Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

mielonka_tyrolska

Zamieszcza historie od: 13 marca 2020 - 18:44
Ostatnio: 13 kwietnia 2020 - 19:36
  • Historii na głównej: 1 z 1
  • Punktów za historie: 107
  • Komentarzy: 1
  • Punktów za komentarze: 6
 
Mam problem z sąsiadką, który w związku z koronawirusem przybrał gwałtownie na sile. Czy ja jestem piekielna, czy sąsiadka, czy może jej rodzina - sami oceńcie, ale aż postanowiłam założyć tu konto, żeby móc się wygadać. Całość dzieje się w bloku, w którym mieszka moja mama. Mama - parter, sąsiadka - drugie piętro.

Sąsiadka jest schorowaną starszą Panią. I wciąż prosi moją mamę o pomoc, a to pójście do apteki, a to po zakupy. Ostatnio na czas wyjazdu mamy opiekowałam się jej mieszkaniem - sąsiadka przyszła i nalegała, żebym jej pomogła z odkurzaczem. Jestem w ciąży zagrożonej i muszę leżeć, ale stwierdziłam, że pomóc mogę, może coś się zacięło, poszłam więc.

Na miejscu okazało się, że sąsiadka... nakruszyła ciastkami, okruszki ją denerwują i żebym ja jej odkurzyła całe mieszkanie. Odkurzyłam tam, gdzie było nakruszone i mimo dalszych próśb po dłuższej chwili tłumaczenia powiedziałam krótko, że jestem w ciąży, nie wolno mi tego robić i poszłam.

Kiedy mama miała chore korzonki (ogromny ból, nie mogła się wyprostować) - szła sąsiadce do apteki, bo strasznie nalegała.

W związku z koronawirusem respektujemy wszyscy środki ostrożności, z racji ciąży "połączyłam siły" z mamą i chwilowo mieszkam u niej, mąż zrobił nam większe zakupy, wychodzić nie zamierzamy. I oczywiście dzisiaj BUM, sąsiadka u drzwi. Żeby jej pójść po receptę do przychodni, bo nie może znaleźć swoich tabletek na sen, a bez nich nie zaśnie.

Byłoby mi żal, zwykle chętnie pomagałam ja i mama, naprawdę. "ALE". W toku tych wszystkich udzielanych pomocy wyszły informacje, że sąsiadka nie jest samotna. Ma tu na miejscu, na osiedlu obok, córkę i wnuczkę, one są u niej co drugi-trzeci dzień, a na co dzień przychodzi opłacona opiekunka. Dziś zaś była u niej lekarka z przychodni na wizycie domowej. Więc to nie jest tak, że to jest samotna bezradna osoba bez opieki.

Mama odmówiła tego pójścia do apteki i teraz czuje się podle.
A ja zastanawiam się, czy nie powinnam poinformować rodziny tej sąsiadki, że ona tak wciąż po coś przychodzi. Wina mojej mamy tkwi w tym, że się na to zawsze godziła, nigdy nie odmawiała, nawet kosztem siebie. Możliwe, że ani córka ani wnuczka nawet nie wiedzą, że babcia tak robi. Ja sama mieszkam na co dzień poza miastem, mama jest na emeryturze i też zostaje tutaj sama, bywa, że choruje, coś jej dolega, coś sobie złamie, a sąsiadka traktuje ją jako darmową pomoc. Ale nigdy nie chodzi do sąsiadów z naprzeciwka, tylko zjeżdża te 2 piętra windą, bo liczy, że mama jej nie odmówi. Czy ja jestem piekielna, że mi to przeszkadza, zwłaszcza w obecnych okolicznościach wzmożonej ostrożności? Ciekawi mnie Wasze zdanie.

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 107 (123)

1