Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

mabmalkin

Zamieszcza historie od: 4 stycznia 2017 - 1:24
Ostatnio: 24 lutego 2020 - 3:39
  • Historii na głównej: 96 z 105
  • Punktów za historie: 16849
  • Komentarzy: 545
  • Punktów za komentarze: 2168
 

#76988

(PW) ·
| Do ulubionych
Zbiór historyjek, poczynając od roku ubiegłego, do obecnego roku. Zatem będzie długo.
Mój narzeczony jest profesjonalnym, dyplomowanym fotografem.
Uważa to za swoją pasję; pracuje na co dzień w zupełnie innym zawodzie, jednak od czasu do czasu czerpie korzyści ze swojego hobby (zwykle zdjęcia na śluby, komunie, czy po prostu sesje prywatne).
Oto jak łatwo pogorszyć kontakty z rodziną czy znajomymi (i nie tylko) :

1. Moja kuzynka mieszka na drugim końcu Polski od nas, czyli w Warszawie. Odwiedziliśmy ją podczas ubiegłych wakacji i miło nas zaskoczyła, że w styczniu bierze ślub i że oczywiście- już teraz jesteśmy zaproszeni. Wpadliśmy na pomysł, że zamiast jakiegoś bezużytecznego prezentu ślubnego, mój P. zrobi im piękną, wyjątkową sesję. (O czym oczywiście poinformowaliśmy wcześniej, żeby nie musiała szukać kogoś innego za kosmiczną cenę).

Super. Cud miód. Tylko mamy czekać na zaproszenia.
Miesiąc, dwa, trzy, nic. Zapomnieliśmy o sytuacji i zajęliśmy się swoimi sprawami.
Ślub odbył się 28.01.2017 roku. Cztery dni wcześniej zadzwoniła kuzynka z propozycją NIE DO ODRZUCENIA. Uwaga...
Mój narzeczony ma pojechać na ich ślub, zrobić sesję i po weselu wrócić. Oczywiście beze mnie, bo im się plany co do gości pozmieniały. (Pominę fakt, że mojego P. widziała RAZ w życiu).
Szczerze- przyjęlibyśmy propozycję, gdyby powiedziała to np. dwa miesiące wcześniej, a nie cztery dni przed ceremonią.
W ten sam dzień zadzwoniła ciotka, że jak to, że my najpierw obiecujemy a potem się wykręcamy i że na naszym ślubie to jej noga na pewno nie postanie. Przykro nam :D


2. Wiadomość mailowa. Skopiowałam.
"Witam jestem dziewczyna o nietypowej urodzie, śmiala i nie bojącoą się wyzwan jeszcze napewno nie miałeś takiej modelki jak ja. Nie jestem pierwsza lepsza zajmuje sie modelingiem od dziecka i bardzo bym chciała z tobom sesje. jeśli sie zgodzisz nie pozałujesz i może jeszcze coś więcej po co ty na to hm ? :* :*".
Ykhm. Pozostawię bez komentarza.


3. Nasi znajomi stają na ślubnym kobiercu pod koniec sierpnia.
Mój P. niestety pracuje w dużej firmie, o dużych wymaganiach i z tego powodu już TERAZ musiał określić dokładne dni, w których chce wziąć urlop. Ustaliliśmy, że podobnie jak rok temu- będzie to koniec sierpnia i pierwszy tydzień września. Poszło, nie da się już przełożyć. Niestety, znajomi zadzwonili dopiero wczoraj, z prośbą o to, by P. został fotografem na ich ślubie. P. wytłumaczył całą sytuację związaną z urlopem, że już się nie da przełożyć i że może polecić kilku swoich znajomych, którzy też zajmują się fotografią. Jednak i tak zostaliśmy burakami, chcącymi zniszczyć ich najpiękniejszy dzień w życiu.
No cóż.


4. Naprawdę nie mam nic do aktów. Spora ilość kobiet pisze z prośbą o wykonanie takiej śmiałej sesji. Nigdy nie byłam zazdrosna, przy każdej sesji mogę być obecna, wspólnie wybieramy modelki. Dodam, że taka sytuacja jak opisana poniżej zdarzyła się pierwszy raz i od tej pory bardziej wnikliwie dowiadujemy się informacji o osobach, które P. ma fotografować w taki sposób.

Napisała młoda kobieta z chęcią pozowania do aktów. Pisała sensownie, konkretnie, twierdziła, że zdjęcia te mogą przeważyć na jej przyszłej karierze, bo ma dopiero 25 lat. Podesłała kilka fotek- piękna, o kształtnej figurze, cudownie długie, czarne loki. Umówili się na sesję.

Przyszła, mój Kochany zaproponował najpierw sesję próbną w pracowni. W jej zachowaniu było coś dziwnego, jakby trochę niepoważnego, ale oboje to zbyliśmy, ludzie są różni. Zostawiłam ich samych i zeszłam na dół. Dosłownie 10 minut później pod dom podjechały trzy auta, z każdego wyskoczyło po czterech "Sebixów" + jeden "kark" w garniturze.

W skrócie opowiem co się stało- KOBIETA okazała się mieć niecałe 15 lat. Ja wiem, że dzisiejsze gimnazjalistki wyglądają na starsze. Ale nigdy w życiu nie pomyślałabym, że dziewczyna ma około 15 lat. Wyglądała na tyle ile twierdziła, że ma, albo jeszcze więcej. Czyli jeszcze starsza ode mnie. Nie miała w sobie (poza podejrzanym zachowaniem) nic z nastolatki.
Jegomość w garniaku okazał się tatusiem i o dziwo- dało się z nim w miarę normalnie porozmawiać, gdy nerwy już troszkę puściły.

Dowiedzieliśmy się więc, że zanim dziewczyna przyjechała do nas (na stopa, ok 120km), zostawiła ojcu kartkę z NASZYM adresem i dopiskiem, że nie zniszczy jej marzeń i idzie na swoją pierwszą rozebraną sesję. Dosłownie.
Mój P. wyszedł więc na pedofila, wyrywającego młode dziewczęta na sesje. Pokazaliśmy ojcu dziewczyny wszystkie wiadomości, które wysłała do mojego P. Zmusił ją też do otworzenia jej skrzynki mailowej.
Wszystko skończyło się (przynajmniej dla nas) dobrze, w ramach przeprosin P. dostał dzień później dobre whisky. A co do dziewczyny; nie interesują nas jej relacje z ojcem, sama była sobie winna i osobiście nie zamierzam w żaden sposób jej bronić.
Teraz przed każdym aktem P. żąda jakiegoś potwierdzenia wieku modelki/modela, podpisuje umowy teraz już w związku z każdą sesją.


5. Porady w sprawie sprzętu, techniki itp. ja nie znam się na tym wybitnie, ale zdaję sobie sprawę, że poza kreatywnością, sprzęt odgrywa główną rolę.
"X- A jak ty robisz, że ci takie tło wychodzi, co to za FILTER? jaki program?
P.- To nie program, to kwestia obiektywu.
<długie tłumaczenie, rodzaje, co, z czym i jak>
X- To podaj mi na allegro link na ...(dowolna część aparatu/aparat) ...i ja sobie zamówie bo zaoszczędziłem/am 6 stówek.
Ni ch... nie wytłumaczy się takiej osobie, że 6 stówek to ykhm... za mało. Dużo za mało. Potem następuje klasyczny tekst, że tylko debil kupiłby obiektyw za czterocyfrową sumkę.


6. Oboje mamy konta na Digarcie. Pewnie ktoś z Was miał okazję zahaczyć o tę stronę. Jakoś początkiem jesieni, w naszej gminie ogłoszony został konkurs fotograficzny, tematyczny, o naszych górach, krajobrazie itp. Konkurs organizowało kilka grup z naszego Ośrodka Kultury, zarówno mój mężczyzna jak i ja należymy do sekcji; on do fotograficznej, ja do plastycznej.

Oczywiście nikt z członków sekcji organizujących nie mógł brać udziału w konkursie. Jakież było zdziwienie, gdy w drugim tygodniu napłynęły fotografie mojego Lubego, "autorstwa" Pani Iksińskiej. Jak się później okazało- znalazła je na Digarcie, skopiowała i wysłała. Tak po prostu. Oczywiście mój P. podjął kroki prawne w tej sytuacji i bezapelacyjnie wygrał, wnosząc oskarżenie o plagiat. Pani początkowo próbowała się bronić i uwaga, pamiętajcie- jeśli jakieś zdjęcie jest w internecie (nawet sygnowane imieniem i nazwiskiem autora), to przecież macie prawo do wykorzystania go, bo jeśli POBIERACIE JE na swojego pendrive to już jest wasze. Serio :P.


Na szczęście to tylko kilka nielicznych sytuacji, poza tym ludzie są bardzo w porządku. I wiedzą czego chcą :)

hobby

Skomentuj (59) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 293 (329)

#76890

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia opowiedziana przez kuzynkę [W] (lat 14). Na początku zaznaczam, że nie mam nic do kształtu ciała danej osoby, ale nie rozumiem niektórych rzeczy.

Są osoby skrajnie chude i skrajnie grube. W klasie kuzynki jest dziewczynka, powiedzmy - Ola. Należy do drugiej grupy. Ola ma lat 14 i waży DUŻO za dużo. Nie jest to wywołane żadnymi lekami/chorobą itp.
Dziewczyna po prostu lubi jeść (chociaż może jest to rodzaj choroby) i widocznie jej najbliższe otocznie nie zauważa tego. Czasem podjeżdżałam po W. pod szkołę i przy okazji zabierałam Olę i jeszcze jedną koleżankę, więc nie przesadzam; wydawała się szersza niż wyższa. W zasadzie moja kuzynka była najbliższą osobą dla Oli, bo reszta odsuwała się, docinała, wyzywała od "świń" itd. A wszystko, co niżej opiszę, wiem od W, która uważała ją za dziewczynę miłą, z pasją do malowania i ogólnie miały dużo wspólnych tematów.

Wychowawczyni klasy wykonała telefon do rodziców Oli, z pytaniami o jej stan zdrowia (mimo, że szkoła miała informację o jej stanie zdrowia i "lekkiej otyłości"), z informacją, że tusza Oli może zagrażać jej życiu i z pytaniem o kroki jakie w tejże sprawie podejmują. (Ola rzekomo podsłuchała rozmowę mamy z wychowawczynią, o czym powiedziała W.).

Dzień później, w trakcie lekcji, do klasy wpada ojciec dziewczynki z awanturą, dlaczego nauczycielka DYSKRYMINUJE jego córkę, dlaczego sugeruje jakąś pomoc JAK DLA JAKICHŚ ANOREKTYCZEK, że jego córka będzie jadła to na co będzie miała ochotę i że w sumie on się nie dziwi, że dziewczyna ma problemy, skoro WSZYSCY TUTAJ wyglądają jak chucherka.
Olę zabrał ze szkoły. Podobno przepisują ją do innego miasta.

Dziewczyna przechodzi zapewne przez piekło. Może nie przez swoje "widzimisię", lecz przez najbliższą rodzinę, która widocznie nie zauważa problemu i która odpowiednio jej nie dopilnowała, dlatego dziewczyna nie uważa, że robi coś złego dla samej siebie.

gimnazjum

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 194 (242)

#76797

(PW) ·
| Do ulubionych
Znajomy (student) szuka nowego mieszkania w jednym z większych miast. Stwierdziłam, że pomogę mu w poszukiwaniach. Autentyk z jednego z ogłoszeń:

"Witam, mam do wynajęcia świeżo wyremontowane mieszkanie przy ul. X, dwa pokoje (w tym jeden przechodni), kuchnia, łazienka i przedpokój. Poza tym balkon oraz możliwość korzystania z garażu.
Cena to 2500 zł za osobę + opłaty i kaucja.
Jak już wyżej wspomniałem, mieszkanie jest po remoncie, który zrobiłem z własnej woli. Koszt remontu wyniósł mnie około 7 tysięcy złotych, dlatego warunkiem jest oddanie mi, jako właścicielowi, kosztów tego remontu".

I że niby serio ktoś na to pójdzie? :D

PS Podałabym link, ale "oferta" zniknęła chyba dzisiaj.

Breslau

Skomentuj (53) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 237 (263)

#76726

(PW) ·
| Do ulubionych
To już chyba tradycja, że w małych miejscowościach ludzie nudzą się do tego stopnia, że nie ma lepszej rozrywki od wtykania nosa w nie swoje sprawy. W całej historii trochę mi szkoda mojej mamy, która nasłucha się złośliwych komentarzy, jednak na szczęście jest na tyle mądra, by nie brać ich do siebie, tylko śmiać się razem ze mną; jednak sytuacja jak dla mnie jest jednocześnie przykra z jednego powodu, a mianowicie jak szybko potrafi się ludzi ocenić tylko na podstawie... w sumie nie wiem czego. Do rzeczy.

Od początku ubiegłego roku, spotykam się z mężczyzną (obecnie narzeczonym). Wspominałam wcześniej, że jestem na pierwszym roku studiów, On jest ode mnie starszy o 11 lat. Znamy się kilka lat (ze względu na wspólne pasje, no i mieszkał jakieś 10km od mojej miejscowości). Teraz mieszkamy razem, u Niego, w górach na cudownym, kompletnym odludziu. A na piętrze mieszka jego mama (starsza, niestety schorowana kobieta, którą trzeba się zająć, ale która jest bardzo kochana).

Ja wiem, że: "jestem jeszcze młoda i głupia, że wszystko w życiu się może zdarzyć, że w moim wieku to powinnam korzystać z życia" i takie tam. Jednak nie widzę problemu w niczym, skoro jestem w związku z mężczyzną, którego kocham, który jest troskliwy, wierny, z którym dzielimy pasje, którego moi rodzice uwielbiają. Mój wybór.
A teraz podzielę się "mądrościami" koleżanek mamy, z którymi czasem pije kawę:

-Jak ty możesz pozwalać, żeby córka się z pedofilem spotykała?
-A może on jest z nią tylko dla waszych pieniędzy? (no tak, bo przecież jesteśmy milionerami... ).
-Zobaczysz, zaraz zajdzie w ciążę żeby 500+ dostać.
-I co, pewnie jeszcze im do rachunków się dokładasz?
-(Jedna z nich zna Jego byłą dziewczynę) Zostawił X po tylu latach, to pewnie ją też dla młodszej zostawi.
-Ale jak to zaręczyła się? Przecież dziewczyna życie sobie zmarnuje.
-Pewnie ją wykorzystuje, żeby tylko matki pilnowała.
-Przecież to obrzydliwe, że oni się spotykają.
-I pewnie wszystko jej każe w domu robić, ostatnio widziałam jak wychodziła od ciebie z takimi siatami wielkimi!
I moje ulubione: -No tak, na takie auto, to każda by poleciała :D

Studiuję w innym mieście, jednocześnie udało mi się dostać dosyć fajną pracę, do rachunków dokładam się SAMA, mimo, że On nigdy o to nie prosi, zaręczyny to nie przysięga małżeńska, Jego była dziewczyna zdradziła go w jego własnym domu, gdy wyjechał na delegację; przez 5 lat harował na nią i na siebie jak przysłowiowy wół; nie wygląda na starszego ode mnie, wygląda jak normalny facet; logiczne chyba jest, że zamiast codziennie jeździć do miasta po zakupy, lepiej zrobić więcej na zapas. Jakoś nie widzę niczego złego w zrobieniu zakupów, gdy mój facet ciężko pracuje. A auta mnie nie interesują, bo wolę jednoślady.

I takie mądrości prawią trzy kobiety, które znam od dzieciństwa - dwie z nich mają synów, wiek 23 i około 26, którzy nadal z nimi mieszkają, nie pracują, wykształcenie skończyli na podstawówce, a ich jedynym zajęciem są gry komputerowe. Jedna z nich ma córkę, młodszą ode mnie, która (tadadaam) zaszła w ciążę jak miała niecałe 17 lat i obecnie pracuje jako "mama na pełen etat".
Mojego narzeczonego widują tylko czasem- NA KORYTARZU. Jak przyjeżdżamy do rodziców. Czasami akurat jedna schodzi na dół do sklepu czy coś... (A wtedy jest "a dzień dooobry dzień dobry! Jacy wy ładni!" itd.
Także tak. Mamuśka ostatnio wspomniała im o ich dzieciach i ich "osiągnięciach". Już chyba nie będą pić kawy przez dłuższy czas ;).
Po prostu denerwują mnie tacy ludzie.

ener

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 188 (254)

#76563

(PW) ·
| Do ulubionych
O znajomościach i głupocie.

Jestem na pierwszym roku studiów, mam koleżankę z liceum, młodszą o rok. Jest córką szefa jednej z większych firm ochroniarskich w Polsce. Jej chłopak (K) to mój przyjaciel.

Parę dni temu, na stacji benzynowej, spotkałam z Lubym w.w przyjaciela. Nieźle wciętego.
(Ja)- Cześć K, co Ty tu robisz?
K- A wiesz, pobalowałem z X i czekam aż moja po mnie przyjedzie.

Przyjechała. Wysiadła... wytoczyła się z auta. W momencie, gdy zajęła się rozmową ze swoim chłopcem i mną, mój facet wyciągnął kluczyki ze stacyjki w jej aucie, o których zapewne zapomniała.
O "kradzieży" zorientowała się chwilę później. Wywiązała się awantura między moim narzeczonym, a nią. (Zarówno on jak i ja - dużo zniesiemy i dużo tolerujemy, ale na pewno nie pozwolimy nikomu prowadzić pod wpływam alkoholu.) To nasi znajomi, więc nie chcieliśmy od razu wzywać policji.

Zadzwoniliśmy do jej rodziców, z którymi znamy się od dłuższego czasu.
Przyjechał tato. Poprosił nas o klucze od auta. W zaufaniu, które dotąd było niezachwiane - oddaliśmy.
- Córuś, napiłaś się?
- Nnnooo trrrrohhchhhhhhęee.
- No, to jedź powoli przede mną!
Dał jej kluczyki i pojechali.

Mam spisane numery blach, zrobione zdjęcia, lecz trzy rzeczy mnie zastanawiają...
Jaki OJCIEC pozwoliłby swojej CÓRCE jechać PO PIJAKU? Jak w ogóle można siadać za kółko po alkoholu? I dlaczego w momencie, gdy dzwonię na policję i podaję dokładną lokalizację oraz zgłaszam jazdę po pijaku, to nikt nie reaguje?
:/
Z chęcią opiszę dalszą część "akcji", jak coś będzie się działo.

Kotl-a KKa

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 309 (329)