Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

misguided

Zamieszcza historie od: 29 grudnia 2012 - 20:38
Ostatnio: 10 sierpnia 2020 - 8:12
  • Historii na głównej: 55 z 98
  • Punktów za historie: 10625
  • Komentarzy: 144
  • Punktów za komentarze: 424
 

#86937

(PW) ·
| Do ulubionych
Zawsze wydawało mi się, że pracuję w porządnej firmie z normalnymi ludźmi. Uważałam tak do pewnego czasu.

Mamy jedną wspólną łazienkę, bez podziału na płeć. Od pewnego czasu ciągle trafiałam na nie spuszczony kibel z jedynką w środku. Wzdychałam, spuszczałam wodę i robiłam swoje.

Niestety kilka dni temu zamiast jedynki przywitała mnie rozwolniona dwójka. Nie spuszczona, przykryta tylko papierem, ubrudzonym w charakterystyczny kolor.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 114 (128)
poczekalnia

#86956

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Po tym, jak w przeciągu 3 dni uniknęłam skasowania prawego i lewego boku mojego samochodu, zastanawiam się, czy niektórzy kierowcy wiedzą do czego służą lusterka w pojeździe?

Sobota, godziny poranna, ale nie na tyle wcześnie, żeby zwalić na zaspanie. Jadę prawym pasem, lewym ciągnie się niewielki sznurek samochodów, z przerwami między nimi. Z mojej prawej pojawia się trzeci pas, który za jakiś czas ma znak, aby zjechać na pas środkowy (czyli mój). Pasem tym jedzie samochód (S) osobowy. Gdy byłam w połowie osobówki, S bez ostrzeżenia, bez kierunkowskazu zaczął zjeżdżać na mój pas. Ja po hamulcach, odbiłam w lewo w małą lukę między samochodami i zatrąbiłam. S lekko zakołysało, a następnie pomknął dalej, wyprzedzając każdego bez sygnalizowania kierunkowskazami. Uprzedzając pytania, gdy S wjechał na swój pas, ja byłam kawałeczek za nim na środkowym pasie, ale moja prędkość była większa niż jego. Za mną i przede mną był także i sznur samochodów, może nie zderzak w zderzak, ale na tyle, że jeden samochód by się nie zmieścił między nami. Dodatkowo pas nie kończył się nagle, S przejechał połowę pasa, (przez ten czas na pewno by mnie widział w lusterkach) a do jego końca miał jeszcze dobre 100 metrów.

Poniedziałek. Jadę do pracy na 6. Jechałam skrajnie prawym pasem 3 pasmowej drogi, która chwilę dalej zamienia się w 5 pasm (pojawiają się z prawej 2 nowe do skrętu w prawo). Przede mną jechało BMW. Gdy tylko pojawiły się pasy do skrętu w prawo, ja ustawiłam się na pierwszym z mojej strony pasie do skrętu. Zaczęłam z prawej wyprzedzać BMW, gdy mój samochód był o kilka centymetrów dalej (siedziałam na wysokości szyby BMW), tuż przy samym rozwidleniu dróg, BMW zaczęło zjeżdżać na mój pas. Ponownie zatrąbiłam, odbiłam w prawo. Ten kierowca nie tylko nie spojrzał w lusterka, ale i nie widział samochodu, który znajdował się obok niego. Mogę zwalić na zmęczenie, albo, że zobaczył nagle, że musi zjechać, ale aż tak ciężko przed wykonaniem jakiegokolwiek manewru rozejrzeć się i ocenić, czy można go wykonać? Ja akurat mam dosyć dobry refleks, ale co by zrobiła osoba, która dopiero się uczy i nie czuje się pewnie w aucie?

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 23 (37)
zarchiwizowany
Warszawa, chwila po 17 więc korki, bo wszyscy wracają z pracy. Dojeżdżałam akurat na jedno z większych skrzyżowań- dokładniej skrzyżowanie Alei Jerozolimskich z Bitwy Warszawskiej/ Prymasa Tysiąclecia. Ja nadjeżdżałam z Bitwy Warszawskiej i jechałam prosto więc kierowałam się w stronę Prymasa Tysiąclecia. Dla osób, które nie znają stolicy- skrzyżowanie wielkie, górą idzie wiadukt dla samochodów, które jadą prosto Alejami, na dole 7 pasów (dwa skrajnie lewe do skrętu w lewo, trzy środkowe do jazdy prosto, dwa skrajnie prawe do skrętu w prawo), oprócz tego jeszcze pod tym wszystkim tunel. Jako że jechałam prosto, zajęłam całkowicie środkowy pas (jeden z trzech do jazdy prosto). Od razu za skrzyżowaniem kończy się lewy pas do jazdy na wprost i trzeba z niego zjechać na pas środkowy.

Zapaliły się zielone światła, wszyscy ruszyli, jednak przed samym zjazdem ze skrzyżowania widzę, że wszyscy z mojego pasa zjeżdżają na prawo, czemu?

Za samym skrzyżowaniem stanął facet na światłach awaryjnych, wysiadł z samochodu i zaczął rozkładać trójkąt. Rozumiem, mógł mu się popsuć samochód, całkiem normalne. Jednak pan zajął cały jeden pas, gdzie obok, z jego lewej strony mieścił się pas, który się kończył i z którego korzysta zwykle mało samochodów. Dodatkowo, skrzyżowanie w pewnym momencie ma lekki spadek, więc nawet nie musiałby uruchamiać samochodu, wystarczyłoby puścić hamulec i samochód by jakoś doczołgał się do miejsca, gdzie nikomu by nie przeszkadzał. Tak zajął w sumie dwa pasy (blokował zjazd z lewego na środkowy), na jednym z większych skrzyżowań w czasie największego ruchu.

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -7 (21)
zarchiwizowany
Niedziela, żar leje się z nieba, a ja zdecydowałam się na spacer. Aby się nie odwodnić, zaszłam do pobliskiego sklepu po butelkę wody. Po zrobieniu zakupów stanęłam metr od przejścia dla pieszych. Nie dawałam żadnych sygnałów, że mam zamiar przejść, otworzyłam butelkę. Woda niestety była wlana od serca, więc trochę jej poleciało na moją bluzkę. Stałam tak, przetarłam ręką mokre miejsce, w międzyczasie przykładając butelkę do ust, aby się napić. Całość trwała niecałe 10 sekund.

Nagle, słyszę wołanie w moją stronę z samochodu, który zatrzymał się przed przejściem dla pieszych.

-Ej! Dzi*ko, przechodzisz, czy nie?

Jak na złość zdecydowałam się zostać tam, gdzie stałam.

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 0 (30)

#86741

(PW) ·
| Do ulubionych
Dzisiaj o piekielności mojej mamy- historia sprzed kilku lat.

Przyjechałam na jakiś czas do domu, jednego dnia dogadałam się z mamą, że odbiorę ją z pracy i przy okazji ja zrobię sobie zakupy spożywcze, potem we dwie pojedziemy razem na łowy po lumpeksach.


Podjechałam po nią samochodem, pojechałyśmy na jedno skrzyżowanie. Akurat wyjeżdżałam z drogi podporządkowanej, która krzyżowała się z bardzo ruchliwą ulicą. Aby wbić się i pojechać prosto albo w lewo, trzeba swoje odstać. Już widziałam lukę, już puszczałam sprzęgło i naciskałam gaz, gdy moja mama, siedząc na miejscu pasażera zaciągnęła mi hamulec ręczny.

Czemu to zrobiła? W miejscu gdzie stałam zwykle była dziura. Nie jakaś duża, ale powodowała, że samochód staczał się kilka centymetrów. Było to wyczuwalne, jednak po tym jak się delikatnie stoczył, stawał w miejscu. Aby zjechać w przód samochodu stojącego za nami, trzeba tam albo włączyć wsteczny, albo ktoś z tyłu musi stać 10 centymetrów od zderzaka.

Tak, moja mama poczuła, że się staczamy, więc od razu zaciągnęła hamulec ręczny. Obraziła się na mnie jak wydarłam się na nią, że nie miała prawa tego zrobić. Cały czas uważała, że zrobiła dobrze.

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 141 (153)

#86847

(PW) ·
| Do ulubionych
Moja siostra przez pewien czas wynajmowała pokój od swojej znajomej. Mieszkanie nowe, w sumie siostra wprowadziła się do niego razem z właścicielką. Umowa oczywiście podpisana, w niej wyszczególniona kwota wynajmu i adnotacja, że zaliczki na poczet mediów są już zawarte w tej cenie. Gdyby media były zużyte w większej ilości niż pobrana zaliczka, to właścicielka mieszkania miała jej przedstawić fakturę, a następnie koszta miały być dzielone na pół.

Stało się tak, że siostra skończyła studia i wyprowadziła się. Wszystko było OK, kaucja w większości oddana (pobrana została tylko niewielka suma na odmalowanie pokoju).

Jednak w pewnym momencie napisała do siostry właścicielka. W długiej wiadomości na portalu społecznościowym opisała, że zapominała przez 2 lata płacić zaliczki za ogrzewanie, nie wiedziała o tym, teraz narosły odsetki, sprawa trafiła do windykacji i w sumie za jeden rok wisi 2 tysiące złotych (plus niedługo miały przyjść upomnienia za drugi rok). Stwierdziła, że skoro siostra wtedy mieszkała, to ona ma pokryć połowa kosztów za zaliczki, i za odsetki i ewentualną sprawę sądową.

Oczywiście siostra koleżankę wyśmiała.

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 122 (136)

#86832

(PW) ·
| Do ulubionych
Dziś historia o rowerzyście, co mu życie chyba nie miłe.

Zdecydowałam się przejechać na pobliską plażę, aby się trochę opalić i nie straszyć innych swoją bladą skórą. Dojazd dosyć prosty, najpierw z mieszkania na autostradę, potem z autostrady na drogę wojewódzką, następnie na drogę lokalną, która słynęła z dużego ruchu w weekendy i ciepłe dni. Byłam już prawie przy samym jeziorze, zjechałam z drogi wojewódzkiej na drogę lokalną.

Trafiłam na rondo, na którym musiałam skręcić w lewo (czyli zjechać trzecim zjazdem). Gdy byłam na wysokości drugiego zjazdu przed maskę wjechał mi rowerzysta. Z komórką w ręku, nawet nie podniósł głowy, gdy zatrzymałam się przed jego kołami i zatrąbiłam.

Nie odkładając komórki pojechał slalomem dalej (ciągle trzymając kierownicę jedną ręką), a następnie już na drodze, bez zasygnalizowania, skręcił w lewo, zmuszając kolejne samochody z naprzeciwka do ostrego hamowania.

rowerzyści

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 136 (154)

#86716

(PW) ·
| Do ulubionych
Opowiem historię o tym, jak rodzice potrafią szkodzić swoim dzieciom.

Mam przyjaciółkę, która ma dwóch starszych braci.

Najstarszy kilka lat temu wpadł z dziewczyną. Bywa. Obydwoje pracowali, wynajmowali mieszkanie, gdy dziewczyna była w ciąży, planowali kupno mieszkania. Po narodzinach synka nie było jednak tak kolorowo. Dziewczyna wpadła w depresję poporodową. Oczywiście jej chłopak próbował ją namawiać na terapię, wspierać. Jednak z czasem było coraz gorzej, zaczęły na światło dzienne pojawiać się choroby psychiczne (które prawdopodobnie odziedziczyła po swojej matce). Wszyscy polecali jej wizytę u psychologa, jednak ona za każdym razem obrażała się na każdego, bo przecież nie jest wariatką. Przestała troszczyć się o syna. W pewnym momencie zabrała swoje rzeczy, zostawiła syna samego w mieszkaniu. Od tego czasu najstarszy brat kontaktował się z nią kilka razy, jednak jego była dziewczyna nie chce wracać ani do niego, ani do dziecka, o którym w ogóle nie chce słyszeć.

Co na to rodzice chłopaka? Musi się z nią ożenić. Bo jak to tak, on samotny ojciec, bez ślubu. Uważają, że to wszystko stało się dlatego, że żyli w grzechu.

Młodszy syn jest gejem. Przyznał się swojej siostrze, przyznał się mi. Obecnie mieszka w większym mieście, wynajmuje mieszkanie ze swoim chłopakiem, z którym jest od dłuższego czasu.

Jego rodzice o tym nie wiedzą. Za każdym razem jak tylko pojawia się w mediach cokolwiek o LGBT, pół dnia gadają jacy to geje są źli, niszczą społeczeństwo. Uważają, że wszyscy geje to pedofile.

Najmłodsza z całej trójki, córka. Po ukończeniu liceum została na trochę w domu, bo nie miała pomysłu na siebie. W końcu wymyśliła - wyjedzie na studia prawnicze, nawet jakby miała zdawać maturę raz jeszcze. Myślała o wielkim mieście lub w ogóle wyjechaniu na studia za granicę. Jednak mimo to, została w domu. Czemu?

Rodzice powiedzieli jej, że się starzeją, a ona MUSI zostać w rodzinnym domu, aby się nimi zajmować. I nie, nie mieszkają na wsi w domu jednorodzinnym, gdzie trzeba przynieść wodę ze studni, aby było ciepło napalić, a sklepy nie są oddalone o kilka kilometrów. Mieszkają w bloku, gdzie w najbliższej okolicy (5 minut piechotą) mieszczą się trzy sklepy spożywcze i z chemią.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 87 (117)

#86708

(PW) ·
| Do ulubionych
Kupiłam ostatnio samochód. I nie, historia nie będzie o piekielnych sprzedawcach, którzy za cenę samochodu z salonu sprzedają zardzewiały samochód po wypadku. Będzie o ubezpieczeniu.

Samochód kupiłam w komisie. Jego poprzedni właściciel ubezpieczył go w jednej firmie na dni. W momencie gdy go kupiłam, przed przerejestrowaniem na siebie umowa przeszła na mnie, czyli dni do zarejestrowania samochodu płacić miałam tak jak poprzedni właściciel, potem miałam zdecydować, albo zostaje i płacę temu ubezpieczycielowi raz do roku, albo zmieniam ubezpieczyciela.

Następnego dnia po zakupie samochodu dostałam z firmy ubezpieczającej smsa. Na początku informowali o tym, że umowa przeszła na mnie, a potem straszyli, że muszę zapłacić karę za to, że minął już za długi czas od kupna samochodu, a ja dalej mam wpisane płatności za dni! Zdziwiłam się, że uznali samochód kupiony dnia poprzedniego o godzinie 17 (gdzie infolinia pracuje do 18), za samochód kupiony dawno temu.

Dzwonię na infolinię. Po usłyszeniu muzyczki Pani poinformowała mnie, że samochód by przecież kupiony 6 lutego 2020 roku. Ja zrobiłam wielkie oczy, stwierdziłam, że widocznie ktoś się pomylił, bo samochód kupiłam 2 czerwca (widocznie ktoś przestawił dzień i miesiąc). Pani znowu zaczęła straszyć karą, ja się wtrąciłam, że w umowie sprzedaży mam jak byk napisane 2 czerwca. Zapytałam Panią jak to można rozwiązać.

Miałam dwie opcje. Albo wysłać LISTOWNIE oryginał umowy sprzedaży samochodu. Tu zwróciłam uwagę, że w tym momencie ta umowa upoważnia mnie do poruszania się samochodem, a także będzie mi potrzebna przy jego przerejestrowaniu. Zapytałam się o skan, ewentualnie przesłanie mailem. Pani stwierdziła, że mailem nic nie można, chyba, że sposób drugi, poprzedni właściciel mailem ma napisać sprostowanie. Spoko, druga opcja bardziej do mnie przemawiała.

Zadzwoniłam do poprzedniego właściciela, przeprosił za zamieszkanie, od razu przy mnie w słuchawce napisał maila. Zapewnił, że da znać jak tylko dostanie odpowiedź od ubezpieczyciela.

Godzinę później dostałam informację, że ubezpieczyciel przyjął poprawkę. Zadzwoniłam więc na infolinię dowiedzieć się czy wszystko jest ok, oraz jakie składki będę płacić (przy problemie z datą nie chcieli mi nic mówić). Znowu trafiłam na tą samą Panią. Poklikała, stwierdziła, że nie ma nic w systemie, żadnej zmiany, cały czas ta sama data. Poleciła zadzwonić następnego dnia, jak nie, to za 2 dni.

Od razu zapytałam się o sposób rezygnacji z ubezpieczenia, na wypadek jakbym zobaczyła, że gdzieś indziej mogę płacić mniej. Zostałam poinstruowana, ze mogę zrobić to jedynie LISTOWNIE. Na pytanie o mail, kobieta stwierdziła, że broń Boże.

No cóż, zdziwiłam się, bo duży ubezpieczyciel, nic nie można załatwić mailowo, ale stwierdziłam, że może mają takie zabezpieczenia.

Następnego dnia znowu zadzwoniłam na infolinię, odebrał tym razem Pan. Nakreśliłam sytuację, powiedziałam, że poprzedni właściciel pisał maila. Jednak nadal data nie była poprawiona. Zapytałam się Pana co mam z tym zrobić, bo na następny dzień byłam umówiona na przerejestrowanie samochodu oraz ze znajomą agentką ubezpieczeniową, która miała mi wybrać ubezpieczenie. Pan stwierdził od razu, że przecież mogę mailem wysłać skan umowy, w treści napisać numer ubezpieczenia i po chwili powinno być ok. Zdziwiłam się, mówiłam Panu, że Pani poinstruowała mnie inaczej. Stwierdził, że pewnie o tym nie wiedziała. Cóż, cudownie. Zapytałam także o to, jak zrezygnować z ubezpieczenia. Pan podał mi adres strony, na którym wystarczyło podać numer ubezpieczenia, powód i datę zakupu samochodu, a po chwili dostałam smsa z informacją o rezygnacji z umowy.

Dało radę elektronicznie? Jak widać tak.

Drugi akt zacznie się, gdy dostanę rachunek za ubezpieczenie dzienne, bo o tym nie chcieli mi powiedzieć, mam czekać na LIST.

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 127 (137)

#86684

(PW) ·
| Do ulubionych
Od początku wybuchu pandemii przytyłam. Nie jakoś dużo, ale zauważalnie. Wszystko przez zamknięte siłownie (na którą wcześniej chodziłam regularnie, 3-4 dni w tygodniu) i stres z wiszącą groźbą zwolnień w firmie, w której pracuje. Nie ruszałam się, zajadałam stres, często dochodziły 2-3 piwa wieczorem. W pewnym momencie to zauważyłam, zaczęłam pilnować z powrotem to co jem, pije mniej, ćwiczę w domu. Wiem jednak, że waga nie zniknie nagle.

Niedawno udało mi się w końcu pojechać do rodziców, bo od końcówki stycznia widywaliśmy się tylko na wideo rozmowach. Pod koniec mojej wizyty mama zwróciła mi uwagę, że przytyłam, że muszę coś z tym zrobić, kontrolować jedzenie, może badania, bo to na pewno hormony. Mamę uspokoiłam, powiedziałam jak wyglądało moje żywienie w tym roku, zapewniłam, że już coś z tym robię. Rozmowa jednak bardziej przebiegała w stylu wyrzutów od mojej mamy, że muszę obowiązkowo schudnąć nie ważne jak.

Gdzie piekielność?

Jakieś dziesięć minut później, gdy pakowałam się do samochodu z zamiarem odjazdu mama wręczyła mi wielkie opakowanie ciasta. Nie takiego zwykłego, ale torciku, z kremem czekoladowym. Gdy nie chciałam wziąć całego, mówiłam, że maksymalnie połowę (i tak z zamiarem poczęstowania współlokatorów), obraziła się. Bo specjalnie bez mojej wiedzy robiła mi ciasto, a ja nie chcę go ze sobą wziąć.

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 129 (137)