Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

metaxa

Zamieszcza historie od: 7 września 2012 - 12:18
Ostatnio: 1 sierpnia 2019 - 5:26
  • Historii na głównej: 24 z 27
  • Punktów za historie: 6426
  • Komentarzy: 257
  • Punktów za komentarze: 803
 

#62767

(PW) ·
| Do ulubionych
Do tej pory sądziłam, że te wszystkie historie o piekielnych babciach to takie urban legends, bo jak żyję nic takiego mnie nie spotkało. Aż do wczoraj. Piekielna byłam ja. Chyba.

Odwoziłam Młodą na akcję znicz. Najbardziej korzystnym miejscem, żeby ją "wyrzucić" był przystanek autobusowy. Zatem zatrzymuję się, Młoda hyc na chodnik... zanim zdążyła dobrze nogę na ulicy postawić z drugiej strony klamkę chwyciła kobieta - ładuje mi się do auta i zaczyna litanię:
- Pani mnie zawiezie, bo mnie nogi bolą i nie dam rady tramwajem (nie wiem czemu stała na przystanku autobusowym, don't ask me:).
- Ależ oczywiście, za 3 dychy.
- Co??? Ale to tylko jeden przystanek!
- 3 dychy i jedziemy.

Jebudu drzwiami. Gdybym miała starsze auto, mogłoby się rozsypać.
Pani nie była staruszką, obstawiam, że gdzieś w okolicy 60-tki, czyli mniej więcej w wieku mojej Mamy. Fertyczna była za to bardzo.

Skomentuj (55) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 556 (688)

#62203

(PW) ·
| Do ulubionych
Będzie i śmieszno i straszno.

Zazwyczaj mam zlecenia z polecenia, ale ostatnio jakoś uaktywnili się klienci z netu. Dziś dzwoni pan, zapytuje czy jestem tłumaczką i...

(K) - Proszę pani, potrzebuję do pani przyjechać i ja pani wykręcę numer, a pani porozmawia z jednym urzędem w Anglii. Ma pani teraz czas?
(J) - Yyyy, ale o co chodzi dokładnie?
(K) - Bo ja prowadzę ze wspólnikiem firmę w Anglii, dostaliśmy jakiegoś maila o jakimś fraud (chyba chodziło o ichniejszy BIK albo coś w tym guście) i piszą żeby się skontaktować, bo nie wiem co adwokatowi powiedzieć.
(J) - Dobrze, niech pan przyjeżdża.
(K) - Albo wie pani co? Ja pani podam numer i pani sama zadzwoni. A potem się rozliczymy.
Tu strzeliłam karpika.
(J) - A jak będą chcieli zweryfikować tożsamość rozmówcy?
(K) - Nieee, na pewno nie będą chcieli.
(J) - Jednak podziękuję.
(K) - Czyli nie chce pani zadzwonić?
(J) - Dziękuję ale nie.

Nawet nie pamiętam czy powiedział "do widzenia". Niech mnie ktoś uszczypnie...

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 322 (426)

#61682

(PW) ·
| Do ulubionych
Dzwoni klientka. "Wyguglała" sobie moją stronę www, a tam jest napisane że wykonuję tłumaczenia medyczne. Ważny szczegół - nie jestem lekarzem, a na stronie internetowej nigdzie nie ma informacji jakobym była. Ot, lubię medycynę, kręci mnie to, a i przekłady wychodzą dobrze.

(K)lientka - Czy mogłaby mi pani przetłumaczyć na angielski wyniki badań?
Ja - Mogłabym, oczywiście. Chodzi o epikryzę?
K - Eeee, nie. Takie zwykłe badania z laboratorium.

Tu się trochę zawiesiłam - wartości liczbowych się nie tłumaczy, a skróty oznaczające konkretne badanie są międzynarodowe. Ale skoro klientka chce...

Ja - oczywiście, nie ma problemu. Proszę się zapoznać z obowiązującymi stawkami, terminami wykonania i zasadami współpracy.
K - Już to zrobiłam. To mogę do pani podjechać?
Ja - Ale po co? Wystarczy mail.
K - To mi pani od razu powie czy wyniki są dobre.
Ja - Niestety nie mogę się podjąć interpretacji. Nie jestem lekarzem.
K - Niee? To dlaczego pani robi tłumaczenia medyczne?

Nie potrafiłam pani odpowiedzieć na takie pytanie...

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 578 (674)

#61309

(PW) ·
| Do ulubionych
Zajmuję się wykonywaniem tłumaczeń - głównie medycznych i technicznych. Reguły współpracy oraz cennik opisane są na stronie internetowej.

Piątkowy wieczór, dzwoni klient - ma do przetłumaczenia CV na angielski, jak twierdził z dużą ilością zagadnień technicznych i chce je mieć na niedzielę. Nie powiem - lubię takie zlecenia, bo za pracę w weekend pobieram podwójną stawkę. Strona rozliczeniowa liczy 1800 znaków. Zlecenie przyjęłam. Pominę fakt że w całym moim życiu nie widziałam tak fatalnie napisanego CV - było niechlujne i zawierało błędy ortograficzne, z trudem się je czytało. Ale nie mnie oceniać - jak ktoś sobie życzy takie mieć... Wyszło 4 strony rozliczeniowe (ale "wizualnie" 2) czyli płacić trzeba za 8. W sobotni wieczór wysyłam do Pana wiadomość, że gotowe, wyszło tyle i tyle (dołączyłam link do podstrony z cennikiem), numer konta. Pan dziękuje, obiecuje uregulować i wysłać potwierdzenie. Do tego momentu wszystko grało. Potem Pan nie był już taki wyrozumiały - otrzymał dokument i dzwoni. Zdziwiony, że musiał tyle zapłacić za dwie stroniczki. Pytam czy czytał zasady współpracy i zapoznał się z cennikiem. Czytał, zapoznał się. Ale i tak za drogo. On to zgłosi.

OK, niech zgłasza. Nie za bardzo wiem gdzie, ale czekam z niecierpliwością :)

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 424 (530)

#60751

(PW) ·
| Do ulubionych
Nadgorliwość gorsza od faszyzmu...

Moje dziecko chodzi na półkolonie. Przy zapisie należało podać nazwiska osób upoważnionych do odbierania dziecka. Wpisałam dziadków i koleżankę, której syn również uczęszcza na zajęcia. Machnęłam pod całością swój dyrektorski podpis.

Dziś odmówiono mi "wydania" syna, ponieważ "nie jestem upoważniona". Na nic argument, że musiałabym samą siebie upoważnić, na nic zeznanie Młodego, że "to moja mama", nie pomogła księgowa, która przyjmowała kartę i opłatę - pani była nieugięta. Ostatecznie Młody został odebrany przez mamę swojego kolegi. Jutro dla świętego spokoju podpiszę oświadczenie, że może wracać sam.

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 612 (672)

#60268

(PW) ·
| Do ulubionych
Z zawodu jestem tłumaczką. Kilka dni temu byłam na rozmowie kwalifikacyjnej - firma zagraniczna poszukiwała tłumacza między innymi do wykonywania przekładów o charakterze prawniczym. Pani rekruterka zachwycona znajomością języka, odezwiemy się do końca tygodnia. Dziś odbieram telefon i pani mówi do mnie w te słowa:
- Dziękujemy za poświęcony czas, ale nie możemy pani zaoferować zatrudnienia. Pani za dobrze zna ten angielski.

Kobieta chyba oczekiwała jakiegoś komentarza, ale jakem pyskata tak mnie zamurowało.

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 660 (744)

#39324

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia o tym jak się u nas szanuje pracownika oraz czas innych...

Miałam dziś umówioną rozmowę o pracę, wiedziałam o tym od ubiegłego piątku. Rozmowa na 9:40 – żeby się nie spóźnić muszę wyjść z domu godzinę wcześniej. Jestem już w drodze i dostaję telefon.

Pani – Dzień dobry, dzwonię z firmy... Byliśmy dziś umówieni na rozmowę – niestety muszę ją przełożyć na poniedziałek.

Ja – Dzień dobry, trochę to niepoważne z państwa strony, ja już jestem w drodze do państwa.

Pani – Aha, w takim razie sprawa nieaktualna.

I rzut słuchawką. Już pomijam fakt że pani się nie przedstawiła.
Może to był test na moją dyspozycyjność czy co?

szkoła językowa

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 530 (622)