Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

marcelka

Zamieszcza historie od: 25 lipca 2017 - 14:34
Ostatnio: 14 stycznia 2026 - 16:46
  • Historii na głównej: 66 z 70
  • Punktów za historie: 9202
  • Komentarzy: 1133
  • Punktów za komentarze: 9609
 
[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 0) | raportuj
14 stycznia 2026 o 16:46

Jeśli to byliby ojcowie/wujkowie chłopców, to chyba ci by się nie pytali jak się nazywają... w ogóle tak małe dzieci o 3 w nocy z pijanymi... no nienajlepsze połączenie. Ale niestety ja jestem w szoku, jak służby reagują na takie zagrożenie - historia bliskiej mi osoby, partner z historią leczenia psychiatrycznego, pod wpływem alkoholu i może też leków, grożący że "zaje*ie" ją ale najpierw ich kilkuletnie dziecko - zamknęła się w pokoju z dzieckiem i zadzwoniła na 112, patrol przyjechał po półtorej godzinie, gość jak zobaczył radiowóz uciekł, patrol odjechał bo cytuję "nie ma zagrożenia".

[historia]
Ocena: -2 (Głosów: 4) | raportuj
11 stycznia 2026 o 22:53

@kartezjusz2009: jak krzyż, to i niech będzie menora, i półksiężyc, i prawosławna ikona, i buddyjskie dzwonki... a teraz pomnóżmy to razy wszystkie klasy w szkole i wszystkie szkoły... brzmi absurdalnie? Zabawne, że zostaliśmy wychowani w kulturze katolicyzmu i nasiąkliśmy nią tak bardzo, że dopiero czasem pytania zadane przez kogoś, dla kogo ta religia jest całkiem obca, otwiera oczy. Dla mnie jednym z takich momentów było to, gdy dziecko znajomego (urodzone i wychowane w Azji) zaciekawiło się, "czemu ten pan wisi na takich dziwnych belkach", "ale to go chyba bolało?", "a czemu mu to zrobili?","ale jeśli on był Bogiem to nie mógł sobie pójść? ALbo przynajmniej zrobić tak, żeby go nie bolało?", "Ale jak Bóg jest jeden, to czy ten pan sam siebie ukrzyżował?" - i dalej w ten deseń. I nagle najbardziej zagorzali katolicy (spotkanie w gronie szerokiej rodziny), chodzący do kościoła całe życie, nie potrafili logicznie odpowiedzieć...

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 0) | raportuj
11 stycznia 2026 o 2:34

OK, serio pytanie - czemu nie postarasz się działać na własną rękę? Jeśli nie masz zasobów finansowych, to zacznij po prostu od pieczenia na zamówienie pojedynczych rzeczy "po pracy", wrzuć ogłoszenie na grupy lokalne na facebooku, zrób sobie instagrama, na który będziesz wrzucać swoje rzeczy, zbuduj sobie dobrą opinię i markę, do pojedynczych rzeczy nie musisz na start zakładać działalności, załapie się to pewnie na nierejstrowaną - i kiedy będzie to możliwe - idź na swoje. Masz pasję -realizuj ją! Jak sama nie spełnisz swoich marzeń, to nikt ich za Ciebie nie spełni.

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 0) | raportuj
11 stycznia 2026 o 2:26

No mało empatyczne, ale taki jest fakt. Jeśli żałoba (lub jakakolwiek inna okoliczność: rozwód / choroba bliskiej osoby / śmierć psa itd.) uniemożliwia należyte wykonywanie obowiązków, to trzeba iść na urlop lub zwolnienie.

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 0) | raportuj
11 stycznia 2026 o 2:24

Najpierw trzeba mieć umiejętności - czy to do prowadzenia dużego auta, czy sportowego - a potem nim jeździć. Rodzic zapewne nie powinien puszczać dziecka przed żadnym autem, jakiekolwiek by ono nie było, ale wymaganie, żeby ktoś z chodnika oceniał wielkość Twojego auta i Twoją widoczność... no sorry... A poza tym co by było, gdyby na ulicę wbiegł pies czy kot? Jak jeździsz takim autem to naucz się nim tak jeździć, żeby widzieć drogę o obszar obok. Na zasadzie logiki z historii kierowca TIRa może rozjechać wszystkich na drodze i powiedzieć "mam duże auto, nie widziałem ich, to oni się mnie powinni bać".

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 6) | raportuj
11 stycznia 2026 o 2:20

A mnie w tej historii zastanawia, czemu nikt się nie oburza zachowaniem uczniów? Rzucanie do siebie krzyżem, jakikolwiek by on nie był, to raczej wyraz szacunku nie jest - ani do krzyża, ani do osoby prowadzącej lekcję. Nauczycielka - pewnie powinna po prostu zabrać krzyż (zabawkę?) i schować, nie wyrzucać...

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 1) | raportuj
15 grudnia 2025 o 16:15

@rhkkkk: No tak, ja uważam, że nie powinno się kupować komuś czegoś, z czego pod względem jakości samemu nie chciałoby się skorzystać. Czyli jak już dajesz - to daj coś porządnego, albo wcale. Ale to jest po stronie darczyńcy. Natomiast prośbę można sformułować inaczej, np. "porządne buty, najlepiej skórzane, które będą mogły posłużyć kilka sezonów". A inne rzeczy, jak express do kawy - w czajniku też można wodę zagotować i kawę sobie zaparzyć - jeśli celem jest kawa. To trochę tak, jakby zażyczyć sobie wyciskarkę wolnoobrotową, bo sokowirówkę już mam.

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 2) | raportuj
15 grudnia 2025 o 15:46

@louie: o to, to. Pamiętam jak mnie za dzieciaka bolało, że do stypendium naukowego kryterium były i oceny, i dochód. I u mnie oceny były najwyższe/jedne z najwyższych, a dochód przekraczał o... 7 zł. Stypendium nie było jakieś wysokie, grosze, ale byłoby moje, a w domu może nie było biedy w rozumieniu "prawdziwej biedy", na chleb nie brakowało, ale się nie przelewało. A kto dostał to stypendium? Osoby z o wiele gorszymi wynikami i z bardziej zasobnych rodzin, tylko z rodzicami pracującymi na czarno albo zagranicą.

[historia]
Ocena: 6 (Głosów: 6) | raportuj
15 grudnia 2025 o 15:42

Mnóstwo komentarzy w stylu, że "biedni też mają prawo do godności", a godność najwyraźniej w odczuciu autorów tych komentarzy przejawia się w potrzebie drogich/markowych rzeczy. A ja się zgadzam z Autorem historii co do meritum. Bo jeśli akcja ma na celu pomóc osobom biednym/w potrzebie, to dla mnie osobą w potrzebie jest ktoś, kto autentycznie nie ma pieniędzy (i nie z własnej winy) na artykuły pierwszej potrzeby. A jeśli uznajemy, że można prosić o co się chce, no to akcja powinna się nazywać w stylu "Podaruj nieznajomemu prezent" i wtedy każdy mógłby prosić o co chce, czy o Xboxa, czy o Iphone, czy o Mercedesa GL. I każdy kto miałby taki kaprys i zasoby finansowe, mógłby taki prezent zrobić. I wcale nie byłoby to złe, ale cel szlachetnej paczki chyba jest/powinien być inny i do innej grupy adresatów skierowany.

[historia]
Ocena: 14 (Głosów: 16) | raportuj
15 grudnia 2025 o 15:14

Ludzie przechodzą różne tragedie. Nie chcę umniejszać niczyjemu cierpieniu, ale gdyby każdy, kogo spotyka ciężka sytuacja, siedział i całe dni płakał, to by chyba pół świata płakało. I ludzie chcą pomagać, ale po pierwsze - jest mnóstwo oszustw, po drugie - jest tyle próśb o realnie potrzebną pomoc, że ludzie są autentycznie zmęczeni zbiórkami. Dlaczego WOŚP jest takim sukcesem? Bo jest RAZ. Nie chcę zabrzmieć jak osoba bez empatii, ale nikt Ci nie pomoże, jak Ty sama sobie nie pomożesz.

[historia]
Ocena: 4 (Głosów: 4) | raportuj
1 grudnia 2025 o 17:40

Akurat podanie ceny za kg jest bardzo pomocne. Wszystko można policzyć, ale załóżmy, że masz ten sam produkt, A - 190 gr za 23 zł, B - 215 gr za 26 zł - o wiele łatwiej jest zerknąć na cenę za 1 kg obu produktów i zobaczyć, który tak naprawdę jest tańszy. Zwłaszcza, że czasem coś niby jest w promocji, typu +25 gr gratis, a z przeliczenia ceny na kg wychodzi, że produkt bez żadnej "promocji" opłaca się bardziej. Mnie wkurza, jak czasem znienacka są podane ceny np. za 500 gr (a nie za 100 gr/1 kg), spotkałam się z tym na warzywach, i nie były to warzywa pakowane w opakowania po 500 gr, tylko np. brokuły albo kukurydza, co bierze się na sztuki.

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 1) | raportuj
22 listopada 2025 o 0:04

@marcelka: dodam jeszcze, że na ekranie przy samoobsługowej można od razu podczas kasowania zobaczyć, czy się promocje naliczają. I mogę rzeczy w promocji kasować jedna po drugiej, żeby od razu zobaczyć, czy promocja "wchodzi". W zwykłej kasie, zwłaszcza przy dużych zakupach, stanie po spakowaniu rzeczy i czytanie całego paragonu, sprawdzanie, czy się dobrze wszystko nabiło jest mega uciążliwe.

[historia]
Ocena: 6 (Głosów: 6) | raportuj
21 listopada 2025 o 17:07

Zawsze kiedy mogę korzystam z kas samoobsługowych, niezależnie od ilości zakupów. Nikt mnie nie pogania, nie szturcha wózkiem. Mogę spakować zakupy jak chcę - np. butelki czy mleko na spód, owoce czy pieczywo na górę. Jak korzystam z normalnych kas, zawsze płacę dopiero po spakowaniu wszystkiego (bo w przeciwnym razie zawsze kasjerka/kasjer już zaczynają kasowac następnego klienta, a ja mam rzeczy jeszcze nie pozbierane... - ale to sprawia, że i osoba na kasie i następna w kolejce mają odruch chyba morderczy. I po co mi to? Kasy samoobsługowe nie mają limutu zakupów, więc nic nikomu do tego, czy się kasuje jedną bułkę czy cały wózek.

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 0) | raportuj
14 listopada 2025 o 12:14

@Shi: tak, 100% zgody, że jeśli zdanie jednej strony się zmienia, to "obowiązek informacyjny" - czy chodzi o psa, czy dziecko, czy nie wiem, kwestię mieszkania w mieście czy na wsi itd. - leży po stronie tej osoby, która zdanie zmienia. Czy nawet rozważa, że może chciałaby inaczej. Ale w jego przypadku, mimo że wazektomia jest niejako ciągłością wcześniej podjętej decyzji, to jednak jest nowym punktem/krokiem do realizacji tej decyzji. Dlatego nie uważam, że powinien pytać o zgodę, czy to konsultować, ale poinformować - tak. Jeśli mój partner np. marzyłby o miesięcznej wyprawie z plecakiem przez Azję, i mówił o tym całkiem serio, i ja bym była z tym zupełnie ok, w pełni świadoma jego planów, to jednak w momemcie, jakby kupił bilet czy dograł szczegóły, to chciałabym, żeby mi powiedział "hej, udało mi się, mam lot do Wietnamu na 14 sierpnia, planuję miesiąc podróży" czy coś w tym stylu, a nie, żebym po prostu pewnego dnia znienacka nie zastała w mieszkaniu jego i jego rzeczy na zasadzie "przecież mówił od dwóch lat o wyjeździe do Azji, to powinnam się domyśleć, że pojechał" Poza tym, wracają do wazektomii, @digi51 podała trafny bardzo argument odnośnie do antykoncepcji, szczególnie ważny w stałym związku.

Zmodyfikowano 1 raz Ostatnia modyfikacja: 14 listopada 2025 o 12:16

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 1) | raportuj
14 listopada 2025 o 12:02

Lekarz w zasadzie powinien wiedzieć lepiej, co dolega pacjentowi, niż pacjent. Od tego jest lekarzem, po to się kształcił, i po to jest potrzebny w ogóle ten zawód. Jak nie wie - wtedy jest problem. lekarz zauważył coś nietypowego w organizmie - i dobrze, powinien zwrócić uwagę i powinien zareagować. Problem jest tylko w samej reakcji - że powinien może zlecić badania, może zrobić prześwietlenie; nie wiem co dokładnie, nie znam się - ale wg mnie proces powinien przebiegać tak: 1. Lekarz zauważa coś nietypowego/niepokojącego w wyglądzie/organizmie pacjenta 2. Lekarz bada/zleca badania, co to jest i z czego wynika 3. Jak nic groźnego - zostawia, jak coś, co trzeba leczyć - zleca leczenie. Tu zamiast etapu 2 było przyjęcie jakiegoś założenia i uparte podążanie.

[historia]
Ocena: 5 (Głosów: 7) | raportuj
14 listopada 2025 o 11:51

To się coś kupy nie trzyma. Jeśli parking jest szkolny, to teren też jest szkolny - więc decyzja, czy jest dostępny tylko dla pracowników, czy dla rodziców, czy dla wszystkich - to decyzja szkoły. Do szkolnego parkingu musi istnieć dojazd publiczny, bo co w przypadku konieczności dojazdu pogotowia czy straży pożarnej? Akurat takie placówki jak szkoły muszą spełniać wymogi bezpieczeństwa, tu nie ma zmiłuj. Ktoś więc tu ewidentnie "leci w kulki", bo albo szkoła nie powinna w ogóle funkcjonować, jak nie spełnia wymogów bezpieczeństwa, albo spółdzielnia nie powinna stawiać szlabanu, jak droga nie należy do niej lub jest ustanowiona na drodze jakaś służebność dojazdu. Najprostszym sposobem byłoby ustanowienie jakieś strefy w stylu "kiss and ride", tylko dla dzieci klas 1-3, gdzie można się zatrzymać na minutę i wysadzić dzieci (bo nawet tak małych przecież pod drzwi nie trzeba prowadzić). Cała reszta powinna wysiadać w jakimś rozsądnym pobliżu, ale jak 12-latek przejdzie kilka metrów, to krzywda mu się chyba nie stanie...

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 2) | raportuj
13 listopada 2025 o 18:27

@janhalb: ekipa od remontu pewnie ma obowiązek postawić znak 40, to postawili. Nie w ich obowiązku jest usuwać/dbać/myśleć o innych znakach ustawionych przy drodze, bo to sprawa zarządu dróg. A gdyby nie postawili - to znając polską biurokrację i brak logiki, mogliby mieć jakąś karę za nieprzestrezeganie procedur, bo gdzieś w jakimś regulaminie czy ustawie zapewne jest napisane, że ma być znak 40 i basta, a że po znaku 30 nie ma to najmniejszego sensu... a czy nasi szanowni ustawodawcy się kiedykolwiek sensem przejmowali?

[historia]
Ocena: 4 (Głosów: 4) | raportuj
11 listopada 2025 o 13:38

@Peppone: Jezu, ludzie... być z kimś w związku, budzić się i zasypiać przy tej osobie, pić razem kawę i w jednej pralce prać majtki, i tak przez 10 czy 15 czy 20 lat a przy tym tylko czyhać na potencjalną zdradę, bo wtedy jakby coś to jej/jemu dowalę, udowodnię? Po co? @Shi: W sensie technicznym tak, jego wybór, ale serio, po co taką rzecz ukrywać? Nie twierdzę, że Autor powinien prosić żonę o zgodę, ale co złego jest w zwykłym komunikacie, zwłaszcza, że jakby nie patrzeć - dotyczy ich wspólnej przyszłości i wspólnego życia. I ta rozmowa mogłaby wyglądać w stylu: On: "Umówiłem się na wazektomię" Ona: "OK" A mogłaby tak, że ona jednak chce dzieci - bo jej się zmieniło i ma do tego prawo, tak jak on ma prawo do tego, żeby mu się nie zmieniło - i wtedy taki związek nie ma sensu, bo oboje będą się męczyć. To lepiej, żeby to wyszło teraz a nie za 10 lat...

[historia]
Ocena: 12 (Głosów: 18) | raportuj
7 listopada 2025 o 14:04

A mnie nie przestaje zadziwiać, jak niektórzy totalnie nie potrafią ze sobą rozmawiać. W tej historii tak, żona piekielna, a psa szkoda, ale... Jak ktoś czegoś nie chciał 10, 5 czy 2 lata temu, nie znaczy, że tego nie zechce nigdy. Z drugiej strony też jak ktoś czegośc nie chciał 10, 5 czy 2 lata temu, to nie znaczy, że mu się nagle tego zachce. A jeśli jednej osobie się "zachciewa", no to powinna być rozmowa. I w tym przypadku widzę to tak: Żona: "Bardzo bardzo chcę psa, co ty na to?" Mąż: "Nie chcę psa. Nie czuję takiej potrzeby, nie chcę się nim zajmować, obawiam się komplikacji" Czyli komunikaty jasne - ona chce, on nie. I to było w tej sytuacji, ale ciąg dalszy powinien być w stylu: Mąż: "Jak to widzisz w praktyce? Spędzasz w pracy poza domem 8 godzin, kto w tym czasie wyjdzie z psem lub go nakarmi? Co roku wyjeżdżamy na zagraniczne wakacje, kto się wtedy zaopiekuje psem?" Żona: - przedstawia jakiś realny scenariusz, nieuwzględniający jego udziału / albo prosi o pomoc: "bardzo zależy mi na psie. Wiem, że pracuję. Czy byłaby możliwość, że 2 razy dziennie wyjdziesz z nim, jeśli będziesz miał taką możliwość? A zorganizowanie wyjazdu widzę tak i tak" I wtedy on mógłby powiedzieć, czy mu to pasuje, może nawet by pomógł przy psie, ale nie dziwię się, że nie chciał, jak jasno postawił granice, a żona zwyczajnie to olała. Ale z wazektomią - robienie tego potajemnie wg mnie też jest przekroczeniem granic. Jeśli autor nie chciał nigdy mieć dzieci i to się nie zmieniło, i żona jest tego świadoma, to nie widzę przeszkód, żeby była też świadoma wazektomii. A po tej historii jakoś nie widzę długiej przyszłości tego związku, jak jedno drugie tak naprawdę ch*jowo traktuje...

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 1) | raportuj
18 września 2025 o 14:11

mam tak samo! jedna karta w mBank do wszystkich kont (w pln, euro, usd), wybierałam za granicą pieniądze - euro, i chciałam je wybrać z konta w euro, i miałam środki wystarczające, nawet więcej w euro - i jestem pewna, że było pytanie, z jakiego konta chcę pobrać środki i wybrałam euro, a mimo to rozliczyło mi to w pln... oczywiście wymiana po niekorzystnym kursie i dodatkowo wzięło opłatę, i to sporą...

[historia]
Ocena: -3 (Głosów: 5) | raportuj
6 września 2025 o 22:29

@Pantagruel: no ale nadal to jest wybór, albo idziesz do pracy proponowanej przez PUP nawet jak Ci warunki nie pasują, bo status, albo tracisz status. Nie jest to może wybór, który ktoś chce mieć - ale podkreślam - nadal jest to wybór. I jak ktoś wybiera, że przyjmuje ofertę PUP, no to niech się wyiązuje z tego, do czego się zobowiązał i co wybrał. Nie zawsze nam się podobają opcje wyborów, jakie mamy w życiu, ale zawsze jest się odpowiedzialnym za wybory, jakich się dokonuje. Tu mogłaby być jeszcze trzecia opcja, czyli znalezienie sobie samemu pracy na warunkach, jakie się chce... ale ona się wydaje z lekka "szalona" dla osób, które siedzą na garnuszku państwa (czyli wszystkich pracujących), korzystają ze statutsu bezrobotnej osoby i tylko robią wszystko, żeby ktoś tego nie zmienił. Ja uważam, że każdy jest odpowiedzialny za to, żeby sobie samemu znaleźć pracę. A jak ktoś chce coś od społeczeństwa (na przykład ubezpieczenie zdrowotne idące za statusem bezrobotnego), to nie powinien wybrzydzać, co więcej, powinien przyjąć każdą pracę, nawet fizyczną. Bo na tej zasadzie to mogłabym uzyskać wykształcenie fizyka astronoma i przeprowadzić się do jakiejś małej wioski na Podkarpaciu i narzekać, że "nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem". No nie ma, trzeba było myśleć przed wykształceniem albo udać się tam, gdzie taka praca jest...

[historia]
Ocena: 6 (Głosów: 6) | raportuj
6 września 2025 o 22:20

@dansty: nikt nie zasługuje na wykwit pogardy czy nienawiści, ale i nigdzie w historii nie ma mowy o tym... ot, czepiła się niesłusznie kobieta, a Ty snujesz w głowie rozważania, czy nie uknuła spisku przeciwko Tobie z innymi współpasażerami po to, żeby zademonstrować swą wyższość przed człowiekiem, z którym jej styczność trwała kilka przystanków? Fakt, że chłopak siedzący obok nawet nie zarejestrował owego "wykwitu pogardy i nienawiści" jedynie potwierdza, że prawdopodobnie miało to miejsce tylko w Twojej głowie... I nie mam pojęcia co do historii wnosi to, że czytałeś coś tam o średniowiecznej Polsce, równie dobrze mogłeś przeglądac memy o pandach albo czytać 50 twarzy Greya... no, chyba że na wstępie chcesz zademonstrować gronu nieznanych Ci ludzi w necie, jaki jesteś inteligentny, oczytany i ponadprzeciętny...

[historia]
Ocena: 4 (Głosów: 4) | raportuj
6 września 2025 o 22:06

"Niesamowicie przeżyłem to wydarzenie"? To co zrobisz, jak się kiedyś w życiu pojawią realne problemy?

[historia]
Ocena: 7 (Głosów: 9) | raportuj
6 września 2025 o 16:25

Dwie rzeczy - ciąża trwa dobrych parę miesięcy, mając świadomość, że umowa zlecenia nie daje nic "po", dobrze byłoby wykorzystać te kilka miesięcy na rozeznanie opcji w stylu "co z opieką medyczną", zwłaszcza, że kto jak kto, ale dzieci niestety często chorują... A druga rzecz - przepisy często są absurdalne, ale to nie wina urzędników. Jak w ustawie jest napisane, że ma być "zaświadczenie", to pani w urzędzie potrzebuje "zaświadczenia" a nie "decyzji", i tyle, i to ona by musiała się tłumaczyć w razie kontroli z niezgodności w dokumentacji, w imię czego miałaby sama się prosić o kłopot?

[historia]
Ocena: 5 (Głosów: 5) | raportuj
18 sierpnia 2025 o 20:58

@Chrupki: ale roztargnienie nie jest żadnym usprawiedliwieniem. ADHD czy inne schorzenie też nie (to się leczy/wykształca nawyki, a nie używa jako wymówki, no chyba, że dziewczyna byłaby poważnie zaburzona, ale wtedy pytanie, czy powinna samodzielnie egzystować - zresztą, to chyba nie przypadek z historii). Miała na to 30 dni! Nie dzień, czy nawet tydzień, miesiąc! W miesiąc to można nawet przepisać cała umowę ręcznie w kilku egzemplarzach (oh, cóż za analogowy pomysł!). Nie wierzę też, że w jakimkolwiek mieście nie było w okolicy żadnego ksera, nie ma żadnego znajomego z drukarką, nic.

« poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 1045 46 następna »