Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

niepodam

Zamieszcza historie od: 19 września 2018 - 8:51
Ostatnio: 22 września 2022 - 8:37
  • Historii na głównej: 40 z 41
  • Punktów za historie: 4749
  • Komentarzy: 315
  • Punktów za komentarze: 1612
 

#89693

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Przypomniały mi się praktyki pewnej firmy, które mogę określić chyba tylko jako "chiński chłyt marketingoły".

Dobre parę lat temu kupiłem wąż prysznicowy firmy D. Na opakowaniu polska flaga, napis "Polski producent" i drugi - "10 lat gwarancji". Trochę mi mina zrzedła, gdy po przyniesieniu do domu doczytałem drobny druczek - "Made in PRC". No ale dobra, konkurencyjne węże też były chińskie.

Wąż działał przez 5 lat po czym zaczął cieknąć. Kupiłem nowy, innej firmy i w innym sklepie. Ale zanim wyrzuciłem ten cieknący przegrzebałem teczkę z gwarancjami i znalazłem zarówno paragon jak i ten nieszczęsny kartonik z napisami "10 lat gwarancji", "Polski producent" i "Made in PRC". Wrzuciłem całość do bagażnika, pojeździło parę tygodni aż w końcu było mi po drodze do marketu budowlanego, gdzie toto nabyłem.

No i tu wychodzi ile jest warte te 10 lat gwarancji: sklep ma cokolwiek do tego przez 2 lata, po tym czasie wchodzi gwarancja producenta. A więc musiałbym na własny koszt odsyłać wąż do producenta, a ten odda mi pieniądze (bez kosztów wysyłki), przyśle nowy wąż lub spuści mnie na drzewo.

Wąż kosztował 35 zł. Wysyłka kosztowałaby mnie z dychę jak nie lepiej. Stwierdziłem, że szkoda zachodu i wyrzuciłem całość do śmieci.

Pokieruj wodą

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 86 (100)

#89611

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Wspominam sobie mój remont generalny sprzed 4 lat i przypomniało mi się, jak to wybieraliśmy z żoną drzwi.

Uparłem się na drzwi drewniane, ostatecznie fornirowane. Zawsze mi się takie marzyły, na poprzednim mieszkaniu mieliśmy sosnowe z marketu (własnoręcznie szlifowałem i lakierowałem), więc stwierdziłem, że sorry, idziemy ze standardem w górę nie w dół, na MDF się nie godzę. Żona ustaliła budżet - bo znając mnie wziąłbym to, co mi się podoba nie patrząc na koszty ;).

Zaczęliśmy od Salonu Drzwi, który był najbliżej. Obejrzeliśmy to, co na wystawie - spodobały mi się drzwi firmy A. Pytam panią sprzedającą o te drzwi - niestety, firma A miała tyle zamówień, że robi w tej chwili tylko drzwi dla klientów instytucjonalnych. Ja potrzebuję 5 sztuk, nie 100, więc nawet nie przyjmą zamówienia.

Pani może mi zaproponować drzwi firmy B. Fornir 0,8mm, pod spodem MDF. Patrzę na to, co na wystawie, podoba mi się średnio. 0,8mm drewna to też nie to, co bym chciał. Bo z drewnianych to ma jeszcze firmę C, ale to droooogo, strasznie drooogo, nawet nie mówię ile.

- Ale co się pan tak uparł na to drewno? MDF też jest ładny, prawie nie widać różnicy.
- Chodzi mi też, że jak coś się zarysuje to na drewnie tak nie widać... - już nie wspominam, że ja różnicę widzę.
- Ale to są bardzo wytrzymałe okleiny!
Biorę wzornik i próbuję zarysować paznokciem.
- Śrubokręt panu dać? - pyta pani, po czym bierze nożyczki i jedzie po wzorniku. Zostaje biała szrama, a pani opada szczęka.

- ...to są takie pasty, to można zapastować... - próbuje jeszcze pani.

Wychodzę.

W kilku następnych salonach sytuacja podobna - albo firma B lub podobna z 0,8mm forniru albo C, ale to droooogo, nawet nie liczymy ile.

W końcu trafiamy do salonu drzwi pana Edzia. Gdybym tam nie przejeżdżał to po googlach w życiu bym nie znalazł, bo google tego nie pokazuje. "Salon" wygląda tak, że mam ochotę wyjść od razu - barak z obłażącym szyldem, w środku ciemno. Marki drzwi dwie - w tym C co wszędzie są droooogo.

Pan Edzio spytany o drzwi drewniane mówi że owszem, ma, firmę C. I nie mówi, że drooogo, mówi policzymy. Tu rabat producenta na ten kwartał, tu rabat bo 5 sztuk, poza tym to droooogo to już ma wliczoną cenę ościeżnicy... i robi się drożej o stówkę od drzwi firmy B gdzie indziej, w każdym razie w budżecie. Drzwi zamówiłem, są piękne, literka C użyta nieprzypadkowo.

Ja rozumiem, że każda sroczka swój ogonek chwali, ale bez przesady...

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 170 (184)

#89579

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Przeczytałem odgrzewaną historię o meblach kuchennych i mi się przypomniało, jak to moje meble kuchenne były montowane.

Pierwszego dnia panowie po 10 godzinach walki zmontowali moją kuchnię, któreś drzwiczki im się obiły w transporcie więc zapowiedzieli doróbkę za tydzień. Ale zlew i sprzęty można podłączać.

Mój hydraulik/gazownik następnego dnia przyjechał podłączać sprzęty. Okazało się, że panowie mając zarówno zlew jak i płytę gazową w rękach wycięli otwór pod zlew o centymetr za duży, ale za to, w ramach rekompensaty, otwór pod płytę gazową o centymetr za mały. O ile otwór w blacie poszerzyć się dało bez problemu, to już z tym pod zlew "zabawa" zajęła ze 3 godziny. Gdy po tygodniu powiedziałem o tym montażyście stwierdził, że to niemożliwe, on przecież mierzył.

Pod zlewem zażyczyłem sobie szufladę wysuwaną na kopnięcie - czyli servodrive od Bluma. Po tygodniu użytkowania wyszło, że ustrojstwo działa jakoś 7 razy na 10, a sama szuflada wydaje z siebie "łiiiiii".

Reklamacja.

Przyjechał monter - inny niż montował całość u mnie. Stwierdził, że szuflada jest lekko krzywa, tył jest niedokręcony no i prowadnice do wymiany. Tył dokręcił. Prowadnic na wymianę ze sobą nie ma, przekaże szefostwu, przeprosił i zapowiedział się za tydzień.

Szuflada dalej robi "łiiiiiii" i wysuwa się 7 razy na 10.

Tydzień później - przyjechał monter, który montował u mnie kuchnię. Stwierdził, że szuflada jest jednak prosta ale prowadnice do wymiany owszem, są. Ale on prowadnic nie ma ze sobą. Przyjedzie za tydzień.

Tydzień później - przyjechał jeszcze inny monter, tym razem z prowadnicami. Stare okazały się być zawalone pyłem - prawdopodobnie po wieszaniu górnych szafek. Szuflada przestała robić "łiiiiiii" i zaczęła wysuwać się za każdym razem. Kwestii jej prostoty nie drążyłem.

Jakoś po roku od zdarzyło mi się mocniej pociągnąć za uchwyt od szuflady pod piekarnikiem. Szuflada się wysunęła, ale front został mi w rękach. Czemu?

Panowie montażyści mieli trochę za krótkie wkręty. Wkręty te wyrwały kawałek frontu od wewnętrznej, niewidocznej strony płyty (szuflada nie "systemowa" tylko ze względu na wymiary zwykła, na prowadnicach kulkowych). Przykleili więc front na taśmę dwustronną, wkręty wkręcili na pałę dla niepoznaki i pojechali w siną dal.

Doprowadzenie tego do stanu używalności zajęło mi jakieś 15 minut i wymagało ode mnie tak zaawansowanych narzędzi jak wiertarka i większe wiertło do wykonania fazki (dla nie mających totalnie pojęcia o stolarce - wokoło otworu, przez który przechodzi wkręt wierci się większy, płytki, w którym chowa się łeb tego wkręta, przez co wkręt bardziej wystaje z drugiej strony).

Po roku zaczął się też blokować front od zmywarki w połowie otwierania. Ale nie za każdym razem, tak średnio 1 na 5 otwarć miałem z wyraźnym oporem, który trzeba pokonać. W końcu znalazłem problem - panowie zamontowali front na 2 z 4 wkrętów przewidzianych przez producenta, więc po otwarciu front zaczął lekko odstawać. A jak przy zamykaniu nie przyległ na czas do zmywarki to haczył o listwę maskującą.

www.piomeb.eu

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 169 (173)

#89526

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Kontynuacja https://piekielni.pl/89458 .

Mama złożyła w banku reklamację na pobrane opłaty - za powtórne wydanie karty, za brak transakcji kartą, za coś tam jeszcze. Zażyczyła sobie dostać odpowiedź na maila - nie ma takiej możliwości, można wysłać SMSem. OK.

SMSa ani maila do dziś ni widu ni słychu, za to jest przelew przychodzący na koncie.

Parę dni później - telefon. Pan dzwoni z ankietą o satysfakcji klienta z obsługi. Moja matka pierwsze co to opisała nieszczęśnikowi całą sytuację. Ankieter wysłuchał i odpalił skrypt:

- W skali od 0 do 10 jak bardzo jest pani zadowolona z usług banku?
- Zero.
- Ale dlaczego?
- Przed chwilą panu powiedziałam.
- Rozumiem. W skali od 0 do 10 jak prawdopodobne jest że poleci pani nasz bank rodzinie i znajomym?
- Zero.
- Ale dlaczego?
- Przed chwilą powiedziałam!

...

Przy piątym pytaniu "dlaczego" moją matkę szlag trafił i się rozłączyła.

bank klient

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 176 (192)

#89458

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Moja mama, lat 70, konto w banku założyła w 1994 roku. Bank w międzyczasie został wchłonięty przez inny bank, ale można uznać, że jest stałym klientem od 25 lat. Coś koło roku 1998 do konta dostała pierwszą kartę debetową. Z karty od tego czasu aktywnie korzysta.

Miesiąc temu karta przestała działać. Mama podreptała więc do oddziału banku. Okazuje się, że karta straciła ważność. Ale gdzie jest nowa?

Nowa ponoć została wysłana - listem zwykłym, jak to zwykle bywa. List nie doszedł. Pani w okienku zamówiła nową kartę ponoć z adnotacją PILNE, zablokowała tą wydaną, przeprosiła. Zasugerowała płacenie BLIKiem. Ilu znacie 70-latków ogarniających BLIKa?

Przesyłka z banku przyszła tydzień później w czwartek i zawierała nową kartę. Od nowości zablokowaną.

Robi się problem, bo we wtorek rano mama jedzie na wakacje.

Po awanturze w oddziale banku mama dostała kubek termiczny i obietnicę wysłania nowej karty kurierem, który miał ją dostarczyć najpóźniej w poniedziałek.

W poniedziałek kurier oczywiście się nie pojawił. Mama na wakacje pojechała z gotówką.

Po powrocie znalazła kartę w skrzynce na listy, wysłana listem zwykłym. Kuriera można włożyć między bajki. Wróciła w sobotę, więc w poniedziałek rano podreptała do bankomatu (przy oddziale banku, żeby w razie problemów od razu składać reklamację) kartę aktywować.

Wisienka na torcie: w bankomacie skończyły się pieniądze.

Karta na szczęście tym razem działa.

edit, bo zapomniałem: bank nie zapomniał natomiast pobrać opłaty za wydanie kolejnej karty - zawrotne 50 gr, więc szkoda pisać pism z odwołaniem, ale niesmak pozostaje.

Santander

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 157 (165)
zarchiwizowany

#89405

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia https://piekielni.pl/89399 przypomniała mi następującą sytuację:

Ponad 10 lat temu, gdy o RODO jeszcze się nikomu w Polsce nie śniło, kupowałem garaż. Wiadomo - garaż też nieruchomość, więc umowa musi być spisana u notariusza.

Znalazłem panią notariusz która była niedaleko mnie i miała niskie stawki. Wysłałem mailem dane garażu i skany dowodów osobistych - mój, żony, sprzedającego.

Pani przygotowując akt pomyliła moje imię.

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -6 (26)

#89397

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Jak myślicie, ile trwa budowa przejścia dla pieszych? Dla utrudnienia - wyjściowo na środku jedni jest wysepka, na której jest trawnik.

Stawiałem, że dwa-trzy tygodnie. O jak bardzo się myliłem.

Na początku kwietnia przy miejscach parkingowych wzdłuż ulicy pojawił się znak zakazu zatrzymywania się i postoju z tabliczką, że ma obowiązywać od bodajże 11 kwietnia. W dniu tym pojawiło się kilku panów, otoczyli biało-czerwoną taśmą 5 miejsc parkingowych (w tym 2 wciąż zaparkowane samochody) i punkt 8 rano zafundowali mieszkańcom pobudkę za pomocą młota pneumatycznego. Ostatni samochód zniknął z miejsca z zakazem następnego dnia.

Po tygodniu pobudek o 8 rano (głośne prace, jak w Dniu Świra, trwały max do 9) robotnicy przestali się pojawiać. Przez ten tydzień rozryli jedno miejsce parkingowe. Po kolejnym tygodniu kilka osób stwierdziło, że walić taki zakaz i zaczęło znowu parkować. Znak ktoś odwrócił tyłem.

Zaraz po majówce znak wrócił, z datą zmienioną na 9 maja. Tym razem prace ruszyły z kopyta, oporni kierowcy wynieśli się "już" po tygodniu, ale 23 maja pasy były już pomalowane, chodniki wykostkowane, nowy kawałek trawnika wysiany a wszystko to otoczone barierkami ozdobionymi znakiem "zakaz ruchu pieszych". Znaki pionowe informujące o przejściu przekreślone profesjonalnie paskami z czerwonej taśmy izolacyjnej. Czyli czekamy na odbiór techniczny.

Przejście zostało otwarte w ten poniedziałek, 13 czerwca. Zostało kilka dziur po słupkach w trawniku, z których chyba połowę własnonożnie zakopałem, żeby mi pies po ciemku łapy nie złamał. A więc odpowiedź na pytanie z pierwszego zdania - bite dwa miesiące.

parking remont

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 87 (89)

#89371

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Znajomy kumpla ma działkę rekreacyjną. Na działce ma altanę.

Kupił sobie wypasionego grilla za parę stów i do tej altany wstawił.

Aby grill nie zmienił właściciela zamontował w altanie rolety przeciwwłamaniowe. Kolejne parę stów.

Po tygodniu zauważył na roletach ślady prób podważania. Kupił więc kamery.

Kamery z akumulatora działają nie za długo, ganianie co parę dni z drugim na podmiankę to też słaby sport. Zamontował więc solary na dachu.

Śmiejemy się, że taniej by było, gdyby mu tego grilla po prostu ukradli.

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 183 (201)

#89347

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Zachciało mi się zmieniać samochód. Uparłem się na konkretny model marki nie za popularnej w Polsce, w dodatku w bardzo konkretnej wersji wyposażenia. Moja żona dorzuciła dodatkowo wymaganie, że nie może być czarny.

Jak się łatwo domyślić poszukiwania trwały ładnych parę miesięcy - poprzedni samochód w pełni sprawny, więc nie spieszyło się nam. Ale ogłoszenia śledziliśmy z całej Polski nabierając przekonania, że większość egzemplarzy jest jednak czarna jak noc lub sprowadzana z USA w stanie powypadkowym.

Znalazłem ogłoszenie sprzedaży ładnie wyglądającego egzemplarza z Warszawy - ponad 3 godziny jazdy ode mnie. Jedno, co mi się nie podobało w ogłoszeniu to brak podanego numeru VIN - ale od czego jest telefon?

Sprzedawca odmówił podania numeru VIN, bo RODO. Bo ponoć po numerze VIN można jakoś dojść do danych poprzedniego właściciela, a oni są ekskluzywnym salonem zapewniającym swoim klientom dyskrecję.

Dodatkowo dowiedziałem się, że cena podana w ogłoszeniu obowiązuje przy kupnie samochodu za pośrednictwem ich oferty kredytowej. Chcę za gotówkę - muszę dodać 2%. Według pana ekskluzywnego sprzedawcy wszystkie ekskluzywne salony tak robią.

Cóż, samochód kupiłem 2 tygodnie później w mniej ekskluzywnym salonie będącym "tylko" oficjalnym dealerem marki.

samochód

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 117 (117)

#88908

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Sygnalizacja manewrów level MPK.

Jadę samochodem, przede mną przystanek autobusowy, a na nim autobus włącza lewy kierunek. Zatrzymuję się więc grzecznie.

Autobus stoi nadal, kierunek po chwili przestaje migać. Odczekuję parę sekund i pomału ruszam.

Gdy jestem na wysokości tylnej lampy autobusu widzę znów rozbłyskujący lewy kierunek. Staję.

Autobus stoi nadal, a gościu za mną miga mi długimi. Sprawdzam, czy w razie co kamerka nagrywa, ruszam.

Okazuje się, że kierowca włączył awaryjne i grzebie w schowku.

komunikacja_miejska

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 94 (112)