzeczenie jest na przykład do 31 maja, a wniosek o kolejne składa się na początku miesiąca, to na logikę można by było założyć, że będzie ono obowiązywało od 1 czerwca. Otóż: nic bardziej mylnego! Przepisy są skonstruowane w ten sposób, że komisja NIE MOŻE się zebrać kiedy jeszcze obowiązuje "stare" orzeczenie, tylko musi poczekać na jego wygaśnięcie. Dlaczego? Bo tak. No ale dlaczego? Bo takie są przepisy. Aha.

W praktyce oznacza to co następuje:
- problemy w fundacjach, które mogą przyjmować tylko osoby z ważnym orzeczeniem o niepełnosprawności;
- zawieszenie różnych świadczeń wypłacanych na rzecz osób niepełnosprawnych;
- brak możliwości bezpłatnych przejazdów komunikacją miejską dla osób niepełnosprawnych jeżeli mają więcej niż 7 lat;
- brak możliwości bezpłatnych przejazdów komunikacją miejską dla opiekunów osób niepełnosprawnych;
- brak możliwości dostępu do niektórych badań i refundacji zabiegów.

O ile fundacje w takich przypadkach zazwyczaj idą swoim podopiecznym na rękę, a świadczenia mogą być wypłacone wstecz, to za bilety ani procedury medyczne nikt pieniędzy nie zwróci...

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 133 (137)

#81838

(PW) ·
| Do ulubionych
Tytułem wstępu, bo to dość istotne dla historii: mój syn ma 3,5 roku, jest niepełnosprawny, nie chodzi, nie mówi, dopiero jakiś miesiąc temu zaczął utrzymywać kontakt wzrokowy i reagować na swoje imię.

Akcja właściwa: byłam wczoraj u neurologa dziecięcego (ordynatora dziecięcego oddziału neurologicznego, o bardzo dobrych opiniach). Byłam bez syna, bo chory, a tylko skierowanie potrzebowałam. Pani doktor ostatnio widziała go jakieś 9 miesięcy temu, wizyta trwała pięć minut (bo tyle jest na pacjenta), więc też nie bardzo miała jak go zbadać.

Powiedziałam, że leczę syna metodą, która nie jest w Polsce popularna, ale przynosi efekty. Pani doktor powiedziała, że ona by tak swojego dziecka nie leczyła, na moje pytanie "dlaczego?" Odpowiedziała "bo nie". I dodała, że to moje dziecko i mogę robić co chcę. Ona żadnego leczenia nie zaleciła.

Jak jej powiedziałam, że na tym "moim" leczeniu syn zrobił postępy, to odpowiedziała, że ona słyszała o tej pani doktor, która zajmuje się moim synem, że przychodzi do niej wielu rodziców, którzy leczą w ten sposób swoje dzieci, ale na skuteczność tej metody nie ma żadnych naukowych dowodów, i że według niej to jest tylko wyciąganie pieniędzy.
A na koniec dodała, że z moim synem już lepiej nie będzie, żebym na to nie liczyła.

Z moim synem, którego bardzo długo nie widziała, który od ostatniej wizyty u niej zrobił spore postępy, a leczę go dopiero od pół roku.

Przeciętnemu rodzicowi, po takiej informacji od lekarza, nie pozostaje zbyt wiele chęci do życia ani woli do działania, do szukania pomocy gdzie indziej.
Ja, na szczęście, trafiłam na ludzi, którzy pomogli mi znaleźć lekarza, który wie co robi i zna się na tym. I chociaż wiem, że mój syn nie będzie chodził do normalnej szkoły, pewnie nawet nie będzie mówił, ale mogę mieć nadzieję, że może nauczy się w jakiś inny sposób komunikować.

Nie mówię, żeby dawać fałszywą nadzieję, ale nie można jej zabijać!

Szpital dziecięcy

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 151 (175)

#81618

(PW) ·
| Do ulubionych
Mój tydzień z DPD.

Poniedziałek
Czekam na paczkę, dostaję maila, że kurier dostarczy paczkę po 20:30. Wydaje mi się to dosyć późną godziną, no ale nic, czekam.
W międzyczasie dzwonię do innej firmy, w której muszę złożyć reklamację. Dostaję informację, że "jutro albo pojutrze" przyjedzie kurier odebrać uszkodzoną rzecz. To również DPD.

Wtorek
Kurier z paczką oczywiście się nie pojawił, na stronie śledzenia sprawdzam, że moja paczka została przekazana do punktu pick up (już nie "punkt odbioru", bo to pewnie brzmi zbyt zwyczajnie).
Dzwonię na infolinię i próbuję się dowiedzieć co poszło nie tak i poprosić, żeby paczka została do mnie doręczona ponownie. Osoba na infolinii sprawdza, że faktycznie nie było żadnej próby doręczenia, ale jak już paczka trafiła do punktu pick up, to nic się nie da zrobić. Proszę o połączenie z kierownikiem. Ten stwierdza, że to jednak jest możliwe, ale dopiero na drugi dzień. Przy okazji ilość nieudanych prób doręczenia magicznie wzrasta z zera do kilku. Umawiam się z nim, że jak nie uda mi się odebrać paczki tego dnia (wyjście z domu jest dla mnie mocno problematyczne), to zadzwonię i następnego dnia kurier mi ją dostarczy.
Udaje mi się jednak odebrać paczkę i na miejscu się dowiaduję, że trafiła ona do punktu poprzedniego dnia o 17:00...

Środa
Kurier po paczkę z uszkodzoną rzeczą się nie pojawia.

Czwartek
Rano: dzwonię do firmy od reklamacji i oni nie wiedzą, dlaczego paczka nie została ode mnie odebrana. Zakładają kolejne zlecenie, tym razem dostaję jego numer. Kurier ma przyjechać następnego dnia między 10:00 a 12:00. Dzwonię jeszcze na infolinię DPD i się upewniam, że będzie w tym przedziale czasowym. Nie, nie będzie, te godziny są podane orientacyjnie. Po krótkiej przepychance słownej dostaję zapewnienie, że będzie na pewno przed 16:00.

Piątek
Kurier przyjeżdża o 16:05. Nie ma listu przewozowego, bo w zleceniu nie było informacji, że ma taki przygotować. Zatrzymuję go w drzwiach i dzwonię na infolinię. Czekając na połączenie dowiaduję się od niego, jak fatalnie ta firma działa.
Konsultant na infolinii mówi, że jak ani kurier, ani ja nie mamy listu przewozowego, to nic się nie da zrobić.
Wypuszczam kuriera.
Dzwonię do firmy od reklamacji, ale po 16:00 jest tam tylko sekretarka. Mówi, że następnego dnia mają dyżur i żebym zadzwoniła, podaje mi wewnętrzny do odpowiedniego działu.
Dzwonię jeszcze raz na infolinię DPD, z góry przepraszam za moje ewentualne wybuchy w trakcie rozmowy i, najspokojniej jak potrafię (chociaż głos mi drży), opisuję sytuację. Pani się stara coś pomóc, ostatecznie upewnia się, że mam adres do wysyłki i mówi, że postara się zawrócić kuriera. Jak nie dzisiaj, to następnego dnia, w sobotę, paczka zostanie ode mnie odebrana.

Sobota
Kurier oczywiście się nie pojawia.
Próbuję się dodzwonić do firmy od reklamacji, ale "nie mam uprawnień do połączenia się z wybranym numerem wewnętrznym".

Niedziela
Zbieram siły do dalszej walki.

Poniedziałek (dzisiaj)
Dzwonię do firmy od reklamacji i mówię o liście przewozowym, a w zasadzie o jego braku. Pan obiecuje, że dzisiaj zostanie założone nowe zlecenie i zadzwoni do mnie, żeby to potwierdzić. Na koniec stwierdza, że dla niego to już jest śmieszne.
Przed 16:00 żadnego kontaktu nadal nie ma, więc jeszcze raz dzwonię do firmy od reklamacji. Tym razem rozmawiam bezpośrednio z osobą wysyłającą zlecenia: pani nie wiedziała, że ma założyć nowe...
Szybko je wystawia, dostaję numer i dzwonię do DPD.
Kurier ma być między 16:00 a 18:00. Pytam, czy będzie miał list przewozowy - nie. Bo w opcji, którą firma od reklamacji wybiera, kurier nawet nie może odebrać paczki z listem wpisanym ręcznie, musi być wydrukowana etykieta!
Zrezygnowana pytam panią na infolinii, czy coś da się zrobić, żeby ktoś tę paczkę w końcu ode mnie odebrał - ma się postarać. Jestem ciekawa, jak długo to jeszcze będzie trwało...

Dla mnie pewnie też by to było śmieszne, gdyby tylko dotyczyło kogoś innego...

DPD

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 113 (123)
zarchiwizowany

#80509

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Moja historia nie jest piekielna, ale doskonale wpisuje się w nurt opowiastek z poczekalni u lekarza.

Nie pamiętam z jakiego powodu, zresztą nie jest to istotne, siedziałam w prawie pustej poczekalni. Na krześle obok mnie usiadła starsza pani dość pokaźnych rozmiarów i swoim biodrem napierała na mnie. W pewnym momencie się odchyliła na zewnątrz i z ukrytego końca przewodu pokarmowego wydała soczyste "prrrryyyttt". Po powrocie do pozycji siedzącej udawała, że nic się nie stało, a ja, nie znajdując żadnych słów, przesiadłam się nieco dalej...

Poczekalnia

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1 (29)
zarchiwizowany

#80267

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Siedzę sobie w restauracji typu vege, bio, gluten free i co tam kto jeszcze chce. Kobieta koło mnie dostaje jakieś wypasione śniadanie z pieczywem i zaczyna jeść.
Po paru minutach podchodzi do niej kelnerka i mówi:
- Przepraszam bardzo, ale to pieczywo jest z glutenem, bo zapomniałam powiedzieć na kuchni, że pani chciała bez...

Na szczęście prośba tej klientki wynikała z mody na jedzenie bezglutenowe i nic wielkiego się nie stało. Ale gdyby miała celiakię to mogłoby to się skończyć nieciekawie...

Gluten free

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -4 (26)

#79992

(PW) ·
| Do ulubionych
Żeby zapisać dziecko do przedszkola specjalnego potrzebne jest orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego.

Żeby zapisać dziecko do poradni wystawiającej takie orzeczenie potrzebna jest opinia pedagoga z przedszkola specjalnego...

Absurdy

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 124 (152)