Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

niepodam

Zamieszcza historie od: 19 września 2018 - 8:51
Ostatnio: 13 listopada 2019 - 13:16
  • Historii na głównej: 9 z 10
  • Punktów za historie: 1186
  • Komentarzy: 25
  • Punktów za komentarze: 105
 
poczekalnia

#85596

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Od czasów, kiedy Jan Kobuszewski mówił Wiesławowi Michnikowskiemu, że ma drobnomieszczańskie nawyki, bo chce mieć "szczelne rurki, kafelki, duperelki, kraniki dywaniki" minęło 50 lat a niektórzy fachmani wciąż temu hołdują.

W moim starym mieszkaniu 30 letnie rurki przestawały już być szczelne, więc prosiło się o nowe, szczelne. No i do tego kafelki, duperelki, kraniki. Bez dywaników.

Jako, że sprawdzone ekipy miały terminy na za pół roku albo dalej - znalazłem kogoś na Fixly. Przyjechał szef ekipy, facet konkretny, termin mu się zwolnił więc może zacząć od zaraz. Przedstawił ofertę - ani podejrzanie tanio, ani mega drogo - standard rynkowy. OK, jedziemy z koksem.

Rurki wymienione, kafelki położone, do tego duperelki - czyli szafki - powieszone. Jakość wykonania na moje oko na 3+, czyli bez szału ale nie ma tragedii - kafelki położone całkiem prosto, aczkolwiek wycięcie pod gniazdko wygląda jak wygryzane zębami, kratka wentylacyjna uwalona silikonem, tego typu detale, do których można się czepić.

Czas na sprzątanie. Chcę wycierać przy szafce - jakiś uskok i silikon na kaflu. Co jest?

Ściągam szafkę, a tam...

Kafelek przy wierceniu się roztrzaskał. Po czym został lekko zaciapany silikonem i zasłonięty szafką.

Zrobiłem foty i wysłałem szefowi ekipy. Ten dzwoni z pytaniem co to jest? Toteż mówię. Umówiliśmy się na oględziny tragedii.

Facet przyjechał, obejrzał i zaczął pomstować na pracownika. Ponoć tamten to wieszał i nic mu nie powiedział, a po telefonie od niego się rozchorował. Oczywiście kafel mi wymieni na swój koszt, zobaczymy co z tego wyjdzie. Pracownik ponoć już w jego ekipie nie ma czego szukać.

Jak naiwnym trzeba być, żeby myśleć że nikt nigdy nie ściągnie tej szafki? A jak ściągnie to machnie ręką? Ja rozumiem, że się różne rzeczy mogą stać, ale to się mówi że sorry, będzie poślizg bo trzeba poprawić.

fachowcy

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 44 (54)

#85402

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracowałem swego czasu w pokaźnym korpo. Choć nie pracuję tam już z 5 lat, czasem wciąż pocztą pantoflową docierają do mnie wieści...

Za moich czasów co roku dla wszystkich była premia świąteczna rzędu 100-300zł w bonach, w zależności od stanowiska i stażu.
W zeszłym roku przed świętami przyszedł mail, że zamiast premii będzie prezent. Z prezentu można zrezygnować, w zamian za to kwota będąca równowartością tegoż, będzie przekazana na cel charytatywny.
Prezentem tym jest...

KUBEK TERMICZNY!!!

Śmiejemy się, że ci, którzy z niego nie zrezygnowali powinni dostać kubek z nadrukiem "NIECZUŁY SKUR***".

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 108 (128)

#85516

(PW) ·
| Do ulubionych
Wylosowana historia https://piekielni.pl/38466 przypomniała mi zdarzenie z lata.

Stoję w kolejce w markecie budowlanym, przede mną dwóch gości lat na oko 30-parę z dużym wózkiem załadowanym (chyba) kafelkami. Kafle skasowane, jeden wypchał wózek ze sklepu, drugi ma płacić. Kartą. Rachunek - ponad 1000zł.
- Poproszę PIN - pada standardowe pytanie ekspedientki.
- Eeeee... Dziewięć... - zaczyna facet
- PAN MI TEGO NIE MÓWI! Tu trzeba wpisać.
Facet wklepuje, odmowa.
- A to moment, bo to nie moja karta... - mówi robiąc krok w stronę drzwi.
- Nie no, pan mi stąd nigdzie nie idzie. Towar wyjechał, pan mi pójdzie i co, ja mam za to płacić? - zauważa przytomnie kasjerka. Ochroniarz w milczeniu przesuwa się w kierunku pana.
Pan wyciąga więc komórkę i dzwoni.
- Cześć. Pin do karty potrzebuję. Dzięki. Jeden, trzy...
- PAN TEGO NIE MÓWI! TU WPISAĆ! - przerywa kasjerka.

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 135 (143)

#85513

(PW) ·
| Do ulubionych
Zasłyszane, ale z dość pewnego źródła.

W pewnym dużym mieście, w ekskluzywnej dzielnicy, pewna pani X, od lat miała poniemiecką willę odziedziczoną po matce.
Pani X wynajęła w tej willi mieszkanie pani Y dobre 30 lat temu. Oczywiście wszystko na gębę, bo kto by tam jakieś podatki płacił.
W międzyczasie pani X podnajmowała w willi pokoje studentom, ale z racji, że nie bardzo było ją stać na ogrzanie tej chałupy, a co dopiero doraźne remonty - studenci szybko uciekali. Jedynie pani Y przynosiła co miesiąc opłatę za czynsz. Znacznie zaniżoną w stosunku do obecnych wartości rynkowych, bo "przecież na tyle się umawialiśmy". Gdy pani X po latach poszła po rozum do głowy i chciała zalegalizować wynajem - pani Y odmówiła, strasząc skarbówką. Podobnie reagowała na próby zakończenia najmu.

No i trwało to status quo do momentu, gdy pani X w końcu zdecydowała się willę spieniężyć. Mimo opłakanego stanu - kupiec znalazł się szybko.
Ale co z panią Y?
Według polskiego prawa, skoro pani Y mieszkała tam ponad 20 lat i ma na to świadków, nastąpiło nabycie praw do mieszkania przez zasiedzenie. Teraz pani X musi jej zapewnić mieszkanie zastępcze na swój koszt.

I teraz sam nie wiem, kto jest bardziej piekielny: pani X z januszowaniem na wynajmie i trzymaniem domu, na utrzymanie którego jej nie stać? Pani Y z odmową wyprowadzki, która teraz dostanie mieszkanie za darmo? Czy prawo pozwalające na takie akcje?

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 136 (166)

#85400

(PW) ·
| Do ulubionych
Przypomniało mi się podczas czytania https://piekielni.pl/85332
Zawsze uważałem jazdę z nogami na kokpicie w wykonaniu pasażera za skrajną głupotę. W zeszłym roku zobaczyłem, że może być gorzej...

Jadę sobie autostradą A2. Piękny, słoneczny dzień, toteż jazda z zimnym łokciem nie dziwi, choć osobiście nie praktykuję. Aż doganiam granatową Pandę i widzę wystawioną przez okno kierowcy... stopę. I to nie przez pasażera z tylnej kanapy, nie. Rudowłosa pani kieruje samochodem po autostradzie z prędkością ok 100km/h, wystawiając lewą, nieobutą nogę przez okno i opierając na lusterku.

Zdrowia i szczęścia życzę, bo na rozum za późno.

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 112 (118)

#85227

(PW) ·
| Do ulubionych
Zachciało mi się szklanych półek do szafki. Jako, że żadnego szklarza w okolicy nie kojarzę - skorzystałem z wujka Google.
Wujek G pokazał mi zakład szklarski w miarę blisko, ulica Piekielna 65. Wysłałem maila z zapytaniem o cenę, akceptowalna, takie coś to oni na poczekaniu wykonują. A więc jadę.

Adres Piekielna 65 znajduję bez problemu, tylko jest to klatka bloku mieszkalnego. Żadnego szyldu reklamującego szklarza. Obchodzę blok dookoła. Fryzjer jest, kosmetyczka jest, szklarza ni ma. Pytam ludzi - paaanie, jaki szklarz, tu nigdy żadnego szklarza nie było.
Odpalam wujka Google jeszcze raz. Wchodzę na stronę szklarza. No Piekielna 65 jak byk. Dzwonię zatem na numer ze strony, mówię że jestem na Piekielnej 65 i nie wiem co dalej.
- A skąd pan ma tą Piekielną?
- No z internetu...
- Aj panie, na internecie to same pierdoły wypisują. Anielska 65.
Drugi koniec miasta.

Puentą niech będzie, że na półkach zarobił ten, który miał na swojej stronie prawidłowy adres.

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 92 (110)

#85160

(PW) ·
| Do ulubionych
Idziemy sobie wczoraj z żoną i psem. Po drodze spotykamy panią z drugim psem podobnej wielkości, psiaki się przywitały, obmerdały, obwąchały, idziemy dalej mniej więcej w tym samym kierunku. Dochodzimy do placu zabaw ogrodzonego siatką, podbiega do nas pies sporo większy, ale przyjaźnie nastawiony. Merdu merdu, wąchu wąchu.
Po paru minutach znajduje się pan większej, jak się okazuje suczki. Siedzi sobie na placu zabaw, tyłem do płotu i gapi się w smartfona. Suczkę zawołał, ta siadła na zewnątrz siatki, za jego plecami. Oba psiaki ciągną do niej, suczka za chwilę wstaje i podbiega. I tak parę razy, pan woła suczkę odrywając jedno oko od smartfona, ona podbiega, nasze ciągną do niej, ona ciągnie do nich...
W końcu pan się odwrócił:
- Czy mogą państwo zabrać te psy? Ona ma cieczkę!

Czyli pan ma generalnie więcej szczęścia niż rozumu, bo o ile nasz pies jest prowadzony na smyczy, to ten drugi biegał luzem. Może i jestem psim seksistą, ale dotychczas myślałem, że to suki w cieczce się pilnuje jak się nie chce szczeniaków z przypadkowym ojcem. Ale najwidoczniej pan woli siedzieć za płotem i pilnować smartfona...

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 134 (146)

#83945

(PW) ·
| Do ulubionych
Kontynuacja https://piekielni.pl/83899 . W skrócie - kupiliśmy z żoną na Allegro fugę, okazała się 8 lat przeterminowana, facet łaskawie zgodził się na zwrot bez kosztów przesyłki z potrąceniem 10% wartości na poczet prowizji Allegro.

Fugę obfotografowaliśmy, wsadziliśmy w paczkę i odesłaliśmy skąd przyszła. Rozpoczęliśmy dyskusję na Allegro. Opisaliśmy sytuację. Sprzedawca najpierw zaczął od tego, że otrzymaliśmy z opóźnieniem bo jego pracownik się pomylił. OK, ale nie o to chodzi. Później - że produkt jest "zaznaczony jako wyprzedaż" i został "zakupiony od dystrybutora w PROMOCJI". No i dochodzimy do kuriozum pierwszego, cytat: "Tak jak w opisie podałem brak możliwości zwrotu , ponieważ towar potrafi być uszkodzony przez firmę transportową i wszystkie koszty pomimo reklamacji ponosiłem z tego powodu". A więc całe te zakupy w Internetach i zwroty to wg sprzedającego pic na wodę fotomontaż. Facet brnie w swoje, że on daje koszt towaru -10%, mamy brać i się cieszyć.

A więc klikamy "Poproś Allegro o pomoc" i czekamy. Cytujemy cały opis aukcji, gdzie jedynym słowem poza tekstem marketingowym producenta jest słowo "Wyprzedaż", ale za to powtórzone dwa razy, pytamy gdzie tu info że fuga jest przeterminowana. Wrzucamy foty numeru seryjnego zawierającego datę produkcji i fragmentu opakowania z info, że ważne toto jest 2 lata.

Allegro wkleja formułkę, że przysługuje nam prawo do reklamacji.

Do sprzedawcy nie dociera. Każe się "dostosować do pierwszego wysłanego e-mail" i pisze, że "żal do Świata pozostanie". Następnie informuje nas, że mogliśmy kupić drożej u konkurencji 2x2kg, skoro kupiliśmy 1x5kg znaczy że szukamy okazji. Znaczy godni pogardy chyba jesteśmy.

Prosimy Allegro o pomoc drugi raz. Allegro każe się rzeczowo odnieść do roszczeń reklamacyjnych.

Facet swoje - on oddaje koszt towaru -10%, bo zaznaczył "brak możliwości zwrotu".

Wyszukuję paragraf kodeksu cywilnego i po raz kolejny piszę, że fugę reklamuję a nie zwracam bez podania przyczyny więc zwrot kosztów przesyłki mi się należy. Informuję też, że fuga czeka w paczkomacie od dnia poprzedniego. "Poproś o pomoc Allegro".

Allegro przyznaje mi rację.

Facet jest uparty - jak się na paragrafy powołuję to mogę iść do sądu. On towaru nie odbierze gdyż już nie jest jego własnością.

Piszę do Allegro, że chcę skorzystać z programu ochrony kupujących.

Allegro straszy gościa nałożeniem ograniczeń na konto i każe mu odebrać towar.

Sprzedawca pisze kolejną epopeję o swych krzywdach, że kupione bez czytania, że to towar sypki a te kuriery uszkadzają i on zwrotów nie przyjmuje, przecież napisał że "towar kupujesz na własną odpowiedzialność", że sankcje nam powinni nałożyć bo nie czytamy co kupujemy... Towar przecież dobry, w dobrym stanie bo zapakowany fabrycznie. A on przecież nikogo do zakupu nie zmusza.

Powstrzymuję chęć odpisania, żeby kupił 10 letnie parówki w opakowaniu fabrycznym i się ich najadł. Wskazuję odnośnik do trackingu paczki.

Facet żąda pokazania daty ważności i twierdzi, że odesłane bez porozumienia z nim.

Pytam gdzie w opisie aukcji jest formułka o kupowaniu na własną odpowiedzialność i informacja, że towar jest o 8 lat przeterminowany? Piszę, że zdjęcia z terminem ważności ma. Pytam skąd wie, co jest w środku zapieczętowanego opakowania?

Allegro po poproszeniu o pomoc kolejny raz każe mu odebrać przesyłkę i informuje, że "Sprzedawca nie może ograniczać Kupującemu praw wynikających z przyjętych przepisów".

Facet znowu chce zdjęcia z datą produkcji. Wklejam jeszcze raz, opisuję gdzie tej daty szukać. On mi na to że daty tam nie widzi, on sprzedaje 50 sztuk miesięcznie i każdej sprawdzać nie będzie.

Wklejam zdjęcie jeszcze raz, datę zaznaczam czerwonym kółkiem skoro ma problemy z czytaniem ze zrozumieniem.

Sprzedawca stwierdza, że twierdzeniem o problemach z czytaniem ze zrozumieniem go obrażam i żąda formularza reklamacyjnego i paragonu. Twierdzi też, że to nie jest data produkcji. Nie i już.

Ha, paragonu albo w paczce nie było albo gdzieś wyleciał. Cytujemy więc regulamin Allegro że odesłanie paragonu nie ma wpływu na reklamację. Druczek reklamacyjny - żona miała w paczkę spakować, tak więc odpisaliśmy. Po czym przypomnieliśmy sobie, że miała spakować, ale zapomniała.

Facet chwyta się braku papierków jak tonący brzytwy i żąda ich dosłania.

Allegro po raz kolejny przypomina, że to jest reklamacja. Facet dalej żąda papierów. Dołączamy do dyskusji skan druczku. Gościu wciąż chce paragon. Wklejam odnośnik do decyzji prezesa UOKIK, że paragonu odsyłać nie trzeba.

Wiktoria!!! Sprzedawca stwierdza, że się o 90 zł nie będzie dłużej przepychał. Robi przelew - w tym samym banku. Odsyłamy mu 1,08 zł reszty i zamykamy dyskusję :),

Allegro stanęło na wysokości zadania, stawiało sprzedawcę do pionu w momentach, gdy odpływał od rzeczywistości. Facet próbował w międzyczasie dzwonić do mojej żony (zakup z jej konta), telefonu nie odebrała - stwierdziliśmy, że nic na gębę.

W pewnym momencie mieliśmy z tego już polewkę, niecała stówa a prawie tydzień zabawy.

Nauczka na przyszłość: w takiej sytuacji dyskusje od razu przez Allegro nie przez maila.

No i na koniec piekielność ze strony mojej ślubnej: stwierdziła, że komentarza mu nie wystawi, bo po co. Ja z jej konta wystawiać nie będę, próbuję ją przekonać, że po to, żeby innych ostrzec.

Janusze z Allegro

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 165 (173)

#83899

(PW) ·
| Do ulubionych
Jakiś czas temu kupiłem ruderę... Znaczy mieszkanie do remontu totalnego. W końcu doczekałem się na ekipę remontową.

Sam remont idzie dosyć sprawnie, przyszedł czas na wybranie fugi.
Dostałem od majstra sugestię, jakich marek fugę mam kupić. No więc w markecie budowlanym przejrzeliśmy z żoną wzorniki, wybraliśmy kolor jaki nam się podobał.

Okazało się, że jesteśmy dziwni, że nam się ten kolor podoba, bo jest mało popularny i markety budowlane go od tego producenta nie sprowadzają.

Szukamy więc po Internetach. Najtaniej wyszło na Allegro - sprzedawca napisał, że jest to wyprzedaż.

Do fugi trzeba dokupić jeszcze silikon, którego ten sprzedawca nie miał - zamówiliśmy więc skądinąd.

No i przyszła w tym tygodniu fuga, przyszedł silikon. Niestety "kolor przykładowy" diametralnie inny na opakowaniach, mimo że nazwa i numer koloru ten sam.

Żona skontaktowała się z przedstawicielem producenta. Ten zasugerował, żeby sprawdzić datę ważności fugi i poinformował nas, że w tym opakowaniu produktów nie sprzedają od ponad 2 lat. A przy zmianie opakowania zmieniły się też kolory, mimo że nazwy i numerki zostały...

Najświeższa data na opakowaniu to 2008.

A zatem póki nie minęło 14 dni chcemy fugę oddać.

Żona napisała do sprzedawcy, że fugę zwracamy bo jest przeterminowana.

Facet odpisuje, że "była taka informacja w opisie". Ale jak bardzo chcemy oddać to możemy odesłać. Na swój koszt.

Jedyną informacją była ta, że jest to "wyprzedaż", ale stwierdziliśmy, że nie będziemy się z koniem kopać o 10zł.

Ale ale, facet brnie dalej - z racji tego, że to była "wyprzedaż", on odda nam kasę pomniejszoną o 10% prowizji Allegro.

Dzisiaj fugę odsyłam z formularzem odstąpienia od umowy i zakładam spór na Allegro.

janusze z Allegro

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 116 (128)

#83266

(PW) ·
| Do ulubionych
Kupiłem ruderę. Znaczy mieszkanie do remontu totalnego.
Pierwszy krok - wymiana grzejników. Trzeba to załatwić przed sezonem grzewczym.

Grzejniki wstępnie wybrane, szukamy wykonawcy.

Kandydat nr 1 - pan polecony w spółdzielni. Przyszedł, popatrzył. Stwierdził, że w pokojach spoko, w łazience się nie podejmuje - trzeba rury przespawać, on tego nie potrafi. OK, szukamy dalej.

Kandydat nr 2 - pan polecony przez ekipę remontową. Przyszedł, od progu żartobliwie rzucił "nie da się". Jak wyżej - pokoje spoko, łazienka - będzie ciężko ale zrobi. Ale w sumie to on zna gościa, który zrobi to lepiej. Mam zamawiać grzejniki, on się z nim skontaktuje.
Kasowo krzyknął sporo, ale stwierdziłem, że jak będzie dobrze zrobione to warto zapłacić.
Minęło parę tygodni, zamówione grzejniki dotarły. Dzwonię do gościa, że już tylko na niego czekam.
On pamięta, on już prawie się z tamtym od spawania skontaktował. W poniedziałek będzie się widział z kimś, kto go blisko zna...
Dzwonię we wtorek. Nie odbiera. Kilkukrotnie. Dzwonię w środę. To samo. W czwartek stwierdziłem że dość. Przechodzimy więc do...

Kandydat nr 3 - znaleziony na OLX. Zadzwoniłem w czwartek, przysłałem MMSami zdjęcia, co jest do zrobienia. We wtorek ekipa była już u mnie i grzejniki wymieniła za połowę kasy, którą chciał kandydat nr 2. Okazało się, że w łazience wcale nie trzeba było spawać - zrobili opcję skręcaną, trochę industrialnie wygląda, ale i tak każę to zabudować. Na pytanie żony, czy nie będzie ciekło odparli "nie ma szans".

Ale żeby nie było za różowo...

Wymianę oczywiście zgłosiłem w spółdzielni. Facet ze spółdzielni zarzekał się, że przed napełnieniem układu będą dzwonić, żeby na pewno ktoś był w domu.

W niedzielę siedzimy z żoną u rodziców, telefon. Sąsiadka zdobyła numer od faceta, który nam ruderę sprzedał. Zalewamy ją.

Wskakujemy w samochód, niecałe 2 godziny i jesteśmy. Wpadam do mieszkania, słyszę sssssssssssss....

Cieknie z odpowietrznika. Bo jak fabrycznie były odkręcone tak zostały. A na jednym grzejniku fachman zostawił dodatkowo odkręcony zawór...

Na szczęście u mnie i tak podłoga do wymiany, a u sąsiadki szkody nie jakieś drastyczne.

A jak spółdzielnia powiadomiła o zamiarze napełniania układu? Powiesili w czwartek na frontowych drzwiach od klatki kartkę informującą, że napełnienie będzie w piątek. A że mi po drodze jest wejście od tyłu bloku to mimo, że w czwartek tam byłem, to kartki na oczy nie widziałem.

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 144 (158)

1