Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

singri

Zamieszcza historie od: 13 września 2011 - 4:02
Ostatnio: 25 września 2022 - 18:06
  • Historii na głównej: 90 z 120
  • Punktów za historie: 15558
  • Komentarzy: 1666
  • Punktów za komentarze: 11151
 

#89729

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Skrzyżowanie nierównorzędne (istnieje takie słowo?), teren zabudowany. Przy skrzyżowaniu znajdują się: szkoła podstawowa, przystanek autobusowy, sklep i oczywiście przejścia dla pieszych. Dojeżdżam podporządkowaną i zatrzymuję się, bo tam jest znak STOP, a i widoczność nie powala. Zamierzam skręcić w lewo.

Patrzę w lewo - czysto. Patrzę w prawo - do zakrętu czysto. Wic polega na tym, że nawet jeśli za tym zakrętem coś jest, to zdążę się włączyć do ruchu i przyspieszyć, a tamten kierowca nie będzie musiał nawet zwalniać. Jeśli tamten jedzie przepisowo.

Więc: Z lewej czysto, z prawej czysto, jeszcze raz na wszelki wypadek w lewo - czysto. No to ruszam, jednocześnie kontrolnie zerkając jeszcze raz w prawo.

I widzę TIRa wypadającego z zakrętu z zawrotną prędkością. Zakładam 90km/h, choć na oko wyglądało na więcej. W terenie zabudowanym!!!

W ostatniej chwili zatrzymałam się prawie na środku jezdni. Bez tego nie uniknęłabym zderzenia, a patrząc na różnicę masy i prędkości, pewnie by po mnie przejechał nawet nie zwalniając.

Ludzie. Te ograniczenia po coś jednak są.

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 131 (145)

#87878

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Byłam niedawno u psychologa. W toku rozmowy udało nam się dojść do jednej z wielu przyczyn moich ciągłych problemów ze sobą. Tę przyczynę wyparłam z siebie i zakopałam w najtajniejszym zakątku swej duszy. Teraz jednak leży znów na wierzchu i znów kłuje. Ale do rzeczy.

Rok 2003. Właśnie zdałam ostatni ustny egzamin w ramach matury. Mój wynik - czwórki od góry do dołu. Biorąc pod uwagę, ze skala ocen maturalnych kończyła się wtedy na piątce, a plusy i minusy nie były w użyciu - chyba zadowalający?

Wracam do domu, cała w skowronkach. Radośnie oznajmiam rodzinie, że poniżej czwórki nie zeszłam.

A moja babcia na to:

SĄ TACY, CO NA PIĄTKACH ZDAJĄ.

Nie pomogło tłumaczenie, że owszem, zdają, ale po pierwsze niewielu, a po drugie najczęściej są to osoby, którym rodzice wynajmują korepetytorów przygotowujących ich specjalnie do matury. Że ja nie brałam korepetycji, a wręcz ich udzielałam. Że to, co osiągnęłam, osiągnęłam własnymi siłami, w dodatku pomagając rodzeństwo w lekcjach. A wreszcie, ze są takie rodziny, które ucieszyłyby się gdyby ich dziecko zdało maturę W OGÓLE, a nie jeszcze krytykowali wynik.

Nie pomogło.

SĄ TACY, CO NA PIĄTKACH ZDAJĄ.

To do dziś boli, choć do tej pory nie zdawałam sobie z tego sprawy.

EDIT: Wychodzi na to, że ludzka pamięć jest mocno wybiórcza... Byłam przekonana, że ta 6 z matury była nieosiągalna. Okazuje się że się myliłam.

Nikt cię tak nie dobije jak własna rodzina

Skomentuj (49) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 180 (202)
zarchiwizowany

#89547

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
To nie jest piekielna historia.

To jest informacja dla tych, którzy pod moją historią: https://piekielni.pl/89470#comments
pisali, że trzymają kciuki i dobrze życzą.

Dziecko jest zdrowe. Nie ma żadnych wad zagrażających życiu, na razie nie ma w ogóle żadnych.

Dziękuję Wam wszystkim za dobre życzenia!

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 62 (88)

#89484

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Może niektórzy uznają to za mało piekielne, ale dwa razy jednego dnia, to już za dużo:

1) Wczorajszy ranek, targ, stoisko z przyprawami na wagę.
Ja: Poproszę ostrej papryki dziesięć deko.
Sprzedawczyni: A może dwadzieścia pięć, to będzie z gratisem?
J: Nie, dziesięć poproszę.
S: Ale za dwadzieścia pięć dostanie pani lepszą cenę (i sypie ponad dwie miarki do torby).
J: Ale w słoiczku na paprykę zmieści mi się dziesięć, poproszę dziesięć.
S: No to pani weźmie większy słoik, o tyle (pokazuje mi torebkę) to jest dwadzieścia pięć.
J: I to jest za dużo, nie wezmę większego słoika, prosiłam o dziesięć deko, proszę odsypać.
Odsypała i z wielką łaską sprzedała mi tyle, ile chciałam, a nie ponad dwa razy więcej.

2) Popołudnie, dzwoni mój telefon. Jakiś konsultant, albo raczej wciskacz...
K: Jak długo korzysta pani ze swojego telefonu?
J: No, ze dwa lata będzie.
K: To już czas wymienić na nowy, mam dla pani ofertę...
J: Nie, proszę pana, nie uważam, żeby był czas na wymianę telefonu, dziękuję za ofertę.
K: Ale jak on ma dwa lata, to już na pewno bateria nie trzyma, a teraz mamy taką korzystną ofertę...
J: Bateria trzyma, dziękuję panu za troskę, nie jestem zainteresowana ofertą.
K: Ale po dwóch latach trzeba wymienić telefon, a w naszej ofercie...
J: Proszę pana. Gdy uznam, że czas wymienić telefon, na pewno znajdę taki, który będzie mi odpowiadał. Nie. Jestem. Zainteresowana. Ofertą.
K: Ale może w tamtej chwili nie będzie tak korzystnej oferty i...
J: Nie będzie tej, będzie inna. DZIĘKUJĘ PANU, NIE JESTEM ZAINTERESOWANA OFERTĄ, DO WIDZENIA.
Rozłączyłam się. Jeśli zamierzacie pytać, czemu tak późno - usiłowałam być kulturalna i nie traciłam wiary w to, że mój rozmówca też będzie.

Nie znaczy NIE, do jasnej... Ja rozumiem, że oni na tym zarabiają, ale są chyba jakieś granice taktu?

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 133 (147)

#89470

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Szpital. Patologia ciąży.

Skierowano mnie na amniopunkcję. Badanie polega na wkłuciu się do macicy i pobraniu wód płodowych. Mało przyjemne, ale jest ryzyko trisomii i chcielibyśmy wiedzieć na pewno.

Przedstawiono mi dwie opcje:

Amniopunkcja podstawowa, która da odpowiedź typu TAK lub NIE. Dziś pobranie, jutro do domu.

Amniopunkcja zaawansowana, która da szerszy obraz ewentualnych wad płodu i w moim przypadku jest bardziej zalecana. Jednak, ponieważ to badanie jest droższe, musieliby mnie przetrzymać pięć dni, żeby się koszty wyrównały...

W obu przypadkach mówimy o jednym pobraniu. Wskazania medyczne i powikłania po jednej i po drugiej opcji są takie same. Jedynym powodem, dla którego przez pięć dni będę zajmować łóżko i jeść za państwowe jest biurokracja...

Czy nie piekielne?

Ochrona zdrowia

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 198 (212)

#89383

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Ostatnia historia o policji coś mi przypomniała:

W firmie mojego Partnera nastąpiła awaria i pracownicy rozjechali się do domów. Następnego dnia przystąpili do pracy, a na przerwie podzielili się z Partnerem następującą historią:

Czterech chłopa pojechało do piątego do domu, gdzie zajęli się rozpracowywaniem buteleczki. Ile tych butelek było, nie wiem, ale musieli być ładnie "zrobieni", ponieważ ich stan nie spodobał się Sąsiadce.

S: A co wy, piliście i jedziecie, tak nie wolno, na policję zadzwonię!

Chórek: Pani dzwoni!!!

Sąsiadka zadzwoniła.
S: Będą za pół godziny.
Kierowca: A nam się nie chce czekać, niech nas dogonią, przez nowy most będziemy jechać!

Wsiedli, pojechali.

Kawałek dalej, na moście, dogoniły ich trzy radiowozy, oczywiście na pełnych bombach. Jeden z pasażerów pokazał panom niebieskim "międzynarodowy znak pokoju", co ich słusznie zdenerwowało. Zatrzymali, wyciągnęli WSZYSTKICH, zglebowali, skuli.
Padło pytanie " Kto prowadził?"

"Ten!"

Alkomat.

Po czym policjanci zbledli, rozkuli panów, przeprosili i się zdematerializowali...

Oczywiście, że kierowca był trzeźwy ;) nawet przez moment nikomu z towarzystwa nie postało w głowie siąść za kółko po kieliszku.

W ten sposób pani sąsiadka zapewniła panom darmową anegdotę do opowiadania na przerwach...

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 124 (154)

#84765

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Coś mi się przypomniało...

Historia dzieje się w tych zamierzchłych czasach, gdy mieszkałam jeszcze z matką i pracowałam w okolicznych magazynach spedycyjnych.

Do pracy miałam niedaleko, wzdłuż drogi którą musiałam jechać zrobiono naprawdę fajną drogę dla rowerów (właściwie to pieszo - rowerową, ale pieszo nikt tam nie chodził), więc chyba oczywiste, że padło na rower.

Wracam sobie z drugiej zmiany, jest po 22, więc ciemno jak skurczybyk, ale wzdłuż ścieżki są latarnie. W pewnym momencie pod jedną z nic dostrzegłam grupę młodzieży, skupioną na połowie szerokości ścieżki, więc skręciłam lekko, by ominąć ich drugą połową. Pamiętam tylko strach i zaskoczenie, gdy rower nagle się zatrzymał, a ja usłyszałam dziwny, metaliczny brzęk.

Tak, obok grupki stał zaparkowany, nieoświetlony rower, blokujący połowę szerokości ścieżki. Światło latarni nie sięgało już do tego miejsca, więc nie miałam szans go zauważyć.

Sądząc po śmiechach, jakimi skwitowali całe zdarzenie i moje uwagi, że to nie jest bezpieczne i że można było ten rower postawić na trawie, zapewne zrobili to celowo...

DDR

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 175 (199)

#89121

przez (PW) ·
| Do ulubionych
O tym, dlaczego psy NIE MAJĄ PRAWA biegać luzem, bez smyczy, bez kagańca, poza posesją właściciela.

Siostra mojego Partnera jechała na rowerze drogą, przy której mieszka. Na bagażniku (zapewne w foteliku, bo ma zamontowany na stałe) wiozła swoją pięcioletnią córkę.

Z mijanego przez nich gospodarstwa wybiegł pies i z jazgotem rzucił się w ich stronę. Córka spanikowała i odruchowo podkuliła prawą nogę, wsadzając ją między koło a ramę roweru.

Kości są całe i tyle dobrego. Staw skokowy podobno naciągnięty do granic wytrzymałości, cała noga sina i spuchnięta. Dzieciak jest skazany na co najmniej tygodniowe leżakowanie z szyną na nodze. Nie może się nawet sama wysikać.

Policja oczywiście zawiadomiona, zobaczy się, co zrobią. Właścicielka psa jest lokalnym politykiem, więc może być ciężko cokolwiek wyegzekwować.

I tak myślę: Z jednej strony - szkoda dzieciaka, bo się musiał nacierpieć przez idiotów, a z drugiej strony - dobrze, że na tym się skończyło.

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 137 (159)

#89072

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Ponieważ całą noc padał śnieg, na chodnikach i parkingach w mojej miejscowości zalega pośniegowa breja. Trzeba uważać.

Siedziałam w samochodzie na parkingu i czekałam, aż otworzą Pepco. Widok miałam akurat na Biedronkę, bo sklepy mają wspólny parking.

W pewnym momencie z Biedronki wypadł na pełnym gazie jakiś facet z butelką whisky w rękach. Niemalże przed samą moją maską poślizgnął się, upadł, stłukł flaszkę, zerwał się i pobiegł dalej.

Jak się dowiedziałam od klientki Biedronki, która pomagała mi sprzątać co większe kawałki szkła, on tę butelkę dosłownie chwilę wcześniej ukradł.

Karma?

sklep parking

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 152 (158)
zarchiwizowany

#88306

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Wracamy sobie z zakupów.
Po drodze jest pewne specyficzne skrzyżowanie - główna droga skręca, a dochodzi do niej droga podporządkowana w taki sposób, że może się wydawać że z częścią drogi głównej stanowi linię prostą. Nie jest tak jednak, w miejscu styku jest "załamanie".

Skrzyżowanie jest prawidłowo oznakowane na wszystkie strony - są "pizze" i "jajka sadzone"*, a także trójkąt z wyrysowanym schematem skrzyżowania.

Zastanawiam się, o czym myślała rowerzystka, wyjeżdżając nam z podporządkowanej przed samą maską?

*"pizza" - ustąp pierwszeństwa, "jajko sadzone" - "jesteś na drodze z pierwszeństwem" - jedna z poprzednich kursantek mojego instruktora tak uczyła się znaków drogowych :D

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 0 (26)