Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

singri

Zamieszcza historie od: 13 września 2011 - 4:02
Ostatnio: 20 czerwca 2022 - 6:31
  • Historii na głównej: 86 z 116
  • Punktów za historie: 15070
  • Komentarzy: 1632
  • Punktów za komentarze: 10917
 

#89383

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Ostatnia historia o policji coś mi przypomniała:

W firmie mojego Partnera nastąpiła awaria i pracownicy rozjechali się do domów. Następnego dnia przystąpili do pracy, a na przerwie podzielili się z Partnerem następującą historią:

Czterech chłopa pojechało do piątego do domu, gdzie zajęli się rozpracowywaniem buteleczki. Ile tych butelek było, nie wiem, ale musieli być ładnie "zrobieni", ponieważ ich stan nie spodobał się Sąsiadce.

S: A co wy, piliście i jedziecie, tak nie wolno, na policję zadzwonię!

Chórek: Pani dzwoni!!!

Sąsiadka zadzwoniła.
S: Będą za pół godziny.
Kierowca: A nam się nie chce czekać, niech nas dogonią, przez nowy most będziemy jechać!

Wsiedli, pojechali.

Kawałek dalej, na moście, dogoniły ich trzy radiowozy, oczywiście na pełnych bombach. Jeden z pasażerów pokazał panom niebieskim "międzynarodowy znak pokoju", co ich słusznie zdenerwowało. Zatrzymali, wyciągnęli WSZYSTKICH, zglebowali, skuli.
Padło pytanie " Kto prowadził?"

"Ten!"

Alkomat.

Po czym policjanci zbledli, rozkuli panów, przeprosili i się zdematerializowali...

Oczywiście, że kierowca był trzeźwy ;) nawet przez moment nikomu z towarzystwa nie postało w głowie siąść za kółko po kieliszku.

W ten sposób pani sąsiadka zapewniła panom darmową anegdotę do opowiadania na przerwach...

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 120 (150)

#84765

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Coś mi się przypomniało...

Historia dzieje się w tych zamierzchłych czasach, gdy mieszkałam jeszcze z matką i pracowałam w okolicznych magazynach spedycyjnych.

Do pracy miałam niedaleko, wzdłuż drogi którą musiałam jechać zrobiono naprawdę fajną drogę dla rowerów (właściwie to pieszo - rowerową, ale pieszo nikt tam nie chodził), więc chyba oczywiste, że padło na rower.

Wracam sobie z drugiej zmiany, jest po 22, więc ciemno jak skurczybyk, ale wzdłuż ścieżki są latarnie. W pewnym momencie pod jedną z nic dostrzegłam grupę młodzieży, skupioną na połowie szerokości ścieżki, więc skręciłam lekko, by ominąć ich drugą połową. Pamiętam tylko strach i zaskoczenie, gdy rower nagle się zatrzymał, a ja usłyszałam dziwny, metaliczny brzęk.

Tak, obok grupki stał zaparkowany, nieoświetlony rower, blokujący połowę szerokości ścieżki. Światło latarni nie sięgało już do tego miejsca, więc nie miałam szans go zauważyć.

Sądząc po śmiechach, jakimi skwitowali całe zdarzenie i moje uwagi, że to nie jest bezpieczne i że można było ten rower postawić na trawie, zapewne zrobili to celowo...

DDR

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 173 (197)

#89121

przez (PW) ·
| Do ulubionych
O tym, dlaczego psy NIE MAJĄ PRAWA biegać luzem, bez smyczy, bez kagańca, poza posesją właściciela.

Siostra mojego Partnera jechała na rowerze drogą, przy której mieszka. Na bagażniku (zapewne w foteliku, bo ma zamontowany na stałe) wiozła swoją pięcioletnią córkę.

Z mijanego przez nich gospodarstwa wybiegł pies i z jazgotem rzucił się w ich stronę. Córka spanikowała i odruchowo podkuliła prawą nogę, wsadzając ją między koło a ramę roweru.

Kości są całe i tyle dobrego. Staw skokowy podobno naciągnięty do granic wytrzymałości, cała noga sina i spuchnięta. Dzieciak jest skazany na co najmniej tygodniowe leżakowanie z szyną na nodze. Nie może się nawet sama wysikać.

Policja oczywiście zawiadomiona, zobaczy się, co zrobią. Właścicielka psa jest lokalnym politykiem, więc może być ciężko cokolwiek wyegzekwować.

I tak myślę: Z jednej strony - szkoda dzieciaka, bo się musiał nacierpieć przez idiotów, a z drugiej strony - dobrze, że na tym się skończyło.

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 134 (156)

#89072

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Ponieważ całą noc padał śnieg, na chodnikach i parkingach w mojej miejscowości zalega pośniegowa breja. Trzeba uważać.

Siedziałam w samochodzie na parkingu i czekałam, aż otworzą Pepco. Widok miałam akurat na Biedronkę, bo sklepy mają wspólny parking.

W pewnym momencie z Biedronki wypadł na pełnym gazie jakiś facet z butelką whisky w rękach. Niemalże przed samą moją maską poślizgnął się, upadł, stłukł flaszkę, zerwał się i pobiegł dalej.

Jak się dowiedziałam od klientki Biedronki, która pomagała mi sprzątać co większe kawałki szkła, on tę butelkę dosłownie chwilę wcześniej ukradł.

Karma?

sklep parking

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 149 (155)
zarchiwizowany

#88306

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Wracamy sobie z zakupów.
Po drodze jest pewne specyficzne skrzyżowanie - główna droga skręca, a dochodzi do niej droga podporządkowana w taki sposób, że może się wydawać że z częścią drogi głównej stanowi linię prostą. Nie jest tak jednak, w miejscu styku jest "załamanie".

Skrzyżowanie jest prawidłowo oznakowane na wszystkie strony - są "pizze" i "jajka sadzone"*, a także trójkąt z wyrysowanym schematem skrzyżowania.

Zastanawiam się, o czym myślała rowerzystka, wyjeżdżając nam z podporządkowanej przed samą maską?

*"pizza" - ustąp pierwszeństwa, "jajko sadzone" - "jesteś na drodze z pierwszeństwem" - jedna z poprzednich kursantek mojego instruktora tak uczyła się znaków drogowych :D

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -2 (24)

#88219

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Na fali popularnych ostatnio historii o pracy pod wpływem:

Mój ojciec ma znajomego. Rzeczony znajomy opowiedział mi kiedyś, co następuje:

Wpadł do mego ojca na piwo, wypili po dwa, po czy wsiadł na rower i pojechał na drugą zmianę do pracy. Złapali go mundurowi, kazali dmuchać, wystawili mandat za jazdę pod wpływem.
Kilka dni później sytuacja się powtórzyła - dwa piwa, rower, mandat.

Znajomy się wkurzył i...

Sprzedał rower!

Za pieniądze ze sprzedaży popłacił mandaty i od tamtej pory chodził do pracy 6 km na piechotę, "żeby się nikt nie czepiał". Na moje delikatne pytanie, że może raczej należałoby nie pić przed pracą zareagował wielkim oburzeniem - ale jak to tak nie pić? To on ma cały dzień nie pić?!

Zdaje się, że egzemplarz niereformowalny...

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 136 (142)

#88166

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Piekielni ludzie nie dbający o psy...

Wyszłyśmy z córką na spacer, ona na wrotkach, ja pieszo, pogoda piękna, człapiemy sobie noga za nogą, rozmawiamy, wygłupiamy się trochę... Norma.

Gdy doszłyśmy w pobliże naszego wiejskiego sklepiku, wybiegł nam na spotkanie pies. Jest to pies właściciela sklepu, zna nas, my znamy jego i wiemy, że jest to zwierzak bardzo życzliwy, pełen miłości do świata, a najgorsze co mógłby zrobić, to skoczenie na człowieka i ubrudzenie mu odzieży. Teraz też widać było, że pysk i oczy śmieją mu się z daleka.

Dałyśmy się obwąchać i obmerdać, ale pora iść dalej. Pies zdecydował, że idzie z nami. Tak po prostu, potruchtał sobie za nami, bo kto mu zabroni?

Właściciela na podwórku nie było, nie było też widać jego samochodu, a sklep był zamknięty. Okrzyki "Do domu!" albo "Buda!" nie dały rezultatów poza nasileniem merdania ogonem. Kundel nie miał nawet obroży, za którą mogłabym go złapać i zawlec, gdzie jego miejsce. Więc idziemy dalej - córka na wrotkach, ja trzymam ją za rękę (dopiero uczy się jeździć), pies truchta za nami, przed nami, szuka czegoś w trawie, ale generalnie trzyma się blisko. Dwa razy omal go nie zgubiłyśmy, bo skręcił gdzie indziej niż my, ale nas potem doganiał...

Przez ten czas mijało nas z 15 samochodów, z czego jeden został zmuszony przez psa do nagłego hamowania. Kierowca grzecznie zapytał, czemu wyprowadzamy psa bez smyczy i chyba nie uwierzył, że to nie nasz pies.
W końcu, gdy byłyśmy już prawie w połowie naszego zwykłego okrążenia, pies zszedł z jezdni i przez pola, na skróty, pognał do domu.

Tym razem pies wrócił do domu szczęśliwie.
Tym razem...

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 137 (155)

#88059

przez (PW) ·
| Do ulubionych
https://piekielni.pl/41474

No i przypomniało mi się...

Zamierzchłe czasy, kiedy to jeszcze przebywałam w Domu Samotnej Matki.
W tymże Domu miałyśmy dyżury sprzątania. W jednym konkretnym dniu tygodnia siadałyśmy przy stole i ustalałyśmy rozpiskę na następne siedem dni - ta łazienki, tamta salon - wiadomo.

Jednym z pomieszczeń do sprzątania był tzw. hall - sionka gdzie zostawiało się buty i kurtki oraz korytarz. Między korytarzem a sionką były drzwi. Przeszklone. Mycie ich należało do obowiązków osoby robiącej w tym tygodniu hall.

Pewnego dnia, gdy wszystkie byłyśmy w salonie, odezwała się mama odpowiedzialna w tym tygodniu za hall. Poprosiła, żebyśmy zwróciły baczniejszą uwagę na nasze dzieci, zwłaszcza wtedy, gdy mają w łapkach jakieś słodkości, bo brudzą szyby w drzwiach i trzeba je myć nawet kilka razy dziennie. No bo rzeczywiście brzydko to wyglądało, zwłaszcza że nie można było zawiesić żadnej firanki.

Nikt nic nie odpowiedział, ale widziałam, że dwie madki nie są zachwycone. No bo kto to widział, dzieckiem się zajmować, fanaberie jakieś.

Jakiś czas później do salonu weszła siostra zarządzająca całym przybytkiem i rzecze: "K, ty chyba w ogóle nie umyłaś tych drzwi, jak były wczoraj usmarowane, tak i dzisiaj są."

K powieka drgnęła, poszła, umyła drzwi drugi raz i już trochę mniej uprzejmie... Dobra, wydarła się na nas na temat "tak trudno dzieciaka upilnować?!". Nie wzięłam tego do siebie, bo moja córka w smarowaniu po drzwiach nie brała udziału, byłam przy niej cały czas.

Ale madki wzięły. Popatrzyły po sobie i jedna przyniosła landrynki. Rozdały swoim dzieciom (w liczbie trzech) po jednym i zaczęło się przedstawienie:

- Tak, do buzi weź. A teraz do rączki. I do drugiej rączki. A teraz chodź, zrobimy łapki na szybach... Tylko dobrze rączki usmaruj, żeby ładne łapki wyszły!

Nie wytrzymałam, zapytałam je, co właściwie odjaniepawlają i co chcą w ten sposób osiągnąć. Zostałam zwrzeszczana na temat "Nie twoja sprawa, nie odzywaj się!" po czym madki poprowadziły swe bajtle* by dokonać wiekopomnego dzieła.

K się poryczała. Ja zaczekałam, aż zrobią swoje, po czym zmoczyłam szmatę i wytarłam tę cholerną szybę, bo diabli mnie brali, że dziewczyna ma to robić trzeci raz przez zwykłą ludzką złośliwość. Niestety, zabrakło mi języka w gębie, by powiedzieć im co o tym myślę, prawda jest taka, że trochę się ich bałam, bo widziałam na własne oczy, że szarpanina czy wymierzanie policzków nie jest dla nich zjawiskiem obcym.

*Mowa o dzieciach w przedziale wiekowym 1-3. Wszystkie już samodzielnie chodziły.

madki

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 108 (118)

#88023

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Jest w naszej okolicy zakręt, mocno przekichany, zwłaszcza jeśli jedzie się "do nas". Zakręt jest na wzniesieniu, a do tego zaraz za łukiem jest staw. Jeśli wejdzie się w zakręt za szybko, można zafundować sobie lot z tragicznym zakończeniem.

Toteż przed zakrętem znajdują się znaki. Ograniczenie do 40 i A-2. A przynajmniej powinny się znajdować.

Jakoś tak jesienią ktoś ukradł oba znaki. Były, były i nagle nie ma.

Zaś zimą troje młodych ludzi, z których najstarsze miało 19 lat, weszło w ten zakręt za szybko. Żadne nie przeżyło.

Przejeżdżamy tamtędy. Znicze nadal płoną.

Życie trojga młodych ludzi było wart tyle, co złom...

Znaki postawiono na nowo. Ale oni nie zmartwychwstaną.

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 109 (127)

#87942

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Jedziemy z Partnerem samochodem. Teren niezabudowany, stosunkowo wąska jezdnia, chodnika brak, pobocza brak.
Przed nami rowerzystka, widoczna z daleka.
W pewnym momencie pani rowerzystka stanęła na pedałach i zaczęła tak jakby gibać rowerem w prawo i lewo, jak to robią kolarze by się lepiej rozpędzić.
Przestała, gdy byliśmy już bardzo blisko.
I wtedy właśnie siła bezwładności po ostatnim gibnięciu wniosła ją centralnie przed naszą maskę...

Dobrze, że Partner widząc ją zawczasu zwolnił, bo dopiero pisk opon na asfalcie uświadomił pani, że jesteśmy tuż za nią.

Słuchawki? Czy po prostu głupota?

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 105 (127)