Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

marcelka

Zamieszcza historie od: 25 lipca 2017 - 14:34
Ostatnio: 16 sierpnia 2019 - 20:57
  • Historii na głównej: 25 z 25
  • Punktów za historie: 3561
  • Komentarzy: 332
  • Punktów za komentarze: 2478
 

#84833

(PW) ·
| Do ulubionych
Ostatnimi czasy z przykrością stwierdzam w różnych sytuacjach, że chamieje nam naród, i tu właśnie o piekielnym braku kultury będzie.

Pojechałam w odwiedziny do babci. Babcia wybiera się do kościoła. Gorąco, babcia niezmotoryzowana, pomyślałam więc, że ją podwiozę.

W kościele sporo ludzi, wśród nich moi znajomi (bardziej z widzenia, z racji odwiedzin u babci ich kojarzę), wiek 30+, dwójka dzieci. Oboje wyższe wykształcenie (kierunku nie znam, ale coś studiowali), ona prowadzi zakład kosmetyczny (chyba niezły, z ciekawości popatrzyłam na opinie na fb i są raczej pozytywne, są też informacje o jakichś sesjach, szkoleniach itd.), on prowadzi firmę przewozową. Ogólnie taka raczej "wyższa klasa średnia", jeśli chodzi o status zawodowy i finansowy. (Chodzi o to, że nie żadna patologia typu "on pije i bije, ona ledwo żyje", tylko osoby wydawać by się mogło mające pewne obycie kulturalne).

Ale wracając do meritum - w kościele byli z dwójką dzieci, synek tak na oko 6/7 lat i córeczka, jakieś 5 lat. Chłopiec był dość spokojny, za to dziewczynka... no nie przesadzę, jeśli powiem, że zachowywała się jak małpka w zoo. Biegała, ślizgając się na posadzce. Kładła się na brzuchu i turlała. Wskakiwała na ławkę i z głośnym przytupem zeskakiwała z niej, wspinała się na oparcie, próbowała położyć się na oparciu. Wszystko to w akompaniamencie głośnych pisków i okrzyków. Naprawdę głośnych, typu zeskok z ławki z głośnym "juuuhuuuu!" albo bieg zakończony ślizgiem z piskiem "łiiiiiii". I nie była to kwestia 10 minut, czy końcówki mszy (dziecko znudzone, szuka rozrywki), tylko praktycznie od samego wejścia do kościoła - a weszli niedługo po nas.

A rodzice?
Totalny brak reakcji.
Noo, w momencie gdy wspinała się na oparcie, ojciec ją z tego oparcia ściągnął, ale nie zauważyłam, żeby jakoś skarcił czy powiedział "nie rób tego więcej".

Dziewczynka lat 5 jest w stanie zrozumieć już pewne rzeczy. I msza nie była długa, jakieś 40 minut całość, nie jest to czas, jakiego nie byłoby w stanie wytrzymać dziecko w miarę spokojnie. Tylko rodzice powinni to małej wytłumaczyć, a nie stać jak słupy soli...

I żeby nie było - nie jestem przeciwniczką zabierania dzieci w miejsca publiczne, ale chyba po to się dziecko zabiera między ludzi, żeby mu pokazać, jak się zachowywać między tymi ludźmi...

brak_kultury kościół dzieci

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 116 (130)

#84782

(PW) ·
| Do ulubionych
"Bo w tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem..."

K. ma 30 lat.
Wykształcenie: wyższe, administracja.
Nie pracuje, mieszka z rodzicami.

Na studiach K. nie pracowała.

Po studiach zrobiła sobie rok wolnego (ale po prostu była przez ten roku w domu, nie żaden tam "gap year" żeby poznawać świat czy coś w tym stylu).

Po roku wolnego podjęła studia podyplomowe.

Studiów podyplomowych nie skończyła, bo w trakcie uznała, że to jednak nie dla niej.

Podjęła pracę w sklepie kosmetycznym w galerii handlowej. Co tydzień przesyłane były próbki kosmetyków. K. stwierdziła, że skoro stare jeszcze się nie skończyły, to po co stawiać na półkach nowe - i brała je sobie do domu. Chwaliła się swoją "przedsiębiorczością". Po okresie próbnym, ku jej wielkiemu zaskoczeniu, pożegnano się z nią bez żalu...

Po ok. pół roku bezowocnych poszukiwań kolejna praca w sklepie. Niestety, K. poznała chłopaka, i godziny otwarcia galerii - a co za tym idzie godziny pracy - jak sama mówiła, kolidowały jej z życiem uczuciowym. Zwolniła się.

Kolejne półtora roku "szukała" pracy w "zawodzie", narzekając, jakie te konkursy w urzędach poustawiane... (częściowo zapewne tak, ale też w większości wymagane jest doświadczenie, więc K. odpadała w przedbiegach).

Spotkała na grillu znajomego znajomych - który luźno rzucił, po wysłuchaniu historii o jej problemach ze znalezieniem pracy, że w firmie, w której pracuje (duże korpo, on jest tam jakimś kierownikiem czy coś w ten deseń) popyta, i da znać, jakby jakaś opcja pracy była. K. przyjęła to jako gwarancję zatrudnienia i kolejne pół roku (!) czekała, no bo przecież "obiecał"...

Wreszcie K. znalazła pracę w urzędzie... O zgrozo! Kazali jej jakąś ustawę przeczytać! Ona nie wie jak się tam cokolwiek robi! Jakieś zestawienie miała zrobić - excel, czym to się je?! I kierowniczka zła, niedobra, straszliwa, bo ją ochrzania za to, że źle coś robi.

No cóż, trzeba odejść z tej pracy. Po tygodniu (!).

Teraz K. szuka czegoś, jak sama mówi: "na stałe, czyli od razu umowa na czas nieokreślony - nie żadne tam zastępstwa czy okresy próbne, zgodnej z kierunkiem wykształcenia, ciekawej, inspirującej i oczywiście poniżej 3000 zł na rękę na początek to nie zaczyna".

No cóż, satysfakcjonująca praca - bezcenna, za wszystko inne zapłacisz master card (rodziców)...

praca_ubogaca workinghard ferdynandyzm

Skomentuj (54) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 151 (167)

#84279

(PW) ·
| Do ulubionych
Piekielni... egoiści?

Spokojny, sobotni wieczór, droga wjazdowa do miasta. Dwa pasy ruchu po jednej stronie, pas zieleni, dwa pasy po stronie drugiej, czasami te dwa pasy przechodzą w trzy a nawet cztery (lewo - i prawoskręty, pasy do zawracania).

Ograniczenie prędkości: 70 km/h.

Za ekranami z obu stron chodniki i ścieżki rowerowe. Ścieżki ładne, równe, asfaltowe. Ogólnie wszystko jeszcze ładne i równe, bo generalny remont tego odcinka drogi zakończył się niespełna rok temu.

Gdzie mkną dwaj panowie "kolarze"?

Oczywiście prawym pasem jezdni. Obok siebie, zajmując całą szerokość pasa.

Dlaczego??

A teraz inna strona medalu.

Trasa spacerowa na bulwarach, niedzielne popołudnie.

Ogólnie szlak podzielony po połowie, pół - chodnik dla pieszych, pół - ścieżka rowerowa.

Nie jest to nie wiadomo jak szerokie, ale spokojnie np. dwa rowery jadące obok siebie lub matka z wózkiem i osobą towarzyszącą idącą obok, zmieszczą się na "swoim" pasie.

W pewnym momencie jednak pas się znacząco rozszerza, a ściślej rzecz ujmując - strona przeznaczona dla pieszych jest od zakrętu trzy razy szersza, ścieżka rowerowa pozostaje bez zmian.

I mając o wiele miejsca, którędy spacerują matki (maDki?) z wózkami? Oczywiście wąskim paskiem ścieżki rowerowej.
Niektóre też dzielnie zajmują bieżnię, której krótki odcinek został zrobiony równolegle do chodnika/ścieżki.

Co ciekawe, nigdy nie zdarzyło mi się zaobserwować, żeby zwykły pieszy/grupa pieszych (zwykły = bez wózka) szedł tam ścieżką rowerową.

I ponownie to samo pytanie, co wyżej: dlaczego??

A wystarczyłoby mieć odrobinę szacunku i zrozumienia do pozostałych uczestników ruchu...

pedalarze maDki miasto egoizm

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 72 (92)

#84238

(PW) ·
| Do ulubionych
Piekielny pomysł?

Zapewne włożę kij w mrowisko, ale...

W kontekście planowanego strajku nauczycieli szeroko dyskutowana jest ilość godzin, jakie przepracowują.

Jedni zauważają, że pełny etat w szkole, czyli 18 godzin tygodniowo, to strasznie mało, zwłaszcza w kontekście normalnego, 40-godzinnego tygodnia pracy.

Inni (nauczyciele?) argumentują, że te 18 godzin to tak naprawdę wcale nie 18 godzin, bo trzeba przygotować się do lekcji, uzupełnić dzienniki, przygotować sprawdziany, poprawić sprawdziany itd.

Niektórzy dodają nawet, że jakby zliczyć czas spędzony na powyższym, to nauczyciele pracują o wiele dłużej niż przeciętny etatowiec.

Ale moje pytanie brzmi: jak to naprawdę jest z tym czasem i jak to sprawdzić?

Czy nie powinno być tak, że owszem, etat "lekcyjny" nauczyciela niech wynosi 18 godzin, ale pozostałe 22 godziny niech spędzają w szkole? Przecież są laptopy/pracownie komputerowe/biblioteki i nie widzę powodu, dla którego nauczyciel nie mógłby przygotowywać się do lekcji, poprawiać sprawdzianów itd. w szkole.

Wtedy łatwo byłoby zweryfikować, ile faktycznie czasu na tym spędzają.

Byłoby to też korzystne dla nauczycieli, bo po prostu wyrabiali by normę godzinową i szli sobie do domu.

szkoła nauczyciele strajk

Skomentuj (94) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 147 (201)

#84043

(PW) ·
| Do ulubionych
Tyle się mówi i słyszy o odblaskach, bezpieczeństwie na drodze...

I tu pojawiają się historie o nieoświetlonych rowerach, niewidocznych pieszych - do których dołożę swoją "cegiełkę".

Późne popołudnie/wieczór. Jeszcze szarówka, choć już bardziej ciemno, niż jasno. Pochmurno, lekko ciapie marznąca mżawka.

Droga długa i prosta (poza jednym dość ostrym zakrętem), między dwoma wioskami. Dozwolona prędkość 90 km/h, poza wspomnianym wcześniej zakrętem, gdzie jest ograniczenie do 70 km/h.

Kierowcy z reguły jadą tu jeszcze szybciej (nie usprawiedliwiam, tylko stwierdzam fakt).

Brak oświetlenia.

Brak chodnika.

Brak nawet przyzwoitego pobocza.

I tu właśnie truchta sobie Pan Biegacz.

Skrajem jezdni, bo w sumie nie bardzo ma gdzie, chyba rowem...

Piekielność nr 1: Pan Biegacz od stóp do głów ubrany na czarno, włącznie z czarną czapką (coś jakby kominiarka). Żeby chociaż w butach czy spodniach jakiś odblask był - gdzie tam!

Widoczność zerowa, z daleka widziałam, jak auto przede mną wykonuje jakiś dziwny, esowo-floresowy manewr, więc choć jechałam przepisowo, zwolniłam, myślałam, że może pies czy kot jakiś się zaszwendał...

Piekielność nr 2: znam tę okolicę. I to nie jest tak, że jak Pan Biegacz chce biegać, to musi/może tylko tą drogą. Bo bezpośrednio przy drodze są pola, a za polami domy, i wzdłuż tych domów też są drogi, o wiele wg mnie do biegania lepsze - oświetlone, są przy nich chodniki...

I nie wiem, bezmyślność, deathwish, czy co...?

piesi kierowcy noc ciemno deathwish

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 122 (144)

#83863

(PW) ·
| Do ulubionych
O piekielnej naiwności słów kilka.

Było sobie starsze małżeństwo. Starsze, ale niezbyt schorowane, żadnej demencji czy innych schorzeń psychicznych, no chyba, że wspomniana na początku naiwność się kwalifikuje...

Pewnego letniego popołudnia do ich drzwi zapukała młoda kobieta. Zaoferowała im kołdrę, taką, co to się pod nią wreszcie wyśpią jak nigdy. Za jedyne 2000 zł.

Przy okazji wypytała się, jak tam u nich ze spaniem, czy głowa nie boli, a może kręgosłup albo stawy? Starsi jak to starsi, pobolewa to czy tamto...

A może w ostatnim czasie te bóle się nasiliły? Albo są częstsze?

Ano faktycznie, ta głowa to jakoś częściej ich bolała, a i na deszcz w stawach łupało jakby mocniej...

Na to kobieta miała już gotową odpowiedź: zagnieździło się zło! Ona to od razu wyczuła! Ale zło można odczynić, ona zna sposób niezawodny!

I starsi państwo, zagorzali katolicy, co to mszy w niedziele nigdy nie przegapią, na odczynianie zła ochoczo się zgodzili.

Okazało się, że zło tkwi w pieniądzach. Bo one przechodzą przez ręce różnych ludzi, a niektórzy z tych ludzi są źli, i potem to zło od nich na pieniądzach do domu się wnosi...

Cóż zrobić? Trzeba zebrać całe pieniądze z całego domu, wszystko, co tylko jest.

Starsi zebrali, to co mieli z emerytur, oszczędności odłożone na pogrzeb tudzież inną czarną godzinę, wg ich relacji było tego z 10,000 zł (wcześniej jeszcze zapłacili 2 tysiące za kołdrę).

Wszystkie pieniądze do jednego worka trzeba włożyć. Przynieść garść siana, zapalić. Okadzić dymem dom i worek z pieniędzmi. A następnie wyrzucić za drzwi, i siano, i worek, po czym odczekać 15 minut, aż dym się rozejdzie, i dopiero tak oczyszczone pieniądze do domu wnieść, już bez "zła".

Starsi się zawahali, bo jak to tak, tyle pieniędzy za drzwi wyrzucić, ale kobieta zaoferowała, że ona wszystkiego przypilnuje.

15 minut później za drzwiami starsi oczywiście nie znaleźli ani kobiety, ani pieniędzy.

Początkowo nawet nie przyznali się nikomu, co się stało, tylko pożyczyli od jednej sąsiadki 50 zł na zakupy, od drugiej 100 zł na leki... Dopiero po tygodniu, jak ich córka zainteresowała się, co to za nową kołdrę mają, wszystko wyszło na jaw.

Oszustwo godne potępienia, ale ludzie... jak można być aż tak naiwnym?!

oszustwo naiwność starsi

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 130 (142)

#83313

(PW) ·
| Do ulubionych
"Bo mi się należy”, czyli roszczeniowa przyszła maDka w akcji.

Sobota, popołudnie, apteka. Jedna kolejka do wszystkich okienek, o czym informują napisy - wielkie litery na kartkach a4 wywieszonych przy każdym z okienek.

Innych informacji - o pierwszeństwie dla kobiet w ciąży/niepełnosprawnych/seniorów itd. - brak.

W kolejce czeka kilka osób - ja byłam chyba trzecia, za mną jeszcze jedna pani, ale okienka czynne trzy, obsługa idzie sprawnie, panie z okienek po obsłużeniu jednej osoby głośno zapraszają następną osobę z kolejki.

I właśnie w momencie, gdy pierwsza osoba z czekających po takim wywołaniu podchodzi do okienka, do apteki wpada ONA. Kurtka rozpięta, brzuch ciążowy dobrze widoczny.

Z impetem mija podchodzącą do wolnego okienka kobietę, wyprzedzając ją tuż przed nim i na wszelki wypadek (?) zastawiając przestrzeń od strony kobiety łokciem.

Kobieta, zaskoczona, staje w miejscu.

"Teraz ja! Bo ja jestem w ciąży i mi się należy!" - oznajmia przyszła maDka donośnie, chyba po to, żeby każdy w aptece słyszał, i przechodzi do kupowania tego, po co przyszła.

Kobieta, która wcześniej czekała w kolejce, skwitowała sytuację pobłażliwym uśmiechem.

Jeszcze gdyby to była kasa z pierwszeństwem... ok. Rozumiem też, że mogła się gorzej czuć czy coś (choć nie wyglądało) - ale czy nie mogła zwyczajnie poprosić o przepuszczenie?

apteka roszczeniowa_maDka

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 60 (144)

#83376

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam znajomego. W zasadzie spoko gość, poza jednym "ale"...

Znajomy pracuje w niewielkiej firmie.

Firma zapewnia swoim pracownikom podstawowe artykuły spożywcze: kawę, herbatę (kilka rodzajów), cukier, mleko do kawy, wodę butelkowaną.

Znajomy regularnie bierze sobie do domu a to trochę kawy, a to kilkanaście torebek herbaty zielonej, bo żonie się skończyła, a to ze dwa kartony mleka...

Do tego zbiera po kabinach toaletowych zapasowe rolki papieru, czasem zaglądnie do kantorka, w którym trzymane są środki czystości i weźmie sobie spray do mebli albo płyn do podłóg.

Jest bardzo dumny ze swojej przedsiębiorczości.

Podkreśla, że nigdy nie wziął niczego, co przyniósł któryś ze współpracowników, resztę zapasów też "uszczupla", a nie "żeruje".

Uważa, że jak firmowe, to niczyje, więc to w żadnym wypadku kradzież nie jest...

Uprzedzając pytania: jest dobrym pracownikiem, z innymi pracownikami się dobrze dogaduje, więc wszyscy przymykają oko na ten jego proceder, dziwiąc się tylko, że gość wykształcony, zarabia dobrze (= stać go, żeby sobie to mleko czy kawę samemu kupić), a tak postępuje...

korpo cwaniactwo uwaga_zlodziej

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 188 (192)

#83286

(PW) ·
| Do ulubionych
Jak to zrobić, żeby nie tylko nie zarobić, ale i stracić, czyli...
Historia o piekielnym taksówkarzu.

Wracałam z miasta X., do którego się udałam w celu spotkania służbowego, do Piekiełkowa, w którym mieszkam.

Wysiadłam na dworcu PKP.

Zwykle korzystam z usług jednej firmy taksówkarskiej, często też pokonuję taksówką trasę dworzec-mój dom, więc wiem dokładnie, ile wychodzi za taki kurs.

Jednak wtedy się śpieszyłam, na przyjazd taxi z "mojej" firmy musiałabym poczekać około 10 minut, a pod dworcem stały i czekały wolne taksówki, więc po spojrzeniu na cennik - kwoty takie same jak u "moich" - wsiadłam.

Pan taksówkarz zawiózł mnie na miejsce i przyszło do płacenia... teoretycznie, bo usłyszałam kwotę 2 x wyższą, niż płacę normalnie (jechaliśmy trasą tą, którą zwykle jeżdżę). Więc mówię ok, zapłacę, ale proszę o paragon, którego jakoś taksówkarz nie kwapił się wydać. Ojojoj, zaczął się krygować, zapomniał włączyć taksometru, ojej, ale przypadek. I co teraz?

No to już nie był mój problem, bo uprzejmie poinformowałam pana taksówkarza, że z przejazdu muszę się rozliczyć, a zatem paragon jest mi potrzebny. Wyraziłam też zdziwienie, że aż tyle wyszło...

Taksówkarz poczerwieniał, zacisnął zębiszcza i kazał wysiadać, mrucząc coś, że "przejazd gratis".

Oszustwo nie zawsze popłaca.

taxi piekielny_taksówkarz

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 273 (273)

#83021

(PW) ·
| Do ulubionych
Miejsce akcji: sklep wielkopowierzchniowy.
Bohaterka: piekielna maDka.

Idzie sobie alejką pani lat ok. 30-35, prowadzi wózek, powoli rozgląda się po półkach. W jej pobliżu biega sobie dziecko, chłopczyk na oko ma 3-4 latka.

Pani na chłopczyka nie zwraca większej uwagi.

Chłopczyk podbiega do pojemników z cukierkami na wagę, bierze w garść cukierki, rozsypuje je po podłodze, czynność tę powtarza kilka razy. Pani rzuca okiem, ale nie reaguje.

Chłopczyk zaczyna biegać, truchtem, przesuwając łapkami po półkach. Na półkach są budynie, kisiele i tego typu produkty. Kilka wypada na podłogę. Po kilku takich rundkach, na posadzce wzdłuż całej alejki leży kilkanaście torebek. Pani spokojnie, wolnym krokiem idzie tą samą alejką, rozsypane produkty jej najwyraźniej nie przeszkadzają.

Nadchodzi pracownica sklepu i prosi panią, żeby zwracała uwagę na to, co robi dziecko przebywające pod jej opieką. Robi to bardzo uprzejmie, raczej w tonie prośby, nie polecenia.

Pani zaczyna... krzyczeć, drzeć mordę wręcz.

Biedna pracownica usłyszała, że skoro Jaśnie Pani robi zakupy w tym sklepie, to jej psim obowiązkiem jest pilnowanie jej dziecka, że ona musi się skupić na robieniu zakupów i nie ma czasu patrzeć, co Brajanek (imię zmienione) robi, że to tylko dziecko (autentyk!) i że pracownicy za to płacą, żeby sprzątała. I że teraz zabiera Brajanka i wychodzi, bo ona nie może robić zakupów w takiej atmosferze. A jak kiedyś wróci do tego sklepu, to jeszcze specjalnie ona rozerwie jakieś opakowanie i oskarży sklep, że towar był niezabezpieczony i Brajanek się pobrudził, a nawet podtruł i jeszcze odszkodowanie będą jej płacić!

Chłopczyk przez całą tę tyradę stał wyjątkowo spokojnie.

Pracownica nie odpowiedziała żadną ciętą ripostą - nie wiem, czy brakło jej pomysłu, odwagi czy czasu, bo Piekielna Pani złapała Brajanka za rękę i oddaliła się dość szybkim krokiem.

I tak nawiasem mówiąc, dziecka bym tu nie winiła - wg mnie jego wcześniejsze zachowanie wynikało faktycznie z nudy, lub może próbował zwrócić uwagę maDki, bo nie było to zachowanie typowego rozpuszczonego bachora.

Za to Jaśnie Paniusia...

maDka sklep dziecko

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 163 (183)