Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

nuthred

Zamieszcza historie od: 29 marca 2020 - 21:55
Ostatnio: 27 maja 2024 - 18:00
  • Historii na głównej: 2 z 2
  • Punktów za historie: 216
  • Komentarzy: 42
  • Punktów za komentarze: 158
 

#90823

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Piekielność w pracy, spowodowana jednym tylko człowiekiem.
Mamy takiego współpracownika, całkiem rozgarniętego w swoich obowiązkach, ale życiowo - totalnie nie.

Chłop lat prawie czterdzieści, dwójka dzieci wczesnoszkolnych na stanie. Co miesiąc przeziębiony. Na każde kaszlnięcie biegnie do lekarza po antybiotyk, po czym spokojnie wraca do pracy. "Jestem na antybiotyku, więc nie zarażam". Snuje się marny taki, kicha, kaszle na wszystkich. Teoretycznie powinien wiedzieć, że antybiotyk to na bakterie, no i w nadmiarze kasuje odporność - człowiek ten podobno studiował biologię.

Dwójka dzieci wczesnoszkolnych też robi w tym niezłe zamieszanie, bo jak to dzieciaki w takim wieku, przynoszą do domu z przedszkola/szkoły wszystkie choróbska. Średnio raz na dwa tygodnie słyszymy, że któreś z dzieciaków coś brzydko kaszle. Następnie co któryś raz kaszle i nasz kolega. Później kaszlemy i my, wysypując się jak domino na zwolnienia lekarskie. Firma jest niewielka, więc brak nawet dwóch osób naraz jest mocno problematyczny.

Ja po dwóch covidach, z rozwaloną tarczycą i paroma innymi zazębiającymi się przypadłościami każdą chorobę przechodzę o wiele gorzej, niż jeszcze dwa-trzy lata temu i uziemia mnie na jakieś dwa tygodnie. Mamy też pracownika, który ma chorobę autoimmunologiczną (musi brać leki obniżające odporność, więc każde przeziębienie jest jak mały wyrok). Czy na kaszlącego kolegę działają te argumenty? Ależ skąd.

Na dzień dzisiejszy całą już firmą prowadzimy wyliczenia i właśnie kończy się piąty tydzień z rzędu paskudnego kaszlu kolegi.

Żałuję, że pracodawca nie ma prawa, żeby takiego pracownika wyprosić do domu.

miejsce pracy

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 151 (173)

#90205

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Skumulował mi się weekend pełen piekielności, a kiedy już chylił się ku końcowi - jak to najczęściej bywa, pojawiła się wisienka na tym gorzkim torcie.

Wracałam pociągiem z pewnego wydarzenia, nieistotnego dla historii. Głowa pękała mi już od kilku godzin, nogi chciały odłączyć się od reszty ciała, generalnie obraz nędzy i rozpaczy. Usiadłam wygodnie na wolnym miejscu, chwilę później na siedzeniach vis a vis mnie pojawiła się Pani Matka (PM) z około cztero-, może pięcioletnią córką.

Pociąg ruszył, PM zatopiła się w oglądaniu świata na ekranie telefonu, dziewczynka zaczęła mówić. Później mówić głośniej. Następnie śpiewać, testując pełną skalę głosu. Wyć. Jęczeć. Piszczeć. PM - zero reakcji. Chciałam włożyć słuchawki i odciąć się muzyką, ale niestety piskliwego głosu dziecka nie sposób zagłuszyć, poza tym ból głowy wyszedł już daleko poza skalę.

Zapytałam, całkiem grzecznie i miło, czy PM mogłaby zająć się swoim dzieckiem, które od dobrych dwudziestu minut nieprzerwanie zabiega o uwagę piskiem i krzykiem. PM zmierzyła mnie wzrokiem i wróciła do swoich ważnych rzeczy w telefonie.

Nie w ten sposób, to w inny. Pozbierałam swoje rzeczy i postanowiłam przenieść się na drugi koniec pociągu.
Kto wybrał się na wycieczkę zaraz za mną? PM ze swoją córką, kibicując jej i podpuszczając hasłem "Możesz śpiewać głośniej, dobrze Ci idzie".

Nie dziwi mnie ani trochę, dlaczego ludzie widząc dziecko w pociągu/samolocie/autobusie spodziewają się nieprzyjemnych atrakcji. Brawo dla PM za dołożenie solidnych cegieł do budującego się obrazu stereotypowej ma'd'ki.

Koleje głośne ale Śląskie

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 101 (119)

1