Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

mejoza

Zamieszcza historie od: 21 kwietnia 2011 - 9:55
Ostatnio: 9 lipca 2020 - 19:23
Gadu-gadu: 42576917
O sobie:

spokojna i miła chyba że ktoś mnie wku...wi :D

  • Historii na głównej: 12 z 23
  • Punktów za historie: 5121
  • Komentarzy: 188
  • Punktów za komentarze: 1153
 
zarchiwizowany

#25639

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia napisana przez DIS o niesfornym panu Jacku przypomniała mi inną, podobną.

Pochodzę z małej wioski, niezbyt znanej. Tam również znalazł się osobnik, który był takim właśnie "wioskowym wariatem" Nazwiemy go Pan O. Pił on na umór częsta znajdywaliśmy go w rowie razem z jego ukochanym psem perełką.
Opiszę tu dwie jego historie, które najbardziej zapadły mi w pamięć.

Historia numer pierwsza :)

Pan O nie rozstawał się ze swoim psem. Nigdy. Jednak był on strasznie stary no i zdechł. Pan O rozpaczał strasznie jednak w końcu, siłą udało mu się trupa zabrać i pochować... CO w tym strasznego? Otóż z rozpaczy Pan O poszedł się upić. I stwierdził, że on bez psa nie wytrzyma. I go wykopał. Dopiero po dłuższym czasie jego znajomy zorientował się co jest grane po smrodzie który dobiegał z jego łóżka. Tak Pan O spał z tym psem w jednym łóżku.



Historia numer dwa.


Pewnego dnia Pan O kompletnie pijany wyszedł przed dom. I tam zaczął się chwalić wszystkim wokół, że podpalił swoje mieszkanie. Oczywiście nikt nie zwrócił na to najmniejszej uwagi, bo gadanie od rzeczy to u niego był chleb powszedni.
Do czasu. Z okna zaczął unosić się dym. Tak Pan O mówił prawdę.
po tym numerze zabrali go do szpitala dla psychicznie chorych.

mała wioska na zachodzie polski

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 104 (142)
zarchiwizowany

#24282

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Otóż krótki wstęp do historii.

Jestem studentką, nie jakąś wybitną, ale na zajęcia chodzę, notatki robię (czasem zdarza się wziąć od kogoś ale to rzadko)
Nie jestem święta ale pracuje na swoje oceny, uczę się do egzaminów i ogólnie staram się choć w miarę.
Historia będzie o pewnej damie, która nie uznaje takiej polityki.


Bo niby dlaczego ONA ma chodzić na zajęcia? Po co jej to?
Przecież ONA dojeżdża! I dwa kierunki studiuje! (ten drugi to zwykła szkoła policealna)
A jeśli już musi przyjść na zajęcia to przecież nie będzie siedzieć 1,5 godziny jak każdy... W końcu można wyjść 45 minut przed końcem...

Notatki? A cóż to takiego?
Uczenie się? - herezja...
W końcu są ściągi...




Ale nie to jest najgorsze.
Zaliczenie przedmiotu- ocena z kolokwium. Napisała na 3. Punkt mniej i nie zdałaby. Wszyscy poszli po wpisy ONA czekała.
Miałam coś do załatwienia i również czekałam i usłyszałam ich rozmowę. Otóż trójka to za mało dla niej. Chce czwórkę, choć za żadne skarby jaj nie wychodzi- więc odpytywanie.

Duka, stęka, jęczy za nic jej nie wychodzi.
Diagnoza trzy z plusem.
Ale jak to?!? Trzy z plusem?!? ONA?!?

I zaczęły się jęki, że ona potrzebuje tej czwórki, musi ją mieć!


Prawie na kolana się rzuciła.

Dlaczego? Bo jej do stypendium będzie brakowało.

Oklapłam.


A ona.... Dostała tę czwórkę.

uczelnia

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 227 (249)
zarchiwizowany

#24124

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Dawno już nie miałam żadnej ciekawej historii do napisania, jednak ostatnia wizyta u mojej babci zmieniła ten stan rzeczy.


Otóż siostra mojej babci nie jest jedną z tych "moher comando"
I właśnie podczas mojej ostatniej wizyty dowiedziałam się dlaczego. Otóż kiedyś dawno temu była ona bardzo wierząca, chodziła do kościoła dawała na tacę i w ogóle...


I tak się złożyło, że nastała u nich w domu straszna bieda (nie ważne jak i czemu po prostu nastała) Dzieciaki chodziły głodne, ogólnie w domu nie było dosłownie nic.

Więc moja ciocia poszła do księdza prosić o pożyczkę, żeby mogli choć trochę stanąć na nogi. Ksiądz jednak odmówił, twierdząc, że sam nie ma pieniędzy.
Piekielnie? Otóż, nie było by w tym nic złego gdyby nie to, że wracając do domu ciocia szła kolo plebani i tam zauważyła, jak gosposia (nie wiem jak nazwać panią która gotuje i sprząta dla księdza) Wyrzuca wielki garnek makaronu z twarogiem do zjedzenia dla kur...

Mała wioska dawno temu

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 237 (305)

#14706

(PW) ·
| Do ulubionych
Historyjka świeża z pracy w MacDonaldzie

Będzie dług na wstępie zaznaczam :D

Stałam dzisiaj na kasie humor miałam taki sobie ale jedna babka skutecznie zepsuła mi go jeszcze bardziej.
Przyszła wycieczka 40 osób nic wielkiego zamówili rożki dla wszystkich. Opiekunka poprosiła o fakturę, zamówienie wydane niby wszystko ok, poszli sobie.

Ja jakby nigdy nic zaczynam obsługiwać innego gościa stojącego w kolejce. Kątem oka widzę jak babeczka podchodzi z boku mijając kolejkę z jakimś dzieciakiem.
B: Przepraszam mogę jeszcze tylko zamówić dla chłopca Happy Meala?
J: Chwilkę, tylko wydam zamówienie dla tego pana.

Ok zamówienie dla pana wydane, przyjęłam od chłopca
J: 10,50 poproszę.
chłopiec wyciąga rękę i daje mi 10 zł w papierku.
J: jeszcze 0,50 gr jest potrzebne
W tym momencie chłopiec mówi że nie ma.
B: A nie może mu pani opuścić ceny?
J: Niestety nie
B: No ale dlaczego?
J: Ceny ustalane są z góry i nikt nie może ich opuścić.
B: No to przymknie pani oko...
J: Przykro mi ale obowiązuje mnie odpowiedzialność majątkowa i jak będę miała manko to będę musiała je spłacić.
B: No i co? Co to jest 50 gr?
J: Przykro mi ale nie będę płacić za jakieś dziecko którego nie znam.
B: No i co teraz?
J: Albo dostanę pełną kwotę albo kasuję zamówienie.


W tym momencie babka rzuciła we mnie morderczym spojrzeniem wyciągnęła portfel i wyjęła z niego 50 gr rzuciła nimi we mnie i poszła. Ja przyjęłam pieniądze i wydałam chłopcu zamówienie.


I na tym mogłoby być koniec ale nie. Po 10 minutach babka wróciła. Oczywiście znowu bez kolejki tłumacząc innym klientom, że ona z wycieczką i tylko na chwilkę.


B: Przepraszam? ( Ze słodkim uśmiechem jakby nic się nie stało) Czy mogę zamówić tu dla dziewczynki jeszcze jeden zestaw? Bo ja z wycieczką...

Ja spojrzałam na gości w kolejce pani która stała przed nią kiwnęła z westchnieniem głową, więc zwróciłam się do babki
Kiedy byłam w trakcie przyjmowania zamówienia od dziewczynki do Babki podszedł mały chłopczyk.
B: Co ty chcesz?
C: też Happy Meala...
B: To pani policzy im razem

Ok przyjęłam zamówienie od Chłopca.

J: Razem 21 zł.

Dziewczynka podała mi 10 zł. No to mówię, że jeszcze 50 gr. Na szczęście miała jakieś drobne. Czekam na kasę od chłopca. A ten stoi i się na mnie patrzy. W końcu babka mówi do niego
B: No gdzie masz pieniążki? Zapłać pani.
C: Nie mam.
B: Jak to nie masz???
C: No bo mamusia mi nie dała...
B: No to czemu zamawiasz?!?
Chłopiec na to nie miał odpowiedzi... Babka zgromiła go wzrokiem i z tekstem do mnie
B: A nie może pani opuścić ceny?
J: Przykro mi ale...
B: Jak to??? Dla dziecka pani nie opuści???
J: Mam niby z własnych pieniędzy zapłacić za Happy Meala dla obcego dziecka??? ( z niedowierzaniem)
B: No a czemu nie?

Tu mi witki opadły zawołałam Managera który skasował mi tego nieszczęsnego Happy Meala...

Wydałam dziewczynce jej zamówienie, odeszły od kasy. Nie zdążyłam nawet przyjąć dwóch kolejnych zamówień jak wróciła z kolejnym dzieckiem i znowu z tekstem, że tylko dla jednego dziecka zestaw, że ona z wycieczką... Widziałam, że inni goście już zaczynają się denerwować ale przyjęłam jej zamówienie żeby tylko mieć spokój.


Dodam, że z reguły nie mogę nikomu powiedzieć złego słowa, wyprosić z kolejki czy choćby spojrzeć krzywo, bo mogę dostać naganę.


Znowu okazało się, że dziecko ma 50 gr za mało i znowu prośba o zaniżenie ceny bądź wyłożenie z własnej kieszeni ale byłam nieugięta i babka znów z własnej kieszeni musiała dołożyć. Ale ok. zamówienie wydane wszystko pięknie. Niestety nie. Przyszła znowu. Jednak tym razem widziałam po twarzach stojących w kolejce, że jej manewr nie przejdzie i albo zlinczują mnie albo ją.

B: Przepraszam mogę tylko jeden zestawik dla dziecka? Ja z wycieczką jestem tak szybciutko chciałam...
J: Przykro mi bardzo, ale nie mogę pani przyjąć poza kolejką. Proszę poczekać na swoją kolej.
B: ale jak to? Ja z wycieczką jestem! tyle pieniędzy u was zostawiliśmy! (Na fakturę 80 zł rzeczywiście fortuna)
J: przykro mi, ale tu są inni ludzie. Nie mogę bez przerwy pani wpuszczać przed innych.
B: To niedopuszczalne! Ja chcę jednego Happy Meala zamówić dla dziecka, a pani mi każe w kolejce stać!
J: Jakby pani podeszła z nimi wszystkimi to po kolei byśmy wszystkie zrobili i nie było by problemu. Teraz nie mogę.
B: Ja skargę złożę! Proszę zawołać mi tu kierownika!


Ja poszłam jak mi kazała jednak jak kierowniczka ją usłyszała, że nie chciałam jej wpuścić przed kolejkę i jeszcze o zgrozo nie chciałam dołożyć ze swoich pieniędzy dla dzieci do zestawów, to miała minę jakby nie wiedziała czy ma się śmiać czy płakać :D Załagodziła jakoś sprawę, a mnie puściła wcześniej na przerwę a w ramach silnych nerwów mogłam wziąć sobie deser :D

McDonald

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 674 (724)

#13479

(PW) ·
| Do ulubionych
Na wstępie muszę powiedzieć że panicznie boją się dentystów. No może nie samej ich osoby ale wiercenia. Na samą myśl o nim oblewam się potem.

Do rzeczy.

Mój narzeczony zmusił mnie żebym w końcu poszła do dentysty z racji takiej, że od dłuższego czasu skarżyłam się na ból. A że niedawno przeprowadziłam się do nowego miasta więc w danej przychodni byłam po raz pierwszy. Jak każdy wie w takiej sytuacji panie w rejestracji powinny założyć mi nową kartę. Nie zrobiły tego jednak, a ja przerażona nie zwróciłam na to uwagi...

W końcu padło moje nazwisko. Do gabinetu weszłam jak na ścięcie, babka akurat piła jakąś kawę. OK. Kazała mi usiąść na fotelu. Też ok. W końcu podeszła do mnie. Spojrzała szybko w kartę. Napchała mi wacików do ust i mówi
B: No to zabieramy się za te leczenie kanałowe.
Ja w tym momencie niemy protest, jakieś nieartykułowane jęki i gestykulacja, próbuję jej powiedzieć że nie o mnie tu chyba chodzi
B: Dobrze dobrze ja wiem że to nie będzie za przyjemne ale damy znieczulenie i będzie dobrze.
W tym momencie zajrzała mi do ust. Chwilowa konsternacja i niedowierzanie szybki rzut oka na kartę. W końcu wyjmuje mi te waciki.
J: To chyba jakaś pomyłka...
B: Właśnie widzę czemu w pani karcie jest napisane że musi pani mieć leczenie kanałowe???
J: Nie mam zielonego pojęcia..
W tym momencie babka uchyliła drzwi i zawołała babkę z rejestracji
B: Marta co jest czemu w karcie tej pani jest napisane że musi mieć leczenie kanałowe? (tu znów szybki rzut oka na kartę) i że ma 47 lat???

(gwoli ścisłości mam dwadzieścia a i tak często muszę pokazywać dowód na znak pełnoletności)

Jak się okazało w danej przychodni zarejestrowana była kobieta o tym samym imieniu i nazwisku co ja, a panie w rejestracji uznały że to ja :D

przychodnia dentystyczna

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 533 (613)
zarchiwizowany

#11515

(PW) ·
| było | Do ulubionych
http://piekielni.pl/11504 ta historia o piekielnej nauczycielce polskiego przypomniała mi moją historię z liceum o tym samym przedmiocie :)



na wstępie dodam że zawsze bardzo lubiłam czytać książki więc wszystkie lektury wręcz pochłaniałam, nawet te najbardziej nudne.
tego dnia przerabialiśmy Pana Tadeusza, a nasza nauczycielka miała zły dzień jak się okazało. Wynik? pół klasy do odpowiedzi przy tablicy. Ja na nieszczęście byłam pierwsza.
N: opowiedz mi proszę wszystko co wiesz o Tadeuszu.
Na to ja obszerny opis tejże osoby, mówiłam dobre pięć minut. W końcu pewna dobrej oceny skończyłam.
N: Dobrze siadaj dwójka
J:słucham?!? ale dlaczego powiedziałam wszystko przecież!
N: Nieprawda, pozwól że sama to ocenię.
J: a może mi pani chociaż powiedzieć czego nie ujęłam w swojej wypowiedzi?
N: No jak to czego?!? połowy rzeczy nie powiedziałaś. Nic nie powiedziałaś o jego domu, nie opisałaś obyczajów jakie panowały w tamtych czasach nic o historii księdza Robaka...
J: Ale pani mnie zapytała o charakterystykę Pana Tadeusza a nie o streszczenie książki!
N: Tak ale to się wszystko razem łączy.

Na to już nie miałam odpowiedzi. Tego dnia pół klasy dostało marne oceny, ponieważ wszystkich czepiała się w podobny sposób. Np zapytała kogoś o tradycje a czepiała się że nie opisał sporu między Telimeną a Zosią... A rodzice mi oczywiście nie uwierzyli, że dostałam tę dwóję nie z własnej winy tylko przez zły humor nauczycielki

szkoła

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 37 (177)
zarchiwizowany

#11037

(PW) ·
| było | Do ulubionych
historia takatam przypomniała mi historię gdy w sklepie Auchan przez głośniki wciąż w kółko leciał komunikat

(komunikat): szanowni klienci dziś niesamowita promocja za zakupy powyżej 200 zł płacone kartą skarbonka otrzymujecie państwo szansę na wygranie niesamowitej nagrody którą jest CZTERODRZWIOWY skuter marki ..... zachęcamy do zakupów!

LOL :D

Auchan

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 126 (174)

#10210

(PW) ·
| Do ulubionych
Wczoraj wybrałam się z koleżanką połazić po sklepach. Ot, tak dla frajdy może coś kupić. Na wstępie dodam jeszcze, że koleżanka ma astmę i musi brać tzw "wziewki" w których są sterydy od których się tyje. Jest więc krótko mówiąc gruba :) ale nie jest to waga jakaś przerażająca po prostu musi nosić ubrania ciut większe niż inni.

Chodziłyśmy po galerii i weszłyśmy do sklepu "reporter" no i znalazłyśmy jakiś wieszczek ze spodniami, które zaczęłyśmy oglądać, mnie to po krótkim czasie znudziło i stanęłam troszkę z boku. PO chwili podleciała do mnie pracownica sklepu. Na twarzy tona makijażu dekolt po pępek, szorty krótsze od moich majtek w ogóle nie poznałabym w niej pracownicy gdyby nie plakietka... pracownica(P) ja (J)
P: W czymś pomóc?
J: Nie dziękuję, koleżanka spodnie tylko ogląda.
P: (tonem pełnym sarkazmu) Dla siebie??? TAKICH rozmiarów to my nie mamy.
Mnie zatkało po prostu. A po mojej koleżance było widać, że jej przykro (ma naprawdę duże kompleksy z tego powodu). Łzy w oczach i ciągnie mnie w stronę wyjścia.
Ale paniusia nie skończyła.
P: No takiej to na pewno trudno znaleźć jakiś ciuch, pewnie na zamówienie muszą szyć.
Tego było za wiele .
J: Na pewno łatwiej niż tobie. Sklepów dla puszystych jest znacznie więcej niż dla dzi*ek.
Minę miała świetną. Oczywiście wszystko skończyło się skargą u kierowniczki.

Reporter

Skomentuj (42) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 732 (836)
zarchiwizowany

#9861

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia mojej siostry sprzed kilku lat


Moja siostra wybierała się wówczas do domu (skąd jechała nie pamiętam) niestety spóźniła się na autobus i musiała czekać na następny. Gdy siedziała na ławce podszedł do niej chłopak usiadł koło niej i zaczęli rozmawiać. Okazało się że chłopak wracał właśnie z Woodstocku do domu. Mimochodem zapytał się czy nie ma może pożyczyć pięciu złotych na coś do jedzenia bo stracił wszystkie pieniądze i jest po prostu głodny.
ta niestety nic przy sobie nie miała, za to w plecaku miała jakiś serek czy coś w tym guście i go nim poczęstowała a chłopak rzucił się na niego jak wilk :) Powiedział że od 3 dni jadł tylko ryż który dostał w Hari-krisznie (kto był to wie o co chodzi nie umiem tego wytłumaczyć)
rozmowa toczyła się dalej w pewnym momencie podeszła do nich jakaś babka. i tu rozpoczyna się właściwa historia

B: przepraszam mają państwo może jakieś pieniądze? zbieram na jedzenie...
C: (z wielkim żalem w głosie) przepraszam sam nie mam ani grosza... ale wie pani mam trochę ryżu jeszcze mogę go pani dać sam jem go trzy dni i nie mogę na niego już patrzeć...
B: Ryż?!? mam jeść suchy ryż?!? Ty jesteś chyba nie poważny! Jak chcesz to tu niedaleko jest Biedronka idź i mi kiełbase kup a nie suchy ryż będziesz mi wciskać...

Chłopaka zatkało i nie dziwo czasem aż po prostu brakuje słów...

Przystanek PKS

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 263 (289)
zarchiwizowany

#9598

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia może nie o piekielnych klientach ale że są tu historie o psach to dodam i swoją



Któregoś razu mój tata wybrał się z mamą na zakupy. Z racji tego że nie za bardzo lubi bieganie po sklepach został przy samochodzie i spokojnie palił papieroska.


w pewnym momencie podeszła do niego kobieta ze szczeniakiem na rękach.

K: Chce pan pieska? Zdrowy, śliczny da pan dzieciom.
i praktycznie wrzuciła mu go na ręce zanim w ogóle zdążył zaprotestować.
O: ale...
K: no przecież taki ładny jak podrośnie to domu będzie pilnował, a i rasowy jest masz pan tu książeczkę.- podała mu książeczkę i uciekła zostawiając go ogłupiałego z pieskiem na rękach. w ten oto sposób zostaliśmy właścicielami ślicznej suni o imieniu Fiona :D


z dwa tygodnie później zauważyliśmy że sunia zaczęła kuleć i strasznie schudła... zawieźliśmy ją do weterynarza i okazało się że miała jakąś wadę wrodzoną. Lekarz powiedział że jest ona do wykrycia już na krótko po urodzeniu i że pewnie tamta kobieta chciała się jej pozbyć właśnie z tego powodu...
Na szczęście wszystko skończyło się dobrze kupiliśmy suni odpowiednie leki i do teraz trzyma się świetnie i biega sobie po podwórku razem z bokserem Shrekiem :D

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 217 (263)