Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

szaramucha

Zamieszcza historie od: 23 lutego 2021 - 3:43
Ostatnio: 16 maja 2022 - 10:57
  • Historii na głównej: 8 z 10
  • Punktów za historie: 1015
  • Komentarzy: 27
  • Punktów za komentarze: 68
 

#89108

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Mój tata jest muzykiem i współpracował w kilku projektach na przestrzeni wielu lat. Rynek muzyczny w Polsce jest beznadziejny, więc i dużo z tego pieniędzy nie było, ale jak się kocha grać, to z pasją nie wygrasz ;) Lata temu przyjaciel taty, który jest członkiem jednego z najpopularniejszych zespołów polskich zaproponował mu pracę jako pomoc techniczna, bo akurat zespół ruszał w trasę. Tata zgodził się bez wahania, bo zarobek niezły, praca nie hańba, a i co może być fajniejszego niż pracować z najlepszymi przyjaciółmi?

Byłam wtedy nastolatką i znałam wszystkich. Zarówno przyjaciela taty, cały zespół i wszystkich dookoła (wizażystki, stylistki, techników).

Któregoś razu zespół grał w moim mieście, więc poza koncertem wybraliśmy się całą rodziną (mama, brat, wujek) na zaplecze by się przywitać i pogratulować. Siedzimy sobie wszyscy w salce, atmosfera fajna, koncert był bardzo udany. W pewnym momencie wyszłam do toalety. Pamiętam, że kiedy wychodziłam, nie było przy drzwiach nikogo.

Kiedy wracałam przy drzwiach byli już jacyś panowie, chyba ochroniarze, ale na pewno nie "nasi" tylko raczej wynajęci przez miejsce, w którym odbywał się koncert.

Nie dość że nie dali mi wejść, to jeszcze szyderczo potraktowali jak smarkulę-stalkerkę. Nie dali mi nawet dojść do słowa, sami za to zaczęli mówić słowa typu "odejdź", tyle że użyli zamiennika. Jeden z panów tak się zdenerwował, że mnie po prostu odepchnął. Odepchnął tak niefortunnie, że wylądowałam na ziemi, nawet pamiętam, że trochę po tej podłodze jechałam (w sensie ślizgałam się przez jakiś metr czy dwa).

Nie miałam przy sobie telefonu, bo to jeszcze nie były te czasy, a i panowie nie pozwolili mi czekać przy wejściu z nadzieją, że ktoś wyjdzie i mnie rozpozna, tylko jeden z nich dosłownie podniósł mnie chwytając za ramiona i wyprowadził z korytarza do głównego hallu. Wołałam rodziców, ale mnie nie słyszeli.

Trwało to dość długo, moja mama potem wytłumaczyła mi, że po prostu myślała, że jest długa kolejka do toalety. Ja natomiast byłam mocno zdenerwowana już, bo cała hala się zamykała, a ja miałam kurtkę w salce. Był styczeń.

Na szczęście mój brat wyszedł z salki i zaczął mnie szukać. Zaczął od zapytania panów, czy mnie nie widzieli, a oni wystartowali z tekstem "a ty co tu gnoju robisz i przeszkadzasz artystom". Mój brat w ostatniej chwili czmychnął do salki z powrotem i dał znać rodzicom.

Cała sprawa zakończyła się bardzo nieprzyjemnie, panowie rozmawiali z zespołem bezpośrednio. Przyjaciel taty, basista zespołu sam ma córkę w moim wieku (akurat tego dnia jej nie było), więc gdyby to ją tak potraktowano, to nie byłoby przyjemnie. Panowie ochroniarze tłumaczyli się, że nie miałam plakietki żadnej i niby skąd mogli wiedzieć. I tu się okazało, że hala nikomu nie dostarczyła żadnych przepustek, ani zespołowi, ani ekipie, ani Vipom. Po prostu ktoś tego nie dopilnował. Nie usprawiedliwiało to ich zachowania w żaden sposób. Kierownik hali miał wywalone, koncert się odbył, więc do widzenia.

Skarga poszła. Przede wszystkim na fakt, że nie dano plakietek czy opasek czy innych odznaczeń. Poza tym panowie pojawili się przy drzwiach od salki tak po prostu w międzyczasie i sobie stanęli. Nie mieli pojęcia nawet jak wyglądają członkowie zespołu, co wyszło w trakcie konfrontacji. No i trzecia rzecz: nieuzasadniona fizyczna przemoc.

Nie usłyszałam przeprosin. Rodzice zabrali mnie stamtąd na coś słodkiego ;)

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 134 (154)

#88946

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Mieszkam w Szwajcarii. W Szwajcarii niektóre aspekty kulturowe są inne od polskich i czy się to komuś podoba czy nie, trzeba się dopasować.

Moja znajoma K, która jest Polką, poznała ostatnio Szwajcara i zaiskrzyło. Zaiskrzyło tak mocno, że po kilku tygodniach koleś postanowił zaprosić ją do swojego rodzinnego domu. I tak oto nastąpił pierwszy zgrzyt, gdyż K nie zrobiła dobrego wrażenia. Zacznę od tego, że jej chłopak opowiadał o niej w samych superlatywach i jego rodzice byli bardzo pozytywnie nastawieni do dziewczyny jeszcze zanim się poznali. Przy wejściu przedstawili się z imienia, co oznaczało, że można mówić do nich na Ty. Znajoma jednak stwierdziła (paradoksalnie), że ona jest dobrze wychowana i będzie mówić w formie grzecznościowej (czyli niemieckie Sie).

Chłopak wziął ją na stronę i zwrócił na to uwagę, ale ona pozostała nieugięta i że ona jest polką i w polskiej kulturze tak się okazuje szacunek.

Jak się domyślacie rodzice chłopaka byli bardzo zasmuceni, odebrali to osobiście i pytali potem syna, dlaczego dziewczyna nie czuła się dobrze w ich domu.

Ja sama miałam problemy z mówieniem na "DU" do osób starszych, ale po latach przywykłam. Nie wyobrażałam sobie powiedzenia do rodziców moich przyjaciół po imieniu.

Chłopak K trzeźwo stwierdził, że ona jednak nie jest w Polsce i jeśli chce mieszkać w Szwajcarii to jednak wypadałoby niektóre rzeczy przemyśleć. K zrobiła mu awanturę, że chce ją pozbawić jej polskości. Niestety nasza znajomość się zakończyła, ponieważ stanęłam po stronie jego. Ich dom, ich zasady, już nawet pal licho kraj.

Sytuacja się uspokoiła aż do ostatniego weekendu, kiedy były urodziny mamy chłopaka K. K zapytała jaki prezent kupić, ale koleś stanowczo powiedział, żeby nie kupowała nic, bo u nich po prostu nie daje się prezentów. Wystarczy złożyć życzenia i być po prostu. K znowu swoje i jako jedyna przyniosła prezent. Wszyscy poczuli się głupio, gospodyni nie wiedziała jak zareagować, a K była bardzo z siebie dumna. No bo z pustymi rękami się nie przychodzi i koniec.

Właśnie się dowiedziałam, że ją rzucił.

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 145 (169)

#88644

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Mieszkam w Szwajcarii, ale cały czas mam konto i pieniądze na nim w polskim banku.

Tydzień temu dostałam SMS z informacją, że moja bankowość internetowa i karty zostały zablokowane i prośba o kontakt telefoniczny.

Ze szwajcarskiego numeru nie szło się dodzwonić, z polskiego koszta są dość spore, ale jak trzeba to trzeba.

Oczywiście najpierw nastąpiła weryfikacja czy ja to ja (no dobra najsampierw to było 10 minut czekania). Po kilkustopniowym upewnieniu się przez konsultantkę, że rozmawia z właściwą osobą przeszłyśmy do konkretów.

Karta została zablokowana w wyniku "podejrzanych transakcji", którą okazała się subskrybcja na YouTube, czyli prościej: zaczęłam wspierać pewnego polskiego youtubera i ta transakcja (któraś już z kolei, nie pierwsza) została przez "dział bezpieczeństwa" uznana za podejrzaną. Potwierdziłam tę transakcję. Żeby była jasność: moje "tak" w słuchawce było wystarczające, aby odblokować karty.

Bankowości internetowej nie udało mi się jednak odblokować, bo chodziło o "podejrzane logowanie z Rosji". Upewniłam się, że nie chodzi o Szwajcarię. Nie potwierdziłam tego, nigdy w Rosji nie byłam. W związku z tym trzeba wyrobić mi nowy login do bankowości internetowej, a można to zrobić TYLKO w oddziale banku.

Żebyście dobrze mnie zrozumieli: Bank miał próbę podejrzanego i ewidentnie nielegalnego logowania na moje konto z Rosji i to jest nagle mój problem. Pani nie interesował fakt, że jestem za granicą. Niestety mój pełnomocnik mógłby się pojawić w banku tylko i wyłącznie z "pełnomocnictwem szczegółowym" w którym dokładnie byłoby napisane, że może dla mnie wyrobić nowy login. Wyśmiałam Panią od góry do dołu, że jest chyba niepoważna, skąd miałabym niby przewidzieć, że moje konto w ich banku jest zagrożone atakiem hakerskim?

Krótko mówiąc, gdybym wiedziała, że się przewrócę, to bym sobie wcześniej usiadła chociaż.

Koniec końców, pełnomocnictwo ogólne zostało w oddziale banku skserowane, oddane do konsultacji do radcy prawnego banku i na szczęście zaakceptowane. A jest to pełnomocnictwo ogólne. Czyli, że pełnomocnik może w banku wszystko, na takich samych prawach jak ja.

Fakt, że bank zareagował na podejrzane ich zdaniem rzeczy na koncie to akurat spoko, ale zablokowanie mi bankowości na kilka dni utrudniło mi życie. Niektóre rzeczy szybciej i łatwiej jest robić używając polskiego konta.

Czy są tu eksperci, którzy mogą mi wyjaśnić fakt, dlaczego cały czas niektóre rzeczy można załatwić tylko w oddziale osobiście, a nie przez telefon?

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 121 (145)

#88680

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Na początku 2016 roku przyszło mi szukać mieszkania do wynajęcia, a miałam psa. Sunia była grzeczna i ułożona, no ale była.

Piekielne było to, że jeśli w ogłoszeniu nie było wzmianki o zwierzętach, to zaraz po moim telefonie się takowa pojawiała. I nie mogło być krótkiego prostego: nie, dziękuję, nie chcę zwierząt w mieszkaniu. Zadawano mi pytania m. in. na uj mi pies? Powinnam go oddać do schroniska.

Teraz moja piekielność: nawet jeśli wzmianka o zwierzętach była, to i tak dzwoniłam. Ale nie po to by ukryć ten fakt, ani żeby się o to pokłócić.

I tylko JEDNA osoba dała mi dojść w ogóle do słowa, nie rzuciła słuchawką po uprzednim wyzwaniu mnie od idiotek, które marnują ich czas.

A powiedziałam rzecz następującą: "Mam psa, który jest grzeczny i ułożony, i chętnie przyjadę z sunią na oglądanie mieszkania. Jestem w stanie dać większą kaucję w związku z tym i podpisać wszelkie papiery, jakie mi podacie pod nos, gwarantujące, że zapłacę za ewentualne psie szkody. W umowie oczywiście może też być zapis, że w mieszkaniu będzie tylko ten pies i żadnego innego zwierzęcia nie przygarnę. Zobowiążę się także do dezynfekcji przy wyprowadzce, żeby mieszkanie było jak nowe. Wszystko na papierze. Dlatego pomyślałam, że może zmienią Państwo zdanie i spróbujemy jednak się dogadać?"

I tak właśnie wynajęłam mieszkanie, właściciele nie chcieli wyższej kaucji, ale umowę dopasowali do psa, którego zresztą polubili. Uprzedzając wasze pytania: nie, nie musiałam wymieniać paneli ;) niestety jednak po 5 miesiącach musiałam uśpić sunię, ale z przyczyn zdrowotnych.

Drodzy właściciele mieszkań: KAŻDY, niezależnie od wieku, narodowości, płci czy statusu społecznego, może wam zrobić z mieszkania piekło. KAŻDY.

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 149 (185)

#88552

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Im człowiek starszy, tym trudniej znaleźć drugą połówkę.

Zaczęło się klasycznie, od pisania on-line. Muszę przyznać, że zrobił na mnie wrażenie. Poczucie humoru: jest. Stabilna sytuacja życiowa: jest. Bagaż życiowy, który pasuje do mojego: jest.

Info dla hejterów: stabilna sytuacja życiowa to dla mnie nie jest posiadanie zer na koncie, mieszkania i samochodu, tylko np. nie siedzenie w długach, narkotykach, niezakończonych sprawach rozwodowych. Chciałabym też, żeby facet miał pracę, którą lubi i która przynosi mu stabilny dochód.


Sytuacja właściwa: spotkałam się ze wspomnianym mężczyzną już po tygodniu pisania. I czar prysł. Poszliśmy na spacer, który sama zaproponowałam, nie chcę na pierwszym spotkaniu iść nigdzie, gdzie trzeba wydać pieniądze (materiał na osobną historię).

I dobrze zrobiłam, bo po kilku minutach koleś zaczął puszczać głośne i śmierdzące bąki. Myślałam, że się zawstydzi, ale na moje pytanie, czy dobrze się czuje (wiadomo, żołądek to tylko żołądek) odparł, że nie wie o co mi chodzi.

Dowiedziałam się po chwili, że przecież to sama natura i całkowicie normalna sprawa. Żebym też przestała udawać świętą, przecież "kobiety też srają" (dosł. "chicks also shit"). Poza tym wąchanie swoich bąków zacieśnia znajomość. Po kilkunastu minutach miałam naprawdę dość smrodu i po prostu pożegnałam się ozięble. Na odchodne dodał, że księżniczkuję bo szukam księcia.

Żeby była jasność: koleś puszczał głośne armaty co mniej więcej minutę i za każdym razem się śmiał, jakby usłyszał najśmieszniejszy dowcip świata.

Dobrze że nie poszliśmy do restauracji.
Dosyć randkowania on-line, przynajmniej na jakiś czas..

Skomentuj (37) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 221 (243)

#88476

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Korzystałam ostatnio z publicznej toalety na dworcu kolejowym. Toaleta była całkiem czysta, aczkolwiek pomieszczenie z umywalkami miało tak mokrą i brudną od butów podłogę, że aż się kleiła. Elektryczne suszarki bezdotykowe były umieszczone na przeciwległej ścianie do tej z umywalkami.

Przede mną z umywalki korzystała kobieta, która na głos komentowała ten syf, głośno klnąc. Narzekała na to, że nikt tu chyba nie sprząta cały dzień, i że nie można w ogóle dojść nawet, żeby umyć ręce.

Po czym przeszła od umywalki do suszarki odwracając się, ale nie strzepując rąk W OGÓLE, więc woda z nich poszła na podłogę.

Ja natomiast strzepałam ręce całkowicie nad umywalką, do sucha. Owszem, trochę mi to zajęło, ale mam codzienną praktykę przy zakładaniu soczewek kontaktowych ;)

Nie mnie oceniać układ toalety co gdzie się znajduje, ale ta sytuacja z boku była po prostu komiczna. Tak jakbyś palił papierosa i narzekał na to że w powietrzu śmierdzi tytoniem :D

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 116 (144)
poczekalnia

#88282

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Spotkała mnie w życiu tragedia. Nagła. Mój świat zawalił się w ciągu dosłownie kilku godzin.

Niestety życie musi się toczyć dalej i niezależnie od wszystkiego swoje zrobić trzeba. Moim wtedy obowiązkiem był pies, który nie rozumiał co mi się stało i chciał wyjść na dwór w wiadomym celu. No to idziemy. Znalazłąm w sobie siłę, by wyprowadzić psa, ale już na nic innego nie miałam wtedy siły. Co kilka minut kucałam, żeby się wyryczeć, na szczęście byłyśmy w lesie, więc sąsiedzi chyba nie słyszeli. Nie wiedziałam, jak się nazywam, bolało mnie całe ciało od płaczu. Ostatkiem sił sprzątnęłam po psie, wyrzuciłam pakunek do kosza, ruszyłam w drogę powrotną do domu mając nadzieję, że nie zgubię drogi. Uprzedzając pytania - nie, nie miał mi kto pomóc, byłam zupełnie sama.

Gdy byłam już z psiną prawie pod klatką (marzyłam, by usnąć znowu), poczułam mocne szarpnięcie za ramię i krzyk kobiety, która darła się w moją stronę. Wyobraźcie sobie, że nie byłam w stanie skupić się na tym co ona mówi, dopiero po chwili skupiłam się na jej słowach. Podobno mój pies zrobił kupę i nie posprzątałam. Laska w ogóle nie dała mi dojść do głosu, krzyczała niczym Karen, niestety wykorzystała mój stan, aby się chyba na mnie wyrzyć.

W końcu jej krzyk dodał mi trochę przytomności i poprosiłam grzecznie, żeby mi wskazała to miejsce gdzie moja psinka się zdwójkowała to posprzątam.

Tu dygresja, mój psiak robił dwójkę na każdym spacerze, ale dwie dwójki to była nowość. Psina szła za mną, miałam naprawdę co innego w głowie, niż obserwować ją cały czas, więc mea culpa.

Kobieta nie była łaskawa mi pomóc, tylko krzyczała. Chyba miałam do czynienia z osobą niepełnosprawaną umysłowo, bo jak tak wspominam całe zajście, to laska naprawdę zachowywała się jak typowa Karen z amerykańskich filmików, jakich wiele w internecie.

Ogarnęłam się, otarłąm łzy i cofnęłam się spory kawałek, aby sprawdzić trawnik, niestety nic nie znalazłam.

Po powrocie do klatki, przed którą jeszcze była furtka, zobaczyłam, jak ta sama kobieta wali głową w ramę tejże furtki. Obok stała jakaś parka, chyba dzwonili na policję, bali się podejśc i wcale się nie dziwię. Laska znowu jak mnie zobaczyła to jej furia przeniosła się na mnie, więc kiedy zaczęła iść w moją stronę z miną mordercy, po prostu uciekłam.

Pies na szczęście był posłuszny do kwadratu, więc pobiegła za mną dookoła bloku, do drugiej furtki. Nie wiem jak tego dokonałam, ale naprawdę resztkami, bo jak weszłam do domu, to padłam i nie otworzyłam oczu przez kolejnych 8 godzin.

Okazało się, że Pani nie ma żółtych papierów, jest po prostu zołzą do kwadratu, o czym przekonywałam się przez kolejnych kilka miesięcy, aż do wyprowadzki.

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 38 (84)

#87925

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Zostało mi 10 minut przerwy w pracy. Akurat siedziałam z koleżanką przy stole i kończyłyśmy posiłek.

Koleżanka ma dość trudny charakter i sposób bycia, jest też dość emocjonalna i nerwowa. W radzeniu sobie z codziennym stresem pomagają jej filmiki na youtubie, które są w sumie do tego przeznaczone. Dla nie obeznanych: czyszczenie dywanów, sprzątanie domu, usuwanie zaskórników ze skóry, ASMR itp. Są to filmiki mające miliony wyświetleń, a oglądanie ich daje jakąś taką dziwną satysfakcję ;)

Koleżanka spojrzała na zegarek i powiedziała, że w sumie dla spokoju obejrzałaby sobie właśnie taki filmik teraz, ale on ma 15 minut a za 10 musimy być już gotowe do pracy. Zasugerowałam obejrzenie kawałka filmiku, ale NIE! bo to nie będzie to samo i jeśli ona nie obejrzy do końca to ją zestresuje jeszcze bardziej!

No cóż, nie mi to oceniać co tam jej w głowie siedzi, ważne że jest dobrym pracownikiem. Ale dialog który nastąpił wtedy, trochę mnie wbił w ziemię.

Ja: może po prostu obejrzyj z podwójną prędkością?
K: jak to z podwójną?
Ja: no włącz filmik i niech się odtwarza dwa razy szybciej? Pokażę Ci gdzie, jeśli nie znasz tej funkcji.
K: bardzo śmieszne, przecież to nie znaczy że filmik będzie trwał krócej?
Ja: No nie, ale jego oglądanie już tak, a zobaczysz go do końca, tak jak chciałaś.
K: Bardzo śmieszne! Nie wkręcaj mnie, jeśli filmik trwa 15 minut, to jego obejrzenie trwa 15 minut!
Ja: No tak, ale jeśli sobie przyśpieszysz dwukrotnie..
K: przestań proszę Cię, po prostu przestań!

W tym momencie zabrakło mi argumentów, minęły kolejne minuty w czasie których koleżanka mogła już dawno ten filmik zacząć oglądać. Zamiast tego podniosła głos, wstała, szybkim krokiem oddaliła się od stolika, a oczy pozostałych osób na sali wbiły się we mnie.


Dowiedziałam się potem, że jestem bardzo słabym żartownisiem i na szczęście ona się nie dała mi wkręcić.

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 166 (192)

#87784

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Mieszkam za granicą. Kto przeczytał moją pierwszą zarchizowaną historię, ten wie, że uwielbiam januszować :)

Nie rozmawiam na ulicy po polsku, ale jak akurat mama zadzwoni... Zdarzyło się kilka razy, że podchodzą do mnie ludzie i zaczynają po polsku wścibską nawijkę o tym, że miło spotkać rodaka za granicą. To fakt, miło, ale nie można po prostu powiedzieć zwykłego "dzień dobry" i pójść w swoją stronę? Nie, trzeba mnie zagadywać o to, co tu robię, nie zwracając uwagi na fakt, że cały czas rozmawiam przez telefon.
Moja mama ma do mnie sprawę pilną, rozmawiamy, a w między czasie stoją nade mną "rodacy" i pytają jak długo jestem już w tym mieście.

Musiałam być niestety niemiła, bo chciałam się kulturalnie odsunąć, a grupka zaczęła za mną iść. Skąd wiem, że za mną? Bo patrzyli na mnie i ewidentnie czekali, aż skończę rozmawiać.
Nie każdy ma ochotę na pogaduszki z obcymi ludźmi, naprawdę.

Druga historia zdarzyła się, kiedy jadłam z kolegą Polakiem posiłek w knajpie. Podszedł do nas Polak, bez pardonu przysiada się do nas i radośnie stwierdza, że cieszy się że spotyka Polaków. Kochani Rodacy, nawet największa tęsknota (która i mnie dopada, przyznaję) nie uprawnia Was do chamstwa i braku kultury.

Kraj, w którym mieszkam uchodzi za drogi i bogaty. W związku z tym ja również uchodzę za bogatą. Kiedy podczas rozmowy mówię, że na coś mnie nie stać, to rozmówcy zwykle doznają szoku i słyszę: ale jak to? przecież pracujesz w Drogim i Bogatym Kraju!

Drodzy rodacy, jeśli mówię, że na coś mnie nie stać, to znaczy że mnie nie stać. Wiem, ile mam na koncie. Rozmowa dotyczyła oczywiście większej sumy niż 1000zł czy wypadu na pizzę.

I przechodząc płynnie właśnie do wydatków codziennych, to fakt stać mnie. Im wyżej frank tym lepiej (swoją drogą już raz mi zarzucono, żem nieczuła bo frankowiczom mogłoby być przykro).

Ostatnio jak byłam w Polsce, to koleżanka zaproponowała mi kosmetyk, który podobno jest dobry a ona sprzedaje tę markę. Zgodziłam się, zapytałam o cenę, uznałam że jest ok, zapłaciłam, dostałam kosmetyk i uznałam sprawę za zakończoną. Niestety dowiedziałam się potem od wspólnych znajomych, że koleżance jest bardzo przykro, jak ją potraktowałam.
Koleżanka bowiem była przekonana, że dam jej więcej niż chciała. Aż zbaraniałam, jak to usłyszałam- "No bo przecież masz". Nie znam się na cenach tej marki, dla ciekawskich chodziło o krem do twarzy za 250 zł, który starcza na około trzy miesiące. Fakt, że dobry ten krem, ale poszukałam już innego dostawcy.

Sytuacje ze znajomymi są dość niezręczne kiedy idziemy razem z moimi rodzicami gdzieś. Za rodziców płacę ZAWSZE I ZA WSZYSTKO. Jest to umowa między nami, porozmawialiśmy sobie o tym już dawno, aby żadna ze stron nie czuła się źle. Tak samo z bratem.

Jeśli natomiast dołącza do nas w restauracji jeszcze ktoś (tak, moi rodzice i ja mamy wspólnych znajomych), to zauważyłam, że wybiera sobie z menu dużo więcej niż jedna osoba mogłaby zjeść. A potem zdziwko, że musi sam opłacić rachunek. "No bo przecież skoro i tak płacę za wszystkich innych, to mogłabym już opłacić całość".

Naszej rodzinie zostali tylko Ci przyjaciele, którzy albo pytają na początku czy nie byłoby problemu, gdybym zapłaciła (bo np knajpa jedna z droższych), albo po prostu płacą za siebie, mimo iż zarabiają mniej.

Dodatkowo te komentarze... Że się popisuję, bo wzięłam taksówkę (nie nie Ubera, taksówkę) mamie, żeby nie wracała autobusem. Serio? Mam przepraszać, bo zadbałam o moją własną mamę? "Inni nie mogą sobie na to pozwolić!", usłyszałam...

Wracając do mojego miejsca zamieszkania, przyznaję, że posługuję się językiem angielskim, który urzędowym tam nie jest. Tzn jest, ale w pracy tylko.

Na co dzień posługuję się podstawową znajomością języka, jeśli ktoś nie mówi po angielsku to w ostateczności zawsze mam przy sobie mini słowniczek i rozmówki. Sąsiedzi, listonosz, policja, kasjerzy - WSZYSCY są przemili. Oprócz Polaków. Już nieraz słyszałam, że nie mam prawa tu przebywać, bo powinnam znać język lokalny w mowie i piśmie na poziomie C! G.. prawda, w tej chwili wystarczy A2. "Bo on się nauczył i ciężko harował żeby tu własną firmę mieć, a przyjedzie taki jeden i myśli że mu się wszystko tu należy!" Nigdy tak nie uważałam, zaproponowano mi warunki, zgodziłam się i pracuję. Nie Twój, rodaku interes.

Ostatnio jak mieszkałam w Polsce w hotelu, to cierpliwie tłumaczyłam Pani sprzątającej (Ukrainka lub Białorusinka), że chodzi mi o ręcznik. Próbowałam na migi. Nie kazałam jej "spadać do siebie". Fakt, trochę się zdziwiłam, że nie rozumie słowa "ręcznik", ale uznałam że to nie moja sprawa, może jest w Polsce dopiero od kilku dni, może się denerwuje? EDIT: użyłam translatora, bo Pani akurat nie miała przy sobie ręczników, które mogłabym wskazać. Rodacy, skąd w Was tyle jadu? Migracja jest i będzie. Ludzie poszukują lepszego życia i nie ma w tym nic złego.

Przepraszam za chaos w historii. Na wszystkie pytania uzupełniające w komentarzach chętnie odpowiem. Za hejt jak zwykle dziękuję :)

zagranica

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 207 (263)
zarchiwizowany

#87757

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Mieszkam za granicą.

Nazbierało mi się sporo rzeczy dla mamy, bo jak wiadomo, nie widujemy się od miesięcy. Zapakowałam więc wszystko do walizki kabinówki i zaczełam poszukiwania kogoś, kto mi to przewiezie. Pomogła facebookowa grupa, już po godzinie byłam umówiona z człowiekiem na odbiór. Mama będzie miała dla nas walizkę zwrotną w drugą stronę dla Pani? Nie ma problemu.

Podałam przez messengera wszystkie potrzebne dane i czekam. Dzwoni do mnie jednak numer przez WatsAppa. Pan się przedstawił, ale nie kojarzyłam. Bo on ma podobno ode mnie paczkę odebrać, ale nie mógł się do mnie dodzwonić, bo mam blokadę. No tak, mam blokadę na numery zastrzeżone.
Czaicie? Człowiek ma do mnie pretensje, że się nie mógł do mnie dodzwonić z zastrzeżonego numeru. Może mi to ktoś wyjaśnić?

Wracając, okazało się że to nie jest pracownik firmy, tylko kolega wspólnika człowieka, z którym się umówiłam. Zależało mi na tej paczce, wiec tego nie skomentowałam. W środku tak naprawdę nie było rzeczy ratujących życie, trochę ciuchów, czekolada, ser, drobnostki. Postanowiłam więc przemilczeć fakt, że pan, który przyjechał, nie wystawił mi żadnego potwierdzenia odbioru czy coś. Tym bardziej, że zapłaty też nie chciał.

Chciał za to koniecznie wiedzieć "jak mi się tu żyje". A czy mam własne mieszkanie, czy wynajmuję? Ile już czasu tu pracuję? Czy jestem mężatką, a jeśli tak, to czy rozliczam się z mężem czy sama? Bo on ma firmę, która zajmuje się pośredniczeniem w kupowaniu mieszkań i jeśli planuję zostać na stałe za granicą, to on zaprasza na spotkanie. Podziękowałam, ale wizytówkę wzięłam, bo nie chciałam być niemiła. Mógł po prostu zacząć od tej wizytówki, a nie robić z siebie wścibskiego chama.

Fakt, że byli u mojej mamy o 1 w nocy, bez nawet grzecznościowego "przepraszam", już pominę. Na szczęście walizka od mamy dla mnie przyjechała już po dwóch dniach, ale przyjechał ten sam człowiek, czyli kolega. Wręczyłam mu zapłatę do ręki, ale dziwnie się czułam. Jakoś tak wszystko niepoważnie...

I teraz mam zagwostkę, bo chciałabym przewieźć mojemu bratu PS4, skoro mam już PS5. A to już inna sytuacja :) Co myślicie? Niby przewieźli, ale skoro mają własną firmę przewozową, a wysyłają kolegę po odbiór, to dla mnie jest to typowe uniknięcie podatków..

zagranica

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -9 (41)

1