Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

mariamasyna

Zamieszcza historie od: 1 marca 2013 - 9:40
Ostatnio: 12 listopada 2019 - 10:13
  • Historii na głównej: 14 z 18
  • Punktów za historie: 7939
  • Komentarzy: 380
  • Punktów za komentarze: 3002
 

#85373

(PW) ·
| Do ulubionych
Fajnie robić dobre uczynki, ale niekoniecznie cudzym kosztem.
Tytułem wstępu: Będąc w ciąży zawsze normalnie stałam w kolejkach, nie domagałam się przepuszczenia, zwłaszcza że sklepy z których najczęściej korzystam nie posiadają żadnych kas pierwszeństwa etc.

Sierpień - pamiętna fala upałów, generalnie w ciągu dnia lepiej z domu nie wychodzić, ale jeść coś trzeba.
Szybka wizyta w pobliskiej biedrze, chwytam kilka produktów na śniadanie i staję w kolejce. Sądząc po jej długości pół miasta postanowiło też w tym momencie zrobić zakupy.

Kto był w ciąży wie, że dłuższe stanie do przyjemnych nie należy, no ale co zrobić, ustawiamy się (ja i mój wielki brzuch) i czekam.

Już witam się z gąską, od kasy (oczywiście jedynej czynnej) dzielą mnie dosłownie 2 osoby, kiedy kobieta przede mną odwraca się, wyławia wzrokiem z połowy kolejki babkę z dwójką dzieciaków w wieku wczesnoszkolnym i wózkiem załadowanym jak dla pułku wojska i mówi.
- Niech pani przejdzie przede mnie.
Dwa razy nie musiała powtarzać...

Innym razem stoję w kolejce w Lidlu, za mną dziewczyna z maluchem w nosidełku a za nią dwie starsze panie. I zaczyna się
- o jaki śliczny, dziu, dziu, dziu. Pani powinna przejść na początek kolejki.
(Na początek - znaczy przede mnie - bo kobieta z gigantycznymi zakupami z przodu była już w połowie ich kasowania).

Nawet nie miałabym nic przeciwko żeby puścić babkę z niemowlakiem, ale znów - ja miałam jakieś 5 rzeczy a ona pełny wózek a dzieciak sobie spokojnie spał w nosidełku.
Starsze panie nie dawały jednak za wygraną i dalej ją męczą żeby przeszła do przodu.

W końcu dziewczyna odwraca się i mówi
- Pani przede mną jest w ciąży i nie widzę powodu, żeby przed nią przechodzić.

I historia bonusowa.
Apteka, tym razem to koleżanka jest kulką, a ja jej towarzyszę. Nie ma kolejki, spokojnie czekamy aż farmaceutka skończy obsługiwać klienta. Dokładnie w momencie gdy kończy - znikąd materializuje się facet i ignorując naszą obecność podchodzi do okienka.
- Dzień dobry, poproszę TenLekOdKtóregoTwójKonarZapłonie.
Cóż - są potrzeby pilne i pilniejsze ;).

sklepy

Skomentuj (36) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 128 (164)

#70352

(PW) ·
| Do ulubionych
Apropos historii #70347 seria o petardach.

3.
Latem przejeżdżałam na motocyklu przez małą wieś, której centralny punkt stanowi kościół, pod kościołem stały kolorowe odpustowe stragany, a dookoła sporo ludzi także prędkość minimalna. W pewnym momencie coś huknęło mi pod kołami - chyba tylko dzięki adrenalinie utrzymałam prosty tor jazdy - w lusterku zobaczyłam śmiejące się dzieciaki z petardami.

2.
Kolega wyszedł na papierosa na patio (budynek typu studnia) - w pewnym momencie usłyszał huk, a potem przez kilka dni nie słyszał już nic - ktoś z okna rzucił petardę, wybuchła mu tuż koło głowy.

1.
(również lato) Znajomy wyszedł do parku z psem - retrieverem. Spuścił go ze smyczy żeby porzucać piłkę. W pewnym momencie w parku pojawiła się grupka dresików, którzy uznali że przezabawnym będzie rzucać psom petardy. Pies pobiegł za rzuconą mu petardą, zanim kolega dobiegł petarda wybuchła, a przerażony pies popędził ślepo przed siebie. Dobiegł do drogi i niestety zginął pod kołami.

petardy

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 276 (294)

#66435

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia z weekendu,niezbyt zaskakująca. Ze względu na rodzinną uroczystość religijną przywiało mnie do kościoła, a właściwie przed kościół i tam też toczy się akcja.
Ludzie schodzą się na msze - pod kościołem siedzi żebrząca romska kobieta z trójką dzieci zawodząc o swoim nieszczęściu.

Msza się zaczyna - rodzina znika.
Mija 15 minut - wracają, a w dłoniach niosą: kanapki z Subway'a, Powerrade, Redbulla, po paczce Lay'sów i Bake Rollsów.

Przed końcem mszy niedojedzona kanapka ląduje w koszu, a rodzina przybiera smutne miny i ponownie klęka przed drzwiami kościoła.

Romowie

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 579 (625)

#65964

(PW) ·
| Do ulubionych
Pod jedną z historii wywiązała się dyskusja o tzw. PIPie czyli inspekcji pracy. Przypomniało mi to historię koleżanki.

Pewien przedsiębiorczy pan założył firmę usługową. Wynajął biuro, zatrudnił kilka osób (na tzw. śmieciówki) i wystartował. Firma o dziwo nie przyniosła od razu milionów, za to koszty trzymały stabilny poziom. Coś trzeba było zrobić. Wpadł on na piękny pomysł zatrudnienia połowy zespołu, na umowę o pracę i nakazania im wzięcia zwolnień lekarskich, na przynajmniej kilka miesięcy, ale pracować będą normalnie. Innymi słowy ciężar ich wynagrodzeń przeniósł z siebie na nas wszystkich.

Rzeczona wyżej koleżanka (nie wchodząc w szczegóły jak) dowiedziała się o całej sytuacji i postanowiła powiadomić inspekcję pracy, w zgłoszeniu opisała sytuację, podała wszystkie znane jej fakty, dane przedsiębiorstwa etc, wysłała i z poczuciem spełnienia obywatelskiego obowiązku zapomniała o sprawie. Do czasu.

Miesiąc później dostała list z PIP a w nim wezwanie do uzupełnienia braków: dokładnych danych pracowników, których dotyczył proceder i dat zwolnień lekarskich. Dostała 7-dniowy termin na uzupełnienie powyższego, w przeciwnym razie urząd odmawia kontroli. Oczywiście dostępu do takich danych mieć nie mogła, natomiast dla kontrolera dojście do tych informacji zajęłoby dosłownie chwilę. Na pismo nie odpowiedziała.

Szczerze mówiąc nie wiem czy podjęła dalsze działania, jak uda mi się dowiedzieć to dodam w komentarzu. Natomiast taka odpowiedź inspekcji zaskoczyła wszystkich, którym ją pokazała.

PIP

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 453 (495)
zarchiwizowany
A propos historii o policjantach - służbistach.
Historia dość stara, dopiero co skończyłam wtedy 18 lat.
W ramach wakacji 'na wsi' postanowiłam dorobić. W pobliskim miasteczku szukali dostawcy pizzy - pracę dostałam od ręki.
Pewnego dnia (a właściwie nocy) wracałam z ostatniej dostawy, musiało być tuż przed północą, gdyż o północy wyłączana jest sygnalizacja świetlna. Na ulicach żywej duszy. No i zdarzyło się - na skrzyżowaniu przejechałam na pomarańczowym, zerknęłam w lusterko, za mną pojawił się samochód. Zdążyłam tylko pomyśleć "Ten to już napewno na czerwonym przejechał.." gdy zamigało niebieskie światło. Stanęłam. Panowie policjanci kulturalnie poprosili o dokumenty. Najwyraźniej nie spodobało im się miasto z którego pochodzę gdyż szybko skończyła się uprzejmość. Jeden (P) został ze mną a drugi poszedł z dokumentami do radiowozu.
P - Jak długo tu jesteś?
J - Słucham?
P - Gdzie teraz mieszkasz?
J - W Piekiełkowie
P - Jak długo?
J - (Rzuciłam przypadkową - krótką datę) - tydzień
P - A meldunek tymczasowy jest?
J - Nie
P - Oh, oh to będziemy musieli panią zabrać na komisariat, za to grozi ograniczenie wolności.
W tym momencie jako niedoświadczony, bądź co bądź jeszcze dzieciak, już prawie miałam łzy w oczach, gdy powrócił drugi. Pokazał pierwszemu coś w dowodzie rejestracyjnym i szepnął.
P - To jest samochód pana Piekielnego.
J - No tak (oho, jeszcze się będę tłumaczyć się z posiadania cudzego samochodu)
P - Co pani (O, jednak nie jesteśmy na Ty) w nim robi?
J - Pracuje u pana Piekielnego
Panowie spojrzeli po sobie.
P - Aaa to my najmocniej przepraszamy, proszę jechać - a za pomarańczowe światło upomnienie! Dobranoc.
Wtedy nie znałam jeszcze miasteczkowych 'układów i układzików' jak się potem dowiedziałam pan Piekielny był jednym z miejscowych 'potentatów'.
PS. Już wtedy ustawa o meldunku była martwa, a brzmiała od '74 roku następująco "1. Osoba, która przebywa w określonej miejscowości pod tym samym adresem dłużej niż trzy doby, jest obowiązana zameldować się na pobyt stały lub czasowy najpóźniej przed upływem czwartej doby, licząc od dnia przybycia." a sankcje za niedopełnienie regulował Kodeks Wykroczeń. Obecnie ustawa która wejdzie w życie w styczniu 2015 zakłada zniesienie obowiązku meldunkowego od stycznia 2016 roku.

policja

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 77 (175)

#57659

(PW) ·
| Do ulubionych
Nie każdy ma czas na siłownię, prawda?
Jeden z moich sąsiadów najwyraźniej też nie ma, dlatego kupił sobie... atlas do ćwiczeń, a że jak już wspomniałam najwyraźniej jest zarobiony, to ćwiczy zazwyczaj między północą a drugą nad ranem, bądź świtem.
Wiecie jak brzmi kilkadziesiąt kilo metalu, spadające na kilkadziesiąt kilo metalu na podłodze?

sąsiad

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 460 (554)
zarchiwizowany

#57638

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Pewnie większość z was zna stary numer, powszechny w pociągach i na stacjach "Ludzie! Okradli mnie, nie mam za co wrócić do domu". Czasem ktoś wtedy wyciąga portfel, ale generalnie ludzie się już na to nie nabierają.
Znajomy spotkał się jakiś czas temu z bazującym na podobnych zasadach przekrętem, otóż niedaleko stacji benzynowej zaczepił go stojący przy samochodzie facet - dobrze ubrany, w średnim wieku, udając autentycznie speszonego - zagadał, że strasznie mu głupio, ale jest z innego miasta, skończyło mu się paliwo, nie ma portfela (już nie pamiętam czy zgubił czy ukradli) i czy kolega by nie pożyczył mu chociaż 50zł, on od razu zapisze numer konta i jak tylko dojedzie to puści przelew. Kolega z nadzieją, że to nie przekręt a mając na uwadze, że każdy się kiedyś może w takiej sytuacji znaleźć - poratował. Facet zostawił swoją wizytówkę, zapisał numer konta kolegi i popędził na stację obiecując, że przelew puści jeszcze tego samego dnia. Oczywiście przelew nigdy nie dotarł, a wizytówka okazała się być fikcyjna.

stacja paliw

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 75 (201)

#56768

(PW) ·
| Do ulubionych
Odnośnie historii Hideki http://piekielni.pl/56711
Na grouponie od czasu do czasu pojawiają się deseczki do krojenia "opatrzone symbolami określającymi ich przeznaczenie".
Niesamowita okazja - 59zł zamiast 199zł - czyż nie?
Otóż na allegro znaleźć można te same deseczki za 49zł. Teoretycznie nic w tym dziwnego - wiele rzeczy na allegro jest tańszych (no może nie pięciokrotnie) mamy wolny rynek, więc w czym problem?

Kiedy wczytamy się głębiej - niespodzianka! Adres i właściciel obu firm (tej sprzedającej na allegro i tej na grouponie) jest dokładnie ten sam. Także, zanim skusicie się na super -70% sprawdźcie czy ktoś z was nie robi jelenia.

groupon

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 404 (462)

#55474

(PW) ·
| Do ulubionych
Zdarzyło mi się kiedyś przez parę lat pracować w niewielkiej, acz rozwijającej się firmie X. W końcu nasze drogi się rozeszły.
Minęło parę tygodni, aż pewnego dnia odebrałam telefon od kolegi z owej firmy:

- Sluchaj mariamasyna jest taka sprawa... - ewidentnie speszony.
- Taak?
- Bo słuchaj, nie możemy czegoś zlokalizować...
(oho, teraz będą dzwonić szukając każdej pierdoły)
- Czego?
- Magazynu...

Nie, nie chodziło o gazetę, chodziło o kilkusetmetrowy budynek, w którym znajdowała się spora część aktywów firmy.

magazyn ;)

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 684 (750)
zarchiwizowany

#54455

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Jest w moim mieście most, nawet nie jeden, ale akurat pod tym jest nawrotka, a że most to i widoczność słaba. Przejście dla pieszych jest kawałek dalej, ale piesi upodobali sobie przechodzenie akurat pod tym mostem, wprost pod koła nawracających samochodów.
Ponieważ jeżdżę tam często to wiem o tym doskonale i profilaktycznie zachowuję podwójną ostrożność.
Wczoraj było nie inaczej, zawracam i widzę kobietę z dwójką dzieci przechodzącą w tym miejscu, ale dzielił mnie od niej kawałek to nawet szczególnie nie musiałam hamować.
Moja trasa wygląda tak, że za w/w rzeczoną nawrotką skręcam od razu w prawo (dokładnie na wysokości przechodzącej pani) i zaraz w lewo.
Skręcam więc w prawo (a przypominam, że most więc dopiero po skręceniu widać co jest za zakrętem) a tam - nadal ta sama pani, nadal idzie jak szła w linii prostej, czyli dokładnie środkiem jezdni (mimo, że po obu stronach jest chodnik) jedno dziecko za jedną rękę drugie za drugą, więc jak nie trudno sobie wyobrazić, idąc środkiem zajmowała praktycznie całą jezdnię.
'Trąbnęłam' delikatnie (może nie widzi, że idzie jezdnią?). W tym momencie pani grzecznie zeszła na chodnik, więc zaczynam skręcać w lewo - a P dokładnie w tym momencie wchodzi mi pod koła ciągnąc za sobą dzieci(czego nawet nie widziała bo znów skracała drogę i idąc skosem ustawiła się do mnie tyłem). Tym razem już się wkurzyłam i ponownie na panią zatrąbiłam, żeby chociaż zobaczyła co robi.
Pani się odwraca i wykrzykuje najbardziej absurdalną rzecz z możliwych.
- Czego trąbisz?! Przecież z dziećmi idę!! - więc spokojnie pani odpowiadam:
- No właśnie, to może dlatego należało by chociaż spojrzeć wchodząc na jezdnie? - Pani drze się jeszcze przez chwilę. Akurat w tym momencie spod chińczyka wyjeżdżała policja i widzieli całe zajście. Reakcja? Pan policjant pasażer powymachiwał do mnie ręką, że im przeszkadzam wyjechać, pewnie byli "nie od tego"...

policja piekielna mama

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 130 (188)