Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

niepodam

Zamieszcza historie od: 19 września 2018 - 8:51
Ostatnio: 30 czerwca 2022 - 12:16
  • Historii na głównej: 35 z 36
  • Punktów za historie: 4167
  • Komentarzy: 302
  • Punktów za komentarze: 1567
 
zarchiwizowany

#89405

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia https://piekielni.pl/89399 przypomniała mi następującą sytuację:

Ponad 10 lat temu, gdy o RODO jeszcze się nikomu w Polsce nie śniło, kupowałem garaż. Wiadomo - garaż też nieruchomość, więc umowa musi być spisana u notariusza.

Znalazłem panią notariusz która była niedaleko mnie i miała niskie stawki. Wysłałem mailem dane garażu i skany dowodów osobistych - mój, żony, sprzedającego.

Pani przygotowując akt pomyliła moje imię.

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -8 (22)

#89397

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Jak myślicie, ile trwa budowa przejścia dla pieszych? Dla utrudnienia - wyjściowo na środku jedni jest wysepka, na której jest trawnik.

Stawiałem, że dwa-trzy tygodnie. O jak bardzo się myliłem.

Na początku kwietnia przy miejscach parkingowych wzdłuż ulicy pojawił się znak zakazu zatrzymywania się i postoju z tabliczką, że ma obowiązywać od bodajże 11 kwietnia. W dniu tym pojawiło się kilku panów, otoczyli biało-czerwoną taśmą 5 miejsc parkingowych (w tym 2 wciąż zaparkowane samochody) i punkt 8 rano zafundowali mieszkańcom pobudkę za pomocą młota pneumatycznego. Ostatni samochód zniknął z miejsca z zakazem następnego dnia.

Po tygodniu pobudek o 8 rano (głośne prace, jak w Dniu Świra, trwały max do 9) robotnicy przestali się pojawiać. Przez ten tydzień rozryli jedno miejsce parkingowe. Po kolejnym tygodniu kilka osób stwierdziło, że walić taki zakaz i zaczęło znowu parkować. Znak ktoś odwrócił tyłem.

Zaraz po majówce znak wrócił, z datą zmienioną na 9 maja. Tym razem prace ruszyły z kopyta, oporni kierowcy wynieśli się "już" po tygodniu, ale 23 maja pasy były już pomalowane, chodniki wykostkowane, nowy kawałek trawnika wysiany a wszystko to otoczone barierkami ozdobionymi znakiem "zakaz ruchu pieszych". Znaki pionowe informujące o przejściu przekreślone profesjonalnie paskami z czerwonej taśmy izolacyjnej. Czyli czekamy na odbiór techniczny.

Przejście zostało otwarte w ten poniedziałek, 13 czerwca. Zostało kilka dziur po słupkach w trawniku, z których chyba połowę własnonożnie zakopałem, żeby mi pies po ciemku łapy nie złamał. A więc odpowiedź na pytanie z pierwszego zdania - bite dwa miesiące.

parking remont

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 81 (83)

#89371

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Znajomy kumpla ma działkę rekreacyjną. Na działce ma altanę.

Kupił sobie wypasionego grilla za parę stów i do tej altany wstawił.

Aby grill nie zmienił właściciela zamontował w altanie rolety przeciwwłamaniowe. Kolejne parę stów.

Po tygodniu zauważył na roletach ślady prób podważania. Kupił więc kamery.

Kamery z akumulatora działają nie za długo, ganianie co parę dni z drugim na podmiankę to też słaby sport. Zamontował więc solary na dachu.

Śmiejemy się, że taniej by było, gdyby mu tego grilla po prostu ukradli.

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 177 (195)

#89347

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Zachciało mi się zmieniać samochód. Uparłem się na konkretny model marki nie za popularnej w Polsce, w dodatku w bardzo konkretnej wersji wyposażenia. Moja żona dorzuciła dodatkowo wymaganie, że nie może być czarny.

Jak się łatwo domyślić poszukiwania trwały ładnych parę miesięcy - poprzedni samochód w pełni sprawny, więc nie spieszyło się nam. Ale ogłoszenia śledziliśmy z całej Polski nabierając przekonania, że większość egzemplarzy jest jednak czarna jak noc lub sprowadzana z USA w stanie powypadkowym.

Znalazłem ogłoszenie sprzedaży ładnie wyglądającego egzemplarza z Warszawy - ponad 3 godziny jazdy ode mnie. Jedno, co mi się nie podobało w ogłoszeniu to brak podanego numeru VIN - ale od czego jest telefon?

Sprzedawca odmówił podania numeru VIN, bo RODO. Bo ponoć po numerze VIN można jakoś dojść do danych poprzedniego właściciela, a oni są ekskluzywnym salonem zapewniającym swoim klientom dyskrecję.

Dodatkowo dowiedziałem się, że cena podana w ogłoszeniu obowiązuje przy kupnie samochodu za pośrednictwem ich oferty kredytowej. Chcę za gotówkę - muszę dodać 2%. Według pana ekskluzywnego sprzedawcy wszystkie ekskluzywne salony tak robią.

Cóż, samochód kupiłem 2 tygodnie później w mniej ekskluzywnym salonie będącym "tylko" oficjalnym dealerem marki.

samochód

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 114 (114)

#88908

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Sygnalizacja manewrów level MPK.

Jadę samochodem, przede mną przystanek autobusowy, a na nim autobus włącza lewy kierunek. Zatrzymuję się więc grzecznie.

Autobus stoi nadal, kierunek po chwili przestaje migać. Odczekuję parę sekund i pomału ruszam.

Gdy jestem na wysokości tylnej lampy autobusu widzę znów rozbłyskujący lewy kierunek. Staję.

Autobus stoi nadal, a gościu za mną miga mi długimi. Sprawdzam, czy w razie co kamerka nagrywa, ruszam.

Okazuje się, że kierowca włączył awaryjne i grzebie w schowku.

komunikacja_miejska

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 92 (110)

#83899

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Jakiś czas temu kupiłem ruderę... Znaczy mieszkanie do remontu totalnego. W końcu doczekałem się na ekipę remontową.

Sam remont idzie dosyć sprawnie, przyszedł czas na wybranie fugi.
Dostałem od majstra sugestię, jakich marek fugę mam kupić. No więc w markecie budowlanym przejrzeliśmy z żoną wzorniki, wybraliśmy kolor jaki nam się podobał.

Okazało się, że jesteśmy dziwni, że nam się ten kolor podoba, bo jest mało popularny i markety budowlane go od tego producenta nie sprowadzają.

Szukamy więc po Internetach. Najtaniej wyszło na Allegro - sprzedawca napisał, że jest to wyprzedaż.

Do fugi trzeba dokupić jeszcze silikon, którego ten sprzedawca nie miał - zamówiliśmy więc skądinąd.

No i przyszła w tym tygodniu fuga, przyszedł silikon. Niestety "kolor przykładowy" diametralnie inny na opakowaniach, mimo że nazwa i numer koloru ten sam.

Żona skontaktowała się z przedstawicielem producenta. Ten zasugerował, żeby sprawdzić datę ważności fugi i poinformował nas, że w tym opakowaniu produktów nie sprzedają od ponad 2 lat. A przy zmianie opakowania zmieniły się też kolory, mimo że nazwy i numerki zostały...

Najświeższa data na opakowaniu to 2008.

A zatem póki nie minęło 14 dni chcemy fugę oddać.

Żona napisała do sprzedawcy, że fugę zwracamy bo jest przeterminowana.

Facet odpisuje, że "była taka informacja w opisie". Ale jak bardzo chcemy oddać to możemy odesłać. Na swój koszt.

Jedyną informacją była ta, że jest to "wyprzedaż", ale stwierdziliśmy, że nie będziemy się z koniem kopać o 10zł.

Ale ale, facet brnie dalej - z racji tego, że to była "wyprzedaż", on odda nam kasę pomniejszoną o 10% prowizji Allegro.

Dzisiaj fugę odsyłam z formularzem odstąpienia od umowy i zakładam spór na Allegro.

janusze z Allegro

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 170 (178)

#88731

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Przypomniało mi się po przeczytaniu https://piekielni.pl/88724 .

Pracowałem w niewielkiej, "rodzinnej" firmie. "Rodzinność" polegała na tym, że w firmie pracowała (choć lepszym określeniem jest "była zatrudniona") też żona szefa, ale mniejsza z tym.

Pracowało mi się całkiem dobrze przez pierwszych kilka lat. Po tym czasie trochę zaczęło mi ciążyć, że szefu lubi wściubiać nos wszędzie, nawet w projekty, w których formalnie nie jest częścią zespołu.

Pewnego dnia miałem z nim jakieś spięcie, mówiąc szczerze - wkurzył mnie. Nie pamiętam, czym. Jakieś pół godziny później (jak średnio co pół roku) zadzwoniła rekruterka z firmy headhunterskiej, w której lata wcześniej zostawiłem swoje dane. Na ogół dziękowałem za zainteresowanie i mówiłem, że pracy nie szukam. Teraz postanowiłem porozmawiać.

Rozmowę przeszedłem, dostałem propozycję - dużo atrakcyjniejszą finansowo. Firma to średniej wielkości korporacja, ale ludzie wywarli na mnie bardzo dobre wrażenie. Wciąż się jednak wahałem, w końcu lojalność, rodzinna firma, wypracowana pozycja... Powiedziałem, że dam znać w piątek.

W środę klient (z USA) zażyczył sobie godzinnego spotkania o 19. Do pracy przyszedłem na 8. Powiedziałem swojemu managerowi, że sorry, nie będę siedział cały dzień w biurze. Manager na to, że spoko, on rozumie, w sumie to i tak on będzie gadał, a reszta się będzie nudzić.

A więc o godzinie 16 zbieram manatki i wychodzę. No ale po drodze mijam biurko szefa.
- Ty wychodzisz? Przecież o 19 masz spotkanie.
- Ustaliłem z managerem, że mnie nie będzie. Przepracowałem już dzisiaj 8 godzin.
- No ale jak to? Klient chce się spotkać, musimy o niego zadbać...
- Sorry, ja mam życie prywatne.
- Dobra, jutro i w piątek mnie nie ma, pogadamy w poniedziałek.

Na drugi dzień podpisałem umowę z nowym pracodawcą. W poniedziałek na rozmowę z szefem przyniosłem wypowiedzenie.

Dopiero w nowej firmie zrozumiałem, jak wiele drobnych rzeczy w tej małej firmie, chwalącej się rodzinną atmosferą było nienormalnych i patologicznych.

Teraz wiem, że trzymanie się tej firmy tyle lat to był naprawdę syndrom sztokholmski i strach przed zmianami.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 161 (171)

#88676

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Historia #88653 przypomniała mi sytuację sprzed paru lat.

Poranek, jadę samochodem do pracy. Zatrzymuję się na czerwonym świetle, przede mną stoi sobie czarna Skoda Rapid, czekamy na skręt w lewo.

Nagle po prawej mija nas rowerzysta, wjeżdża na czerwonym na skrzyżowanie, przecina 3 pasy w jedną stronę, mija wysepkę na środku i popindala w to lewo.

W tym momencie kierowca Skody włącza gwizdki i rusza za nim. Nieoznakowany radiowóz. Zatrzymują go jakieś 200 m dalej.

Na drugi dzień na stronie lokalnego dziennika pojawił się artykuł na ten temat. Pan rowerzysta tłumaczył się ponoć, że mandatu nie powinien dostać, bo to on ryzykuje.

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 145 (153)

#88636

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Historia https://piekielni.pl/88630 przypomniała mi:

Pracowałem kiedyś w firmie robiącej oprogramowanie wewnętrzne dla dostawcy usług internetowych. Program ten odpowiadał (między innymi) za włączanie i wyłączanie usług klientom.

W nowym wdrożeniu miał być bajer, że jeśli ktoś ma w systemie ustawioną datę wygaśnięcia umowy - system automatycznie zdezaktywuje mu usługę (wcześniej wszystko było ręcznie).

Wszystko przeszło przez testy wewnętrzne, klienckie i nadeszła noc wdrożenia. O godzinie 1 w nocy kolega odpowiedzialny za ten system dostał sygnał od adminów, że włączają nową wersję, patrzy więc w logi...

System zdezaktywował usługę jednemu użytkownikowi, drugiemu, trzeciemu... Zanim został awaryjnie wyłączony poszło około 300 dezaktywacji.

Okazało się, że system nie sprawdzał, czy data wyłączenia usługi nadeszła, tylko czy jest ustawiona w ogóle. Zaczął więc wyłączać usługi wszystkim, którzy mieli umowy terminowe.

Niestety tutaj nie wystarczyło przywrócić bazy danych. Wyłączenie i włączenie usługi polega na wysłaniu odpowiedniego sygnału do fizycznego urządzenia. Tyle dobrze, że system wypisywał co i komu faktycznie wyłącza. Ręczne przywracanie usług zajęło (już całemu zespołowi) resztę nocy.

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 160 (168)

#88620

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Przypomniało mi się po przeczytaniu https://piekielni.pl/88612 .

Kolega pracował kiedyś w serwisie samochodowym.
Pewnego zimowego dnia przyjechał do nich kumpel szefa - nazwijmy go Januszem. Lawetą. Z rozwalonym busem na pace.
Za chwilę mechanik dostał od szefa polecenie zmiany wszystkich czterech opon w tym busie na jakieś używane, ale jeszcze dobre.

Czemu tak?

Firma transportowa Janusza zatrudniła nowego kierowcę, młodego chłopaka z niewielkim doświadczeniem. Chłopak dostał busa na łysych oponach i trasę na Czechy. Przez góry. Zimą.

Co mogło pójść nie tak?

Nie wyrobił na którymś zakręcie, zatrzymał się na drzewie. Na szczęście obrażenia kierowcy niewielkie, bus natomiast skasowany konkretnie. Janusz natychmiast zajarzył, że gdy rzeczoznawca z firmy ubezpieczeniowej zobaczy, w jakim stanie są opony to o odszkodowaniu będzie mógł pomarzyć. No ale od czego jest kumpel - właściciel serwisu...

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 214 (220)