Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

minutka

Zamieszcza historie od: 5 września 2014 - 20:08
Ostatnio: 16 maja 2024 - 18:23
  • Historii na głównej: 10 z 10
  • Punktów za historie: 1041
  • Komentarzy: 768
  • Punktów za komentarze: 6151
 

#91075

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Tłusty Czwartek - z tej okazji przypomniała mi się bardziej piekielnostka niż piekielność mojego Szefa :).

Ponieważ jesteśmy dość małą firmą rodzinną, świętujemy różne okazje, jak to w rodzinie, czymś dobrym - tortami imieniny Szefa i Szefowej, własnymi wypiekami swoje urodziny, no i oczywiście pączkami Tłusty Czwartek.

Firma (jak już chyba wspomniałam) mieści się zasadniczo na kilku kondygnacjach jednego budynku, a poczęstunek zawsze znajduje się na wysokości gabinetu Szefa (nie na "mojej" kondygnacji).

Tu muszę dodać, że do najszczuplejszych ani najniższych nie należę, mam na czym siedzieć i czym oddychać.

W każdym razie szłam przynieść pączki dla siebie i dla koleżanki z pokoju, z talerzem w rozmiarze obiadowym, żeby mi po prostu się nie sturlały po schodach.

Podchodzę do pudła z pączkami, mijając Szefa i kilka innych osób, nie zdążyłam jeszcze nic wziąć, a Szef nagle wypala:
-Ale ty wiesz, że tobie tylko pół pączka wolno? (skądinąd Szef sam nie ma figury modela).

Nie ma to tamto, w tym roku wysyłam koleżankę :)

robota

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 69 (79)

#91026

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Historia z lat 90. ubiegłego wieku. Najpierw wprowadzenie w sytuację:

1) Chodziłam do podstawówki (wtedy ośmioklasowej) nie w swoim rejonie. Powodem był fakt, że akurat tam lekcje zaczynały się od 8.00, a nie na zmiany, a ja chodziłam (zawożono mnie) jeszcze po południu na dodatkowe zajęcia. Szkoła była jakiś kilometr od mojego domu i po drodze trzeba było przejść przez tory tramwajowe i dwa razy przez jezdnię tak, że pójście do koleżanki po zeszyty było poważną wyprawą, na którą mnie nie puszczano, kiedy robiło się szybko ciemno i nie miał mnie kto odprowadzić (no i jeszcze te dodatkowe zajęcia...)

2) Miałam dość skomplikowaną relację z jedną z nauczycielek – z jednej strony byłam jej „czarnym koniem”, jeśli chodziło o uczestniczenie w różnych konkursach szkolnych/pozaszkolnych, z drugiej – raczej do jej ulubieńców nie należałam. Potrafiła wyśmiać mnie przed całą klasą, kiedy zgodnie z prawdą odpowiedziałam, dlaczego nie mam przepisanej lekcji – właśnie ze względu na wyżej przytoczone okoliczności (a materiał umiałam, nawet ponad wymagania – nauczyłam się z podręcznika). Albo – kiedy wybieraliśmy obsadę do klasowego przedstawienia, prychnąć z irytacją na moje imię pojawiające się jako propozycja do trzeciej z kolei roli „to już nie ma w klasie innych dziewczynek, tylko minutka?”.

Akcja właściwa – któregoś dnia (późna jesień albo wczesna wiosna, dość, że właśnie szybko się ściemniało) coś gorzej się poczułam, tak że rodzice postanowili, że zostanę w domu z babcią. Ja wystraszona, bo tego dnia miałam mieć lekcję z tą nauczycielką i następnego dnia też – po prostu bałam się, że znowu przyczepi się o mój zeszyt. Jakoś przekonałam babcię, że tak właściwie to nic mi nie jest, ubrałam się i poszłam do szkoły. Na pierwszą lekcję się wprawdzie spóźniłam, ale za to na TEJ lekcji byłam obecna!

Niestety okazało się, że jednak źle zrobiłam, nie słuchając rodziców – krótko mówiąc, zwymiotowałam. Przy tej kobiecie. Już nie pamiętam, co wtedy powiedziała, zwłaszcza że i tak ze wstydu chciałam się zapaść pod ziemię. Ktoś z klasy pozbierał moje rzeczy i zaprowadził mnie do łazienki, gdzie się względnie ogarnęłam, a potem do gabinetu higienistki – i tam czekałam na rodziców. Przyjechali oboje, a tata skwitował to w charakterystyczny dla siebie sposób – "gdyby nie to, że tu jest pani (mówił o higienistce, swoją drogą bardzo fajnej babce), to bym ci tyłek skroił". Co skądinąd w jego ustach nie było tylko pogróżką – byłam nie raz bita, i to czasem z bardziej błahych powodów.

EDIT: pojawiły się głosy, że historii brakuje zakończenia. Tak więc nie pamiętam, czy w końcu dostałam to lanie, czy nie, dość, że zostałam odstawiona do domu, a babcia dyskretnie pouczona, żeby wnusi jednak wbrew rodzicom z domu nie wypuszczać. Oczywiście na tym moje przeboje z panią nauczycielką się nie skończyły, ale to temat na co najmniej jeszcze jeden wpis.

szkoła

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 68 (106)

#90549

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Historia nie moja, nie byłam nawet jej świadkiem, ale relację mam z pierwszej ręki. Dodaję za zgodą.

Otóż moja siostra ma swoją ulubioną sieć sklepów ze "swojską" spożywką. Nazwy nie podaję, bo nie jest tu istotna, ważne w każdym razie, że ma swój oddział w Galerii Krakowskiej. I w tejże Galerii siora swego czasu wstąpiła tam po serek i wędlinkę. Tak się złożyło, że w kolejce za nią stała para turystów - jak to ona określiła - z Dalekiego Wschodu, czyli, jak łatwo się domyślić, nie władających naszym pięknym językiem.

Państwo zwrócili się do ekspedientki w mowie międzynarodowej, czyli po angielsku, niestety odpowiedzi żadnej. Siora, jako że ma dobre serce i bliźniego w potrzebie nie zostawi, zaoferowała się z pomocą - i tym to sposobem azjatyccy turyści nabyli polską kiełbasę i co tam jeszcze chcieli.

Gdzie zatem problem? Otóż sprzedawczyni na ofertę pomocy ze strony mojej siostry stwierdziła, że angielski ona zna, tyle tylko, że jej pensja nie będzie większa, jeżeli porozmawia z zagranicznymi klientami w obcym języku...

sklepy

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 139 (151)

#90355

przez (PW) ·
| Do ulubionych
W szkole średniej miałam w klasie osobnika, którego dla potrzeb tej historii nazwę Markiem. Marek był inteligentny, oczytany i bystry, miał dużą wiedzę – i w związku z tym często na lekcjach się nudził.

Żadne zadania nadprogramowe czy nawet odrabianie prac domowych na inne lekcje (co część nauczycieli tolerowała za cenę spokoju) nie wchodziły w grę – on po prostu musiał być w centrum zainteresowania, a że był raczej z tych roślejszych i głos miał też donośny, to trudno go było, zwłaszcza niektórym nauczycielkom, spacyfikować, kiedy przeszkadzał. A potrafił np. w trakcie lekcji wziąć leżący na ławce długopis koleżanki, podnieść go do góry i zapytać nauczycielkę ni stąd, ni zowąd: „Nie uważa psorka, że to typowy przykład kiczu?”(nie, lekcja nie była w żaden sposób związana z historią sztuki), nie mówiąc już nic o „zwykłym” gadaniu.

Pewnego razu jednak się przeliczył. Rzecz działa się w klasie maturalnej, pod sam koniec roku – wiadomo, większość myślała już o przyszłych studiach i ci, którzy wybierali się na uczelnie i kierunki, na których był konkurs świadectw, zabiegali u nauczycieli o podciągnięcie ocen końcowych. Część się na to zgadzała – wystarczyło przygotować jakiś referat czy zrobić ileś tam dodatkowych zadań i już miało się upragnioną szóstkę zamiast piątki, między innymi z angielskiego.

Nie spodobało się to Markowi, który oficjalnie, na lekcji, wygarnął nauczycielce, że jak to tak, osoby, które gorzej znają angielski od niego, będą miały na świadectwie wyższą ocenę niż on! Na to psorka, skądinąd młoda i wygadana, nie zapominająca języka w gębie nawet gdy Marek i jeszcze jeden chłopak rzucali w jej stronę aluzje o charakterze wybitnie erotycznym, odpowiedziała spokojnie:
- Marello (jego „oficjalna” ksywka), chłopie, ale ty nie pracujesz na lekcji, tylko przeszkadzasz. Poza tym jeżeli komuś dałam niesprawiedliwą ocenę, to powiedz mi, z imienia i nazwiska, kto nie zasłużył…

Coś tam poburczał i przestał – oczywiście nikogo nie wymienił.

szkoła

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 106 (130)

#90347

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Historia o tym, jak być piekielnym mimo woli :).
W zamierzchłych czasach, kiedy miałam jakieś jedenaście czy dwanaście lat, mama po raz pierwszy powierzyła mi odpowiedzialną i ważną misję powieszenia samej prania w piwnicy w naszym bloku. Tak więc klucze na szyję, kosz w ręce i w drogę!

Wieszam to pranie, wieszam, aż tu nagle słyszę jakieś głosy. Męskie. Do tego raczej podenerwowane i wyrażające się do tego jeszcze, hm... niezbyt salonowo. Co robię? Ano zamykam się od środka. W samą porę, bo ktoś się dobija do drzwi, szarpie za klamkę nawet, no ale nie otworzy, bo zamek solidny, bodajże gerda. Dobrze, ale jak ja wyjdę? W piwnicy jest wprawdzie okienko, jest po czym się wspiąć, przecisnąć bym się przecisnęła... tylko że niestety zakratowane.
Nic, siadam na jakimś graciku, staram się nie robić hałasu, nasłuchuję i czekam... czekam... czekam...
W końcu ktoś od nas się zorientował, że trochę za długo to pranie wieszam i zszedł po mnie. Co się okazało?

Spółdzielnia wezwała fachowców do naprawy czy kontroli instalacji gazowej.
Jakiś sąsiad, wychodząc z piwnicy, zamknął wyjście na klucz i ich w ten sposób uwięził w środku.
Oni dobijali się do mnie, bo usłyszeli, że ktoś jest.
Ja... jak wyżej.
I tak byśmy sobie wszyscy w tej piwnicy siedzieli nie wiadomo jak długo, gdyby ktoś po mnie nie zszedł :).

dom

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 108 (114)

#90337

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w niewielkiej firmie rodzinnej, której właścicielami jest para małżonków - czyli krótko mówiąc, Szef i Szefowa.

Pomieszczenia biurowe znajdują się w tym samym budynku co ich prywatny dom, rozmieszczone na trzech piętrach, które każdego dnia po skończonej pracy trzeba zamknąć. Klucze od danego piętra - oprócz oczywiście Szefostwa - ma dwójka spośród pracowników, którzy na nim pracują.

Któregoś dnia przychodzę do pracy, a tu "moje" piętro niedostępne - tak się złożyło, że jedno z "kluczników" było na urlopie, a drugie z dnia na dzień zachorowało. Kolega zaoferował się, że podjedzie do tego chorego do domu i weźmie od niego klucz, jednak w tej samej chwili zjawił się Szef (z kluczami do całości, bo właśnie szedł do swojego gabinetu):
- Czemu państwo stoją na korytarzu?
My wyjaśniamy, co i jak.
- To skandal, że się państwo nie porozumieli i kluczy nie przekazali. Ja wam otwierał nie będę, PRACUJCIE SE NA KORYTARZU.

I poszedł.

No to nic, co mamy robić? Jedyne wyjście - to rzeczywiście kolega podjedzie po klucz, a my, cóż, poczekamy. Na całe szczęście zjawiła się Szefowa. Też nam wygłosiła umoralniającą pogadankę - ale przynajmniej otwarła...

praca

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 94 (98)

#90131

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Historii o nie za czystych (oględnie mówiąc) toaletach było już na Piekielnych trochę. Ale żeby na odwrót?...
W ramach wprowadzenia: u mnie w pracy na piętrze jest toaleta, z której korzysta łącznie siedem osób. Regularnie przychodzi pani sprzątająca, a oprócz tego wisi szczotka i stoi butelka domestosu, żeby umyć po sobie, jakby co.

Już kilka razy się zdarzyło, że wchodzę do toalety w celu wiadomym :) i od progu mnie odrzuca smród chloru, w muszli oczywiście gęsta piana, opary takie, że strach siadać... ktoś chyba z pół butelki na jeden raz zużywa. Raczej nie pani sprzątająca, bo to w różnych porach.
Pytanie - dlaczego?

robota

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 80 (92)

#90084

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Książki z biblioteki...
Wiadomo, że na ogół przechodzenie z rąk do rąk pozostawia na nich takie czy inne ślady, zwłaszcza jeśli chodzi o pozycje popularnonaukowe, gdzie często można się natknąć na czyjeś notatki, podkreślenia czy zakreślenia markerem. Cóż, taka ich uroda.

Jednak raz "udało mi się" trafić na prawdziwą piekielność. Było to w późnych latach 90., kiedy chodziłam do liceum. Potrzebowałam do czegoś "Historii literatury niemieckiej" - jakiś referat, zadanie na 6, już nie pamiętam.

Jakież było moje niemiłe zaskoczenie, kiedy stwierdziłam, że w egzemplarzu wypożyczonym z biblioteki miejskiej brakuje prawie całego rozdziału o Goethem. Najwyraźniej komuś było żal paru groszy na ksero albo nie chciało mu się robić notatek... Jak to mówiła moja śp. Babcia: "jo, a po mnie nikt".
Feler oczywiście zgłosiłam, a kompletną książkę na całe szczęście udało mi się pożyczyć od nauczycielki niemieckiego :)

biblioteka

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 96 (98)

#77216

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Seria kinowa się rozwija...

Nie byłam wprawdzie na "Sztuce kochania" (jeszcze), jednak w kwestii piekielności w kinie mogę się podzielić następującą historią:

W szkole, do której chodziłam, przez pewien czas funkcjonowało coś takiego jak MAF - Młodzieżowa Akademia Filmowa - czyli regularne wyjścia całymi klasami na projekcje różnych filmów, poprzedzone krótkimi pogadankami na tematy związane z kinem. Repertuar lekki, łatwy i przyjemny - "Rodzina Addamsów", "Robin Hood książę złodziei", "Miasteczko Halloween", "Bohater ostatniej akcji", "Młody Einstein" i takie tam.

Piekielnik (albo piekielnicy) wpadł na pomysł, aby z tylnych rzędów rzucać w kolegów i koleżanki... jajkami. Surowymi.

Efekt - poplamione bluzy i zlepione włosy, a co gorsza, kiedy o wszystkim dowiedzieli się rodzice - "jajcarski" seans okazał się ostatnim.

kino

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 165 (189)

#69370

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Do tego, że po ścieżce rowerowej (zwłaszcza wydzielonej tylko linią czy innym kolorem kostki) czasami mogą się pałętać nieuprawnieni osobnicy, zdążyłam już się przyzwyczaić. Piesi, dzieci na rowerkach, rolkach czy hulajnogach, psy - żadna nowość. Dzwonię i generalnie staram się nie zrobić krzywdy.

Ale co w głowie miał człowiek handlujący zniczami, żeby rozłożyć się ze swoim towarem właśnie na ścieżce, dokładnie ją tarasując?

rowerzyści vs reszta świata

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 207 (281)

1