Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

singri

Zamieszcza historie od: 13 września 2011 - 4:02
Ostatnio: 19 września 2018 - 7:49
  • Historii na głównej: 20 z 31
  • Punktów za historie: 5111
  • Komentarzy: 706
  • Punktów za komentarze: 4271
 
zarchiwizowany

#80341

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Co do http://piekielni.pl/80299 - jakim upodlonym człowiekiem trzeba być, by ukraść z korytarza WÓZEK INWALIDZKI?

kradzież złodziej bezczelność inwalidzi

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -15 (21)

#78867

(PW) ·
| Do ulubionych
Kiedyś studiowałem. Przerwało mi się po drugim roku - wyprowadziłem się z Lubą za granicę. Co pomogło w decyzji o wyprowadzce?

Zbliżał się termin zaliczenia trudnego przedmiotu - 15 godzin laborek, 30 godzin wykładów, żeby móc podejść do zaliczenia wykładu trzeba oczywiście najpierw zdać laborki.

Test miał się odbyć w czwartek, o godzinie 9.45 w sali 310 w budynku D. No to idę. I się od drzwi odbiłem. Zonk, o co chodzi. Biegnę szybko do domu, bo komputery informacyjne na uczelni odmówiły posłuszeństwa, sprawdzam USOS - no jak byk, miejsce i godzina się zgadzają, data też.

Co się okazało? Pani wykładowczyni zmieniła sobie termin i miejsce - dzień bez zmian, z tym że na 8.00 w sali 210 budynku C. Tylko jej się nie chciało wprowadzić zmiany do systemu. Ok, trudno, w poniedziałek jest termin poprawkowy, pójdę i odklepię (byłem w miarę solidnie przygotowany).

Poniedziałek, wchodzę na salę, razem ze mną niemała grupa mi podobnych.

Wykładowczyni: Ale pana to ja nie dopuszczę.
Ja: Dlaczego?
W: Regulamin studiów podpisał? To wie, że miał 3 dni, na usprawiedliwienie u mnie swojej nieobecności w pierwszym terminie.
Ja: (lekki zonk, podobnie jak pozostali, skinienie na innych, którzy już siedzą z testami na ławach) Przecież oni też nic nie usprawiedliwiali.
W: Ale brakło mi już testów, bo odbiłam określoną ilość.
Ja: (spoglądam wymownie na ostatni pusty test, który leży na jej biurku)
W: To jest kopia do archiwum uczelni.

Odwróciłem się na pięcie i wyszedłem.

Przez cały semestr byłem JEDYNĄ osobą w grupie, która była obligatoryjnie, z samego rana wywoływana "do tablicy" celem omówienia zadanej pracy. Jeżeli już szedł ktoś inny - to po mnie i "na ochotnika". A przedmiot niełatwy - to był pierwszy raz w życiu, kiedy regularnie musiałem zarywać nocki przed laborkami, żeby ogarnąć te zadania.

Nadal nic wielkiego? Zaniosłem wniosek o urlop dziekański (ot, rok do namysłu, czy warto to ciągnąć - po roku już złożyłem rezygnację) do BOS-u. Miła pani w BOS-ie (serio, one nie gryzą) pyta co się stało. Wyłuszczam sytuację, miłej pani szczęka spada pod biurko. Cóż... Regulamin studiów podpisał, ale nie ma tam nic na temat "usprawiedliwień". Jak się okazało, nie tylko moim prawem, ale wręcz obowiązkiem było po prostu stawić się w drugim terminie. Podobnie jak obowiązkiem wykładowcy było wprowadzić informację o zmianie terminu egzaminu do systemu.

studia

Skomentuj (29) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 284 (318)

#78545

(PW) ·
| Do ulubionych
"Obrońcy" cudzych dzieci.

Sklep, kolejka do kasy. Dziecko (4 lata) znajomej koniecznie chce dostać jakąś słodycz. Bierze towar z półki i biegnie do matki z krzykiem, że to chce i ona ma mu to kupić. Znajoma dziecku tłumaczy, że nie kupi mu tej słodyczy, bo w koszyku znajdują się 2 inne i że nie należy jeść tyle słodyczy i przecież ustalili, że kupują 2 opakowania słodyczy.

Dziecko oczywiście dalej swoje, że chce to, że tamtych już nie chce, tylko to i zaczyna ryczeć. Matka ze stoickim spokojem tłumaczy, że zgodnie z ustaleniami dziecko może sobie wybrać 2 rzeczy. Dzieciak wybiera wszystkie trzy. I ryczy.

Z boku przygląda się sytuacji obca kobieta i mówi do znajomej:
- Proszę kupić dziecku wszystkie trzy słodycze, przecież widzi pani, że on chce.
Znajoma ze spokojem (takim jak do dziecka, widać, że cierpliwość ma przeogromną).
- Proszę pani, przed wyjściem do sklepu ustaliłam z dzieckiem, że kupujemy 2 opakowania słodyczy. Nie mogę teraz zmienić zdania.

Kobieta nalega żeby dziecku kupić wszystkie 3. Głośno lamentuje jakie to matki są w tych czasach wyrodne, dziecku żałują cukierków, co to za dzieciństwo bez słodyczy itp. Zwraca się do dziecka:
- A ty chciałbyś te wszystkie 3 słodycze?
- Tak!
- To powiedz mamie, że chcesz.

I dziecko (które bardzo uważnie przyglądało się dyskusji) znów zaczyna histeryzować, że chce i mama ma natychmiast kupować. Znajoma zignorowała kobietę i ryki swojego dziecka, akurat była jej kolej w kasie i kupiła dziecku tylko 2 opakowania, a trzecie odłożyła. Kobieta dalej nie przestała lamentować.

I tu finał historii, który (jak dla mnie) jest bardzo dziwny - kobieta tak się uparła, że sama kupiła trzecie opakowanie, dogoniła moją znajomą przed sklepem i wręczyła dziecku słodycze.

Znajomej opadła szczęka. Kazała dziecku oddać pani słodycze (bo jest uczone, żeby od obcych ludzi nie brać żadnych prezentów). Kobieta się zbulwersowała, zaczęła krzyczeć na pół ulicy, wygrażała, że zadzwoni do MOPSu i innych instytucji. Dziecko rzecz jasna ponownie wpadło w histerię.

Powiedzcie mi proszę - czy ta kobieta postradała zmysły?

sklepy

Skomentuj (43) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 342 (356)

#77748

(PW) ·
| Do ulubionych
Pogoda sprzyja, to z młodym moim chodzimy co dzień na plac zabaw. Uzbrojeni w wiaderko, łopatki i co tam dziecku do zabawy w piasku potrzeba. Ale jesteśmy w mniejszości, jeśli chodzi o przynoszenie swoich zabawek do piaskownicy. Większość rodziców zabiera dziecko do piaskownicy bez niczego. Dosłownie. Mój młody ma fioła na punkcie swojego wiaderka i łopatki.

Można mu było zabrać wszystko, byle nie te dwie rzeczy. Do czasu, aż zobaczył, że kiedy jakieś dziecko zabiera jego zabawkę, to później nie chce oddać. Więc on już automatycznie reaguje zabieraniem co swoje, jak widzi że ktoś się bawi jego rzeczą. Ale tu piekielność rodziców się pokazuje. Taki zestaw do piaskownicy na allegro to koszt 10-16 zł. Serio, ciężko odżałować i kupić żeby dziecko nie musiało się prosić? Ewentualnie zabrać z domu ciężko?

Większość rodziców przywozi dzieci w wózkach, co to za problem wrzucić to do koszyka i po sprawie. Ale nie, a potem głupie tłumaczenie "zostaw to jest chłopczyka/dziewczynki, nie nasze nie możesz się bawić", taki szkrab 1-1,5 roku nie rozumie i jest histeria. A wystarczyłoby po prostu zabrać te nieszczęsne gadżety i nie było by problemu.
Nie, bo po co.

plac zabaw

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 210 (252)

1