Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

niepodam

Zamieszcza historie od: 19 września 2018 - 8:51
Ostatnio: 9 lipca 2024 - 11:18
  • Historii na głównej: 49 z 51
  • Punktów za historie: 5576
  • Komentarzy: 366
  • Punktów za komentarze: 1965
 

#88161

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Przypomniało mi się, jak podpisywałem ostatnio umowę na łącze internetowe.

Umowa u poprzedniego operatora mi się skończyła, czas rozejrzeć się po konkurencji, jakie ma promocje. Akurat promocja się trafiła, 10 zł miesięcznie taniej niż cena standardowa, plus 3 miesiące gratis.
Chciałem zamówić usługę przez Internet. Zamówienie przez Internet polegało na tym, że oddzwania do mnie konsultant i muszę mu podać masę danych osobowych. No nie, to ja się przejdę do salonu, tam przynajmniej widzę, że rozmawiam z pracownikiem sieci, a nie oszustem chcącym wziąć na mnie kredyt.

Drałujemy więc z żoną do pobliskiego salonu operatora w osiedlowym centrum handlowym. Jedynym człowiekiem na miejscu jest pan z plakietką "kierownik salonu". Pan wypełnia dane, daje mi ofertę do przeczytania... No nie. Cena niepromocyjna, brak 3 miesięcy gratis. Pokazuję panu promocję na stronie. Pan kierownik twierdzi, że ta promocja obowiązuje tylko w pakiecie z telewizją. Na stronie takiego info brak. Pan mówi, że pewnie na komórce nie widać, to tylko z TV, ta oferta co on mi przedstawia to najlepsze, co mi może za sam Internet zaproponować. Żegnamy się. Umowy nie podpisuję.

Idziemy do domu, sprawdzamy warunki promocji na komputerze. Informacji, że obowiązuje tylko z TV wciąż brak.

Jedziemy do innego salonu tego operatora. Pracownik tamtego salonu bez problemu promocję widział i na ofertę z niej podpisał ze mną umowę.

I teraz możliwe piekielności widzę dwie: albo operator nie przekazuje oferty wszystkim salonom, albo pan kierownik ma wyższą prowizję od oferty niepromocyjnej i próbował mnie bezczelnie naciągnąć.

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 185 (205)

#91202

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Rzecz działa się prawie 20 lat temu, ale historia o kosztach wieczoru panieńskiego mi ją przypomniała.

W czasach, gdy ledwo zacząłem pracować po studiach a moja jeszcze nie żona była studentką na stypendium socjalnym mój kolega ze studiów zaprosił nas na składkową domówkę na sylwestra.

Kolega pochodził ze znacznie lepiej sytuowanej rodziny, niż ja - rodzice po skończeniu studiów kupili mu mieszkanie i samochód, gdzie my wynajmowaliśmy pokój a z pojazdów mieliśmy rowery.

Pamiętając domówki z czasów studenckich zakładałem, że posiedzimy przy wódce wyborowej z Hop Colą na zapojkę zagryzając jakimiś chrupkami i sałatką. Ustalenie było takie, że on robi zaopatrzenie a potem się rozliczymy. Mnie poprosił, żebym upiekł sernik.

Na miejscu wyszło, że jest na bogato. Sałatki, koreczki, kabanosy, Finlandia jako wódka z Coca Colą na zapojkę. OK, pobawiliśmy się do chyba 4 nad ranem i wróciliśmy do domu.

Ciśnienie mi się podniosło, gdy przyszło do rozliczenia. Kolega stwierdził, że skoro on i jego narzeczona udostępniają lokal i dowóz produktów to za te produkty nie płacą. Przedstawił rachunki i podzielił na pozostałych gości. Kwota wyszła trochę wyższa, niż się ówcześnie płaciło za miejsce na imprezie sylwestrowej w lokalu.

Do dziś pamiętam, że na rachunku znalazł się duży słój majonezu Hellmans i kilogramowa paczka sera Hochland, gdzie na to, co znalazło się na stole nie zeszła nawet połowa.

Uniosłem się honorem, zapłaciłem nie wspominając kosztów składników na mój sernik, po prostu w styczniu było trochę chudziej. Z następnych domówek u tego kolegi się wymówiłem, kontakt się nam urwał parę lat później, nie żałuję.

edit, bo mi się przypomniało: jakieś pół roku po fakcie spotkałem się z innymi ludźmi z naszej studenckiej paczki, którzy to się z tamtego sylwestra wymówili. Wyszło, że wymówili się, bo kolega odstawił podobną akcję po wcześniejszej organizowanej przez siebie domówce, na której nie byłem.

impreza składka koszt

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 160 (168)

#91154

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Rzecz działa się w małej, rodzinnej firmie, w której kiedyś pracowałem, już po moim odejściu.

Do firmy na poszukiwane stanowisko zgłosił się kumpel szefa. Żeby nie było oskarżeń o nepotyzm - miał przejść normalny proces rekrutacji.

Lider zespołu przeprowadził z nim więc rozmowę kwalifikacyjną. Wyszedł z niej szczerze zdumiony, że ktoś z tyloma latami doświadczenia może wiedzieć tak niewiele o wykonywanej pracy. Według jego słów - bardziej ogarnięci kandydaci przychodzą bez doświadczenia, po jakimś studium czy kursach online. Rekomendacja oczywiście negatywna.

Szef stwierdził, że co tam rekrutacja, jego kumpel da przecież radę i go przyjął wbrew rekomendacji.

Lider się wkurzył, że po co marnują mu czas na rekrutację, skoro potem jego rekomendacja nic nie znaczy. Poza tym teraz będzie musiał zarządzać pracą człowieka, którego w zespole nie chciał.

Z relacji kolegów - faktycznie, z tak nieogarniętym człowiekiem na tym stanowisku nigdy wcześniej nie mieli okazji pracować.

Mimo to, gdy podczas COVIDu redukowano etaty - kumpel szefa został, pożegnał się jego kolega z działu bijący go umiejętnościami na głowę. Dopiero gdy firma została wchłonięta przez korpo - szef przestał być szefem i jego kumpel dostał wypowiedzenie.

korpo

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 149 (157)

#91131

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Tak à propos parkowania.

U teściów na osiedlu jakiś czas temu klepisko między blokami zostało zaadaptowane na parking. W zeszłym roku oficjalnie spółdzielnia postanowiła teren wyłożyć kostką, wyznaczyć miejsca parkingowe, obniżyć krawężnik przy wjeździe, słowem - zrobić porządny parking.

Pod koniec roku wyszło, że miejsca parkingowe będą prywatne, zamykane na bramkę. Chętni do dzierżawy miejsca mieli się zgłaszać do spółdzielni i wpisać na listę.

Po jakimś czasie wyszło, że chętnych jest dużo więcej niż miejsc, bo miejsce ma kosztować jakieś grosze wliczane do czynszu. Zostało przeprowadzone (ponoć totalnie losowe) losowanie, szczęśliwcy klucze do blokad dostali i mieli zacząć parkować.

Po paru tygodniach wyszło, że ponad połowa miejsc stoi pusta. Ktoś wyczaił, że większość szczęśliwców to dziwnym trafem właściciele garaży, które są jakieś 200m dalej, więc na chwilę stanąć samochodem pod blokiem jest fajnie, jak na dłużej to do garażu.

Do spółdzielni poszły donosy z dokumentacją fotograficzną. Sytuacja jest dynamiczna.

Ja mam ubaw.

parking osiedle

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 117 (129)

#90966

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Przypomniało mi się, jak to w bardzo byłej pracy (jakieś 10 lat temu) dział HR korpo obraził się z przytupem na mój oddział.

Zaczęło się od szkolenia onboardingowego - niedługo po tym, jak się w tym korpo zatrudniłem. Przyjechała HRka z centrali pokazać prezentację i poopowiadać jakie to super korpo jest i jaki zaszczyt nas kopnął, że możemy w nim pracować. Problem w tym, że w ramach oszczędności szkolenia onboardingowe nie były przeprowadzane przez poprzednie 3 lata a zostali na nie zagonieni wszyscy, którzy takowego nie mieli - a więc także ludzie pracujący po 3 lata, niejednokrotnie na okresie wypowiedzenia. Piękna prezentacja została przerwana bardzo konkretnymi pytaniami o bolączki pracowników, na które HRupka nie była w stanie odpowiedzieć. Efekt? Obraziła się sromotnie i więcej nie przyjechała.

Drugi etap nastąpił na spotkaniu świątecznym, urządzonym z wielką pompą w jednej z najbardziej rozpoznawalnych restauracji w mieście. Przyjechało kilka osób z centrali, w tym jedna HRka (inna tym razem, tamta wciąż była obrażona). Impreza suto zakrapiana alkoholem... No i po kilku głębszych HRupce się wzięło na chwalenie gdzie to nie była i czego to nie widziała dzięki naszej korpo. Konkretnie - że pojechały całym działem na kilkudniowe szkolenie do centrali głównej, do Paryża. Po czym jednego dnia ze szkolenia się urwały i poszły całą grupką zwiedzać miasto (hihi).

Na to mój, mający już zdrowo w czubie, kierownik wypalił:
"Ja zawsze wiedziałem, że wy tam się opiep*cie, a my na was musimy zapie*lać, darmozjady".

Od tego czasu nikt z HRów do naszego działu nie zawitał przez następnych kilka lat mojej pracy w tym korpo, a wszelkie sprawy były załatwiane w wielkim fochem i przy jak najmniejszym zaangażowaniu pań.

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 125 (147)

#90846

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Sytuacja z 30-tysięcznego miasta.

W poniedziałek, 16 października rozpoczął się remont ulicy Piekielnej. Na ulicy tej znajdują się 2 przystanki autobusowe. Kartki z tym, że remont się rozpoczyna i przystanki są nieczynne pojawiły się na przystankach... 16 października z samego rana. Komunikatów w autobusach MPK wcześniej nadać nie raczyło.

Na ulicy Diabelnej, na którą przystanki przeniesiono jakiekolwiek słupki mówiące o tym, gdzie konkretnie ten przystanek jest pojawiły się tego dnia po 9 rano (normalnie autobusy tamtędy nie jeżdżą). Czyli mamy całą masę ludzi jadących do pracy/szkoły na przystanku między 6 a 9 rano gorączkowo szukających przystanku, którego nie ma.

Taka tam rozrywka.

MPK

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 159 (167)

#90652

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Moje osiedle powstało w latach 80-tych zeszłego wieku. Wówczas też na jednym skwerku powstał pomnik upamiętniający to, co wcześniej w tym miejscu było. Pomnik ten jest w formie głazu z przyczepioną tabliczką. Został postawiony na wzniesieniu, otoczony wianuszkiem żywopłotu, następnie kostki brukowej i na końcu jakoś półmetrowym trawnikiem.

Jakieś 8 lat temu w innym miejscu osiedla klepisko służące za parking zostało zrewitalizowane na zabetonowany skwerek z kilkoma klombami i rzeźbą upamiętniającą to, co było tu wcześniej.

2 lata temu ktoś wpadł na genialny pomysł, że skoro i pomnik i rzeźba upamiętniają to samo, to można pomnik przenieść pod rzeźbę i będzie większe stężenie upamiętniania czy coś.
Na pytanie po co zadane na osiedlowej grupie na FB odpaliło się parę osób, że pomnik tam gdzie jest to przeszkadza, bo nie ma miejsc parkingowych, a tak będzie można to wyrównać, zabetonować i parkować. Na pytanie ile przeniesienie kilkutonowego głazu będzie kosztować odpowiedzi nie było.
Głaz został przeniesiony i ustawiony z boku betonowego placyku. To, jak wizualnie pasuje do nowoczesnej rzeźby pominę milczeniem.
Na skwerku wzniesienie po głazie zostało jak było, łącznie z żywopłotem, kostką i mikrotrawniczkiem. Miejsca do parkowania jest ile było.

Ktoś w każdym razie pewną sumę pieniędzy za przeniesienie głazu przytulił. I o to, podejrzewam, chodziło.

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 91 (95)

#90091

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Jakiś rok temu kupiłem sobie słuchawki z mikrofonem do komputera - sprzęt niezbędny mi do pracy.

Po paru miesiącach podczas spotkania koledzy zaczęli narzekać, że z mojego mikrofonu dochodzą trzaski, na następnym spotkaniu nie było mnie już słychać w ogóle.

Potestowałem sprzęt z kilkoma kompami, podłączyłem nawet sam mikrofon - nie działa. Złożyłem reklamację w sklepie. Wybrałem opcję zwrotu pieniędzy - w międzyczasie przeprosiłem się ze swoim starym zestawem, który jak się okazało z komputerem klienta działa lepiej niż ten nowy.

Po 2 tygodniach dostałem odpowiedź - serwis usterki nie znalazł i sprzęt wraca do mnie. Odebrałem. Działa.

Gdzie piekielność?

Mikrofon na moim zestawie miał niewielkie uszkodzenie wizualne. Odesłany jest nowiusieńki. W ten sposób sklep mógł olać mój wybór zwrotu gotówki wymieniając wadliwy komponent na nowy i twierdząc, że usterki nigdy nie było.

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 131 (151)

#90040

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Przypomniało mi się po przeczytaniu https://piekielni.pl/90034

Koleżanka mojej mamy, lat 60+, dostała w 2021 roku opieprz od swojej matki.

Opieprz był za to, że woli czytać książkę niż oglądać transmisję z pogrzebu Krzysztofa Krawczyka. W swoim własnym mieszkaniu.

Mimo że za Krawczykiem nigdy nie przepadała.

rodzina

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 134 (150)

#89930

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Ostatnio średnio raz w miesiącu pokonuję pieszo mostek nad torami między moim osiedlem, a osiedlem sąsiednim. Mostek przeszedł generalny remont jakieś 8 lat temu o ile dobrze pamiętam. Ale dopiero teraz uderzyła mnie jedna rzecz.

Mostek ten jest nie za szeroki, z obu stron ma chodniki i wydzielone z jezdni ścieżki rowerowe. Chodniki natomiast są takiej szerokości, że 2 dorosłe osoby są w stanie się minąć zachowując minimalny odstęp. W czym problem?

Otóż o ile chodnik po jednej stronie drogi ma swoją kontynuację zarówno przed jak i za mostkiem, tak po drugiej urywa się z obu stron. Przejścia dla pieszych brak na którymkolwiek końcu, więc jak się łatwo domyślić - nikt nim nie chodzi.

Pytam więc, po ch.. on w ogóle jest? Przecież można by w jego miejsce poszerzyć albo chodnik z drugiej strony (którym notorycznie jadą rowerzyści), albo jezdnię (na której rowerzyści też się pojawiają, droga rowerowa także kończy się zaraz za mostkiem z obu stron).

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 129 (135)