Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

metaxa

Zamieszcza historie od: 7 września 2012 - 12:18
Ostatnio: 18 lutego 2020 - 10:21
  • Historii na głównej: 26 z 29
  • Punktów za historie: 6709
  • Komentarzy: 277
  • Punktów za komentarze: 784
 

#83184

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem filologiem, tłumaczem angielskiego. Z różnych powodów nie chcę pracować w szkole, ilości przekładów nie da się przewidzieć, zatem szukam zatrudnienia na etacie.

Znalazłam idealną posadę - obsługa studentów anglojęzycznych w dziekanacie uczelni medycznej. Wśród wymagań stawianych kandydatom biegły angielski w mowie i piśmie, a zakres obowiązków obejmuje sporządzanie oficjalnych pism w języku Szekspira. Złożyłam aplikację.

Po dwóch tygodniach od zakończenia rekrutacji (oraz braku odzewu) zadzwoniłam do działu kadr. Dowiedziałam się, że jestem przekwalifikowana.

Tak że ten...

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 77 (117)

#83292

(PW) ·
| Do ulubionych
Popsuł mi się kluczyk do samochodu. Otwierał centralny zamek, uzbrajał alarm, ale nijak nie chciał odpalić auta. Pomyślałam, podumałam i doszłam do wniosku, że to zapewne problem z immobiliserem. Udałam się zatem do autoryzowanego serwisu w celu dokonania naprawy. O ja naiwna!

Przemiła pani w serwisie orzekła, że kluczyk należy przekodować i że kosztować mnie to będzie 150 zł. No cóż - niemało, ale kluczyk zapasowy był bez pilota do alarmu, a co za tym idzie był nieco mniej wygodny w użytkowaniu. Robimy więc. Siedziałam w tym serwisie 3 godziny. Pani co jakiś czas przychodziła i aktualizowała stan naprawy.

News nr 1 - Komputer nie widzi kluczyka. Oni nie wiedzą dlaczego, ale jeszcze zobaczą.

News nr 2 - Komputer dalej nie widzi kluczyka, ale za to rozładował się akumulator. Nowy kosztuje 300 plus 30 za założenie. Decyduję, że chcę nowy akumulator (i tak niedługo trzeba by go wymienić), ale założę go sobie sama - toż to żadna filozofia. Nie da się - nie wolno klientom wchodzić do warsztatu. No to wyprowadźcie mi auto poza warsztat - nie, bo by musieli wypychać. No to zakładajcie, przecierpię to 30 zł.

Finał był taki, że pani przedstawiła mi fakturę, na której były 3 pozycje. Akumulator, instalacja akumulatora i - uwaga - 70 zł za naprawę kluczyka. Przypominam - dalej niedziałającego. Ciutkę się zagotowałam, powiedziałam Pani co o tym myślę i opuściłam ASO obiecując sobie, że już moja noga tam nie postanie.

A kluczyk naprawił Pan Tomek, z zakładu rzemieślniczego na peryferiach - odpala, otwiera, gra i buczy.
Naprawdę rozumiem, że nie każdy musi znać się na wszystkim, ale czy to jest jakaś ujma, żeby się do tego przyznać?

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 107 (131)

#82919

(PW) ·
| Do ulubionych
Ciąg dalszy historii 82861.

Złożyłam wczoraj wypowiedzenie. Szefowa strzeliła focha - nie rozmawia ze mną, nie odbiera telefonów. Starsi stażem pracownicy twierdzą, że to dlatego że ona lubi wręczać wypowiedzenia - podobno popełniłam straszliwe faux pas.

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 175 (189)

#82861

(PW) ·
| Do ulubionych
Szefowie...

Różnych miałam, ale taki przypadek, jak teraz zdarza mi się pierwszy raz.

Pracuję od 8 do 16. Zawsze jestem kilka minut wcześniej, żeby zdążyć się przebrać, bo przyjeżdżam rowerem w stroju kolarskim. Tak też było i dzisiaj. Przebrałam się, przychodzę na stanowisko pracy, a szefowa do mnie:

- Nie może pani tak sobie wychodzić. Ktoś musi odbierać telefony.
- Byłam w toalecie, a poza tym jeszcze teoretycznie nie ma mnie w pracy.

I teraz hit:

- No oczywiście ma pani prawo (!) wyjść do toalety czy na przerwę, ale ktoś musi odbierać telefony!

No comments po prostu...

Praca

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 140 (154)

#82268

(PW) ·
| Do ulubionych
Po co jest RODO? Ano po to, żeby człowiekowi życie utrudnić...

W połowie maja miałam wykonywane specjalistyczne badanie neurologiczne. Technik, który je robił zapewnił mnie, że opis badania zostanie przesłany bezpośrednio do placówki kierującej w ciągu - co ważne - 7 dni. W to mi graj - nie muszę drugi raz przyjeżdżać ani pilnować świstka żeby się nie zapodział. Zapisałam się zatem do pani neurolog (uwzględniając te 7 dni), coby zinterpretowała wynik i zdecydowała co dalej. Przychodzę na wizytę, a tu gucio - wyniku nie ma w karcie. Rejestracja przeszukana - no nie przysłali. Cóż było robić - wyznaczyłam kolejny termin.

Kilka dni później (akurat w dniu wejścia w życie RODO), całkiem przypadkiem przechodziłam obok poradni gdzie wykonywano badanie. Wchodzę i chcę się dowiedzieć, czemu tego wyniku nie przesłano i przepadła mi wizyta, odwleka mi się termin zabiegu (bo dałoby się zrobić jeszcze przed wakacjami). Ano nie przesłali, bo im się skaner zepsuł. No to w takim razie, skoro już jestem to proszę mi wynik wydać. Nie można. Bo RODO. Ale to moje badanie. Nie można. Oni prześlą, bo naprawa skanera ma dniach.

Przed następną wizytą u neurologa upewnię się czy aby przesłali.

słuzba_zdrowia

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 140 (170)

#79375

(PW) ·
| Do ulubionych
Naród nie lubi krwiodawców. Albo może inaczej - lubi, kiedy musi skorzystać z przetoczenia.

Jako zasłużonej przysługują mi różne przywileje - na przykład mogę wejść do lekarza poza kolejnością.

Wczoraj miałam umówioną wizytę u rodzinnego, była spora kolejka, zatem poinformowałam panią w rejestracji, że chcę z mojego przywileju skorzystać i okazałam legitymację.

Pani najpierw zaniemówiła, a następnie, ciężko wzdychając, stwierdziła, że mogę wejść jak wyjdzie pacjent z gabinetu.

Moja wizyta trwała 5 minut. Po wyjściu usłyszałam od rejestratorki, że "takie fanaberie tylko im dezorganizują pracę”.

Dobrze że jak trzeba udać się do stacji i swoje odsiedzieć, to nic mi to nie dezorganizuje...

słuzba_zdrowia

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 162 (192)

#73530

(PW) ·
| Do ulubionych
Wzdłuż mojej ulicy (dość ruchliwej) jest ścieżka rowerowa – piękna, równa, asfaltowa, obok chodnik. Wczoraj wybrałam się z dzieciakami na wycieczkę rowerową.

Jedziemy i nasze oczy widzą dwie panie idące po chodniku, obok nich biega szczurek – tfu, york. Luzem rzecz jasna, nie ma nawet obroży. Pańcia woła pieska, żeby na ścieżkę nie wchodził. Ale piesek ma pańcię w głębokim poważaniu i na ścieżkę włazi, prosto Młodej pod koło. Skutek jest taki, że moja córka pieska potrąca, cudem sama się nie wywraca. Odjeżdżamy przy akompaniamencie krzyków pańci. Ona nas znajdzie i jeszcze zobaczymy. No czekam niecierpliwie.

Puenty brak, bo głupoty nie da się skomentować.

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 163 (215)

#73546

(PW) ·
| Do ulubionych
Byłam dziś na najbardziej kuriozalnej wizycie lekarskiej w swoim życiu. Ortopedycznej.

Pan "doktor" nie odpowiedział na powitanie, zapytał w czym problem - odpowiedziałam, że w stopie - po czym bez zapoznania się z badaniem obrazowym, ba, nawet bez badania palpacyjnego przystąpił do wypisania recepty.

Lubię wiedzieć, jakie specyfiki mam zażywać, więc spytałam na co ta recepta - dowiedziałam się, że na zastrzyki.
Pyskata jestem z natury, ale wpadłam w lekki stupor i wyszłam. Dzięki niebiosom, że jako zasłużony krwiodawca weszłam poza kolejnością, bo gdybym straciła czas czekając na taką "poradę" mógłby mnie nerw ogarnąć.
Jak słowo daję, miał na pieczątce napisane "dr n. med".

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 190 (230)

#62768

(PW) ·
| Do ulubionych
Mój mąż jest kierowcą. Kilka dni temu miał kurs Warszawa-Łódź, z tym, że ta linia kończy bieg we Wrocławiu więc na wyświetlaczu napisane jest Warszawa - Wrocław przez Łódź. Na stanowiskach stoją 4 autokary tej samej firmy. Podchodzi facet do męża i pyta:
- Czy Pan jedzie do Krakowa?
- Nie, do Łodzi i dalej do Wrocławia.
- Aha. A który jedzie do Krakowa?
- Nie wiem, proszę zapytać kolegów.
Facet poszedł. Za chwilę wraca.
- Proszę Pana, żaden z nich nie jedzie do Krakowa. A Pan?
- Panie, co ja mam napisane nad szybą na wyświetlaczu?
- Wrocław.
- To dokąd jadę?
- Do Wrocławia... Ale przez Kraków?

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 391 (577)

#62767

(PW) ·
| Do ulubionych
Do tej pory sądziłam, że te wszystkie historie o piekielnych babciach to takie urban legends, bo jak żyję nic takiego mnie nie spotkało. Aż do wczoraj. Piekielna byłam ja. Chyba.

Odwoziłam Młodą na akcję znicz. Najbardziej korzystnym miejscem, żeby ją "wyrzucić" był przystanek autobusowy. Zatem zatrzymuję się, Młoda hyc na chodnik... zanim zdążyła dobrze nogę na ulicy postawić z drugiej strony klamkę chwyciła kobieta - ładuje mi się do auta i zaczyna litanię:
- Pani mnie zawiezie, bo mnie nogi bolą i nie dam rady tramwajem (nie wiem czemu stała na przystanku autobusowym, don't ask me:).
- Ależ oczywiście, za 3 dychy.
- Co??? Ale to tylko jeden przystanek!
- 3 dychy i jedziemy.

Jebudu drzwiami. Gdybym miała starsze auto, mogłoby się rozsypać.
Pani nie była staruszką, obstawiam, że gdzieś w okolicy 60-tki, czyli mniej więcej w wieku mojej Mamy. Fertyczna była za to bardzo.

Skomentuj (55) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 558 (690)