Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

misguided

Zamieszcza historie od: 29 grudnia 2012 - 20:38
Ostatnio: 17 lutego 2021 - 7:01
  • Historii na głównej: 78 z 122
  • Punktów za historie: 13455
  • Komentarzy: 243
  • Punktów za komentarze: 1288
 

#87642

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem za tym, aby starsze osoby miały co rok testy sprawdzające czy mogą prowadzić samochód.

Sytuacja sprzed chwili.

Skrzyżowanie. Stanęłam na jednym z dwóch pasów do skrętu w lewo. Przede mną stał dziadek, a na lewym pasie nie za duża beemka. Zaświeciły się światła, ruszyliśmy. Dziadek jednak na łuku zjechał z prawego pasa na lewy. Nie wiem czy nie widział pasów (mimo, że tam są bardzo dobrze widoczne). Dosłownie o kilka centymetrów zajechał drogę beemce. Gościu w beemce od razu zaczął trąbić na dziadka, ale dziadek jakby nie słyszał jechał sobie swoim tempem (30km/h) dalej. Ja już miałam z prawej wyprzedzić dziadka, ale on zmienił zdanie i bez sygnalizacji wjechał na mój pas, ponownie dosłownie centymetry dzieliły, by we mnie wjechał.

Druga sytuacja z jesieni.

Droga 3 pasmowa. Na skrzyżowaniach prawy pas był do jazdy prosto i w prawo, lewy do jazdy prosto i w lewo. Ja jechałam środkowym, który był tylko do jazdy prosto. Akurat mijałam jedno skrzyżowanie - światło zielone, po prawej i po lewej wszyscy stoją, po prawej czekają, aż ludzie przejdą przez pasy, a po lewej aż przejadą wszyscy z na przeciwka, aby skręcić w lewo. Na lewym pasie jednak stał samochód, który jak tylko ja przejeżdżałam obok niego, postanowił bez sygnalizowania wjechać na pas, którym jechałam. Oczywiście hamulec do podłogi, zatrąbiłam. Chwilę później gdy staliśmy w korku, zobaczyłam, że samochód, który mi wyjechał prowadził dziadek.

Starsze osoby często mają wolniejszą reakcję w porównaniu z młodymi osobami. Dodatkowo mogą także mieć. problemy ze wzrokiem, do których się nie przyznają. Po sytuacji drugiej kupiłam sobie kamerkę samochodową, abym nie miała problemów z wybronieniem się, że to ja jechałam prawidłowo.

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 118 (126)

#87657

(PW) ·
| Do ulubionych
Wynajęcie mieszkania w dużym mieście to nie lada zadanie. Trudniej jest tylko kupić własne mieszkanie.

Nadszedł ten czas, gdy wkład własny jest, kredyt banki udzielą mi bez problemu, więc po co płacić prawie 2 tysiące za kawalerkę komuś, jak za tyle samo mogę mieć własne, dwupokojowe mieszkanie? Określiłam swoje wymagania i zaczęłam poszukiwania.

Szukałam mieszkań albo do remontu, za niewielką cenę, które będę mogła wykończyć pod siebie, albo takie, gdzie będzie podobała mi się kuchnia i łazienka, albo od dewelopera, które termin zakończenia prac mają jeszcze w tym roku (nawet grudzień 2021 mnie interesuje). Niestety, przeglądając ogłoszenia utwierdzam się w przekonaniu, że ludzie nie potrafią ich pisać, zwłaszcza biura nieruchomości.

Przykład 1:

W ogłoszeniu podana cena mieszkania, brak lokalizacji, brak zdjęć jak obecnie wygląda mieszkanie, brak planu, aby zobaczyć rozkład mieszkania. W zdjęciach wizualizacje. W opisie napisane "to może być Twoje mieszkanie", rok wybudowania bloku, piętro, wielkość mieszkania i to wszystko. Brak informacji czy do remontu (cena nie wskazuje, ale skoro są same wizualizacje to nie wiadomo). Lokalizacja przybliżona do dzielnicy (ale jak każdy wie, każda warszawska dzielnica jednak jest duża). Ogłoszenie dodane przez jedno biuro nieruchomości. Codziennie dodają około 3-4 ogłoszenia tego typu.

Przykład 2:

Deweloper. W krótkich informacjach napisane, że blok powstał w 2021. Więc pasuje. Niestety, przechodząc dalej w ogłoszeniu można zobaczyć, że w 2021 starają się o pozwolenie na budowę, a najszybszy termin oddania to grudzień 2022. Bo rok to niewielka różnica.

Przykład 3:

Cena. Wszędzie napisane X zł. Przy ogłoszeniu, jak się wejdzie w krótkich informacjach cena za metr się zgadza. W opisie także. Niestety jak przeczyta się go dokładniej, to do ceny mieszkania obowiązkowo dolicza się Y zł za parking, Z zł za skrytkę i kupa innych, że cena potrafi urosnąć o 100 tys zł. Rozumiem, że często w nowych blokach trzeba doliczyć cenę garażu, komórki lokatorskiej, ale aż tak ciężko podać to z ceną mieszkania? Jeżeli przewyższa to mój budżet to nawet bym nie zaglądała.

Niestety, mieszkania poszukuję dalej, wydaje mi się, że jednak trochę to potrwa.

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 136 (150)

#87561

(PW) ·
| Do ulubionych
Kontynuacja historii https://piekielni.pl/87557

Streszczając: zamówiłam ubrania ze znanej sieciówki. Paczka zamiast paczkomatem miała do mnie dotrzeć kurierem i to na mój stary adres "bo taki mają w systemie". Co z tego, że przy zamówieniu podawałam nowy. Stary adres to drugi koniec miasta (30 km). Kurier nie widzi problemu, sklep stwierdził, że oni mają taką politykę. Jedyne co mogłam zrobić to przekierować paczkę do najbliższego dla mnie punktu. Niestety sortownia z paczką nie obsługuje mojego rejonu, więc zamiast 30 km mam tylko 24 do odebrania paczki.

I kontynuacja.

Dzisiaj paczka miała zostać doręczona do punktu odbioru, który ja wybrałam. Tylko, że nie została.

Chwilę temu dostałam smsa, że była nieudana próba doręczenia na adres (i tu mój stary adres), a po chwili, że paczka wylądowała w Żabce obok starego mieszkania (między wybranym przeze mnie punktem odbioru, a Żabką jest około 10 km różnicy).

Zadzwoniłam na infolinię, powiedzieli, że informacja ta nie przeszła przez system więc dostawa była na wskazany adres. A obecnie nic nie mogą z tym zrobić, więc mam jechać po paczkę tam gdzie ją zostawili.

Fajnie tak, możesz sobie zmienić miejsce dostawy, ale tylko na papierku, bo ich system tego nie uwzględnia.

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 109 (117)

#87557

(PW) ·
| Do ulubionych
Skuszona poświątecznymi promocjami w sklepach z ubraniami, zdecydowałam się na małe zakupy. Wybrałam kilka rzeczy z H&Mu. Jako sposób dostawy wybrałam paczkomat (mam obok mieszkania, plus jest czynny 24h, więc nie muszę się martwić, że kurier mnie nie zastanie). Podałam także nowy adres zamieszkania. Zupełnie różniący się od poprzedniego (to samo miasto, ale jego dwa różne końce).

Dostałam dzisiaj SMSa od DHL, że moja paczka będzie jutro dostarczona. Zdziwiłam się, ale stwierdziłam, że może paczka była za duża do paczkomatu (co i tak byłoby dziwne, płaszcz nie jest większy od największej skrytki). Postanowiłam ją od razu przekierować do punktu odbioru paczek. Ale nie zgadzał mi się adres najbliższych punktów. Sprawdziłam adres dostawy - tak, sklep wysłał paczkę do mojego byłego mieszkania, do którego dostępu nie mam.

Jakie mam opcje?

1. Poprosić Pana, który wynajął po mnie mieszkanie, aby odebrał za mnie paczkę, ja bym musiała przejechać się 30 km po jej odbiór.

2. Przekierować paczkę na adres oddalony 10 km od sortowni, w której jest paczka. Najbliższy punkt odbioru paczki? Tylko 24 km.

3. Zwrócić ją jeszcze dzisiaj, aby nie wyszła z sortowni, wróciła do hurtowni, poczekać 2 tygodnie na zwrot pieniędzy i zamówić ją ponownie.

Pani na infolinii nic nie może poradzić, mimo, że na zamówieniu jest zupełnie inny sposób i adres dostawy.

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 97 (105)

#87505

(PW) ·
| Do ulubionych
Na portalach randkowych każdy do każdego może napisać. Ma do tego pełne prawo. Ja jednak jestem osobą, która jak stwierdzi, że ani zdjęcie ani profil danego faceta mi się nie podoba, nie zainteresuje mnie, to nie odpisuje. Tak po prostu, aby nie marnować niczyjego czasu, ani nie tłumaczyć niepotrzebnie czemu nie chcę z daną osobą kręcić. Jednak nie każdy rozumie, że jednak kobieta też może sama zdecydować z kim chce kontakty rozwinąć, a niektórzy zachowują się tak, że chyba powinnam całować ich po stopach i dziękować za to, że w ogóle do mnie napisali.

Sytuacja pierwsza. Napisał do mnie Pan, w sumie to Pan jest starszy ode mnie prawie o 20 lat, 45 lat, więc trochę za stary jak na moją grupę docelową. Mógłby być moim ojcem, jakby dziecko urodziło mu się po liceum. Zdjęcie nie przypadło mi do gustu, na swoim profilu nie miał nic, ani, czy jest wolny, ani czego szuka na portalu, ani żadnego opisu. Był tylko wiek i zdjęcie. Zdecydowałam nie odpisywać. Nic mnie do niego nie przyciągnęło, a wiek mnie trochę przerażał. Zaczął mnie co chwila bombardować wiadomościami, a to, że czemu nie odpisuje, że możemy się przecież poznać, że on mnie już do siebie przekona. Wiadomości nawet nie odczytywałam, wyświetlały mi się w powiadomieniach. W pewnym momencie doszedł do pisania o tym, że chce ze mną wziąć ślub, że nie pożałuję, że spełni wszystkie moje marzenia (głównie łóżkowe). Na samym końcu, po tym jak z godzinę ignorowałam jego wiadomości napisał "Co, za wysokie progi je***a księżniczko?".

Sytuacja druga. Napisał do mnie chłopak w moim wieku. Sprawdziłam jego profil, jednak od razu zobaczyłam, że trochę mijamy się z poglądami. Od razu zaznaczył na profilu w opisie, że jest za pewną partią polityczną Pana Janusza, ja jestem bardziej po drugiej stronie obozów. Napisał, że szuka kandydatki na żonę, bo już jest gotowy, chce wziąć szybko ślub, mieć gromadkę dzieci, aby spełniać swoje obowiązki jako patriota i katolik. Ja gotowa na dzieci jeszcze nie jestem (może za 5-10 lat, ale to odległa przyszłość). Stwierdziłam, że skoro mijamy się i w światopoglądzie i oczekiwaniach na temat związku, nie będę mu odpisywać. Po prostu szukam osoby, która jednak będzie miała podobne poglądy do moich. On oczywiście starał się dalej nawiązać kontakt, zaczął się pytać, czemu nie odpisuję, że on przecież do mnie pisze, że nie powinnam go olewać, na koniec napisał "A spadaj dz*wko".

Są to najbardziej hardcorowe sytuacje, jednak nie są jedyne, gdzie ktoś mnie obrażał, bo po prostu nie chciałam odpisać. Czyli mam się cieszyć i dawać każdemu szanse, bo samiec alfa do mnie napisał?

Jeszcze jedna historia, o nachalnym "adoratorze". Moja przyjaciółka ma kuzyna, trochę starszego ode mnie, widziałam go raz w życiu. On jednak jakiś czas temu zaczął obserwować mnie na Instagramie. Zaczął odpowiadać na każdą moją relację, w sposób nie smaczny. Przykład? Dodałam zdjęcie jak w chłodniejszy dzień leżę w długich spodniach na hamaku, on skomentował "Opalać się w długich spodniach? Zdejmij je i pokaż światu swoje cudowne nóżki", gdy dodałam zdjęcie, że piję piwo ze znajomymi, odpisał "Bardzo dobry wybór, wpadnę do Ciebie, ale nie obiecuję, że będę grzeczny, szykuj już łóżko dla nas". W końcu czułam się tak zgorszona tego typu komentarzami, że go zablokowałam.

Czy naprawdę jakakolwiek kobieta uważa takie teksty za komplement i jest chętna poznać taką osobę? Jeszcze rozumiem, jak ktoś pisze tak swojej dziewczynie, ale nieznajomej, którą widział raz w życiu?

Skomentuj (69) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 168 (190)

#87484

(PW) ·
| Do ulubionych
Ostatnio przeprowadziłam się do nowego mieszkania, jednak na moje nieszczęście jedna z firm kurierskich ma bardzo nieprzyjemnego kuriera w moim rejonie. Pracuję zwykle od godziny 6 do 18, więc wolę zamawiać paczki do paczkomatu albo z odbiorem w żabce niż kurierów. Niestety czasami zdarza się, że sklep nie ma opcji dostawy innej niż kurier, albo muszę wysłać paczkę kurierem mojej siostrze, która mieszka za granicą.

Siostra poprosiła mnie o wysłanie jej ubrań. Zamówiła do mnie kuriera, który według maila miał się u mnie pojawić do godziny 12. Czekałam na niego, jednak chwilę po 12 głód i pusta lodówka wygrały, więc zdecydowałam się przejść do sklepu, dosłownie obok bloku. Gdy z niego wychodziłam zadzwonił do mnie kurier. Na wstępie zaczął marudzić, że on jest pod blokiem, mnie nie ma, on daje znać, że był, a paczkę sama sobie mogę zanieść do punktu. Od razu mu zwróciłam uwagę, że miał być do 12 i powiedziałam, że za minutę będę w mieszkaniu. Już chciał się wycofywać, mówić, że nie ma czasu, ale przerwałam mu chwilę później spotykając go przy drzwiach wejściowych do bloku. Przez cały odbiór paczki marudził, że przeze mnie ma opóźnienia, że ludzie zamawiają paczki i wychodzą z domu wiedząc, że ma się zjawić kurier. Jak zapytałam się go, czy człowiek ma siedzieć i czekać cały dzień głodny z pustą lodówką - nic nie odpowiedział.

O kurierze zapomniałam. Jednak niestety ostatnio zamówiłam sobie buty zimowe. Jedyną opcją dostawy był kurier i to z tej samej firmy co wcześniej odebranie przesyłki. Wczoraj po godzinie 22 dostałam informację o tym, że przesyłka ze sklepu została utworzona i następnego dnia roboczego dostanę paczkę. Akurat tego dnia byłam dosłownie padnięta, położyłam się spać po 22, wiedząc, że i tak muszę następnego dnia wstać o 5. Dopiero w pracy, o 6 zauważyłam maila od firmy kurierskiej. Stwierdziłam, że zmienię adres doręczenia paczki, aby kurier przywiózł mi ją do pracy. Jednak nie mogłam tego zrobić. Paczka była w odpowiednim punkcie, więc nie można było jej przetransportować do innego. Postanowiłam więc poprosić kuriera o zostawienie przesyłki w punkcie odbioru (mam obok mieszkania jeden, w poprzednim miejscu zamieszkania kurierzy nie robili problemów, aby tam zostawić).

Jakiś czas temu zadzwonił do mnie kurier, że nie ma mnie w domu, a on z paczką. Przeprosiłam go, powiedziałam, że obecnie jestem w pracy do godziny 18 i poprosiłam, aby zostawił ją w punkcie odbioru. Kurier oczywiście się nie ucieszył, zaczął marudzić, że ludzie zamawiają paczki, a potem w domu nie siedzą, ze trzeba było zmienić adres, a tak on teraz nie wie co zrobić. Wytłumaczyłam mu całą sytuacje, powiedziałam, że w poniedziałek też nie będę mogła odebrać, a nie chcę aby paczka z powrotem trafiła do sklepu. Ponownie poprosiłam o zostawienie jej w takim i takim punkcie. On znowu pomarudził, stwierdził znowu, że nie wie i się rozłączył. Próbowałam się do niego dodzwonić. Odrzucał moje połączenie. Gdy już chciałam dzwonić na infolinię, dostałam maila z informacją, że paczka została dostarczona do punku odbioru i będzie tam na mnie czekać. Buty nie kosztowały kilku złotych więc chciałam wiedzieć co się stanie z moją paczką, gdzie ona się znajdzie, czy nie zostawi jej kurier pod drzwiami na wycieraczce.

W ramach wyjaśnienia - nie mogłam od razu paczki zamówić do pracy, bo pracowałam tylko w czwartek i piątek. Buty zamówiłam w niedzielę, magazyn sklepu był w tym samym mieście, więc liczyłam, że do środy dojdą. Teraz jeżeli nie będę miała możliwości zamówienia do paczkomatu, paczki będę wysyłać na adres mojej pracy. Będę przynajmniej mieć pewność, gdzie one będą na mnie czekać.

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 98 (106)

#87429

(PW) ·
| Do ulubionych
Nawiązując do mojej historii http://piekielni.pl/87396

W skrócie- zachorowałam na COVID, test był zrobiony prywatnie, mimo telefonów, wysyłania formularzy i maili do sanepidu w Warszawie nie została na mnie nałożona kwarantanna, musiałam o to prosić lekarza rodzinnego (o czym dowiedziałam się po trzecim telefonie na infolinię sanepidu).

Ale...

Od mojego pozytywnego testu minęły prawie 3 tygodnie. Od wypełniania formularza w sprawie kontaktu, przez stronę Ministerstwa Zdrowia minęły 2 tygodnie. Kwarantannę skończyłam tydzień temu, zrobiłam test (negatywny), wróciłam do pracy. Zapomniałam o tym jak to jest być chorym na COVID. Ale właśnie.

Dzisiaj, przed chwilą zadzwonił do mnie Pan, że zgłaszałam się do kontaktu z sanepidem. Gdzie na stronie jest informacja o kontakcie 24h po zgłoszeniu.

Cieszę się, że chociaż kwarantanny na mnie nie nałożył.

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 137 (151)

#87450

(PW) ·
| Do ulubionych
Ech ci kurierzy.

Moja mama miała urodziny. Siostra na drugim końcu Europy, ja w mieście oddalonym o 300 km, więc zdecydowałyśmy, że prezent zamówimy ze sklepu. Mama ostatnio zaczęła hodowlę roślin domowych, więc postanowiłyśmy, że najlepszym prezentem będą porządne donice - ceramiczne.

Ze sklepu zamówiłyśmy kilka donic, wielkość i ceny różne, od 10 do 100 zł. Zadzwoniłam do mamy w dniu urodzin, aby złożyć życzenia, dała znać, że właśnie kurier przed chwilą trąbił, zostawił prezent pod bramą i za chwilę będzie go otwierać.

Jednak kilka minut później znowu do mnie znowu zadzwoniła z informacją, że największa (przy czym najdroższa) donica jest cała potłuczona. Poprosiłam ją o zdjęcia i zapytałam się, czy miała jak sprawdzić paczkę przy kurierze - okazało się, że odjechał zanim mama wyszła z domu.

Patrząc po zdjęciach donica była dobrze oznakowana oraz zabezpieczona. Niestety paczka wyglądała jakby ktoś ją skopał. Złożyłam reklamację. Sklep od razu ją przyjął, obiecał wysłać taką samą donicę tym samym kurierem.

Po kilku dniach znowu dzwoni do mnie mama - okazało się, że paczka dotarła w takim samym stanie, a kurier nawet tym razem nie zatrąbił, dopiero jak tata wrócił do domu, znalazł paczkę pod bramą.

Tym razem już się wkurzyłam, paczka wyglądała jeszcze gorzej niż wcześniej. Znowu złożyłam reklamację i poprosiłam o wysłanie donicy innym kurierem. Sklep jednak odmówił - mieli umowę z tylko jedną firmą, nie mieli możliwości wysłania niczym innym.

Jak skończyła się historia? Dostałam pieniądze z powrotem, kupiłam donicę w sklepie i zawiozłam ją do domu, 1,5 miesiąca po urodzinach mamy.

Zastanawiają mnie dwie rzeczy. Osoba, która odbiera paczkę może przy kurierze sprawdzić zawartość. Kurier jednak uciekał od razu jak tylko ją zostawiał pod bramą, tak jakby bał się odpowiedzialności za to, że paczka jest w złym stanie. Czy aż tak kurierzy i firmy kurierskie nie dbają o nasze paczki? Mimo oznakowania "uwaga szkło" paczka potrafiła dojść poturbowana tak, jakby ktoś po niej skakał. Złożyłam skargę na kuriera, ale nie znając nawet jego numeru telefonu albo nazwiska firma odpisała mi, że nic nie mogą mu zrobić. A po drugie, czemu sklep mimo, że wie jak wyglądają dostawy delikatnych rzeczy, dalej jako jedyną opcję ma tą właśnie firmę kurierską? Nie był to jakiś mały sklepik internetowy tylko zwykły budowlany sklep.

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 114 (118)

#87412

(PW) ·
| Do ulubionych
Na wstępie chce wyjaśnić to, że mój dom (nieważne czy ten rodzinny, czy mieszkanie, które obecnie wynajmuję sama) zawsze traktowałam jako miejsce bardziej intymne. Miejsce gdzie ja żyję i zapraszam do niego osoby, które znam. Dziwnie czułabym się zaprosić osobę, z którą rozmawiałam przez 10 minut. Dodatkowo to ja płacę za wynajęcie mieszkania, w umowie zapisane jest moje nazwisko więc to ja za nie na czas wynajmowania odpowiadam. Jeżeli chcę spotkać się z osobą, którą niedawno poznałam, to wolę umówić się na piwo w barze, plenerze, restauracji, a w obecnych czasach, na spacerze. Nikt w tej sytuacji nie jest ani gospodarzem ani gościem, więc starania w poznanie drugiej osoby powinny być wtedy na równi. Oprócz tego mam większą pewność siebie niż w trakcie gdy przyjdę do czyjegoś domu po raz pierwszy.

Przechodząc do historii. Poznałam przez internet faceta. Od razu ustaliliśmy, że ani ja ani on nie szukamy znajomych tylko do tego aby iść od razu do łóżka, ale też nie chcemy trzymać znajomości tylko na poziomie internetowym. Przez pierwsze 15 minut całkiem fajnie nam się rozmawiało, jednak po tym czasie zapytał się kiedy zaproszę go do siebie do mieszkania, skoro mieszkam sama.

Potraktowałam to jako żart, napisałam, że obecnie przebywam na kwarantannie, która kończy się za 2 dni. On dalej drążył temat, że tak to by mnie zaprosił do siebie, ale skoro ja nie mogę wychodzić to on chętnie wpadnie do mnie.

Wytłumaczyłam mu wtedy, że nie lubię zapraszać dopiero co poznane osoby do siebie. Napisałam mu wszystko to, co tutaj we wstępie. Zaproponowałam na pierwsze spotkanie spacer, jakieś jedzenie na wynos, a co do drugiego spotkania to zobaczymy. Nie mówiłam mu, że będziemy tylko na spacerach się spotykać, zaznaczyłam, że pierwsze wyjście jest na poznanie siebie bliżej, żeby zadecydować, czy chcę kogoś zaprosić do siebie. On od razu stwierdził, że na żadne spacery nie ma zamiaru chodzić, że albo widzimy się u mnie lub u niego, albo w ogóle. Cóż w takiej sytuacji miałam odpowiedzieć? Oczywiście wybrałam ostatnią opcję, która facetowi się nie spodobała.

Na początku swojego monologu zareagował delikatnie, że dla niego dom to miejsce na spotkania, nawet ludzi, których na oczy nie widział, że nie rozumie mojego zdania. Potem stwierdził, że na pewno jestem dziecinna (Z jakiego powodu? Nie wiem). Następnie przeszedł do cięższych rzeczy, które chyba miały mnie przekonać aby jednak go zaprosić do siebie- stwierdził, że pewnie siedzę sama w mieszkaniu, nie mam znajomych, skoro jego boję się zaprosić, że jestem dziwna. Skończył na wyzywaniu mnie i stwierdzeniu, że go okłamałam, bo mówiłam, że nie chce tylko internetowych znajomości.

I teraz pytanie. Jakim bucem trzeba być aby najpierw wprosić się nowo poznanej osobie do domu, a potem wyzywać ją, bo zaproponowała jednak spacer?

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 148 (170)

#87396

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia covidowa.

W pewien poniedziałek zachorowałam. Nie było mi nic poważnego - lekki katar, lekki kaszel i ogólne uczucie bycia chorym. Stwierdziłam, że nie będę siedzieć pół dnia na telefonie, aby umówić się do lekarza, bo w weekend miałam przeprowadzkę i mogło mnie przewiać.

Niestety w piątek, przy cotygodniowych testach w pracy wyszło, że mam covid. Plusem było to, że pracowałam tylko 2 dni, nikogo nie zaraziłam i nigdzie prawie nie wychodziłam. Panie pobierające wymaz dały znać, że sanepid będzie do mnie dzwonił pewnie po weekendzie, wraz z pozytywnym wynikiem mam nałożoną kwarantannę, sanepid wystawi L4 dla pracodawcy.

Weekend spędziłam w domu, lecząc się witaminami i pijąc dużo wody. Gdy już zaczęłam czuć się lepiej, zauważyłam, ze nawet nie mam dostępu do aplikacji kwarantanny (próbowałam się zalogować - pojawiła się informacja, że nie ma moich danych w systemie). Sprawdziła także i informację na moim panelu pacjenta - nie miałam nic świadczącego o tym, że mam pozytywny wynik na covid i siedzę na kwarantannie. Trochę się zdziwiłam. Znalazłam jednak formularz kontaktowy sanepidu, aby mógł się on skontaktować z osobami po pozytywnym teście. Mieli się ze mną skontaktować po 24 godzinach od zgłoszenia - oczywiście nie muszę tutaj mówić, że żadnego kontaktu nie było.

Zaczęłam się trochę tym stresować, słyszałam historie, jak kwarantanna została nakładana ostatniego dnia na kolejne 10 dni, albo w ogóle. Najbardziej obchodziło mnie zwolnienie lekarskie, które musiało dotrzeć do mojego pracodawcy, a w momencie gdy nie zostałam objęta kwarantanną takiego zwolnienia nie było.

Postanowiłam, że zadzwonię na infolinię sanepidu. Po określeniu sytuacji, że nigdzie nie mam informacji, że jestem na kwarantannie, miła pani przekierowała mnie do sanepidu w Warszawie (gdzie podobno moje badanie miało dotrzeć). Jednak nie udało mi się tam dodzwonić - niestety sanepid był czynny do godziny 16, a ja dzwoniłam chwilę po. Cóż.

Zadzwoniłam następnego dnia na tą samą infolinię. Tym razem niemiły pan powiedział, że mam czekać. Co z tego, że pracodawca czekać nie mógł. Pan stwierdził, że jest dużo przypadków i trzeba czekać na swoją kolej, po czym się rozłączył.

Posłuchałam pana. Czekałam. Jednak następnego dnia już przestałam być taka cierpliwa. Zadzwoniłam ponownie. Znowu trafiłam na miłą panią, ale inną. Stwierdziła, że skoro badanie było robione przez zewnętrzną firmę to prawdopodobnie Sanepid w Warszawie jeszcze nie przyjął wyniku. Dodatkowo poleciła mi napisać maila do sanepidu z załączonym wynikiem testu. Oprócz tego stwierdziła, że najlepiej będzie, jak umówię się na teleporadę ze swoim lekarzem rodzinnym, aby to on nałożył mi kwarantannę i wystawił zwolnienie.

I właśnie ta porada okazała się najlepsza. Moja lekarka po wysłuchaniu sytuacji stwierdziła, że słyszała, że w sanepidzie Warszawskim mają problemy i bez wysyłania potwierdzenia testu nałożyła na mnie kwarantannę i wypisała zwolnienie lekarskie.

Co jest piekielnego w tej historii? Rządzący mimo, że wiedzieli, ze na jesień będzie kolejna fala, nie usprawnili systemu opieki zdrowotnej w sprawie koronawirusa.
Sanepidy nie wyrabiają z ilością chorych.
Laboratorium, które robiło mi test nie wysłało do sanepidu moich wyników, ewentualnie sanepid nie radzi sobie na tyle, że nie przyjmuje testów robionych poza NFZtem. Dwie osoby z trzech na infolinii nie powiedziały mi, że lekarz rodzinny może nałożyć na mnie kwarantannę. Jedyną informacją jaką znalazłam na stronie ministerstwa jest to, że na kwarantannę może skierować tylko sanepid. Dzisiaj jestem na ostatnim dniu kwarantanny, nie miałam żadnego kontaktu ze strony sanepidu, mimo, że prosiłam o to kilka razy. Nie odwiedzała mnie policja, dalej nie mam dostępu do aplikacji.

Trzeba być zdrowym, aby chorować w tym kraju.

słuzba_zdrowia

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 84 (106)