Profil użytkownika
singri ♀
| Zamieszcza historie od: | 13 września 2011 - 4:02 |
| Ostatnio: | 27 listopada 2025 - 17:19 |
- Historii na głównej: 117 z 152
- Punktów za historie: 19164
- Komentarzy: 1891
- Punktów za komentarze: 12758
poczekalnia
Skomentuj
(4)
Pobierz ten tekst w formie obrazka
Byliśmy dziś z Partnerem na zakupach. Wózek naładowany, marsz do kasy. Gdy już dojeżdżaliśmy do końca kolejki, z boku podbiegł starszy facet i stanął przed nami.
Stanął to stanął, Bóg z nim, poza tym miał tylko dwa artykuły...
Kolejka była dość długa, na tyle że zarówno facet, jak i my staliśmy już w tym przejściu przed kasami. Nagle pojawiła się pani w mundurku pracowniczym, rzuciła ZAPRASZAM DO KASY NUMER JEDEN i siadła na krzesełku.
Uczciwie muszę powiedzieć, że mieliśmy do tej kasy najbliżej, więc ruszyliśmy w tamtą stronę. Owszem, dość szybko. I wtedy usłyszeliśmy wymienionego wyżej faceta jak woła "Ale wolniej, wolniej! Patrzcie no, jak im się spieszy! Wolniej!". Z przyczyn oczywistych nie posłuchaliśmy go, podeszliśmy do kasy i zaczęliśmy wykładać towary na taśmę.
Facet podszedł, minął mnie, jakbym była elementem ekspozycji i odezwał się od razu do mojego Partnera
- To ja będę przed panem!
- Nie, nie będzie pan przede mną.
- Ja tylko szybko przejdę!
- Nie przejdzie pan!
Facet bez dalszych dyskusji przesunął trochę nasz wózek, przecisnął się i podetknął swoje towary przed samą twarz kasjerce, która właśnie zakończyła czynności przygotowawcze i była gotowa do kasowania. Kasjerka spojrzała na mnie i na Partnera przepraszająco, wzięła rzeczy, skasowała...
A facet odwrócił się do mojego Partnera i powiedział:
- Bo widzi pan, w niemieckim sklepie to Polak Polaka powinien wspierać!
Stanął to stanął, Bóg z nim, poza tym miał tylko dwa artykuły...
Kolejka była dość długa, na tyle że zarówno facet, jak i my staliśmy już w tym przejściu przed kasami. Nagle pojawiła się pani w mundurku pracowniczym, rzuciła ZAPRASZAM DO KASY NUMER JEDEN i siadła na krzesełku.
Uczciwie muszę powiedzieć, że mieliśmy do tej kasy najbliżej, więc ruszyliśmy w tamtą stronę. Owszem, dość szybko. I wtedy usłyszeliśmy wymienionego wyżej faceta jak woła "Ale wolniej, wolniej! Patrzcie no, jak im się spieszy! Wolniej!". Z przyczyn oczywistych nie posłuchaliśmy go, podeszliśmy do kasy i zaczęliśmy wykładać towary na taśmę.
Facet podszedł, minął mnie, jakbym była elementem ekspozycji i odezwał się od razu do mojego Partnera
- To ja będę przed panem!
- Nie, nie będzie pan przede mną.
- Ja tylko szybko przejdę!
- Nie przejdzie pan!
Facet bez dalszych dyskusji przesunął trochę nasz wózek, przecisnął się i podetknął swoje towary przed samą twarz kasjerce, która właśnie zakończyła czynności przygotowawcze i była gotowa do kasowania. Kasjerka spojrzała na mnie i na Partnera przepraszająco, wzięła rzeczy, skasowała...
A facet odwrócił się do mojego Partnera i powiedział:
- Bo widzi pan, w niemieckim sklepie to Polak Polaka powinien wspierać!
Lidl
Ocena:
39
(59)
poczekalnia
Skomentuj
(8)
Pobierz ten tekst w formie obrazka
O tym jak dziś byłam o włos od użycia klaksonu i w sumie żałuję że go nie użyłam.
Jechałam sobie samochodem, ulica jednokierunkowa, trzypasmowa. Jechałam prawym pasem, bo raz że ruch prawostronny, a dwa, że tak i akurat pasowało bo za ileś tam miałam skręcać w prawo.
Jadę sobie spokojnie, widzę że auta na lewym i środkowym pasie zatrzymały się przed przejściem dla pieszych, żeby przepuścić grupę pieszych zbliżającą się od lewej strony. To i ja stanęłam. Grupa była spora i "wydłużona", wyglądało to na jakąś wycieczkę, więc chwilę się postało.
I w momencie, gdy ostatnie osoby znajdowały się już na skrajnie prawym pasie (więc tuż przed moją maską) na przejście od prawej strony wjechała rowerzystka. Dość szybko.
Ja wciąż stałam, no bo piesi. Auto po skrajnej lewej już zdążyło odjechać, za nim szczęśliwie nikt nie jechał. Ale kierowca na środkowym pasie, który właśnie ruszał, omal idiotki nie potrącił.
Jechałam sobie samochodem, ulica jednokierunkowa, trzypasmowa. Jechałam prawym pasem, bo raz że ruch prawostronny, a dwa, że tak i akurat pasowało bo za ileś tam miałam skręcać w prawo.
Jadę sobie spokojnie, widzę że auta na lewym i środkowym pasie zatrzymały się przed przejściem dla pieszych, żeby przepuścić grupę pieszych zbliżającą się od lewej strony. To i ja stanęłam. Grupa była spora i "wydłużona", wyglądało to na jakąś wycieczkę, więc chwilę się postało.
I w momencie, gdy ostatnie osoby znajdowały się już na skrajnie prawym pasie (więc tuż przed moją maską) na przejście od prawej strony wjechała rowerzystka. Dość szybko.
Ja wciąż stałam, no bo piesi. Auto po skrajnej lewej już zdążyło odjechać, za nim szczęśliwie nikt nie jechał. Ale kierowca na środkowym pasie, który właśnie ruszał, omal idiotki nie potrącił.
Ocena:
42
(52)
poczekalnia
Skomentuj
(33)
Pobierz ten tekst w formie obrazka
Próbuję się dodzwonić do poradni endokrynologicznej (tarczycę mam do wycięcia). Tak, kazali dzwonić dzisiaj, bo od dziś będą pisać na kwiecień.
Odebrał ten automacik "Przepraszamy, wszystkie nasze linie są zajęte. Jesteś SZÓSTY w kolejce oczekujących".
W trakcie oczekiwania na swoją kolej dostałam sms z informacją, że kończą mi się środki na karcie w telefonie (nienawidzę wszelkich abonamentów). Szybko weszłam na bankowość elektroniczną, doładowałam konto za 50zł... I za chwilę mnie rozłączyło :/
Wybrałam numer ponownie, wysłuchałam regułki... "Jesteś ÓSMY w kolejce oczekujących...
I może powiecie, że to cebulactwo i januszerka, ale wkurza mnie, że wiszę na tym telefonie pół godziny, płacę za to jak za normalne połączenie, a efektywność żadna :/
Ale zapisałam się przynajmniej :D
Odebrał ten automacik "Przepraszamy, wszystkie nasze linie są zajęte. Jesteś SZÓSTY w kolejce oczekujących".
W trakcie oczekiwania na swoją kolej dostałam sms z informacją, że kończą mi się środki na karcie w telefonie (nienawidzę wszelkich abonamentów). Szybko weszłam na bankowość elektroniczną, doładowałam konto za 50zł... I za chwilę mnie rozłączyło :/
Wybrałam numer ponownie, wysłuchałam regułki... "Jesteś ÓSMY w kolejce oczekujących...
I może powiecie, że to cebulactwo i januszerka, ale wkurza mnie, że wiszę na tym telefonie pół godziny, płacę za to jak za normalne połączenie, a efektywność żadna :/
Ale zapisałam się przynajmniej :D
Ocena:
29
(61)
poczekalnia
Skomentuj
(13)
Pobierz ten tekst w formie obrazka
W tej historii ja byłam trochę piekielna, przyznaję.
Jest u nas w mieście takie skrzyżowanie, całkiem spore, na którym porządku pilnują dobrze zorganizowane światła kierunkowe. Póki światła działają, wszystko gra i buczy. Niestety, ostatnio lubią ulegać awarii...
Wracając po odwiezieniu najstarszej córki do szkoły pojechałam właśnie na to skrzyżowanie. Zasugerowałam się tym, że wczoraj i przedwczoraj, gdy podjeżdżałam do niego od drugiej strony, drogą z pierwszeństwem, światła działały. Dziś pojechałam "na skróty" i podjechałam do rzeczonego skrzyżowania drogą podporządkowaną. I oczywiście trafiłam na awarię świateł.
Stoję na tej podporządkowanej, czekam na okazję do wyjazdu. Droga z pierwszeństwem to najbardziej ruchliwa arteria Puław. Trzy pasy w jedną stronę, trzy pasy w drugą, ja muszę w lewo.
Auto na skrajnym prawym pasie skręcało w prawo, za nim był dostawczak, który też migał w prawo. Skrajny lewy pas był pusty. Słabo widziałam, co dzieje na środkowym, więc powoli przekroczyłam linię warunkowego zatrzymania i natychmiast stanęłam jak wryta, bo auto pojawiło się niemalże znikąd. Dopuszczam możliwość że nie widziałam go przez dostawczak, miał pierwszeństwo, więc uniosłam dłoń w geście "przepraszam" i skinęłam głową. Kierowca zatrzymał się, chyba odruchowo, zupełnie niepotrzebnie, bo nie wjechałam jeszcze na jego pas.
I do tej pory to ja byłam piekielna. Ale nie rozumiem, w jaki sposób sytuację poprawiło wymachiwanie rękami i krzyczenie czegoś, czego z racji zamkniętych okien i tak nie mogłam usłyszeć. Na środku skrzyżowania. Blokując ruch. Co to miało zmienić?
Jest u nas w mieście takie skrzyżowanie, całkiem spore, na którym porządku pilnują dobrze zorganizowane światła kierunkowe. Póki światła działają, wszystko gra i buczy. Niestety, ostatnio lubią ulegać awarii...
Wracając po odwiezieniu najstarszej córki do szkoły pojechałam właśnie na to skrzyżowanie. Zasugerowałam się tym, że wczoraj i przedwczoraj, gdy podjeżdżałam do niego od drugiej strony, drogą z pierwszeństwem, światła działały. Dziś pojechałam "na skróty" i podjechałam do rzeczonego skrzyżowania drogą podporządkowaną. I oczywiście trafiłam na awarię świateł.
Stoję na tej podporządkowanej, czekam na okazję do wyjazdu. Droga z pierwszeństwem to najbardziej ruchliwa arteria Puław. Trzy pasy w jedną stronę, trzy pasy w drugą, ja muszę w lewo.
Auto na skrajnym prawym pasie skręcało w prawo, za nim był dostawczak, który też migał w prawo. Skrajny lewy pas był pusty. Słabo widziałam, co dzieje na środkowym, więc powoli przekroczyłam linię warunkowego zatrzymania i natychmiast stanęłam jak wryta, bo auto pojawiło się niemalże znikąd. Dopuszczam możliwość że nie widziałam go przez dostawczak, miał pierwszeństwo, więc uniosłam dłoń w geście "przepraszam" i skinęłam głową. Kierowca zatrzymał się, chyba odruchowo, zupełnie niepotrzebnie, bo nie wjechałam jeszcze na jego pas.
I do tej pory to ja byłam piekielna. Ale nie rozumiem, w jaki sposób sytuację poprawiło wymachiwanie rękami i krzyczenie czegoś, czego z racji zamkniętych okien i tak nie mogłam usłyszeć. Na środku skrzyżowania. Blokując ruch. Co to miało zmienić?
Ocena:
26
(60)
1
« poprzednia 1 następna »