Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

markymark

Zamieszcza historie od: 16 lipca 2019 - 9:38
Ostatnio: 17 lipca 2019 - 9:18
  • Historii na głównej: 1 z 1
  • Punktów za historie: 128
  • Komentarzy: 0
  • Punktów za komentarze: 0
 

#84936

(PW) ·
| Do ulubionych
Chcecie piekielnej historii, proszę bardzo - piekielna historia mojego życia (uwaga będzie dłuższy tekst):

A więc po kolei…

Jestem od kilku lat w związku małżeńskim z kobietą (Żona) z kraju leżącego daleko od Polski. Posiadamy kilkuletnie dziecko – małego Adasia. Z mojej strony była to (ślepa) miłość od pierwszego wejrzenia – miałem poślubić piękną kobietę, z którą mogłem rozmawiać o wszystkim i o niczym przez kilka godzin, z którą czułem się bardzo komfortowo.

Z różnych względów dochodziło czasem do mniejszych lub większych sprzeczek – myślałem wtedy, że to wina różnicy charakterów - ostatecznie i tak wszystko wracało do normy.

Sytuacja zmieniła się zaraz po ślubie, kiedy to zostałem uderzony w twarz po raz pierwszy podczas kłótni. Powód kłótni byłby dla kogoś innego śmieszny i nieistotny, jednak jak już teraz wiem, Żona potrafi zrobić wielką awanturę z niczego – i zawsze według niej jest to moja wina.

Po tym „pierwszym razie” Żona przeprosiła mnie i obiecała, że już nigdy więcej tego nie zrobi – co oczywiści okazało się kłamstwem. Taka sytuacja trwała kilka miesięcy, podczas których Żona uderzyła mnie wiele razy. W napadzie agresji zniszczyła także kilka mniejszych sprzętów domowych i pamiątek rzucając nimi o podłogę. Z perspektywy czasu wiem, iż powinienem w tamtym okresie zakończyć nasz związek.

W pewnym momencie Żona zaszła w planowaną ciążę i już wtedy niektóre z jej zachowań wskazywały na problemy emocjonalne lub psychiczne, jednak w tamtym czasie tłumaczyłem to sobie wahaniami nastroju w ciąży. Doszło do tego, iż Żona podczas kłótni uderzała się w brzuch krzycząc iż nie chce dziecka lub otwierała okno i groziła że popełni samobójstwo.

W miarę upływu czasu zachowanie żony podczas kłótni robiło się coraz bardziej agresywne i niebezpieczne. Wszystko zaczęło się od uderzenia otwartą ręką, następnie przyszła kolej na pięści, ugryzienia na ramionach – które musiałem maskować makijażem, raz także przecięła mi palec nożem, który próbowałem jej wyrwać po tym, jak groziła iż się zabije. Rzucała we mnie także różnymi przedmiotami, od których miałem np. siną wargę (wytłumaczenie dla rodziny – dziecko uderzyło mnie zabawką).

Pewnie się zastanawiacie – dlaczego nigdy jej nie oddałem? Nie zrobiłem tego, bo tak mnie wychowali rodzice – w szacunku do kobiet. A poza tym każde uderzenie z mojej strony będzie punktem zapalnym i wystarczy jeden telefon na policję, abym skończył z ograniczonymi prawami rodzicielskimi, jako patologiczny mąż bijący żonę i dziecko.

Zaraz po porodzie żona była zazdrosna, że dużo czasu poświęcam synowi oraz że przechodząc obok jego łóżeczka za każdym razem się za nim oglądałem. Przez pierwsze kilka tygodni to ja zajmowałem się małym – zmieniałem pieluchy, karmiłem sztucznym mlekiem. Z biegiem czasu, mały rósł i mając kilka miesięcy robił się coraz „głośniejszy” (czasami płakał). Żona z wściekłością dzwoniła do mnie w godzinach pracy i żądała powrotu do domu, grożąc iż zostawi Adasia samego w domu.

Sytuacja powtarzała się nie raz – musiałem okłamywać szefa, że jadę do klienta lub muszę załatwić „na mieście” obowiązki związane z pracą – na szczęście pracy nie straciłem, ale podejrzliwy wzrok pracodawcy mówił sam za siebie. Na tamtym etapie, żadna fizyczna krzywda synowi się nie działa – cierpiałem głównie ja.

Jednak dziecko rosło i zmieniało się z czasem, aż pewnego dnia Żona zadzwoniła do mnie (w tle słyszałem płacz dziecka) i wykrzyczała do mnie, iż ma syna dość. Wsadziła go do łóżeczka i nie wyciągała z niego, aż mały się posikał – nie wiem, czy ze strachu, czy z potrzeby fizjologicznej. Wtedy musiałem wyjść z pracy, aby ukryć przed współpracownikami łzy płynące po twarzy. Zadawałem sobie pytanie, jak własna matka może być dla dziecka takim potworem. Nie pomagały prośby, aby Żona postarała się uspokoić i nie była tak zła na dziecko– i tak kończyło się krzykiem i płaczem Adasia. Nie raz podczas kłótni dowiedziałem się, że gdyby nie dziecko, żona już dawno by się ze mną rozwiodła.

Obecnie, dziecko jest już na tyle duże iż wie, kto jest dla niego dobry, a kto niestety często bywa zły. I dlatego „broni” mnie przed Żoną, która złośliwie lub dla zabawy mnie zaczepia. Adaś mówi wtedy do żony „mama przestań”, „niedobra mama”, „mama nie wolno”. Często kiedy żona chce usiąść obok dziecka na kanapie bądź fotelu, syn krzyczy „mama nie, tata tu siedzi”. Takie zachowanie dziecka wywołuje często agresję u żony, co kończy się tym, iż syn z płaczem biegnie do mnie.

Zacząłem się na poważnie zastanawiać, jak wybrnąć z tej sytuacji. Jedynym wyjściem, jakie mogę zaakceptować jest chyba rozwód i przyznanie mi pełnej opieki nad dzieckiem. Obawiam się jednak, że bez mocnych dowodów na zachowanie żony (mam tylko kilka emaili i sms-ów) to ona dostanie opiekę nad dzieckiem.

W takim wypadku dziecko zostanie wywiezione do kraju pochodzenia żony i już nigdy więcej nie zobaczę syna. Nie wytrzymałbym psychicznie myśli, iż mój syn będzie przeżywać takie cierpienia jak opisane powyżej, ze strony żony.

Podejrzewam, że sąd zaślepiony dziwnymi stereotypami „matki jedynej prawowitej opiekunki” przekazałby prawa rodzicielskie Żonie. Zastanawiam, się, czy nie pomogło by mi zainstalowanie ukrytych kamer w mieszkaniu, aby pokazać rodzinie oraz sądowi, jaka naprawdę Żona jest w stosunku do mnie i do dziecka, tak aby zapadła decyzja pozytywna dla mnie.

Jedyną rzeczą, która trzyma mnie w obecnej sytuacji jest miłość do dziecka. Z jednej strony powinienem się rozwieźć, aby uchronić siebie i syna przed żoną, a z drugiej strony rozwód oznacza najprawdopodobniej przyznanie praw do opieki nad dzieckiem żonie. I tak sobie tkwię w tej beznadziejnej sytuacji starając się zachować pozory normalności przed rodziną oraz pełne zdrowie psychiczne swoje i dziecka.

Pozdrawiam,
M.

dom

Skomentuj (43) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 128 (166)

1