Profil użytkownika
marcelka ♀
| Zamieszcza historie od: | 25 lipca 2017 - 14:34 |
| Ostatnio: | 14 stycznia 2026 - 16:46 |
- Historii na głównej: 66 z 70
- Punktów za historie: 9202
- Komentarzy: 1133
- Punktów za komentarze: 9609
poczekalnia
Skomentuj
(23)
Pobierz ten tekst w formie obrazka
Modny ostatnio temat sharentingu. Ciekawa jestem opinii, kto tu jest piekielny...
Moja kuzynka ma dziecko w przedszkolu.
Przedszkole ma stronę na fb. Zwykłą, jak pewnie wiele placówek. Wrzucają tam posty typu okolicznościowe, w stylu "Dzisiaj Dzień Babci", ale też posty z przedszkolnych uroczystości czy wydarzeń. Kuzynka pokazała mi tę stronę, nie jest tego przesadnie dużo, zdjęcia zawsze grupowe, nie tak, że jakieś jedno konkretne dziecko, ujęcia neutralne... Pasowanie na przedszkolaka - grupka dzieci na scenie, z dyplomami dumnego przedszkolaka (dyplomy bez nazwisk/danych dzieci), Dzień jesieni - grupa dzieci z jakimiś pracami plastycznymi z liści, Spotkanie z poetką - poetka na krześle, przedszkolanka i dzieci słuchające, jak czyta itd.
Każdy rodzic dostał do podpisu zgodę dotyczącą publikacji takich zdjęć, większość podpisała, ale rodzice dwojga dzieci nie wyrazili zgody.
I co teraz?
Otóż w większości przypadków te dzieci proszone są o... usunięcie się ze zdjęcia.
Czyli jest w przedszkolu Dzień Jesieni, na koniec dnia robione jest pamiątkowe zdjęcie z pracami - "Basiu, Tomku* odejdźcie na bok, bo chcemy zrobić pamiątkowe zdjęcie". Pasowanie na Przedszkolaka - "Basiu, Tomku, zejdźcie ze sceny/odsuńcie się, bo robimy zdjęcie" itd.
*Basia, Tomek oczywiście imiona zmyślone.
W kilku przypadkach, gdy zdjęcia były np. z przedstawienia, w których Basia i Tomek brali udział, ich twarze na zdjęciach zakryto ikonką misia. Ale to z kolei nie podobało się innym rodzicom, którzy np. chcieli zdjęcie sobie wywołać do albumu.
Z jednej strony rozumiem, że sharenting to realny problem.
Z drugiej strony nie wiem, czy takie pomijanie tych dzieci nie jest dla nich bardziej krzywdzące, niż jakby mieli być na paru zdjęciach...
Moja kuzynka ma dziecko w przedszkolu.
Przedszkole ma stronę na fb. Zwykłą, jak pewnie wiele placówek. Wrzucają tam posty typu okolicznościowe, w stylu "Dzisiaj Dzień Babci", ale też posty z przedszkolnych uroczystości czy wydarzeń. Kuzynka pokazała mi tę stronę, nie jest tego przesadnie dużo, zdjęcia zawsze grupowe, nie tak, że jakieś jedno konkretne dziecko, ujęcia neutralne... Pasowanie na przedszkolaka - grupka dzieci na scenie, z dyplomami dumnego przedszkolaka (dyplomy bez nazwisk/danych dzieci), Dzień jesieni - grupa dzieci z jakimiś pracami plastycznymi z liści, Spotkanie z poetką - poetka na krześle, przedszkolanka i dzieci słuchające, jak czyta itd.
Każdy rodzic dostał do podpisu zgodę dotyczącą publikacji takich zdjęć, większość podpisała, ale rodzice dwojga dzieci nie wyrazili zgody.
I co teraz?
Otóż w większości przypadków te dzieci proszone są o... usunięcie się ze zdjęcia.
Czyli jest w przedszkolu Dzień Jesieni, na koniec dnia robione jest pamiątkowe zdjęcie z pracami - "Basiu, Tomku* odejdźcie na bok, bo chcemy zrobić pamiątkowe zdjęcie". Pasowanie na Przedszkolaka - "Basiu, Tomku, zejdźcie ze sceny/odsuńcie się, bo robimy zdjęcie" itd.
*Basia, Tomek oczywiście imiona zmyślone.
W kilku przypadkach, gdy zdjęcia były np. z przedstawienia, w których Basia i Tomek brali udział, ich twarze na zdjęciach zakryto ikonką misia. Ale to z kolei nie podobało się innym rodzicom, którzy np. chcieli zdjęcie sobie wywołać do albumu.
Z jednej strony rozumiem, że sharenting to realny problem.
Z drugiej strony nie wiem, czy takie pomijanie tych dzieci nie jest dla nich bardziej krzywdzące, niż jakby mieli być na paru zdjęciach...
przedszkole sharenting
Ocena:
25
(51)
poczekalnia
Skomentuj
(11)
Pobierz ten tekst w formie obrazka
Parapetówka znajomej. Grono dość liczne jak na parapetówkę, tak z 30 osób. Większość osób w relacji typu znajomi, koledzy z pracy, sąsiedzi (nowi, z mieszkania gdzie parapetówka), jakaś kuzynka z mężem itd. Ogólnie - nie bliski krąg przyjaciół, który znałby życie znajomej "od podszewki".
Każdy coś przyniósł. Większość osób przyszła z winem i czymś słodkim, ewentualnie z kwiatami - ot, symboliczny gest, żeby na nowe mieszkanie nie przyjść z pustymi rękami.
Po którymś z kolei gościu kolekcja butelek wina rosła, a znajoma zaczęła rzucać uwagi w stylu "teraz alkohol jest wszechobecny", "no naprawdę, jakim trzeba być człowiekiem, żeby nie potrafić bawić się bez alkoholu", "nigdy nie wiesz, czy ktoś nie zmaga się z alkoholizmem - własnym albo traumą z dzieciństwa" i w ten deseń.
Dodam, że znajoma według mojej wiedzy - i co najmniej kilku jeszcze innych osób obecnych na przyjęciu - nigdy nie miała widocznych problemów z alkoholem (nie widziano jej nigdy pijanej), ani też od alkoholu nie stroniła, w sytuacjach typu lunch firmowy zamawiała lampkę wina, wychodziła z koleżankami wieczorem na drinka itd. Na samym przyjęciu alkohol - wino i whisky - też był, w sensie że ona kupiła i przygotowała, nie te butelki, co dostała na prezent. I samo przyjęcie było raczej w stylu lampka wina i przekąska, nie jakieś picie wódy, nikt z towarzystwa nie był pijany, nawet wstawiony, wszyscy zachowywali się normalnie, jak ktoś nie miał ochoty na alkohol to pił wodę/sok/kawę, nikt nie komentował tego... nikt, oprócz znajomej.
Jej komentarze były na tyle liczne i na tyle głośne, że trudno było je zignorować. Ktoś chciał polemizować, ktoś inny wdał się w polemikę, że owszem, alkoholizm to choroba, ale taka, do której doprowadza się samemu, tak jak otyłość czy nikotynizm, bo jednak gdzieś na początku są te świadome decyzje, żeby sięgnąć po piwo/papierosa/czekoladę itd.
Sytuacja zaczęła się ogólnie robić niezręczna, zwłaszcza, że pojawili się kolejni goście - też akurat z winem - i nie rozumieli, czemu ich podarunek wzbudził trochę śmieszki towarzystwa, trochę niezadowolenie gospodarza, czyli znajomej...
Do dziś w sumie nie wiem, o co znajomej chodziło...
Każdy coś przyniósł. Większość osób przyszła z winem i czymś słodkim, ewentualnie z kwiatami - ot, symboliczny gest, żeby na nowe mieszkanie nie przyjść z pustymi rękami.
Po którymś z kolei gościu kolekcja butelek wina rosła, a znajoma zaczęła rzucać uwagi w stylu "teraz alkohol jest wszechobecny", "no naprawdę, jakim trzeba być człowiekiem, żeby nie potrafić bawić się bez alkoholu", "nigdy nie wiesz, czy ktoś nie zmaga się z alkoholizmem - własnym albo traumą z dzieciństwa" i w ten deseń.
Dodam, że znajoma według mojej wiedzy - i co najmniej kilku jeszcze innych osób obecnych na przyjęciu - nigdy nie miała widocznych problemów z alkoholem (nie widziano jej nigdy pijanej), ani też od alkoholu nie stroniła, w sytuacjach typu lunch firmowy zamawiała lampkę wina, wychodziła z koleżankami wieczorem na drinka itd. Na samym przyjęciu alkohol - wino i whisky - też był, w sensie że ona kupiła i przygotowała, nie te butelki, co dostała na prezent. I samo przyjęcie było raczej w stylu lampka wina i przekąska, nie jakieś picie wódy, nikt z towarzystwa nie był pijany, nawet wstawiony, wszyscy zachowywali się normalnie, jak ktoś nie miał ochoty na alkohol to pił wodę/sok/kawę, nikt nie komentował tego... nikt, oprócz znajomej.
Jej komentarze były na tyle liczne i na tyle głośne, że trudno było je zignorować. Ktoś chciał polemizować, ktoś inny wdał się w polemikę, że owszem, alkoholizm to choroba, ale taka, do której doprowadza się samemu, tak jak otyłość czy nikotynizm, bo jednak gdzieś na początku są te świadome decyzje, żeby sięgnąć po piwo/papierosa/czekoladę itd.
Sytuacja zaczęła się ogólnie robić niezręczna, zwłaszcza, że pojawili się kolejni goście - też akurat z winem - i nie rozumieli, czemu ich podarunek wzbudził trochę śmieszki towarzystwa, trochę niezadowolenie gospodarza, czyli znajomej...
Do dziś w sumie nie wiem, o co znajomej chodziło...
alkohol przyjęcie
Ocena:
39
(55)
1
« poprzednia 1 następna »
marcelka