Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

spielmitmir

Zamieszcza historie od: 2 kwietnia 2012 - 19:42
Ostatnio: 26 maja 2020 - 10:38
  • Historii na głównej: 8 z 9
  • Punktów za historie: 4154
  • Komentarzy: 133
  • Punktów za komentarze: 928
 

#85918

(PW) ·
| Do ulubionych
Leci mi dziewiąty rok na obczyźnie, w tym roku stuknie mi trzydziestka.

Właśnie moja mama przyznała w rozmowie telefonicznej, że nie ma pojęcia, gdzie pracuję, czym się zajmuję i jak w ogóle wygląda moje życie.

Na moje pytanie, dlaczego nigdy nie zapytała, odpowiedziała, że przecież żyję w grzechu i tylko to jest najważniejsze. Jak z tego grzechu wyjdę (czyli wezmę ślub z wieloletnim partnerem), to wtedy będziemy mogły porozmawiać o reszcie.

Skomentuj (39) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 171 (201)

#85914

(PW) ·
| Do ulubionych
Mieszkam za granicą, w miejscowości rodzinnej jestem bardzo rzadko ze względu na odległość. Co się z tym wiąże, rodzinę widzę też nieczęsto.

Moja babcia zawsze się żali na to, że rzadko u niej bywam, co jest oczywiście zrozumiałe.

Nieco mniej zrozumiałe jest dla mnie jednak to, że w czasie mojej ostatniej wizyty przez prawie godzinę telefonowała z jakąś koleżanką i głośno uciszała mnie oraz mojego tatę za każdym razem, kiedy próbowaliśmy zamienić kilka słów.

Dodam, że ostatnio widziałyśmy się cztery miesiące temu.

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 132 (154)

#69843

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w Niemczech w sklepie ze zdrową żywnością. Posiadamy również kosmetyki i inne drobiazgi, wszystko bardzo dobrej jakości i ekologiczne, co wiąże się z wysokimi cenami.

Klienci to przekrój społeczeństwa. Od skromnie ubranych starszych ludzi, kupujących po kilka ziemniaków, dwie marchewki i coś na chleb, po wyraźnie bogatych i wydających u nas za jednym razem równowartość mojej pensji.

Ostatnio zauważyłam jednak, że znacznie wzrosła u nas sprzedaż kosmetyków. Mowa tu o produktach głównie firmy Dr Hauschka, kosztujących naprawdę dużo. Możecie sprawdzić na Amazonie, ceny wahają się od kilkunastu do ponad 200 (!) euro.

Ostatni tydzień spędziłam pracując na kasie, więc miałam okazję przyjrzeć się klientom i sama nie wierzyłam w to, co zobaczyłam.

Wiecie, kto kupuje te wszystkie burżujskie kremiki i odżywki, o których ja mogę tylko pomarzyć, chociaż uczciwie pracuję? Uchodźcy z pobliskiego obozu, wszystko młodzi, zdrowi mężczyźni (nie widziałam ani jednej kobiety), płacący w większości grubymi nominałami.

Można się denerwować, zastanawiać, skąd mają tyle pieniędzy, obruszać, być rozżalonym polityką państwa, dającemu obcym lekką ręką takie pieniądze. Można, ale mnie bardziej intryguje pytanie: po co tym wszystkim mężczyznom odżywki do włosów za 40 euro tubka?

zagranica

Skomentuj (36) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 283 (439)

#69508

(PW) ·
| Do ulubionych
Moja mama jest osobą głęboko wierzącą. Nie od święta, nie powierzchownie, tylko z prawdziwego zdarzenia, do tego o poglądach mocno radykalnych. Jest na rencie, pieniędzy ma mało, ale sobie radzi.

Mieszkam w Niemczech, jednak staram się jej pomagać, jeśli mogę. Jestem uczennicą, do tego pracuję, jednak na rękę dostaję poniżej 500 Euro, z tego muszę się utrzymać, ale nie narzekam. (Jeśli ktoś się orientuje, co to jest Ausbildung, wie, o czym mówię i jak ciężko jest z zarobkami).

Wiedziałam, że moja mama interesuje się zdrową żywnością, więc postanowiłam jej zrobić niespodziankę. Odkładałam przez kilka miesięcy co mogłam, choć było ciężko. Wielokrotnie rezygnowałam z wielu rzeczy, ale nie uskarżałam się, bo nie mogłam się doczekać radości mojej mamy. W końcu zabrałam wszystko, co zaoszczędziłam i udałam się do sklepu ze zdrową żywnością. Nakupowałam różnych cudów: sól w kryształach z Himalajów, dziki ryż, kakao w całych ziarnach, różne ziarna, syropy i cuda niewidy. Wszystko rzeczy, których albo nigdy nie widziała, albo na które nie mogła sobie pozwolić.

Wiadomo, jakie są ceny takich produktów, do tego z certyfikatem BIO. Ponadto poświęciłam wiele godzin, by wszystko ponumerować, wypisać i przetłumaczyć składniki na język polski, poszukałam w internecie różnych możliwości spożycia. Słowem, włożyłam w to całe serce.

Chciałam poczekać do Bożego Narodzenia i zrobić z tego prezent, ale zmieniłam zdanie i postanowiłam dać jej wszystko podczas ostatniej wizyty, jakiś tydzień temu. Mama oczywiście zachwycona, ja cieszyłam się, że będzie miała jakiś czas coś dobrego do jedzenia, że spróbuje rzeczy, o których do tej pory mogła co najwyżej pomarzyć.

Wróciłam do siebie, dobry nastrój trwał w najlepsze.

Dwa dni temu temu otrzymałam telefon od mamy. Cała w skowronkach opowiedziała mi, że przyszła do niej bratowa (kiedyś o niej pisałam, kobieta, która całe życie żyje na zasiłkach, do tego ponad stan), narzekała na brak pieniędzy, brak pracy dla ludzi z jej wykształceniem, że nie ma za co jedzenia na obiad kupić.

I wiecie, co zrobiła moja mama? Lekką ręką oddała jej WSZYSTKO, co jej kupiłam. Ignorując wysiłek, jaki włożyłam w wielomiesięczne oszczędzanie, opisywanie, tłumaczenie. Bo bratowa potrzebuje pomocy, a ksiądz w Kościele mówił, że trzeba pomagać, a ona OTRZYMA ZA TO NAGRODĘ W NIEBIE.

Różne rzeczy przeżyłam, ale tym razem ogarnął mnie taki żal i bezsilność, że po prostu klapnęłam na kanapę i przeryczałam cały wieczór.

Moja mama doskonale zdawała sobie sprawę z wartości prezentu, bo zapytała i chociaż nie podałam dokładnej ceny, dałam do zrozumienia, że tani nie był. Kilkadziesiąt stron tekstu też nie pisze się samo.

Ciotka jest osobą w rodzinie znaną, więc nie ma tu mowy o zamydleniu oczu. Po prostu mama postanowiła po raz kolejny zignorować zdrowy rozsądek i wesprzeć pasożyta.
Gdyby mama oddała te rzeczy naprawdę potrzebującej osobie, nie powiedziałabym ani słowa.

Nie krytykuję też wiary samej w sobie, daleko mi do tego. Jeśli jednak uczucia córki są dla niej mniej ważne od tego typu zachowań, to coś jest bardzo nie na miejscu. Nie robiłam też jej wyrzutów, nawet tego nie skomentowałam, bo wiem, że nie miałoby to żadnego sensu.

Skomentuj (42) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 424 (628)

#54008

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam sąsiada, z którym, jak słyszałam od lokatorów z dłuższym "stażem", od zawsze były problemy. Jednak to, co zdarzyło się ostatnio, przeszło w moich oczach wszystko, o czym mi opowiadali.

Sąsiad, pan J., nienawidzi psów. Przed naszym niewielkim budynkiem mamy kilka małych skrawków trawy, a pan J. przywłaszczył sobie jeden z nich, choć nie miał do tego najmniejszego prawa. Jakiś krzaczek, nic specjalnego, czasem podlana trawa.

W okolicy mamy dużo właścicieli psów, ale, o dziwo, kultura również na wysokim poziomie, może dlatego, że większość osób się zna i nikt nie chce nikomu znajomemu narobić pod oknem. Zawsze wszystko ładnie posprzątane, właściciele pilnują, żeby psy nic nie niszczyły itd. Można rzec - idylla.

Niestety to nie podobało się panu J. Non stop robił awantury osobom, których psy wbiegały na chwilę na "jego" trawnik (przypominam, że nie należał on w żadnym stopniu do niego), albo nawet tęsknie spojrzały w jego stronę.

Ostatnio pan J. przeszedł jednak samego siebie. W psa znajomej, którego zastał na "swoim" trawniku, zaczął rzucać kamieniami. I to nie lekko, jakimś żwirkiem, dla odstraszenia zwierzaka. S*****syn (przepraszam, ale inaczej nie potrafię) rzucał, żeby zranić.

Efektem są dwa trafienia: jedno w bok (niestety suczki nie chroniła sierść, jest w typie boksera, więc dość mocno oberwała), drugie w oko. Pies przeszedł operację, ale nie udało się oka uratować. 11-miesięczna Merry musi sobie od teraz radzić z jednym, że nie wspomnę o bólu, jaki musiała przeżyć. Stała się też nieufna i bardzo strachliwa.

Właścicielka psa nie zamierza odpuścić, jest kilku świadków, w tym ja. Będziemy walczyć razem z nią o jak najwyższą karę dla pana J. Boję się, że któregoś dnia coś podobnego spotka mojego 9-miesięcznego psiaka, bo piekielny sąsiad mieszka dokładnie pode mną, a "jego trawnik" znajduje się dokładnie przy wyjściu z mojej klatki. Kto wie, co strzeli do głowy człowiekowi, który nie ma zahamowań przed krzywdzeniem zwierząt.

zagranica

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 738 (858)

#45945

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia znajomego mieszkającego w Berlinie. Osoby nieco obeznane z sytuacją wiedzą, jak duży problem stanowi tu ludność pochodzenia tureckiego, a i ja przychylam się do tej opinii.

Otóż znajomego zostawiła żona, odeszła z jakimś Turkiem. Trudno, zdarza się. Problem pojawił się po kilku miesiącach, gdy szanowna exmałżonka zostawiła nowego "chłopaka".
Znajomy zaczął otrzymywać od niego pogróżki, telefoniczne i pisemne. Grożono mu śmiercią, obarczając winą za niestałość byłej żony.
Niestety na pogróżkach się nie skończyło. Banda Turków próbowała go pobić, otruć jego psa, zniszczyła samochód i nie dawała spokoju psychicznego, grożąc mu jeszcze gorszymi konsekwencjami. Znajomy więcej czasu spędzał na policji niż w domu, niestety sprawa nie chciała się uspokoić.

Przed dwoma miesiącami znajomy pochował 22-letniego syna. Zginął w wypadku samochodowym, spowodowanym awarią hamulców auta znajomego. Sprawa o tyle dziwna, że po poprzednim zniszczeniu samochodu był on dwa razy gruntownie naprawiany i sprawdzany u mechanika. Dowodów na udział osób trzecich brak.

Znajomy jest tak załamany, że nie jest w stanie normalnie funkcjonować. Wydaje się, że jedynym sposobem na powrót do normalności jest przeprowadzka na drugi koniec Niemiec, bo nawet jeśli główny sprawca odpowie za swoje czyny, to na wolności zostaną jego kuzyni, bratankowie, siostrzeńcy i bracia, którzy będą chcieli pomścić członka rodziny.

Niestety takich przypadków jest coraz więcej. Ludzie w niektórych dzielnicach boją się wieczorem wychodzić z domu, by nie podpaść któremuś z tureckich współmieszkańców.

Czy przesadzę, porównując tę sytuację z Romami w Polsce? Czy może nie jest u nas jeszcze tak źle?
Może mam do tego podejście lekko rasistowskie, choć wcale nie twierdzę, że pochodzenie determinuje charakter człowieka. Ale sposób wychowania w danej kulturze, i owszem.

Skomentuj (75) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1024 (1138)

#29547

(PW) ·
| Do ulubionych
Kilka lat temu Piekielna Ciotka zawitała w nasze skromne progi, czyli w progi samotnej niepełnosprawnej matki utrzymującej się z niewielkiej renty. Jako że Piekielna Ciotka nigdy chęcią do pracy nie pałała, a jeśli już jakąś znalazła, to szybko wylatywała z hukiem, brakowało jej dość sporo czasu pracy do wcześniejszej emerytury.

I tu utworzył się w jej głowie plan idealny – niepełnosprawna bratowa zatrudni ją jako opiekunkę, opłaci podatki, aby Piekielna Ciotka mogła spokojnie doczekać emerytury! Mama podejrzewając podstęp odmówiła. Dopiero po jakimś czasie została uświadomiona, ile musiałaby płacić skarbówce za takiego „pracownika”, mianowicie ubezpieczenie plus inne opłaty przekroczyłyby jej skromne dochody.

Strach pomyśleć co by było, gdyby nieświadomie podpisała podsunięte jej przez Ciotkę dokumenty...

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 556 (578)

#28519

(PW) ·
| Do ulubionych
Saga o Piekielnej Ciotce.

Piekielna Ciotka jest osobą ciągle nie mającą pieniędzy i uważającą za normalne, że inni powinni sponsorować jej zachcianki. Historii z jej udziałem jest mnóstwo i nie da rady napisać ich w jednej całości, dlatego dziś opiszę tylko jeden z wielu incydentów.

Działo się to jakieś 2-3 dni przed ślubem mojej kuzynki. Piekielna Ciotka zadzwoniła do jej ojca z informacją, że chce się spotkać w mieście, a wujek myśląc, że może to być coś poważnego, zgodził się i pojechał.

Kiedy Piekielna Ciotka wsiadła do samochodu i wyjaśniła w czym rzecz, wujek zaniemówił.

Piekielnej Ciotce właśnie zmarła siostra, mieszkająca na południu Polski, co najmniej 500km od nas. I tak, Piekielna Ciotka zażyczyła sobie, by wujek zawiózł ją teraz tam swoim samochodem na pogrzeb... Nie pomogła argumentacja, że za kilka dni jego jedyna córka wychodzi za mąż. No bo jak ONA się dostanie na pogrzeb?

Kiedy stało się jasne, że nic z tego nie będzie, Piekielna Ciotka wysiadła z samochodu trzaskając drzwiami i ucichło o niej aż do następnego razu. :)

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 599 (687)
zarchiwizowany

#28516

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Jest to moja pierwsza historia na piekielnych.
Historia, którą chcę opowiedzieć, wydarzyła się już dość dawno, kiedy byłam w 5 klasie podstawówki. Moi rodzice są rozwiedzieni, mieszkam sama z mamą poruszającą się o kulach. Na naszej klatce w bloku mieszkała starsza kobieta, do czasu dobra sąsiadka. Często przychodziła, by po prostu posiedzieć i porozmawiać (całkiem przypadkowo najczęściej w okolicach obiadu), ale ogólnie nigdy nie było z nią problemów i była bardzo miła.

Niestety nadszedł moment, kiedy moja mama musiała po raz kolejny przejść ciężką operację w szpitalu. Nie mając mnie z kim zostawić, oddała mnie pod opiekę „zaufanej” do tej pory sąsiadce. Pobyt mamy w szpitalu trwał ok. 2 miesięcy. Oczywiście pieniądze przeznaczone na opiekę nade mną zostały sąsiadce przekazane, odebrała ona również rentę mamy za kolejny miesiąc.

Wakacje moje wyglądały jednak w inny sposób niż było zaplanowane – otóż całe dnie, od rana do godziny 20.00 spędzałam u babci, u niej jadłam wszystkie posiłki, u niej były prane moje ubrania, więc zadanie sąsiadki polegało tylko i wyłącznie na kładzeniu mnie spać i budzeniu rano.
Żeby nie było zbyt pięknie, po powrocie mama postanowiła sąsiadkę rozliczyć, jako że nam się nie przelewało, a kwota na tamte czasy była bardzo duża. Po przeliczeniu i zaokrągleniu na korzyść pomocnej sąsiadki, okazało się, że zniknęło ponad 600zł i część biżuterii z domu. Sąsiadka się wyparła i jeszcze opiep**yła mamę od góry do dołu, że nie będzie do dzieciaka dopłacać. Mama jako człowiek niekonfliktowy odpuściła.

Nie rozumiem tylko, jakim można być człowiekiem, by okradać samotną, niepełnosprawną matkę z małym dzieckiem, i do tego w czasie, kiedy ta przechodzi kolejną operację?

Sąsiadka nigdy nie przeprosiła ani nie próbowała w jakikolwiek sposób naprawić sytuacji. Umarła 2 lata temu, a że jej rodzina mieszkała daleko i rzadko do niej zaglądała, jej ciało odkryło pogotowie po wyważeniu drzwi dopiero kilka dni po jej śmierci. Czy nie lepiej po prostu żyć w uczciwie i w zgodzie z sąsiadami?

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 231 (251)

1