Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

paninene

Zamieszcza historie od: 21 czerwca 2015 - 22:46
Ostatnio: 18 września 2018 - 8:43
  • Historii na głównej: 12 z 17
  • Punktów za historie: 2613
  • Komentarzy: 117
  • Punktów za komentarze: 892
 

#72462

(PW) ·
| Do ulubionych
Razem z mężem postanowiliśmy wzbogacić swoje życie o kota. Długo rozmawialiśmy, daliśmy sobie czas na przemyślenie etc. Jednak chęć została, stwierdziliśmy, że kot będzie miał się u nas dobrze.

Postanowiliśmy przygarnąć kociaka z przytuliska współpracującego z miejskim TOZ-em. Przytulisko typu dziesiątki kotów u pani, prowadzące fanpage zapełniony apelami o dom dla smutnych zwierzaków.

Akurat Centrum Handlowe organizowało wystawę, gdzie pani ze swoimi kociakami była, więc postanowiliśmy z nią porozmawiać, zapytać o wymagania. Na miejscu przecisnęliśmy się przez tłum rozentuzjazmowanych dzieciaków oglądających przytuliskowe kotki w klatkach.

Zagadaliśmy i oto czego się dowiedzieliśmy:
- Pani na miejscu nic nam nie powie o adopcji, przyjdzie do nas, obejrzy dom i wtedy może obłaskawi nas rozmową o adopcji.
- Mieszkanie wynajęte? To źle, bo przecież kotu będzie szkodzić mieszkanie w takim, my tacy nieogarnięci życiowo, że w wieku 26 lat nie mamy własnej willi na kredyt.
- Tak w sumie to ona to średnio widzi, bo jesteśmy młodym małżeństwem, na pewno planujemy gromadkę dzieci i pierwsze co zrobimy to wyrzucimy kota.

Jednak dostaliśmy wizytówkę i łaskę możliwości skontaktowania się z panią. Nie zrobiliśmy tego, kota mamy od koleżanki i jak na razie nie wypomina nam warunków mieszkaniowych.

fundacje

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 160 (176)

#78825

(PW) ·
| Do ulubionych
Przypomniała mi się niedawno historia z dawnego życia w mieszkaniu studenckim, które mieściło się w klatce kamienicy.

Mieszkanie studenckie, jak to mieszkanie studenckie, zrobione najtańszym kosztem, więc i domofon był przedpotopowy. Działał, ale zepsuta była zawieszka na słuchawkę. Dlatego od zawsze słuchawka była przylepiona taśmą do reszty sprzętu, a my sobie i znajomym otwieraliśmy bez pytania, kto to. Problemów brak, do czasu kiedy zauważyli to sąsiedzi.

Pewnego cudownego ranka weekendowego śpię sobie. Godzina 5 rano, może 6, a tu ktoś dzwoni domofonem. Pastwi się nad tym guzikiem, to idę, otwieram i wracam w kimę, bo może współlokator wraca nawalony, ale jednak nikt do mieszkania nie wszedł. Sytuacja powtarza się po kilku tygodniach, znowu otwieram, znowu nikt do nas.

Za trzecim razem postanowiłam nie otworzyć, jednak ktoś stał i wciskał przycisk bez przerwy. Przemieniona w berserka zerwałam taśmę, wzięłam słuchawkę w garść i pytam: „CZEGO?”.

Sąsiad na to, że on tylko chciał wejść, zapomniał kluczy, a jego dzieci śpią, więc pomyślał, że do nas zadzwoni. Nie otworzyłam, a od tego czasu taśma była tak założona, żeby słuchawkę dało się ściągnąć.

sąsiedzi

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 180 (200)
zarchiwizowany
Byłam na zakupach i jednym z produktów, które miałam w koszyku były bataty. Dla mnie żadne dziwactwo, ot jedno z warzyw dostępnych w prawie każdym markecie.
Ekspedientka podczas kasowania moich produktów zapytała się co z nich robię. Wymieniłam kilka rzeczy typu potrawka, zupa, frytki etc. Co ona skwitowała "mój stary by mnie pogonił za takie dziwne ziemniaki".
Zastanawiałam się czy się chwali czy żali. Patrząc na jej minę chyba jednak to pierwsze.

sklepy

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -5 (23)

#77305

(PW) ·
| Do ulubionych
Miałam wypadek samochodowy, dokładniej wpadłam w poślizg i spowodowałam stłuczkę. Obiłam sobie porządnie łeb o przednią szybę, więc świadkowie wezwali karetkę i sanitariusze zgarnęli mnie do szpitala. Z karetki od razu na wózek i na wózku na izbę przyjęć, która znajdowała się jakby w podziemiach (co ważne dla historii prowadziła do niej pochylnia, która miała z kilkanaście metrów długości).

Sanitariusze postanowili pośmieszkować i powiedzieli, że puszczą wózek i zatrzyma się na dole. Jeden z nich zaczął biec i ja zamroczona wypadkiem stwierdziłam, że faktycznie jadę bez trzymanki. Pierwsze co zrobiłam to próbowałam zeskoczyć z wózka. Na szczęście ktoś mnie powstrzymał, ale pewnie bym to zrobiła, nie mówiąc o tym ile nerwów mnie kosztował ten żart.

Pewnie nie chcieli źle, ale chyba powinni sobie zdawać sprawę z tego w jakim szoku jest człowiek po wypadku, który do tego miał uraz głowy.

słuzba_zdrowia

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 178 (222)

#75869

(PW) ·
| Do ulubionych
Zgubiłam numer klienta do logowania do bankowości internetowej. Zdarza się. Zadzwoniłam na infolinię. Miły Pan powiedział najpierw, że prześle mi sms z kodem weryfikacyjnym i szybko to załatwimy. Po 30 sekundach się zreflektował i stwierdził, że nie mają mojego numeru telefonu.

Na pytanie jakim cudem dzwonią po kilka razy z ofertą tego samego kredytu skoro nie mają numeru telefonu nie potrafił odpowiedzieć.
Numer klienta odzyskałam w placówce. Na wszelki wypadek jeszcze raz podałam im numer telefonu.

call_center

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 164 (188)

#75389

(PW) ·
| Do ulubionych
W wieku 18-stu lat rozpoczęłam kurs na prawo jazdy. Jakoś tak się złożyło, że razem z kumpelą trafiłyśmy do tej samej grupy zupełnie bez dogadywania się. Po nauce teoretycznej przyszedł czas na jazdy. Mój instruktor był nie pierwszej młodości, do tego łapy miał strasznie szorstkie. Skąd o tym wiem? Rączki mu ciągnęło do kolan kursantek, a że było lato to było za co łapać.

Po kilku sytuacjach gdy jego dłoń spoczęła na mym kolanie w kulturalny sposób poprosiłam, aby tego nie robił, bo mi to przeszkadza. Zrozumiał i przestał. Co w tym piekielnego? Koleżanka po kilku tygodniach śmiała się ze mnie, że powiedział jej, że jestem niedotykalska.

I kto tu jest piekielny? Ja i moje poczucie, że mam prawo do decydowania o własnych kolanach? Pan i jego lepkie rączki i długi język? Czy koleżanka, która najwyraźniej nie widziała nic złego w macaniu po kolanie?

Od razu zaznaczę, że nawet gdyby instruktor miał 20 lat i wyglądał jak młody bóg nie byłabym szczęśliwa gdyby zaczął mnie dotykać po kolanie bez pozwolenia.

kurs_prawa_jazdy

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 333 (365)

#74455

(PW) ·
| Do ulubionych
Ostrzegam, dla niektórych może być niesmaczne.

Jak byłam w wieku przedszkolnym to wymiotowałam po grysiku. Nikt nie wie czemu, ale tak się działo. Nie żeby mi nie smakował, ale tak na mnie działał.
Mama oczywiście poinformowała o moim problemie przedszkolanki, które nic sobie z tego nie robiły. Zawsze jak był grysik na podwieczorek to musiałam siedzieć przy stole dopóki nie zjem, albo nie odbiorą mnie rodzice. Zwykle siedziałam do drugiego momentu. Raz nie wytrzymałam siedzenia i grysik zjadłam. Podobno po tym dniu już pamiętały o tym, żeby mi go nie podawać ;).

przedszkole

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 175 (197)
zarchiwizowany
Dzisiejszego dnia zaplanowałam wizytę w Urzędzie Miejskim i w Punkcie Krwiodawstwa w Bielsku-Białej. Jako, że w tym pierwszy straciłam dużo czasu to do centrum krwiodawstwa wpadłam o 13.45. Wszędzie jak byk jest napisane, że rejestracja do g. 14.00, więc myślałam, że będzie OK. Skoro rejestracja do jakiejś godziny to niby powinni spokojnie działać dłużej. Indyk myślał i zdechł jak to mawia moja mama.
Od co najmniej 3 pielęgniarek i lekarki dostałam opieprz, że przychodzę za późno, bo kierowca już czeka, im się śpieszy i w ogóle najlepiej bym zrobiła gdybym spie***ła.
Uparłam się oddać. I co? I miałam za wysokie tętno, zapewne dzięki szanownym Paniom, bo ten problem nigdy mnie nie dotyczył. Na do widzenia dowiedziałam się, że oczywiście mam przychodzić wcześniej, bo przecież szanowne królewny nie będą siedzieć za długo dla mnie.
Parę lat wcześniej lekarka z BB "zablokowała mi konto, bo mam problemy z tarczycą. Oczywiście miliard badań zrobionych prywatnie takich problemów nie wykazać.
Nic to, pójdę oddać do ambulansu, w nich zwykle pracują miłe Panie z Katowic.

oddawanie krwi służba zdrowia rckik

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -13 (27)
zarchiwizowany

#73555

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Dawno, dawno temu wracaliśmy z mężem od rodziców pociągiem. Rzecz się działa w okolicach świąt Bożego Narodzenia. Wsiedliśmy kilkanaście minut przed odjazdem do TLK z przedziałami, rozsiedliśmy się i usłyszeliśmy dzwonki. Źródłem dźwięku był żuł z gwiazdą w ręce, który wparował do przedziału i zaczął śpiewać kolędy.
Pomiędzy jedną i drugą zwrotką uświadomiłam go, że kolęd nie lubimy i nic od nas nie dostanie. Na co rzucił mi tekstem:
-Bo wy do kościoła nie chodzi i Boga w sercu nie macie.
-Nie, nie chodzimy - tylko tyle usłyszał zgodnie z prawdą i wyszedł.

O tym żulu już słyszałam od kilkorga osób. Teściową bardzo uraził tekst o niechodzeniu do kościoła, a koleżance dawał koncert w pracy (pracowała w BOK dostawcy internetu).

żul żebranie

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -8 (24)

#73009

(PW) ·
| Do ulubionych
Dawno temu kupowałam klatkę dla szczurów. Co prawda miałam zamiar przygarnąć jakieś ogony, ale jeden w sklepie zoologicznym tak się we mnie wpatrywał, że jednak postanowiłam kupić (tak wiem - adoptuj, nie kupuj, ale wyobraziłam sobie jak maluch trafia do klatki z wężem). Ekspedientka wyłapuje mi szczura, sprawdzam pod ogonem, widzę, że samiec i proszę o drugiego samca, na co ona stwierdza:
- Weźmie pani samiczkę, będzie parka, a jak będą młode, to będzie mogła pani przynieść je do mnie.

Odburknęłam tylko, że chcę dwa samce. Złapała drugiego ogona, stwierdziła, że to mężczyzna, operując tak szczurem, żebym nie zobaczyła, dała do pudełka i historia powinna się na tym skończyć, ale nie ma w życiu pięknie.
Wróciłam do domu, sprawdzam i widzę jak byk, że jajek to to nie ma. Musiałam się wrócić ze szczurem i wymienić na chłopaka.

PS Szczury mogą mieć mioty praktycznie co miesiąc, poza tym skąd wiadomo, czy biorę rodzeństwo czy nie?

zoologiczny

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 220 (248)