Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

morgoroth

Zamieszcza historie od: 5 lipca 2012 - 13:03
Ostatnio: 5 września 2018 - 21:39
  • Historii na głównej: 5 z 7
  • Punktów za historie: 2814
  • Komentarzy: 38
  • Punktów za komentarze: 175
 

#83022

(PW) ·
| Do ulubionych
Odbyłam ja podróż życia. Po 10 latach marzeń i dążenia do realizacji, ogarnięciu papierkologii, wyciągów bankowych, rachunków, formularzy, świadectw i referencji dostałam roczną wizę studencką do Australii. Ponieważ z racji pracy nie byłabym w stanie ogarnąć tematu sama, to we wszystkim pośredniczyła agencja. I niby nic w tym piekielnego, a jednak.

Aby wjechać na teren Australii trzeba mieć czyste konto. A mój mąż, kiedy był młody i głupi, dostał wyrok w zawieszeniu. W momencie ubiegania się o wizę było już kilka lat od zakończenia zawiasów.

Nasza agencja prosiła, by do formularza o wizę który oni jeszcze sprawdzą, napisać jak było faktycznie, więc napisaliśmy.
Przy wjeździe na teren Australii z kolei trzeba wypełnić ponownie formularz celny w którym jest to nieszczęsne pytanie o karalność. Wypełniliśmy tak, jak dla agencji i, co nietrudno przewidzieć, zostaliśmy zatrzymani. Okazało się, że agencja słowem nie wspomniała o wyroku, i oni w sumie nie powinno nas wpuścić. Za szybą miałam to, o czym marzyłam 10 lat i mogłam tego nigdy nie doświadczyć. Długo przekonywaliśmy celniczkę jak sprawa się ma faktycznie i Pani, zaznaczając że jest to tylko jej dobra wola, wypuściła nas z lotniska.

Dzwonię do agencji z pytaniem, czemu nas nie poinformowali o usunięciu czegoś z naszego formularza i czy wiedzą, czym to się mogło skończyć.

Odpowiedź: a... Jakoś tak wyszło.

Aha…

Edit: Mężowi wyrok się zatarł, nawet zaświadczenie o niekaralności miał, jednak agencja kazała nam wpisać mimo to dane do formularza którzy oni później przejrzą. Tak zrobiliśmy i tak samo wypełniliśmy dokumenty w samolocie, wierząc agencji. Błąd.

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 181 (197)

#76732

(PW) ·
| Do ulubionych
Zima atakuje i wie o tym każdy, kto ma okno. Z racji nawału śniegu, deszczu, mrozu i chwilowego ocieplenia zaczął się sezon na złamania, zwichnięcia grypę i niestety - Znieczulicę.

W moim rodzinnym mieście przysypało wczoraj tak, że co chwila trzeba było łapać za łopatę i czyścić chodniki, żeby w ogóle można było po nich chodzić. Wysłałam więc męża, by po odśnieżeniu naszej posesji poszedł i pomógł sąsiadowi. Starszy Pan, o lasce, ostatnio w kiepskiej formie, bo miesiąc temu stracił żonę. Mąż poszedł, wysłał sąsiada do domu i odgarnął śnieg ze wszystkiego w okolicy. W nagrodę dostał czekoladę bo "Taki dobry chłopak" (próbowaliście kiedyś wykręcić się, że nie trzeba czekolady bo to obowiązek/sąsiedzka przysługa? Na starszych ludzi to nie działa). Sąsiad podzielił się też historią sprzed kilku dni:

Mamy na osiedlu sklep samoobsługowy. Po drodze do sklepu hałdy śniegu i błota. Sąsiad idąc powoli o lasce poślizgnął się i zaliczył upadek. I NIKT, nawet ludzie którzy widzieli jak się wywraca, nie pomógł. Wszyscy odwracali głowy i omijali go szerokim łukiem. Wszyscy się znają, bo to osiedle domków, a sąsiad jest człowiekiem, że póki mógł, to pomagał wszystkim.
Wstał sam po dość długim czasie. Na szczęście nic nie złamał, ale dość mocno się poobijał.

Czy ludzie nie mają babć/dziadków/starszych rodziców? Czy pomoc to jest teraz wpis do akt sądowych albo plama na honorze?

Życzę wam całych kończyn i ludzkiego zainteresowania, bo zima jeszcze długa.

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 238 (254)

#63440

(PW) ·
| Do ulubionych
Krótka historia o Poczcie Polskiej i przesyłkach.
Czytam namiętnie i w ilościach hurtowych. Ponieważ kupowanie książek w księgarniach (nawet internetowych) byłoby zbyt dużym obciążeniem, to często przez internet kupuję książki używane. We wrześniu też mi się zdarzyło. Książka zamówiona, opłacona, wysłana. Listem ekonomicznym, bo taniej a nie zależało mi na czasie.

Przesyłka dotarła o czasie. Ponieważ nikogo nie było w domu a listonoszowi najwyraźniej nie chciało się wystawić awizo, wrzucił książkę przez płot i zostawił. Metr od furtki. Na deszczu. Książkę znalazłam po kilku godzinach na deszczu kiedy wracałam do domu. Pilnował jej mój kot. Bogu dzięki wysyłający tak opakował, że nie zmokła.

Ale wiecie, co oprócz nieodpowiedzialnego listonosza jest piekielne? To, że gdy zadzwoniłam ze skargą argumentując, że jak coś się nie mieści do skrzynki to nie oznacza, że można to tak potraktować i że była to książka i gdyby nie dobre opakowanie byłaby niezdatna do użytku. I wiecie co usłyszałam?

"No przecież Pani nie zamokła to o co Pani robi aferę? Boże, jacy Ci ludzie są upierdliwi! Dostała paczkę i jeszcze źle!" - i rzuciła słuchawką.

Cóż. Zamiast jednej skargi odstali dwie.

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 513 (569)

#53351

(PW) ·
| Do ulubionych
Jakiś czas temu zagnało mnie na pocztę, celem dokonania wpłaty na konto uniwersyteckie. Na dworze upał albowiem trwała fala gorąca, ale poczta klimatyzowana. W każdym okienku sympatyczna Pani, do każdego okienka mniej więcej 1 osoba. Siadam przy stoliku, wypełniam blankiet i słyszę rozmowę dobrze ubranej starszej pani czyli [K]lientki i [P]ani z okienka.

[K]: Kartkę na urodziny chcę.
[P]: Tutaj są wystawione proszę, proszę sobie wybrać.
[K]: Same brzydkie macie (za duże/małe/różowe/proste/ kolorowe itp). Innych nie macie?
[P]: Proszę chwileczkę poczekać, sprawdzę na zapleczu.

I wyszła. Na jakieś 30 sekund. Po 10 sekundach klientka wpada dosłownie w szał, zaczyna krzyczeć i sama się nakręca.

[K]: Gdzie pani jest? Jak długo można szukać? Co to za beznadziejna poczta? Co za ludzie tu pracują? A może z takim statusem to nie ludzie?
[P2]: Proszę nie krzyczeć. Koleżanka poszła poszukać dla pani innej kartki.
[K]: Proszę nie zwracać mi uwagi! Wszystkie kartki powinniście mieć tutaj, żebym ja je mogła obejrzeć! Gówno nie poczta! Wszystkich was powinni wypieprzyć!

Wraca pracownica.
[P]: Mamy jeszcze takie kartki, proszę. Może którąś z tych?
[K]: Te są wcale nie lepsze! Badziewie! Ludzi chcecie naciągać! Porządnych, nie to co ten motłoch tutaj! Barachło tu pracuje i barachło kupuje!
[P]: Rozumiem, że kartki się pani nie podobają?
[K]: W dupę sobie wsadź te kartki!

I wyszła.

Ja rozumiem, że upał - ale serio?

poczta

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 845 (883)
zarchiwizowany

#44749

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Czytając historię użytkownika Atrea przypomniała mi sie historia "znajomego". Historia ta pokazuje, że jak się jest baranem, to lepiej kolejnych zwierzaków w domu nie mieć.

Mieszkam na osiedlu domków jednorodzinnych. Jak wielu mieszkańców miałam psa, dalmatyńczyka (miałaa, ale niestety młodo musieliśmy uśpić z powodu choroby). Piękna bestia. Sąsiadka naprzeciwko miała kundelka, a jej sąsiad.. No właśnie. Facet miał owczarka.. Pies trochę źle ułożony, ale nigdy nie był agresywny dla ludzi spacerujących po chodniku. Pilnował terenu, zaszczekał- tyle. Ale Panu widać owczarek nie wystarczył. Owy Pan kupił sobie amstaffa. Nie pochwalam, bo jak ktoś nie ułoży dobrze owczarka, to z amstaffem tym bardziej sobie nie poradzi. A ten pies sprawiał problemy- szczekał, warczał, usiłował przez siatkę pogryźć każdego, kto przechodził chodnikiem (koło posesji Pana chodnik jest wąski). Któregoś dnia usłyszeliśmy straszne piski sąsiadkowego kundelka. Amstaff, korzystajac z dużych oczek w siatce oddzielającej od siebie posesje, odgryzł kundelkowi kawał ogona. Straż nie wezwana, sprawa załatwiona między sąsiadami (nie wiem jak). Ale psu mało, a przecież głupi nie był. Zorientował się, że kiedy skacze na siatkę, ta się wybrzusza i unosi. A co jest fajniejszego od wizji wolności i życia na czymś większym niż niewielkie cementowe podwórko? Praktykował więc ów amstaff radosne skoki na siatkę. Na nic były prosby do sąsiada o zainstalowanie dobrego ogrodzenia, tym bardziej że tą drogą do szkoły chodzą dzieci. On jest wielki zamożny PAN i nie zmieni bo mu "chołota" rządzić nie będzie.
Pies "na szczęście" siatki nie przedziurawił.
Bo któregoś dnia zaatakował znajomego mojej siostry, który akurat z naszym psem byl na spacerze (pies wybiegł na ulicę przez otwarta bramę). Amstaff najpier rzucił się na naszego psa. Nasz pies w kagańcu, szansy obrony nikłe. Znajomy tamtego psa kopnał i władował w oczy gaz pieprzowy- cały (przezorny nosił ze sobą). Psa udało się matce właściciela wtargać za bramę.
Efekt?
Nasz pies miał traumę i wygryziony kawał ogona, poszarpane uszy. Znajomy- poszarpaną nogę i zastrzyki przez dwa tygodnie. Straz miejska wezwana.
Matka właściciela tłumaczyła się "ale to taki łagodny piesek, on by nigdy nikomu krzywdy nie zrobił". I prosiła że nam zapłaci byleby nei zgłaszać. O co tak naprawdę chodziło? Pies nie był szczepiony. Nigdy. Bo on w domu siedzi to nie musi...

Pies zniknął nagle chwilę po tym wypadku. I tylko owczarek biega i szczeka, bo stał sie agresywny od chwili pojawienia się amstaffa w domu. Oby nie próbował skakać na siatkę...

osiedle domków pies

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 125 (153)
zarchiwizowany
Praca w kinie to róg obfitości piekielnych. Z reguły piekielność związana jest z zakupem biletów, okazaniem biletów i tym nieszczęsnym wizytowaniem toalet znajdujących się za bramkami. I tym razem znów będzie o toalecie.

W kinie jest taka zasada, że pracownik z działu Obsługi Widza może pełnić różne funkcje, w zależności od rozpiski w grafiku. Jedną z takich funkcji jest wypuszczanie ludzi po seansie z sali. Stoi taki pracownik przy części prowadzącej na zewnątrz kina i pilnuje, żeby nikt nie wychodził na hol. I tu się pojawia problem złośliwego ludzkiego pęcherza który w momencie zakończenia filmu bardzo wdaje się widzom we znaki. A zasada kina jasna: po skończonym seansie klient nie może skorzystać z toalety wychodząc do holu, tylko musi wyjść z kina i ew. wejść jeszcze raz za bramkę okazując bilet z odbytego seansu. Oczywiście są ludzie z tego zwolnieni (niepełnosprawni,kobiety ciężarne i rodzice z małymi dziećmi).Mało komu się to podoba, ale z reguły ludzie się podporządkowują. Przepis ten można troszkę objeść tj. jeśli podejdzie do nas po seansie klient i powie że on musi do łazienki, to jest możliwość by wyszedł razem z nami. Warunek: to ma być jeden klient a nie cała chmara...
I o tym historia.

Seans skończony. Zapala się światło więc staje przy schodach. Większość ludzi dopiero zaczęła wstawać z foteli, a już po schodach biegnie jakaś kobieta.
[J]a:Przepraszam, ale po seansie trzeba wyjść na zewnątrz kina
[K]obieta: Ale ja muszę do toalety!
[J]a: W takim razie musi Pani wyjść na zewnątrz kina, wejść do kina 2 raz, pokazać bilet i wtedy może Pani skorzystać z toalety
[K]: Ale ja muszę! Niech się odsunie!
[J]: Przepraszam, ale takie są przepisy...
[K]: Ale muszę!
[J]: Dobrze, pozwolę w takim razie wyjść Pani na hol, ale musi Pani poczekać, aż wszyscy widzowie opuszczą salę
[K]: dobrze
Oj... coś za łatwo się poddała. Ale ok, połowa ludzi już zdążyła wyjść. W tym momencie do [K] podeszły 3 koleżanki
[koleżanki(k)]:Dokąd idziesz?
[K]:czekam do toalety
[k]:My też chcemy!
[J]: Przepraszam, ale nie mogę pozwolić na to tylu osobom...
Słowna przepychanki trwały trochę czasu, ludzie zaczynają ociągać się z wyjściem przyglądając się scenie, ale one ani myślały ustąpić. Wreszcie tak! Idą! Idą sobie! Odpuściły! Uffff. Za łatwo by było...
[K]: A w trakcie filmu można wyjść?
[J]:tak
[K]:Są napisy, czyli film trwa. Ja się nie będę kłócić. Z drogi!
Starałam się zagrodzić drogę albo chociaż zaoponować słownie. Ale kobieta choć mojego wzrostu, to szersza ode mnie razy 3 (a nie jestem chucherkiem). Staranowana konkretnym pociągnięciem "z bara" i solidnie przydeptana wylądowałam na ścianie. Bogu dzięki, ludzie nagle zaczęli szybko wychodzić więc po chwili sala opustoszała.

Kochamy wielkopańskich klientów którzy nie są w stanie zrozumieć, że to nie pracownik ustala przepisy. A wiecie, co najbardziej wkurza? Że szefostwo zawsze przyzna racje klientowi. A ja i tak dostałam wpiernicz. Że obeszłam przepis i wypuściłam kobietę. Bilans: siniak na łopatce i obojczyku, pęknięty paznokieć u stopy i opiernicz szefostwa. Kochamy takie dni, jak tamten...

kino

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 86 (138)

#34989

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracowałam swojego czasu w kinie na dziale Obsługi Widza. Praca polegała na sprawdzaniu biletów na bramkach, ogarnianiu holu, wypuszczaniu ludzi z seansu i sprzątaniu sal zanim zaczną się kolejne filmy.
Praca prosta i z reguły przyjemna. Z reguły...

Historia miała miejsce, gdy któregoś dnia stałam na bramce. Ruch nieduży, mimo iż jedna bramka ma "pod sobą" 5 sal. Czasem ktoś przyjdzie z biletem, czasem ktoś do toalety. I tutaj chciałabym coś wyjaśnić. Kino jest połączone z bardzo dużym obiektem handlowym. Wszystkie toalety w kinie znajdują się za bramkami, pomiędzy salami. Wejść do nich mogą widzowie z biletami na seans, lub z biletami na seans który właśnie się skończył (po seansie wychodzi się na zewnątrz - jest zakaz wypuszczania gości z powrotem na hol za bramką, bo kiedy jest dużo ludzi, nie ma szans upilnować czy ktoś faktycznie idzie do łazienki, czy wchodzi bezprawnie na inny seans). Wszyscy, którzy nie posiadają biletu, muszą udać się do toalet znajdujących się z centrum handlowym. Taki przepis. Zwolnione z niego są tylko kobiety w ciąży i małe dzieci.

Wracając do historii - stoję na bramce, ruch praktycznie żaden. W pewnym momencie podchodzi do mnie [D]ziewczynka. Na oko 5 lat, uśmiechnięta. Opiekuna brak ale może jest przy kasach albo w kawiarni na górnym poziomie kina. Dziewczynka uśmiecha się jeszcze szerzej i pyta:
[D}: Przepraszam, czy ja mogę wejść do toalety?
Uśmiecham się szeroko, bo lubię małe dzieci (zwłaszcza te grzeczne) ale zanim zdążyłam się odezwać z mroku wyłania się Piekielna mamuśka [PM]. Leginsy w panterkę, obcisły golfik, solarka i makijaż odpustowy. No i obowiązkowe kozaczki. Nabiera wdech i..
[PM]: I czego się k****a pytasz? Te ch**e są od tego, żeby cię wpuścić, a nie się o pozwolenie prosisz! Za to im k***a płacą!

Przyznam się szczerze - zamurowało mnie. Dziecko spojrzało się na matkę ze łzami w oczach, spuściło główkę i smętnie powlokło się do toalety. Zwróciłam kobiecie uwagę, żeby nie krzyczała i mała i tak by weszła do toalety. Komentarz?
[PM]: Ja k***a płacę, to wymagam!

A czy pracownik może wymagać odrobiny kultury?

kino

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 826 (874)

1