Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

sweetcd86

Zamieszcza historie od: 3 czerwca 2011 - 13:23
Ostatnio: 21 sierpnia 2019 - 14:45
Gadu-gadu: 9009859
  • Historii na głównej: 9 z 12
  • Punktów za historie: 4955
  • Komentarzy: 84
  • Punktów za komentarze: 278
 
zarchiwizowany

#46342

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia sprzed ok 6 miesięcy.

Siedzę sobie w pracy, uzupełniam dane dowodowe. Obok w pomieszczeniu moja kierowniczka. Normalnie pracują w biurze 4 osoby, ale 2 wzięły wolne, więc byłyśmy tylko my.

Przychodzi sobie pani, z papierkiem że się wymeldowała z poprzedniego miejsca pobytu stałego i u nas się chce zameldować. Pani od meldowania na urlopie, ja nie mogę jej zameldować, ale może kierowniczka. Spokojnie sobie wypełniają świstki i tabelki więc wyłączyłam się i oddałam ponownemu wklepywaniu danych w system.
Z mojego własnego świata literek i cyferek wyrwał mnie wrzask petentki (pisownia oryginalna, mieszkam na śląsku):

"Co ty mie tu godosz!? To jest mój mąż i ja se go moga sama meldować kaj chca! Ty nas mosz zameldować, bo ty od tego tu żeś jes!"

Kierowniczka spokojnie tłumaczy że nie może, że pan musi sam wyrazić wolę zameldowania i w tym celu powinien osobiście stawić się do urzędu, aby podpisać papierek.

"To jo go podpisza, pokoż kaj!"

Kierowniczka tlumaczy, że on musi sam, ona nie może.

"Ale to jes mój mąż!!" (drze się coraz głośniej)

Znów tłumaczenie, spokojne, dlaczego taka procedura. Grochem o ścianę.

"Jo wszysko żech dziś za niego podpisała, w Zusie, w Skarbówce i wymeldowałach też go sama!! Ino wy KU*** problemy robicie! On jest w robocie, to co on ma robota ciepnąć żeby ci jedyn świstek podpisać!? Jo se wolne żech wzieła, on nie może! Tyś tu jest żeby ludziom pomogać a nie utrudniać życie!!!!"

W kółko to samo tłuamczenie. Ze my nie pozwolimy się jej samej za męża podpisać bo nie wiemy czy on chce i tłumaczenie i zapewnianie, że "łon chcy" nas nie przekona.

Koniec końców czerwona i wściekła petentka rzuciła wypełnionymi papierkami w kierowniczkę, oświadczyła że "łona tu już nie przidzie i nic już łod nas nie chce" i wyszła.

Stoimy tak sobie i widzimy, że zostawiła papiery dot. wymeldowania, które musi ze sobą mieć. Kierowniczka poprosiła, żebym za nią pobiegła i jej to dała.
Wybiegłam z urzędu i widzę jak wraca. A raczej nerwowo kroczy wywijając reklamówką.

Wyrywa mi papiery i upycha je nerwowo do tejże reklamówki (pomijam fakt że wygniotła je przy tym strasznie).
Upychając tak te dokumenty, z głowa wsadzoną prawie do środka mówi :

"Pani taka miła, pani by mi to zrobiła, bych sie nie musiała nerwować, Pani jest inna niż ta staro pin*a"

Tłumacze Pani, że nie mam prawa jej zameldować, jak równiez kierowniczka nie ma prawa dla niej naginać przepisów.

I tu punkt kulminacyjny. Papiery przestały być upychane, lecz ręka z nimi nadal w reklamówce. Z reklamówki wynurza się tylko łeb petentki, czerwony, wykrzywiony, wściekły łeb ryczący z sylaby na sylabę głośniej:

"o wwwYYYYY KUR*Y!!!!!!! TO JA DO WAS ŻEM 3 PRZYSTANKAMI JECHAŁA, W WY MI TAKIE PROBLEMY!!!!! O WY KUR*Y JE***E!!!!

Poszłam sobie. Po prostu odwróciłam się i sobie poszłam. Pani jeszcze coś krzyczała, ale zza zamkniętych drzwi już nie słyszałam. Moją głowę zajęła wizja jej, jadącej do nas kawałkiem chodnika, po ulicy, kurczowo trzymającej się rozkładu jazdy. No w końcu przystankiem przyjechała. Ba.. nawet trzema!

urząd

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 140 (272)
zarchiwizowany

#46339

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Tak się jakoś zdarzyło, że po 4 latach znów jestem sama. Cały sposób rozstania się to też dość piekielna historia, chętnie później opiszę.

Jako osoba dość nieśmiała i lubiąca mieć pierwsze kilka spotkań "on -line" niż "w realu" (co tez od razu weryfikuje, komu bym miała ochotę poświęcić czas i wyjść na spotkanie) postanowiłam założyć konto na portalu randkowym. Dodałam zdjęcia, uzupełniłam jako tako pola wymagane i czekam. Po wielu wiadomościach od podstarzałych panów z brzuszkiem i łysinką, starszych o 20 lat wzwyż (ja mam 27) dodałam nawet opis, że dziękuję tym, którzy są starsi więcej niż 4 lata.

Na drugi dzień dostałam wiadomość od naprawdę sympatycznie wyglądającego faceta. Zadbany, przystojny, nie w typie kena (czyt. widząc go nie zwymiotowałam na klawiaturę). 29 lat - czyli mieści się w mojej skali.Dodatkowo znał kilka języków, a profil opisany no tak że cud miód. Zapytał jak mija dzień i podał numer gg.
Zagadałam na to gg, ale w katalogu chłop ma o 4 lata więcej i mieszka zupełnie gdzie indziej. Nasza rozmowa (ja zaczynam):

- No cześć. A dane prawdziwe, to z portalu czy z gg?
- Z gg, no raczej.
- Hmm. czyli pierwsze kłamstwo na początek znajomości?
- Hmm.... przepraszam. Szukam młodej laski dla siebie.
- A te języki, to pasja, czy tyle ich w szkole miałeś?
- Ja tylko w tych językach umiem powiedzieć dzień dobry. A w ogóle kto ty jestes?
- To ilu osobom ty podałeś już swoje gg, że nie umiesz się odnaleźć w tym kto kim jest?
- Tylko Tobie.
- Mhm, to idź teraz do mojego profilu i przeczytaj jeszcze raz opis, o ile go w ogóle czytałeś.
- No.


Jakieś 15 minut przerwy. Mam aktywację, więc wiem że nie był czytać profilu
Zagaduje on:

- To chcesz się spotkać?
- Nie
- A to spi****al. P ch** mi dupe zawracałaś?


JA ci zawracałam!?

Portal randkowy gg

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 111 (289)
zarchiwizowany

#10724

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia sprzed trochę ponad roku. Kupiłam jakiś przedmiot na Allegro i możliwa była tylko wysyłka tylko kurierem - niestety nie pamiętam jakim.
Godzina 12:00. Siedzę w pracy. Dzwoni moja prywatna komórka, pokazuje się nieznany mi numer i odbieram:
-Tak słucham?
-Kurier, dzień dobry, mam dla Pani paczkę ale nikogo nie ma w domu.
-Jestem w pracy, nie ma mnie w domu.
-W pracy Pani jest??!!
-Tak w pracy.
-W pracy o tej porze??!!
-Tak proszę Pana, o tej porze zazwyczaj każdy jest w pracy, Pan również.
-Aha, hmmmm... (tutaj pan chyba układał sobie w głowie i przyswajał informację że naprawdę o 12:00 ludzie pracują, choć wyczuwało się jednak lekkie niedowierzanie)... to co ja mam zrobić?
-To jutro może Pan pojechać ok 15:00, będę w domu.
-Ja jutro bym był znów o 12:00. To ja może zostawię sąsiadowi.

Zgodziłam się żeby zostawił paczkę sąsiadowi i choć nie potrafił zrozumieć czemu o 12:00 nie ma mnie w domu, to misję pozostawienia paczki sąsiadowi wziął sobie chyba za życiowy cel - mieszkam na osiedlu domków jednorodzinnych, otoczona zewsząd takowymi, więc Pan wykonał 6(!) telefonów, że tu nikogo nie ma i on idzie do następnego domku (i tak jeszcze 5 kolejnych razy).

Po tej historii zadzwoniłam na informację, co jeśli 2 razy nie zastanie mnie kurier bo jestem w pracy - w odpowiedzi usłyszałam: "jeśli planuje pani odbiór przesyłki, proszę sobie wziąć w ten dzień wolne lub nie korzystać z usług firmy kurierskiej".

firma kurierska

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 168 (204)

1