Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

marcel_S

Zamieszcza historie od: 7 września 2013 - 17:51
Ostatnio: 19 września 2018 - 20:51
  • Historii na głównej: 5 z 9
  • Punktów za historie: 1417
  • Komentarzy: 25
  • Punktów za komentarze: 87
 

#83011

(PW) ·
| Do ulubionych
Przesrane.

Stawiki Sosnowiec. Na początku sezonu, oddano do użytku pływający pomost wokół kąpieliska. Fajny. Deski, dużo stali nierdzewnej, dalby, siedziska, daszek przeciwsłoneczny - krótko mówiąc molo na bogato.
Dziś patrzę, koło leżaków nasrane. I to nie jeden piesek skorzystał a kilka, i nie piesek tylko spory bydlak musiał być.
Zakaz jest, ale oczywiście 'mój piesek nie sra, a jak już to ja sprzątam'. To że poleci między deski wprost na kąpielisko - jeden kij.

Apogeum na sam koniec. Przebieralnia - niestety tylko jedna. W środku również odchody - tym razem ludzkie - pies raczej nie używa papieru.

Dzicz.

kąpielisko

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 163 (169)
zarchiwizowany

#82935

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Rozwój akcji z zeszłej soboty #82910. Dziś powtórka. Pociąg, kajak, pływanie i oczywiście interwencja.
Kurcze, nawet ekipa na ribie była ta sama. Ponieważ nic nie wskórali, wrócili z Policją (motorówka PW też śmiga po jeziorze). Co ciekawe, nie zgłosili że pływam bez kapoka, tylko że jestem pijany. Alkomat pokazał 0.0 bo nic innego pokazać nie mógł. Policjanty sprawdziły czy mam kamizelkę i doradzili żebym założył bo bezpieczniej. Zgodziłem się że w kamizelce bezpieczniej, ale bez wygodniej, i na tym interwencja się skończyła.
Następny raz będę tam dwudziestego szóstego, i nurtuje mnie myśl czy już chłopaki ochłoną, czy nadal będą się wygłupiać.

kajak jezioro

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -4 (28)
zarchiwizowany

#82910

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Poprzedni mój wpis, został zarchiwizowany, bo otrzymał sporo ujemnych punktów. Przeredagowałem go tak, żeby był bardziej czytelny dla laika, i bardziej oddawał na czym polega piekielność. Dodatkowe komentarze dodałem w nawiasach.
---------------
Zmagań z służbami ratowniczymi ciąg dalszy.

Jaka jest ostatnio pogoda, każdy widzi. Ukrop, żal nie spędzić w wodzie lub nad wodą. Tym bardziej że w tym roku nadrabiam zaległości z zeszłego. Jeszcze ciemno trzydzieści pociąg i heja nad spore jezioro. O 9.00, kajak nadmuchany, zasztauowany, gotowy do wypłynięcia.

(Nie jest to kajak zabawka, tylko pneumatyk którego używa się na spływach do długościach tysięcy kilometrów. Sztauowanie oznacza takie rozmieszczenie ładunku, że jest on zabezpieczony przed przesunięciem w każdych warunkach)

Sielanka. Opalanie, wiosłowanie, trochę pływania wokół kajaka. Ponieważ nie lubię tłumu, trzymam się raczej środka jeziora.
(Pływam na tyle dobrze, że mógłbym nawet wrócić do brzegu - 2km, ciągnąc ten kajak za sobą)

Jak już zaspokoiłem pierwszy głód pływania - pora coś przekąsić. Tu słowo wyjaśnienia, to że kajak jest dmuchany nie oznacza że jest niewywrotny. Żeby mi nie chybotał na jeziorze, zrobiłem dryfkotwę. Składane wiadro, pomarańczowy bojrep, i kilka metrów linki. Po zarzuceniu, kajak prawie stoi w miejscu mimo wiatru i zawsze jest dziobem do fali.

(Dryfkotwa, to rodzaj spadochronu zawieszonego w wodzie przed łodzią. Na wietrze, łódź dryfuje szybciej, dryfkotwa wolniej, przez co łódź ustawia się dziobem do fali, i jest mniejsze ryzyko wywrotki. Bojrep w tym przypadku, to pływak który utrzymuje dryfkotwę na określonej głębokości - około metra pod wodą w tym przypadku. Wygląda jak piłka basebalowa o długości ok 30cm i jest rażówiaście pomarańczowy z dwiema taśmami odblaskowymi klasy SOLAS)


Dziamam kanapki. I nagle słyszę wrrrrrr. I widzę woprówkę hamującą bokiem obok mnie i to z pełnej prędkości. No tak, jest dobrze po 11, bliżej 12, chłopaki zaczęli pracę.

(Na pływaniu patrolowym, pływa się na małej mocy. Kultura na wodzie wymaga by do jednostki podchodzić od dziobu lub lewej burty-nie jest to ujęte w przepisach, ale taki zwyczaj. Natomiast chłopaki zrobili podejście ratunkowe. Maksymalny ciąg i prędkość, kilka metrów przed celem, maksymalne wychylenie steru - i jednostka efektownie leci bokiem. Stosowane przy dojściu do tonącego, tak żeby go mieć na burcie albo rufie, bo tam łatwiej go wyciągać)

Gość na jednostce wyciąga megafon! (na dystansie 5-7m) i krzyczy: Założyć kamizelkę!!

Pozwoliłem sobie zignorować.

(Opcją było że powiem spier**j. Ani mi on kuzyn, ani brat, brudzia razem nie piliśmy, a ton rozkazujący może stosować wśród znajomych.
Nie było żadnego powodu żebym kamizelkę miał na sobie. Pływam dobrze i już to wystarcza żeby w świetle przepisów zostawić ją na pokładzie. Dodatkowo mam kilka patentów na prowadzenie jednostek i dzięki temu nawet moi załoganci mogą pływać bez kamizelek.
Przy temp 30+ dodatkowa izolacja na grzbiecie to żadna przyjemność)

Podpłynął bliżej i drze japę coraz głośniej. Coś tam o mandatach wspomina, każe wracać do brzegu.

(WOPR nie może nakazać powrotu do brzegu poza kąpieliskiem. Nie może wystawiać mandatów. Nie ma prawa do legitymowania na wodzie, ani sprawdzania wyposażenia łodzi. Jeżeli są pewni swego - mogą wezwać Policję i to ona może te wszystkie rzeczy zrobić)


Pewnie wszystko skończyłoby się na pokrzykiwniu, gdyby nie to że postanowili zwrócić moją uwagę, poprzez zrobienie kółka wokół kajaka.
(Tak to przynajmniej wyglądało, patrząc po wychyleniu kolumny silnika, w trakcie przejścia przed dziobem, nadal była ustawiona jakieś 30 stopni na ich lewa burtę.)

No i śruba zaplątała się im w linkę od dryfkotwy. Wiadro poszło w piguły, w końcu to brezent, linka elegancko się owinęła na wale, mną trochę szarpnęło a oni stoją.
Tyle bluzgów to dawno nie słyszałem. Odknagowałem linkę, trudno na straty, powiedziałem im dobitnie co o nich sądzę. Dodałem że wstyd przynoszą służbie, i żeby generalnie się odemnie odstosunkowali.

(Chłopaka poniosła dana mu władza, i przepłynął przed dziobem nie zwracając uwagi na bojrep, który był jakieś 10m przed dziobem. Młody prawdopodobnie nie wiedział nawet co to. Lina nawinęła się na śrubę i ją zablokowała. Wtedy klin który jest w niej umieszczony został ścięty, i wał pędny stracił połączenie ze śrubą. Każdy silnik ma takie zabezpieczenie.
Panowie na woprówce naruszyli przepisy prawa drogi. Jednostka na silniku ma zachować bezpieczną odległość od jednostki na żaglach, wiosłach lub położonej w dryfie. Zerwanie kotwicy, kotwicy martwej lub dryfkotwy, jest traktowane jak wypadek zarówno w ruchu śródlądowym jak i morskim. I jest karalne - na dzień dobry 500pln.
Odknagowanie, to odczepienie liny od knagi czyli takiego specyficznego uchwytu na pokładzie.
)

Odpłynęli na wiosłach.

(Nie mieli innego wyjścia, śruba luźna, dodatkowo nawinięte ie wleczone na niej kilka metrów liny)

Ludzie, co się dzieje z tą służbą? Z roku na rok jest coraz gorzej. Z łapanki ich biorą? Rozumiem młodość, hormony i poczucie misji, ale karwa jakiś poziom zachowań obowiązuje.

(Byłem czynnym ratownikiem przez wiele sezonów. Na wszystkich kursach instruktorzy bili do łba : wiedza, zdecydowanie i kultura. Na egzaminie teoretycznym, za nieznajomość paragrafu, wyposażenia apteczki, czy ilości kibli na kąpielisku stałym, dostawało się karną rundę 800m dowolnym-na przypomnienie.
Tak samo nam tłukli do łba, że ratownictwo to praca i służba, a nie lans i władza).

jezioro

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 2 (38)
zarchiwizowany

#82903

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Zmagań z służbami ratowniczymi ciąg dalszy.

Jaka jest ostatnio pogoda, każdy widzi. Ukrop, żal nie spędzić w wodzie lub nad wodą. Tym bardziej że w tym roku nadrabiam zaległości z zeszłego.

Jeszcze ciemno trzydzieści pociąg i heja nad spore jezioro. O 9.00, kajak nadmuchany, zasztauowany, gotowy do wypłynięcia.
Sielanka. Opalanie, wiosłowanie, trochę pływania wokół kajaka. Ponieważ nie lubię tłumu, trzymam się raczej środka jeziora. Jak już zaspokoiłem pierwszy głód pływania - pora coś przekąsić.
Tu słowo wyjaśnienia, to że kajak jest dmuchany nie oznacza że jest niewywrotny. Żeby mi nie chybotał na jeziorze, zrobiłem dryfkotwę. Składane wiadro, pomarańczowy bojrep, i kilka metrów linki. Po zarzuceniu, kajak prawie stoi w miejscu mimo wiatru i zawsze jest dziobem do fali.

Dziamam kanapki. I nagle słyszę wrrrrrr i na pełnej prędkości widzę woprówkę hamującą bokiem obok mnie. No tak, jest dobrze po 11, bliżej 12, chłopaki zaczęli pracę.
Gość na jednostce wyciąga megafon! (na dystansie 5-7m) i krzyczy: Założyć kamizelkę!!

Pozwoliłem sobie zignorować.

Podpłynął bliżej i drze japę coraz głośniej. Coś tam o mandatach wspomina, każe wracać do brzegu.
Pewnie wszystko skończyłoby się na pokrzykiwniu, gdyby nie to że postanowili zwrócić moją uwagę, poprzez zrobienie kółka wokół kajaka.
No i śruba zaplątała się im w linkę od dryfkotwy. Wiadro poszło w piguły, w końcu to brezent, linka elegancko się owinęła na wale, mną trochę szarpnęło a oni stoją.
Tyle bluzgów to dawno nie słyszałem. Odknagowałem linkę, trudno na straty, powiedziałem im dobitnie co o nich sądzę. Dodałem że wstyd przynoszą służbie, i żeby generalnie się odemnie odstosunkowali.

Odpłynęli na wiosłach.

Ludzie, co się dzieje z tą służbą? Z roku na rok jest coraz gorzej. Z łapanki ich biorą? Rozumiem młodość, hormony i poczucie misji, ale karwa jakiś poziom zachowań obowiązuje.

Jezioro kajak

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -1 (29)
zarchiwizowany

#81064

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia bardzo lubi się powtarzać #54205 i #72620. Choć tym razem zdarzenie jest raczej neutralne.

Kilka miesięcy temu miałem kontuzję. Mecyje lekarzy zasługiwałyby na długą historię na tym portalu. Koniec końców - usztywnienie ponad miesiąc, rehabilitacja, potem ostrożny powrót do treningów. W efekcie przepadło praktycznie całe pływanie na wodzie otwartej. Brakowało mi tego bardzo, tym bardziej że bliża się nowy rok i chciałoby się jeszcze przed jego końcem nogi zamoczyć. Pogoda dziś nawet w miarę. Spakowałem bojkę i skafander, myk do autobusu, na akwen gdzie na kamerze widzę że jeszcze nie zamarzło.
Przepłynąłem w sumie niewiele, może ze 2 kilometry. W skafandrze i ze słabszymi mięśniami, to równa godzina.
Na brzegu czekała Policja i Zaniepokojony Obywatel. Niebiescy dostali zgłoszenie 'bo się kąpią a nie wolno".
Obyło się bez jakichś problemów, zweryfikowali tylko zgłoszenie, trochę pogadaliśmy i sobie pojechali.

Wracałem do domu z filozoficzną myślą: kiedy w końcu się nauczymy że nam wolno? Choć żalu do ZO raczej nie mam, chciał dobrze.

Jeziorko

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -6 (22)

#81014

(PW) ·
| Do ulubionych
Debiut na olx.

Kilka miesięcy temu pękł brodzik w kabinie prysznicowej. Bywa. Nowa kompletna kabina kupiona i zainstalowana w ciągu trzech dni. Pozostał dylemat, co ze starym zestawem. Z racji tego, że sama kabina była w dobrym stanie i wymagała tylko doczyszczenia z kamienia i silikonu, wystawiłem za symboliczną kwotę na olx (za mniej więcej 4 bilety na autobus).

Dorzuciłem zdjęcia, wymiary i jak najbardziej dokładny opis. Z zaznaczeniem, że odebrać sobie trzeba samodzielnie. Brodzik pójdzie na wielkogabarytowe, śmieci nie będę nikomu wpychał.

Następne tygodnie to zapoznanie wielu ciekawych ludzi.

Typ 1 - Czy aktualne? Tydzień przerwy. Czy nadal aktualne? Kolejny tydzień. Czy już sprzedane? I tak w kółko.

Typ 2 - Jak wyżej, z tym że pytanie brzmiało: "kiedy można obejrzeć?”.

Typ 3 - Jestem zainteresowany, proszę o kontakt na numer xxx. Po sprawdzeniu w sieci - to numer premium płatny 10 PLN/minuta.

Typ 4 - "Proszę powiedzieć, kiedy można się umówić na wizję lokalną celem oceny rzeczywistego stanu kabiny i ustalenia adekwatnej ceny". Chyba chciał wynegocjować jeden bilet mniej.

Typ 5 - "A może mnie pan przywieźć?” - nie udało mi się zorientować, kogo i gdzie miałbym wozić.

Typ 6 - "Mam chorom curke, dej mi…" - do tej chwili podchodziłem z dystansem do śmieszków z tego tekstu, a tu jednak jest. Spoko, oddałbym za darmo, ale typ 6 przeszedł od razu w typ 5 i wycofałem się z negocjacji.

Koniec końców, sprzedane po 6 tygodniach. Przyszedł krótki mail: "Biorę w ciemno, kiedy można przyjechać?” i drugiego dnia kabina zmieniła właściciela.

sklepy_internetowe

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 90 (102)

#80794

(PW) ·
| Do ulubionych
Szukałem ostatnio oddychającej kurtki przeciwdeszczowej. Na pierwszy ogień poszły sklepy popularno-sportowe w pasażach.
No i szczęka na ziemi.
Praktycznie w każdym sklepie, kurtki były poprzebijane markerami, które zabezpieczają przed kradzieżą. Kurtka z założenia wodoodporna, z fabryczną dziurą na karku albo na rękawie. Całkowita i totalna bezmyślność.
Niefajne zwłaszcza dlatego, że wiele osób przy zakupie nie zwróci uwagi, a zareklamować takiej wady nie można.

sklepy

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 145 (163)

#72620

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia lubi się powtarzać (#54205).

Lubię pływać.. a wczoraj był naprawdę ładny dzień. Na tyle ładny żeby przestać kisić się na basenie i w końcu popróbować na wodzie otwartej.

Tym bardziej że przez zimę kupiłem trochę nowego sprzętu i aż się prosiło żeby przetestować.

Podjechałem nad wodę (rowerem), kąpielisko jeszcze nie wytyczone, wakeboard zamknięty, akwen prawie pusty. Prawie - bo jakieś 150m w prawo przy pomoście ratownicy ćwiczą z psami. Jest dobrze, ja wchodzę z plaży, płynę w przeciwną stronę, nie ma opcji żebyśmy sobie przeszkadzali.

Woda jest jeszcze zimna, więc mimo pianki trzeba wejść i od razu płynąć żeby się rozgrzać. Euforia. Słońce, wiatr, woda, i piękna pomarańczowa bojka pneumatyczna- ślicznie się komponuje z otoczeniem. Jeden kurs poprzez akwen i z powrotem, chwila odpoczynku i drugi - w sumie może z 1,5km. Na koniec drugiego kursu - ZONK. Na plaży Policja, machają że mam wyjść. Nie ma lekko, wyszedłem, marznę, pytam o co chodzi.

No i się zaczyna. Zgłoszono że pływam tam gdzie nie wolno. A że i tak mają patrole na deptaku, to ich skierowano. Z sakwy przy rowerze wyciągnąłem zalaminowaną ustawę (tak, po wszystkich perturbacjach, na pływanie zabieram ze sobą wydruk ustawy, wersja z 9 kwietnia 2015), i tłumaczę punkty po kolei. Że jeśli znak nie stoi, to wolno, że znak musi być określony itd. W międzyczasie przyszła osoba która zgłosiła sprawę - ratownik. Policjanci obejrzeli akwen, stwierdzili brak znaków, przyznali rację. Ratownik zaczął coś tam brzęczeć- że szkolenie, że nie wolno, i że mam mieć kartę pływacką. Ręce mi opadły po raz kolejny. Potem puściły mi nerwy (może dlatego że zmarzłem stojąc).

Stwierdziłem, że jeżeli kolokwialnie mówiąc się ode mnie nie odp()ą, to korzystając z obecności mundurowych, zgłoszę doniesienie o popełnieniu przez niego czynu z par 160kk. Bo skoro uważa się za administratora obiektu, a twierdzi że pływanie na akwenie jest niebezpieczne (wręcz śmiertelne), to zgodnie z ustawą, ma teren odpowiednio oznakować. Nie robiąc tego "poprzez zaniechanie, naraża osoby na utratę życia lub zdrowia". To był blef grubymi nićmi szyty, ale chłopina zdębiał i odpuścił. Ja też odpuściłem, bo ostatnia rzecz na jaką mam ochotę, to kolejna wizyta w sądzie.

Najbardziej ok byli policjanci bo życzyli wszystkim miłego dnia i doradzili żebyśmy się dogadali ze sobą. Wszystko jednak wskazuje na to że na tym akwenie się nie dogadam.

Gdzie piekielność? Tam gdzie dwa lata temu. W chęci rządzenia wszystkimi wokół i w braku znajomości przepisów. W tym że jest to jedyny akwen, gdzie coś takiego się zdarza.

Nie wiem, czemu tak im przeszkadza że ktoś poza nimi sobie pływa? Czyżbym podebrał im część publiczności? Może porwałem się na jakąś świętość, którą jest prawo do pływania?

Nie potrafię tego ogarnąć.

Jezioro

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 277 (297)

#54205

(PW) ·
| Do ulubionych
Lubię pływać. Wpław. Mam o tyle szczęścia że w okolicy jest kilka ładnych zbiorników. W tym jeden nieduży, który mam po drodze z pracy.
Na początku wakacji wyskoczyłem sobie popływać. Po kilkunastu minutach treningu,na bączku podpływa ratownik (na zbiorniku jest wydzielone kąpielisko).

- Dzień dobry, czy ma Pan kartę pływacką?
- Dzień dobry, nie mam, karty zostały zniesione w 2004.
- W takim razie proszę wrócić do brzegu.
- Ale dlaczego?
- Bo tu nie wolno pływać.
- Ale dlaczego?
- Bo jest zabronione.
- Na podstawie jakiego przepisu?
- Bo my się opiekujemy tym akwenem...

I dalej w tym stylu. Pogroził Policją, pomarudził i odpłynął bączkiem na kąpielisko. Przy następnych treningach dialogi były podobne, tylko ratownicy się zmieniali. Czasem straszyli wirami na akwenie (co jest znamienne, bo zbiornik jest płytki i bezodpływowy), albo wymyślali jeszcze dziwniejsze argumenty.

Za każdym razem odpływałem spokojnie swoje, bo akwen znam i wiem, że znaków zakazu kąpieli nie ma. Ale że pewności nigdy za wiele napisałem do WOPR, Policji i Mosir jak to jest z pływaniem na tym konkretnym akwenie.
Pierwsza przyszła odpowiedz z Mosir, grzecznie odesłano mnie do WOPR. WOPR zignorował temat, żadna odpowiedź nie przyszła.

Przejrzałem ustawy, rozporządzenia i załączniki. Wyszło że jest po mojemu. Żeby ułatwić życie innym ludziom, na forum WOPR zrobiłem skrót aktualnie obowiązujących przepisów. Z podaniem numerów ustaw i rozporządzeń.

Kilka dni później przyszła odpowiedź z Policji. Ze zdumieniem przeczytałem w nim... połowę swojego posta z forum WOPR.

A ratownicy jak się czepiali, tak się czepiają.

jezioro

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 751 (823)

1